Żywe serce ks. Piotra Pawlukiewicza to bodajże druga książka z wydawnictwa RTCK, po którą sięgnęłam w ostatnim czasie. A nawet dawniej, bo po raz pierwszy przeczytałam ją w marcu 2025 roku, ściślej: 29 marca, będąc w szpitalu u Taty. To bardzo ważna i szczególna dla mnie pozycja. Doceniam ją przede wszystkim za humor i za to, że nawet w najtrudniejszym momencie czuwania, Pawlukiewicz potrafił swoimi historiami rozbawić mnie do łez! Pamiętam, że pomyślałam wówczas, że nawet jeśli mój śmiech był wtedy niestosowny, jeżeli w takim momencie, czując ten smutek, potrafiłam roześmiać się, to nawet będąc w niesamowicie trudnej sytuacji, znajdę choć malutki promień słońca, będę miała powód, by wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Po najgorszej burzy, najczarniejszej nocy, te smutek zniknie, a ja będę potrafiła się uśmiechnąć. Wystarczy znaleźć to malutkie ziarno radości i nadziei. Zajęło mi rok czasu, kiedy ponownie zabrałam się za tą lekturę, już po żałobie. Do dziś wywołuje we mnie te same ciepłe uczucia. Mam nadzieję, że tak będzie już zawsze. Wierzę w to!

Ksiądz Piotr Pawlukiewicz (1960-2020), legendarny kaznodzieja w niniejszej książce zawarł kwintesencję swojego nauczania z 2007 roku. To ponad 250 stron tekstu i 11 rozdziałów, które odmienią Twoje życie i sprawią, że spojrzysz na nie z innej perspektywy. Tak powinien brzmieć slogan widniejący na okładce. Cóż, moje życie ta lektura z pewnością odmieniła.
Żywe serce to zawołanie z tej książki skierowane do każdego odbiorcy. Dzisiaj świat potrzebuje ludzi o ŻYWYM SERCU, niekoniecznie mających jakiekolwiek wielkie osiągnięcia. Największym zagrożeniem jest lenistwo i idąca za tym wegetacja. W swojej książce Pawlukiewicz nie daje jednej prostej recepty, co robić. Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: Zapytaj, co mnie ożywia? A następnie idź, i to zrób. Dzięki tej lekturze dowiesz się: jak zajrzeć w swoje serce, jak poznać samego siebie, „patrzeć sercem” i rozpoznać swój własny życiowy napęd; w jaki sposób mądrze podejmować decyzje, a także jak radzić sobie z grzechami, zranieniami, kompleksami i ogólnym poczuciem beznadziei? Absolutnie najlepsze jest jednak to, dowiesz się, jak odbudować w sobie poczucie własnej wartości! Gwarantuję!
opis własny

Muszę przyznać, że bardzo mnie ta książka ujęła i to już od samego początku! Mimo że księdza Pawlukiewicza gdzieś tam kojarzyłam, nie słuchałam wcześniej jego kazań. Poznałam go dopiero, gdy w moje ręce wpadła ta książka. Wtedy właśnie poznałam też wydawnictwo RTCK. A wpadła w bardzo dobrym (złym) momencie! I bardzo dobrze, bo to właśnie ona pomogła mi przetrwać trudne chwile.
Co się w tej książce rzuca w oczy już od pierwszej strony, to bijący od niej humor! Naprawdę niesamowicie się uśmiałam podczas lektury, a nie był to czas, kiedy było mi do śmiechu. Jestem więc naprawdę wdzięczna, że wpadła ona w moje ręce akurat wtedy. Książka ta jest napisana z zaskakującą lekkością, można wręcz odnieść wrażenie, że są to słowa, które kieruje do nas jej autor. Dzięki temu zabiegowi akt lektury przypomina nieco dialog ze starym dobrym przyjacielem/znajomym, który przyszedł by opowiedzieć kawały i osłodzić jakoś Twoje życie. Tak się trochę czułam. Prosty styl, nie okraszony zbytnio ozdobnikami, za to przesiąknięty soczystą mową sprawia, że w zasadzie możnaby tą pozycję spokojnie przeczytać na jeden wieczór. Anegdotki z życia księdza Piotra naprawdę potrafią niekiedy rozbawić do łez i sprawiają, że myślisz jeszcze bardziej optymistycznie! Dopiero po lekturze zapoznałam się bliżej z osobą autora na YouTub’e i uważam, że zdecydowanie było warto!
Książka wbrew pozorom dotyka szeregu ważnych tematów, jednakże lekki styl autora w pewnym sensie zdejmuje ich ciężar podczas lektury. Oczywiście, Żywe serce zachęca do refleksji, ale zdecydowanie ich nie wymusza. Prostota, z jaką została napisana ta książka sprawia, że całkowicie naturalnie myślisz o swoim życiu i patrzysz na nie z nieco innej perspektywy. Podświadomie myślisz o swoich bliskich, o swoich pasjach i o tym, co Cię porusza. Zastanawiasz się, jak byś postąpił na miejscu bohaterów anegdotek przytaczanych przez Pawlukiewicza. I to jest w tej książce piękne i cenne. Prostota, zachęta do działania, żywej relacji i autentyczności. A wspomnienie kobiety z pieskiem chyba już zawsze będzie przypominać mi tą marcową noc i mój śmiech, gdy czytałam tą scenę (o co konkretnie z nią chodziło tego nie powiem, dowiedzcie się sami!) :).
Żywe serce to pozycja, która na mojej półce zajmuje bardzo ważne miejsce i lubię do niej wracać. Możliwe, że zrobię z tego tradycję i podobnie jak do moich innych comfort books (a taką książką jest na przykład Promyczek Kim Holden, której recenzję pisałam zresztą na blogu), będę po nią sięgać co rok lub wtedy, kiedy będę potrzebowała doładować swój optymizm!

Jest to pozycja po którą zdecydowanie warto sięgnąć! Sprawdzi się idealnie jako prezent na urodziny czy zwyczajnie bez okazji, aby przynieść komuś promienie słońca. Szczególnie poleciłabym ją osobą, które przechodzą przez trudniejszy czas i zmagają się z poczuciem beznadziei. Gwarantuję, że pokochacie tą książkę tak samo jak ja!
Moja ocena: 10/10 :)
