Z Dziennika Książkoholiczki

Strony

  • Strona główna
  • O mnie
  • KSIĄŻKI
  • Kącik serialowy
  • ZESTAWIENIA
  • Kontakt i Współpraca

16 sierpnia

Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ruchem Czystych Serc (relacja)

Gródek nad Dunajcem to malownicza wieś położona w powiecie nowosądeckim. Można tutaj odpocząć, ale… nie tylko. Jedną z atrakcji stanowi Małpia Wyspa znajdująca się w północnej części Jeziora Rożnowskiego. To prawdziwy raj dla miłośników przyrody. Jednak dla wielu osób największą atrakcją Gródka są nie walory przyrodnicze, lecz odbywające się tutaj każdego lata rekolekcje Ruchu Czystych Serc. To wydarzenie gromadzi około 100 młodych osób, wśród nich są studenci, a także młode małżeństwa z dziećmi. Co ciekawe, niektórzy z uczestników odwiedzają Gródek co roku, a są i tacy, którzy przyjeżdżają nad Dunajec już od dwunastu lat! Co sprawia, że rekolekcje RCS tak silnie przyciągają młodych?

Odpowiedź jest prosta, choć kryje się za nią wiele różnych doświadczeń. Dla jednych najważniejszy jest czas spędzony na modlitwie i adoracji, dla innych możliwość pogłębienia wiary podczas konferencji i rozmów w małych grupach dzielenia. Wielu uczestników podkreśla jednak coś jeszcze – wyjątkową atmosferę wspólnoty. W Gródku można spotkać ludzi, którzy podobnie patrzą na relacje, małżeństwo, wiarę i codzienne życie. To właśnie te spotkania sprawiają, że chce się tutaj wracać. 


– To miejsce, gdzie można spotkać ludzi żyjących podobnymi wartościami. Dobrze jest spotkać takich ludzi, zwłaszcza jeśli ma się świadomość, że po tych rekolekcjach wrócimy do zwykłego, mniej przesiąkniętego wiarą życia – dzieli się jedna z uczestniczek. 


Każdy dzień rekolekcji miał swój rytm, co nie zmienia faktu, że był to bardzo intensywny i angażujący czas. Centrum każdego dnia stanowiły poranny różaniec i popołudniowa Eucharystia, przeplatane konferencjami o różnej tematyce oraz grupki dzielenia, podczas których uczestnicy wraz z animatorami rozważali teksty traktujące o wierze, rozmawiali i dzielili się refleksjami. Był to także czas, w którym można było dowiedzieć się więcej o tym, jak ważną kwestią jest czystość i trwanie w niej do czasu zawarcia sakramentu małżeństwa. Nieodłącznym elementem każdego dnia były wieczorne świadectwa zaproszonych gości, po których rozpoczynała się adoracja przed Najświętszym Sakramentem. Dla wielu uczestników był to szczególnie ważny moment – zarówno podczas wspólnej modlitwy, jak i w czasie indywidualnej, nocnej adoracji można było zatrzymać się, wyciszyć i po prostu pobyć z Bogiem. 


– Najbardziej podobają mi się właśnie adoracje. Dopiero wtedy mogę się wyciszyć po całym dniu – mówi jeden z uczestników rekolekcji. 


W programie znalazł się również wieczór uwielbienia, podczas którego uczestnicy wielbili Boga śpiewem, tańcem i muzyką. Nie zabrakło oczywiście czasu na integrację, której inicjatywa spoczywała na uczestnikach rekolekcji. Czas wolny po obiedzie i kolacji wypełniały więc wyprawy w góry, siatkówka czy planszówki. Jak to w RCS-ie bywa, nie mogło obyć się bez tańców, które rozpoczęły się od klasycznego poloneza, a zakończyły skocznym tańcem irlandzkim. W tym roku nowością był rejs statkiem dookoła Małpiej Wyspy. 


O wyjątkowości tych rekolekcji najbardziej świadczą ci, którzy do Gródka przyjeżdżają co roku. Dla niektórych stał się on już wakacyjną tradycją. Wśród uczestników są osoby, które przyjeżdżają tutaj od dwunastu lat. Zaczynali jako nastolatkowie, a dziś wracają już jako dorośli. W Gródku wciąż spotykają ludzi, którzy podobnie jak oni chcą budować swoje życie na wartościach. 


Zwieńczeniem przedostatniego dnia rekolekcji było uroczyste przystąpienie nowych osób do Ruchu Czystych Serc oraz błogosławieństwo kapłanów. Nowych członków ciepło przyjęli również obecni na rekolekcjach „weterani” RCS-u. Był to także wieczór świadectw, podczas którego uczestnicy dzielili się tym, w jaki sposób Bóg działał w ich życiu i co dał im czas spędzony na rekolekcjach. Tego wieczoru po adoracji uczestnicy mogli obserwować deszcz perseidów. W środę 12 sierpnia nastąpiło zakończenie rekolekcji poprzedzone pielgrzymką uczestników do Zabawy, miejsca narodzin i śmierci błogosławionej Karoliny Kózkówny, patronki Ruchu Czystych Serc.


Rekolekcje w Gródku to wyjątkowy czas zarówno dla tych, którzy przyjechali pierwszy raz, jak i dla tych, którzy wracają tu każdego roku. To tydzień, podczas którego można zwolnić, pogłębić relację z Bogiem – zarówno podczas wspólnej modlitwy, jak i nocnej adoracji – a jednocześnie doświadczyć wspólnoty, zbudować nowe relacje i spotkać ludzi, którzy podobnie chcą przeżywać swoje życie i wiarę. 


W przyszłym roku nie może Cię zabraknąć! Przyjedź, bo RCS czeka właśnie na Ciebie! 

Czytaj dalej »
on 16 sierpnia 0
Podziel się!
Starsze posty

05 sierpnia

"Powroty" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz

 Powroty autorstwa księdza Piotra Pawlukiewicza to pierwsza książka, jaką mam przyjemność recenzować w oficjalnej współpracy z wydawnictwem RTCK. Widok tej książki w paczce od wydawnictwa sprawił mi wielką przyjemność. Toteż postanowiłam od razu zapoznać się z tą książką! I będąc świeżo po lekturze, mogę z całą pewnością powiedzieć, że było warto! Powroty to lektura, która zdecydowanie była mi potrzebna, zwłaszcza teraz przed wyjazdem na tygodniowe rekolekcje.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Jak odnaleźć swoje miejsce? Swoje powołanie? Swoją tożsamość? Ksiądz Piotr Pawlukiewicz ma na to prostą receptę: wróć do korzeni, do miejsca, z którego wyszedłeś/aś, bo tam się wszystko zaczęło. Wróć do Boga. Nie jesteś na właściwym miejscu? Czujesz się w swoim życiu niekomfortowo? To wracaj natychmiast! Z tą książką odkryjesz to, do czego zostałaś/eś stworzony, nauczysz się rozpoznać Boże prowadzenie w Twoim życiu i, co najważniejsze, znajdziesz w sobie odwagę, aby pójść w życiu drogą, która jest Twoim powołaniem.

- opis własny

To już druga książka autorstwa ks. Pawlukiewicza, jaką miałam okazję przeczytać. A jeśli nie mieliście jeszcze okazji, to zapraszam do przeczytania recenzji książki Żywe serce, którą można znaleźć na moim blogu. Powroty to książka, jakiej w ostatnim czasie bardzo potrzebowałam. I cieszę się, że nawiązując współpracę z wydawnictwem RTCK dostałam od nich między innymi właśnie tą książkę. Pomogła mi uporządkować pewne sprawy, na inne umożliwiła mi spojrzenie z dystansu, a przy tym wielokrotnie rozbawiła mnie do łez!

Tym, co zdecydowanie mnie ujęło podczas lektury jest prostota. Wbrew pozorom tematy, jakie porusza ta książka do łatwych nie należą, stąd należałoby o nich pisać w sposób poważny, bez cienia ironii, tudzież lekkiego uśmiechu na twarzy. Nic bardziej mylnego! Pawlukiewicz jak nikt inny potrafi pokazać, że dystans do siebie, swoich problemów jest czymś zdrowym i potrzebnym! Trzeba przyjrzeć się sobie i niekiedy umieć się z siebie pośmiać! 

Obecnie wiele mówi się o kompromisie. Tymczasem miłość, to nie uczucie, ale decyzja, postanowienie. Bardzo mi się to spodobało. Nie ma odpowiedniej drogi, a kiedy podwinie nam się noga, możemy zawrócić, przemyśleć i przeliczyć trasę na nowo. Książka Pawlukiewicza uczy, że nikt nie jest bez powołania, a miłość to podstawa. Nie da się mieć gotowego planu na wszystko. Czasami wystarczy po prostu zaufać. I to jest w tej książce tak piękne i wyjątkowe, prostota i jasne przesłanie.

Wspominałam, że to druga książka autorstwa ks. Piotra Pawlukiewicza, jaką miałam okazję przeczytać. To, co niezmiennie mnie ujmuje to prosty, przystępny i zarazem lekki język autora. Nie znajdziemy tutaj wzniosłych, patetycznych przemów, a prosty i swobodny styl, który trafia do serca. Ksiądz Pawlukiewicz zasłynął z prostych kazań i nauk. Ta książka jest podobna. Tematy dotyczące powołania, małżeństwa, różnic płciowych napisane są przyjemnym stylem, przez co łatwiej jest je zrozumieć i przyswoić. Nieco żartobliwy ton księdza Pawlukiewicza pozwala nie myśleć o wszystkim tak bez reszty poważnie, ale z dystansem i humorem, a to podejście, które bardzo sobie cenię!

Jestem przekonana, że Powroty na długo pozostaną w moim sercu! To taka książka, która długo nie pozwoli o sobie zapomnieć. A śmieszne momenty, jakich w tej książce zdecydowanie nie brakuje jeszcze niejednokrotnie wywołają na mojej twarzy uśmiech!

Powroty to książka idealna dla tych, którzy są zagubieni, niepewni swojego miejsca w życiu. Napisana z humorem, lekko, traktująca o sprawach całkiem poważnych pozycja pozwoli nam na nowo poczuć się na właściwym miejscu. Książka idealna na letnie wieczory i poranki przy kawie, a zwłaszcza wtedy, kiedy przychodzą rozkminy i refleksje dotyczące kwestii tożsamości, powołania. Polecam serdecznie!

Moja ocena: 10/10 :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu RTCK!



Czytaj dalej »
on 05 sierpnia 0
Podziel się!
Etykiety
#współpraca recenzencka, chrześcijaństwo, nadzieja, obyczajowe, okruchy życia, wiara, współczesność
Starsze posty

01 sierpnia

"Niewidzialne życie Addie LaRue" - Victoria E. Schwab

 O Niewidzialnym życiu Addie LaRue usłyszałam już jakiś czas temu i - chcąc w pełni wykorzystać czas wolny podczas wakacji zanim zacznę wrześniową pracę, już o nauce do egzaminu nie wspominając - postanowiłam zapoznać się z tą książką! Cieszę się, że zrobiłam to właśnie teraz. Z całego serca pokochałam bowiem zarówno postać Addie, jej historię, jak i samą prozę Victorii E. Schwab! Z pewnością w niedalekiej przyszłości chętnie sięgnę po inne jej książki!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

„Nigdy nie módl się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku” - usłyszała młoda Addie. W 1714 roku Adeline ucieka sprzed ołtarza i popełnia największy w swoim życiu błąd. Zawiera umowę. Ten faustowski pakt ma swoją cenę: kobieta otrzymuje w darze wieczność, jednak bez jakiejkolwiek szansy, że zostanie zapamiętana przez tych, których spotka na swojej drodze. Po tej feralnej nocy Addie opuszcza swoja rodzinną wioskę i rusza w nieznane. Straciła wszystko i wszystkich. Jest jednak zdeterminowana, by znaleźć sobie właściwe miejsce i to nawet jeżeli z własnego wyboru została skazana na wieczną samotność. Każdego kolejnego roku, w dniu jej urodzin, Luc składa jej wizytę i nieodmiennie pyta, czy Addie jest już gotowa, by oddać mu swą duszę. A ta mroczna i ekscytująca gra będzie trwać przez wieki. Upłynie trzysta lat, gdy Addie odkryje ukrytą w Nowym Jorku księgarnię, a tam pozna kogoś, kto zapamięta jej imię. I to zmieni wszystko...

- opis własny

Sięgnęłam po tą książkę spontanicznie i nawet nie spodziewałam się, że wkrótce stanie się jedną z tak wielu ważnych dla mnie pozycji! Odwiedziłam bibliotekę w poszukiwaniu wciągającej pozycji, a historia Addie od razu przyciągnęła mój wzrok. Nie wahając się, szybko wybrałam właśnie tę książkę. Jeszcze tego samego wieczoru przeczytałam dobre 100 stron i już wiedziałam, że to był znakomity wybór, a książka na pewno stanie się dla mnie ważna! Nie pomyliłam się. 

Bardzo łatwo jest wciągnąć się w Niewidzialne życie Addie LaRue, autorka bowiem już od samego początku misternie tka fabułę w taki sposób, aby czytelnik z zapałem przewracał kolejne strony. Jednakże od pewnego momentu ma się wrażenie pewnego zastoju, co wkrótce mija, gdy Addie odnajduje księgarnię. Na szczęście po drodze jest sporo ciekawych momentów z jej życia, co umilało mi czekanie na to wielkie spotkanie. Nie ukrywam, że byłam podekscytowana sięgnięciem to tą książkę i bardzo się cieszę, że przewyższyła ona moje oczekiwania.

Czas zawsze kończy się na sekundę zanim jest się gotowym. Życie to wszystkie minuty, których potrzebujesz minus jedna.

O ile autorka ma talent do snucia oryginalnych i intrygujących fabuł, o tyle akcja nieco dla mnie kulała. Po tak emocjonującym początku spodziewałam się utrzymania dalszego napięcia w kolejnych rozdziałach. Zamiast tego od magicznej baśniowości w kolejnym rozdziale spotkałam się z zupełnie inną sceną i w ogóle znalazłam się w innym czasie. Ten przeskok czasowy był dla mnie trochę niekonsekwencją tak świetnego rozpoczęcia. Moje napięcie opadło i byłam trochę rozczarowana i zaskoczona. Na całe szczęście Schwab szybko podniosła moje oczekiwania zaskakując mnie w kolejnym rozdziale. O ile na początku trochę mnie to irytowało i dezorientowało, to później ten oryginalny zabieg autorski wcale mi nie przeszkadzał, a ja mogłam bez przeszkód cieszyć się lekturą.

Schwab już na samym początku tworzy niesamowity, baśniowy klimat, który właściwie utrzymuje się przez całą powieść. Chociaż w powieści co chwila pojawiają się przeskoki czasowe do różnych okresów z życia Adeline, to ta efemeryczność niezmiennie się utrzymuje. Dawna Francja, bohaterka, która jest buntowniczką, faustowski pakt, a to wszystko okraszone podróżami w czasie. Uwielbiam takie klimaty! Nie da się nie być pod wrażeniem pisarskich umiejętności Schwab, a jako miłośniczka romantyzmu kocham takie chwyty! Ciągle jednak miałam wrażenie, że autorka nie odsłania wszystkiego i co nieco nadal pozostaje ukryte, co sprawiało, że byłam jeszcze bardziej zaintrygowana. Przyznaję, że od samego początku byłam ciekawa, w jaki sposób zostanie przedstawiony wątek paktu Adeline i Luca i cieszę się, że autorka postanowiła poprowadzić to w taki, a nie inny, niejednoznaczny sposób.

Czymże jest człowiek, jeżeli nie ciągiem śladów, które po sobie pozostawia wśród innych ludzi?

Język jakim operuje Victoria Schwab to subtelne meandrowanie między epokami, jest prosty, a zarazem świetnie dopasowany do poszczególnych czasów, w jakich żyje bohaterka. Autorka potrafi bardzo dobrze opisać zarówno Francję z dzieciństwa Addie, jak i czasy rewolucji francuskiej, nie wspominając już o czasach właściwych dla powieści, czyli współczesności. Jestem przekonana, że podczas pisania musiała zgłębić całą masę wiedzy, aby tak pieczołowicie przedstawić takie detale z dawnych czasów. Wszystko to sprawia, że podczas lektury ma się autentyczne wrażenie podróży w czasie. 

Bohaterowie, których w zasadzie jest tutaj trójka stanowią kolejny atut tej niezwykłej książki. Już na samym początku pokochałam Addie za jej determinację, pyskaty język, niesamowitą wrażliwość i odwagę. W wielu kwestiach mogłabym powiedzieć, że się z nią utożsamiam. Niezmiennie jednak myśląc o niej ogarnia mnie nostalgia. Próbując wyobrazić sobie jej twarz, widzę spojrzenie pełne czułości, a zarazem przekory i niezłomnego uporu. Addie z pewnością trafi w poczet moich ulubionych kobiecych postaci literackich! Zresztą, naprawdę nie da się jej nie polubić. Z  drugiej strony mamy Luca, który niejednokrotnie jest przebiegły, irytujący i tak naprawdę ma wszystkich głęboko gdzieś. Obserwowanie dialogów tej pary, wzajemnych dogryzań to naprawdę niesamowite doświadczenie i nie sposób się przy niektórych z nich i uśmiechnąć, a niekiedy nawet i przestraszyć. Dopiero później na kartach tej książki pojawia się kolejna postać, Henry, który podobnie jak Adeline budzi we mnie pewną czułość, a nawet pobłażliwość. Jest po prostu słodki. Muszę jednak oddać autorce to, że stworzyła swoich bohaterów w niezwykle przemyślany sposób, każdy z nich ma w sobie jakąś wyjątkową, intrygującą i odróżniającą ich od pozostałych cechę. Jednocześnie żadna z postaci nie jest doskonała i to sprawia, że tak ich lubię. 

Nie chcę należeć do nikogo innego, tylko do samej siebie. Chcę być wolna. Żyć, tak jak chcę, znaleźć własną drogę, kochać albo być sama, ale tylko z własnego wyboru. Jestem zmęczona brakiem wyboru, przerażona latami, które przeciekają mi przez palce. Nie chcę umrzeć tak, jak żyłam, bo to żadne życie.

Niewidzialne życie Addie LaRue to książka, obok której zdecydowanie nie można przejść obojętnie! Żałuję, że nie ma drugiego tomu tej historii, chociaż zakończenie, którego szczerze mówiąc się nie spodziewałam, i które mnie zaskoczyło, było dla tej opowieści właściwe i pozostawia tajemniczą furtkę do snucia scenariuszy co by było, gdyby... V. E. Schwab stworzyła niesamowitą historię, postacie, słowem spisała się fenomenalnie, na medal! Jestem pewna, że Niewidzialne życie Addie LaRue stanie się jedną z moich top książek tego roku, a może nawet i życia. Od dnia, w którym przewróciłam ostatnie strony tej powieści zajmuje ona bardzo ważne miejsce w moim sercu.

Książka V.E. Schwab sprawdzi się jako dobry prezent dla osoby, która lubi nietypową fantastykę. Nie wspominając już o miłośnikach Fausta, na którego kanwie jest osnuta historia Addie. Dla kogoś, kto potrzebuje dobrej odskoczni od rzeczywistości, historia Addie z powodzeniem przyniesie otuchę w letnie i jesienne wieczory. Możecie dać się mile zaskoczyć! Serdecznie polecam!

Moja ocena: 10/10 :).

Czytaj dalej »
on 01 sierpnia 0
Podziel się!
Etykiety
fantasy, new adult, okruchy życia
Starsze posty

15 lipca

"Czego najbardziej żałują umierający" - Bronnie Ware

 W czerwcu oraz na początku lipca sporo się działo, między innymi: zakończył się rok szkolny, w szkole, gdzie pracuję, rozpoczęłam kilka nowych współprac z wydawnictwami i fundacjami (sić! dzieje się!) oraz byłam (nareszcie!) kilka dni nad morzem! Toteż mój najnowszy lipcowy wpis i wraz z nim plan na regularne pisanie chciałam rozpocząć książką, która bardzo mnie w ostatnim czasie poruszyła. A mowa o Czego najbardziej żałują umierający autorstwa Bronnie Ware.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Czego najbardziej żałował/abyś przed śmiercią? To pytanie, którego nie zadaje sobie zbyt wiele osób. Bronnie Ware, pielęgniarka opieki paliatywnej wiele raz słyszała je z ust swoich podopiecznych. Podobnie jak ich wyznania i refleksje, to wszystko uświadomiło ją, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Dzięki swoim pacjentom Bronnie odnalazła spokój, sens życia i poczucie spełnienia po latach niesatysfakcjonującej pracy. Bo nasze szczęście zależy wyłącznie od nas samych, to wybór, tak samo jak to, w jaki sposób przeżyjemy nasze życia. W tej książce Bronnie zebrała wszystko, czego nauczyła się przez lata pracując jako pielęgniarka opieki paliatywnej, chcąc podzielić się swoim doświadczeniem z innymi. Ta pozycja uczy wrażliwości nie tylko na samego siebie, ale też na innych, daje nadzieję i pokazuje, jak żyć pełnią życia i osiągnąć wewnętrzną harmonię.

- opis własny

Są takie książki, które zmieniają perspektywę w czyimś życiu albo uczą/utwierdzają w przyjętych i wyznawanych wartościach/postawie. Dzięki temu zostają w naszych sercach na dłużej i są nadzieją dla nas w tych gorszych dniach. Mam kilka takich comfort books, a Czego najbardziej żałują umierający z pewnością jest jedną z nich. Książka ta wpadła w moje ręce któregoś majowego dnia zupełnie niespodziewanie, kiedy wracałam do domu po przeprowadzeniu wywiadu dla WUJ-a i spotkaniu wspólnoty, gdzie również wykorzystywałam swoje umiejętności dziennikarskie. Akurat tego dnia komunikacja miejska zupełnie wysiadła, wiec wróciłam do domu nieco po 23. W międzyczasie usiłowałam pokonać ograniczenia komunikacyjne, podróżując, czym się dało. Siedząc w tramwaju otworzyłam czytnik i wybrałam pierwszą z brzegu lekturę. Czego najbardziej żałują umierający sprawiło, że szybko przepadłam i wciągnęłam się w książkę bez reszty. Skończyłam czytać kolejnego dnia. To chyba najbardziej dowodzi, jak wielkie wrażenie ta książka na mnie wywarła.

Książka została napisana jako coś na styku autobiografii/pamiętnika. To wspomnienia Bronnie stanowią główną oś fabularną. Kobieta opowiada, jak wyglądało jej życie zanim zaczęła pracę jako pielęgniarka opieki paliatywnej, okres tej pracy, doświadczenie i gdzie ją to wszystko zaprowadziło. Nie brakuje także historii pacjentów, którymi się zajmowała; ich historii, ich "spowiedzi", żalów, niespełnionych nadziei/oczekiwań i oczywiście porad - jak żyć, aby nie żałować. Umierający stawiają sobie pytania, które skłaniają czytelnika do zadania tych pytań sobie i refleksji nad własnym życiem: "dlaczego nie zrobiłam tego, czego pragnęłam" /"dlaczego pozwalałam sobą rządzić" /"dlaczego nie byłam dość silna i nie pozwoliłam sobie być szczęśliwa" / "żałuję, że straciłam kontakt z przyjaciółmi". Dzięki temu ta książka staje się czymś na kształt przewodnika, który przypomina o tym, co jest ważne, a czas jest najcenniejszą walutą, jaką posiadamy. I to jest piękne, cenne i absolutnie wyjątkowe.

Akcja tej książki rozwija się powoli, niemal stopniowo. Co jest olbrzymim plusem tej książki to to, że jest każdy rozdział jest poświęcony konkretnemu pacjentowi, danej osobie lub dotyczy poszczególnego etapu w życiu Bronnie. Dzięki temu łatwo jest tą książkę sobie dawkować, chociaż akurat ja nie potrafiłam tego zrobić. Wciągnęłam się błyskawicznie, bo zostałam poruszona wymową książki Ware. Nie brakuje oczywiście momentów kulminacyjnych oraz tych, kiedy łza kręci się w oku. Tą książkę trzeba przeżyć, a to tylko jeden aspekt pokazujący, jak bardzo jest ona wyjątkowa.

Choć głównym motywem tej książki jest w umieranie, podczas lektury trudno jest postrzegać ten proces jako coś strasznego. Przeciwnie, dzięki swojemu łagodnemu stylowi, wręcz przesiąkniętego spokojem i trybem zen, umieranie zostaje pokazane jako proces odchodzenia, kiedy umierającemu mogą, ale nie zawsze, towarzyszyć bliscy. To jest piękne, naprawdę szczęście mają Ci, którzy zostali tym pobłogosławieni. Nie ma tutaj momentów grozy, jest za to smutek, spokój, pogodzenie się z nieuchronnym, celebracja chwili obecnej, zaufanie i pogoda ducha. Towarzyszenie tym, którzy odchodzą wiele nauczyło Bronnie, a ona poniosła to dalej, przelewając to na papier. Wszystko to było możliwe za sprawą prostego języka, jakim została napisana ta książka. Nie znajdziemy tutaj patetycznych wywodów, ale spokój, nadzieje i prawdę. Czytając tą książkę niejednokrotnie płakałam, ponieważ ona porusza serce i uczy doceniać to, co mamy.

Na uwagę zasługują także postacie, a w pierwszej kolejności oczywiście Bronnie. Poznajemy ją jako osobę, która lubi podróże, nie ma stałego mieszkania i często się przemieszcza. Opiekuje się nie tylko umierającymi, lecz także ich domami, dzięki czemu ma lokum na czas pracy. Jest pogodną, ciepłą i cierpliwą osobą, a to się czuje nawet podczas lektury. Łatwo ją polubić. To właśnie ona towarzyszy swoim pacjentom. Ich także można poznać - Ruth, Pearl... i wielu wielu innych ludzi, którzy opowiadają koleje swojego losu. Choć przyznaję, że niekoniecznie każdy bohater przypadł mi do gustu, to jednak wiele z tych historii mnie poruszyło i urzekło. Siła emocji, jaka drzemie w tej książce jest niezwykła i to jedna z tych lektur, których się nie zapomina.

Podsumowując, książka Bronnie Ware na pewno zostanie ze mną na dłużej. To pozycja, która bardzo mnie poruszyła i zostawiła mnie z taką refleksją, że nie chcę zmarnować swojego życia, chcę przeżyć je jak najlepiej w pełni wykorzystując każdą chwilę i przyjmując ją z wdzięcznością. W pewnym sensie jest to kwintesencja zasady, jaką żyła Kate z Promyczka Kim Holden oraz ja sama. Utwierdziło mnie to tylko w tym, że to czym się kieruję i jak chcę iść przez życie, będąc wdzięczna nawet za małe dary, jest słuszne. To wyjątkowa pozycja, którą każdy powinien przeczytać w swoim życiu przynajmniej raz! Mamy tylko jedno życie, warto więc przeżyć je w pełni!

Czego najbardziej żałują umierający Bronnie Ware to książka, którą polecam z całego serca każdemu! Sprawdzi się jako otulający koc podczas tych gorszych dni, dla tych, którzy poszukują sensu życia lub pocieszenia w cierpieniu, ta pozycja przypomni, że czekają Cię jeszcze piękne dni! Osobom, które doświadczyły straty, ta książka pomoże pogodzić się z tym i umocni wiarę w to, że nasi bliscy może nie mieli w życiu łatwo, ale to życie przeżyli tak, jak potrafili najlepiej. Wszystkiego dobrego i bądźcie dzielni! Polecam serdecznie!

Moja ocena: 10/10. :)

Czytaj dalej »
on 15 lipca 0
Podziel się!
Etykiety
literatura kobieca, obyczajowe, okruchy życia
Starsze posty

24 czerwca

"Z różą w dłoni" - Jagoda Kwiecień

 Wydawnictwo Esprit sprawiło mi przemiłą niespodziankę pozycją Z różą w dłoni autorstwa Jagody Kwiecień! Przyznaję, że polowałam na nią już od dłuższego czasu, ale nigdzie nie mogłam jej dostać! Toteż podczas konwersacji dotyczącej współpracy recenzenckiej napomknęłam o tej pozycji, a wydawnictwo bardzo chętnie zgodziło mi się sprezentować wymarzony egzemplarz. Byłam przeszczęśliwa! Tak jak się spodziewałam, książka Jagody Kwiecień nie tylko spełniła, ale nawet przewyższyła moje oczekiwania! Nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejne tomy!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Róża czuje, że znajduje się na krawędzi. Niespełna dwa lata temu pożegnała ukochaną Mamę i do tej pory nie potrafiła pogodzić się z tą stratą. Dodatkowo jej młodzieńcza miłość zakończyła się bolesnym rozstaniem. Kobieta ma 26 lat, pracuje w rodzinnej kwiaciarni i czuje, że w jej życiu czegoś brakuje. Gdy postanawia posprzątać matczyny pokoik, w swetrze rodzicielki znajduje niewielki miedziany kluczyk. Ten drobny przedmiot otworzy nie tylko drzwiczki do sekretarzyka Mamy, ale także drzwi do serca Róży i skrytkę pełną tajemnic. Co skrywają dzienniki, które matka Róży skrupulatnie zapisywała? Czy nasza bohaterka otworzy się na to, co przyniesie jej los? Jaki związek ma z tym wszystkim włoska mistyczka, święta Rita? Czy Róża zdecyduje się poznać prawdę?
- opis własny
Przyznaję, że trochę mi zeszło, aż uporządkowałam swoje uczucia i mogłam na świeżo zrecenzować niniejszą książkę. Wywarła ona na mnie wielkie wrażenie i wywołała sporo emocji, ale to dobrze, gdyż zdecydowanie jest to książka wyjątkowa! Nie da się zapomnieć czasu ani wyjątkowego uroku Wrzosowa, gdzie rozgrywa się akcja, bo ta książka coś zmienia w czytelniku. Otwiera go na różne rzeczy. Jest dla mnie wyjątkowa i z pewnością znajduje swoje miejsce w moim top ulubionych i komfortowych książek.

Z różą w dłoni zdecydowanie wyróżnia misternie utkana fabuła, w którą naprawdę łatwo i przyjemnie jest dać się wciągnąć. Jednak nie jest to powieść do przeczytania na szybko i w jeden wieczór, ale pozycja, która wymaga powolnego smakowania, delektowania się i przeżywania jej. Lubię klimat lokalnych miasteczek położonych nad wodą, a tego w powieści Jagody Kwiecień zdecydowanie nie brakuje. Mogłoby się wydawać, że to sprawia, iż zarówno fabuła, jak i akcja powieści momentami się wlecze, ale tak nie jest. Jak pisałam wyżej, to powieść, którą należy się delektować. Oczywiście, gdzieś od połowy książki akcja nabiera gwałtownego tempa i wówczas książkę czyta się z zapartym tchem aż do ostatniej strony, a co najlepsze - po jej przewróceniu ma się ochotę na więcej! I mam nadzieję, że kolejne tomy również tak bardzo mi się spodobają.

Ogromne znaczenie w tej książce mają wiara, symbolika, emocje oraz urokliwy klimat małego miasteczka. To sprawia, że lektura tej powieści zatrzymuje, skłania do refleksji, pojawiają się emocje i chęć przewartościowania nieco swoich priorytetów. Niejednokrotnie podczas lektury bardzo się wzruszyłam, praktycznie już od samego jej początku. Wiedziałam, że to jest książka idealna dla mnie. Wiara i symbole, jakie się w niej pojawiają są kluczowe, a wszystkie wydarzenia mają prowadzić do przemiany głównej bohaterki (i przy okazji czytelnika). Urzekło mnie uwielbienie, jakie organizuje Wiki wraz z zespołem, gdyż taka forma duchowości jest dla mnie ważna i szczególnie bliska. Wiara i duchowość dojrzewają w Róży powoli i tak też można by patrzeć na samą lekturę tej książki - trzeba czytać ją powoli, gdyż ona porusza czułe struny serca i uruchamia zmiany, wzmacnia wrażliwość, uważność i troskę. Jeśli dodać do tego urokliwe Wrzosowo z lokalnymi kameralnymi przedsiębiorstwami, człowiek od razu czuje się lepiej. Z różą w dłoni to powieść, która pozwala odpocząć, nabrać sił, wyluzować i na nowo rozpalić w sobie to, co ważne.

Od samego początku czułam do bohaterów Z różą w dłoni ciepłe uczucia i sympatię. Zwłaszcza do Róży, która podobnie jak ja kocha książki, a poza tym mamy nieco podobną sytuację, oraz do Wiktorii. Nie tylko dlatego, że nosimy takie samo imię, ale pod względem charakteru także jesteśmy podobne. A ja lubię takie niuanse, są dla mnie jak klejnoty, które sprawiają, że dana książka jest dla mnie tak cenna i zajmuje wyjątkowe w moim sercu miejsce. Spodobało mi się, w jaki sposób zmienia się Róża w toku historii, a także inne postacie. To niesamowicie budujące obserwować i uczestniczyć w tym, jak dojrzewają postacie. Nie bez znaczenia jest tutaj opisana także święta Rita, która w toku tej historii ma wyjątkową rolę. Szczerze powiem, że po lekturze tej książki zaprzyjaźniłam się z patronką pojednania. 

Język, jakim operuje Jagoda Kwiecień jest subtelny i zarazem pełen głębi. Autorka nie lubi lania wody, stawia na konkrety, co do tej książki oczywiście pasuje jak ulał. Jej styl najłatwiej opisać jako po prostu kobiecy. Sprawia, że potrzebujesz przystanąć i zastanowić się nad tym, co u Ciebie jest ważne, a co zmienić. W dwóch słowach: literacki majstersztyk!

Podsumowując, Z różą w dłoni pozwala na kilka dni zapomnieć o otaczającym nas zgiełku i zanurzyć się w to, co mówi nasze serce i sumienie. Dobrze jest spędzić z nią jakiś czas i pozwolić, by różany zapach otulił czytelnika, a płynące z niej przesłanie przemieniało serca .Jestem przekonana, że w moim sercu ta pozycja pozostanie na zawsze! 

Powieść Z różą w dłoni pióra Jagody Kwiecień to książka, której się nie zapomina. Otula czule serca i pozwala zachwycić się na nowo urokami świata. To pozycja idealna dla tych, którzy czują w swoim życiu zastój, stracili nadzieję i potrzebują lekkiego popchnięcia oraz drobnej pomocy. Polecam serdecznie!
Moja ocena: 10/10 :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu esprit! :)
Czytaj dalej »
on 24 czerwca 0
Podziel się!
Etykiety
#współpraca recenzencka, chrześcijaństwo, literatura kobieca, literatura piękna, miłość, nadzieja, new adult, obyczajowe, okruchy życia, wakacyjne, współczesność
Starsze posty

23 czerwca

"Tetelestai! Wykonało się" - o. Józef Witko OFM


Tetelestai! Wykonało się! to pierwsza książka, jaką otrzymałam we współpracy z wydawnictwem esprit. Jak dotąd o autorze tego dzieła tylko słyszałam, teraz jednak miałam okazję zapoznać się z jego twórczością. Przyznaję, było to bardzo wartościowe spotkanie. O tym, co wyciągnęłam z tej książki, dlaczego jest taka wyjątkowa i czym chcę się podzielić w dzisiejszej recenzji.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
 

Tetelestai przedstawia najważniejsze wydarzenia związane z męką i śmiercią Chrystusa. Każda poszczególna stacja Drogi Krzyżowej obnaża lęki, wstyd i zwątpienie człowieka i miłość jako ofiarę. W tym kontekście obietnica zapowiadana przez proroków (Izajasza oraz psalmu 22) znajduje swoje odzwierciedlenie i wypełnienie w Jezusie, pokój płynący z łaski i niezmazywalną tożsamość jako Dziecka Bożego. Józef Witko pokazuje, że odkupienie i ofiara mogą rzeczywiście przemieniać nasze życia. 
- opis własny

Gdy sięgałam po tę książkę moją uwagę natychmiast przyciągnęło to zdanie: To lektura dla tych, którzy chcą przejść drogę od zwątpienia do nadziei, od poczucia winy do łaski, od lęku do zaufania. Pomyślałam, że w takim razie trafiłam idealnie! Obok opisów biblijnych: Psalmu 22 i proroctw Izajasza, książka zachęca także do praktykowania przedstawionych w niej założeń i daje ku temu konkretne wskazówki. Znajdziemy w niej porady, jak skutecznie skonfrontować się ze wstydem, jak czerpać z biblijnych założeń i praktykować je codziennie we własny domu. To piękne, przejmujące. 
Kiedy wierzysz w moc ofiary Chrystusa, twoja tożsamość przestaje być definiowana przez twoje błędy, a zaczyna być definiowana przez twoją przynależność do Boga. To jest fundament twojej godności. Wstyd, który mówi: „Jesteś nic niewart”, zostaje pokonany przez krzyż, który mówi: „Jesteś wart Krwi Syna Bożego”. To rodzi biblijne szalom - pokój serca, który przenika ciało i duszę, kojąc lęki i lecząc  rany przeszłości.

To chyba pierwsza książka całkowicie powiązana ze sferą modlitwy i kontemplacji chrześcijańskiej, jaką mam okazję recenzować na moim blogu. Stąd były chwile kiedy nie wiedziałam od czego zacząć. Zaczęłam jednak od początku. Od tego, dlaczego ta książka jest wartościowa i dlaczego poruszyła moje serce. 

Tym, co mnie w niej urzekło jest zaskakująca prostota, z jaką została ona napisana. Jednocześnie nie znajdziemy w niej żadnego umoralniania ani nakazów. W zasadzie o. Józef Witko nie tłumaczy niczego w żaden konkretny sposób, za to pozostawia miejsce do osobistego spotkania i konfrontacji z własnymi słabościami. Jego styl jest prosty, a jednocześnie w zaskakujący sposób pełen głębi. Dzięki temu, ten jakże praktyczny sposób działa. Poprzez wykorzystanie konkretnych wskazówek każda stacja drogi krzyżowej zyskuje nieco inny wymiar i obnaża największe ludzkie słabości i to z czym się zmagamy. Jest to całościowa konfrontacja z własnymi lękami, wstydem, żalem, winą - długo można by wymieniać. 

Autor pokazuje, że droga krzyżowa Chrystusa, w tym każda poszczególna stacja, jest jego spotkaniem z człowiekiem w danym momencie i w tej konkretnej "słabości". Co więcej, a co jest chyba najbardziej poruszające, w książce zostało pokazane w jaki sposób możemy naśladować Jezusa i tym samym konfrontować się z własnymi słabościami. Są to bardzo konkretne wskazania, które mają pomóc nie tylko nam się z nimi uporać, ale także żyć według tych wartości i kierować się miłością, tak współczuciem do samego siebie, jak i miłością do bliźnich. Miłość i wybaczenie w osobie Chrystusa, który jest głównym bohaterem tej książki, pokazują, że to jest właśnie ta siła, która zawsze zwycięży. Warto zwrócić również uwagę na inne istotne pojęcie, mianowicie, drogę. Droga jest w tej książce słowem kluczowym, a zważywszy na obecne w niej wskazania, można rozpatrywać pojęcie "drogi" także w perypetiach codziennych zmagań i upadków.

Co mnie zaskoczyło to naprawdę niewielka objętość tej książeczki, liczy ona zaledwie 184 strony, a pomimo tego mieści w sobie tak wiele treści. Zdecydowanie nie należy dać się zwieść pozorom i liczyć na to, że z uwagi na taką ilość stron będzie to lekka lektura! Ta pozycja wymaga zaangażowania, wczytania się w to, co jest tam opisane i - co zapewne okaże się najtrudniejsze, wdrożenia przedstawionych wskazówek w życie. To trudne zadanie, ale zdecydowanie warto!

Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się na współpracę przy tym tytule. Był to dla mnie niezwykły i wartościowy czas. Jestem przekonana, że wrócę do tej książki nie raz i nie dwa! A już zwłaszcza, kiedy sama będę musiała na nowo skonfrontować się z własnymi słabościami. To poruszająca i pełna nadziei książka, która przypomina, jak bardzo jesteśmy kochani oraz jak wielka jest siła wiary i miłości. Zachęca do refleksji, a przy tym przynosi pokój i umocnienie. Staje się inspiracją do przemiany swojego serca.

Tetelestai to książka zdecydowanie warta polecenia każdemu, a szczególnie tym, którzy przeżywają trudniejszy czas i poszukują nadziei i umocnienia. Jednocześnie jest to bardzo dobra pozycja do przeczytania w okresie Wielkiego Postu i przeżywania go. Warto dać sobie na nią czas, najlepiej kilka dni, aby w pełni przetrawić przekazane w niej treści. Serdecznie polecam!
Moja ocena: 10/10. :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu esprit! :)


Czytaj dalej »
on 23 czerwca 0
Podziel się!
Etykiety
@esprit, #esprit, #współpraca recenzencka, chrześcijaństwo, współczesność
Starsze posty

21 czerwca

Podsumowanie kwietnia i maja 2026! Czytelniczy czerwiec

Bardzo się cieszyłam na tego posta i nie mogłam się doczekać, aż usiądę i go w końcu napiszę. Przez ostatnie dwa miesiące sporo się u mnie działo, więc chciałabym się tym podzielić - także w kontekście czytelniczym! I są to dobre wiadomości - ukończyłam staż w bibliotece i niebawem będę formalnie zaczynać pracę, z czego bardzo się cieszę! Po drugie, przez ten czas kwietnia i maja przeczytałam sporo naprawdę świetnych pozycji. Część z nich już jest na blogu, a inne planuję i niebawem będę je wstawiać, dlatego można śmiało tego wyczekiwać! Tak więc, nie przedłużając, zapraszam na podsumowanie tego, co działo się u mnie pod względem czytelniczym w okresie kwietnia, maja i początku czerwca!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
W ostatnim czasie sporo nadrobiłam, jeśli chodzi o zaczęte serie, zarówno książkowe, jak i serialowe. Gdy się odkryje kilka dobrych serii i ogląda kilka naraz, trudno je niekiedy dokończyć. Aczkolwiek jednak, ja mam tak rzadko, ale się zdarzyło. Dokończyłam serial Kaoruko i Rin. Rozkwitając z tobą, ostatnio powróciłam i obejrzałam ponownie całą Niezwykłą prawniczkę Woo oraz Matki pingwinów. Obydwie serie bardzo mi się podobały i jestem pewna, że gdy obejrzę kolejne o podobnej tematyce, chętnie wrzucę tutaj recenzję! Już nie mogę się tego doczekać! 

Pod względem książkowym - i w tym kontekście uważam to za ogromny sukces - dokończyłam chyba najgrubszą powieść młodzieżową, jaką widziałam, czyli Nie całuj się pod kapliczką Weroniki Pawlak. W ostatnim czasie dość mocno polubiłam się z reportażami (i ostatecznie sama napisałam bardzo podobny format), główni z twórczością Jacka Hołuby, o czym na pewno będzie więcej na blogu. Udało mi się nawiązać współpracę z kolejnymi wydawnictwami rozszerzyłam swoje portfolio, a także - ukończyłam pisanie mojego podrozdziału do monografii, której publikacja jest planowana na październik tego roku! Strasznie się cieszę!  Przez ostatnie dwa miesiące przeczytałam aż 16 książek, co uważam za bardzo dobry wynik! W ostatnim czasie miałam także okazję przeprowadzić kilka świetnych wywiadów, a także zrelacjonowałam kilka dobrych prób medialnych, a później poszłam na spektakle. Nie wspominając już o tym, że miałam inspirujące zajęcia na studiach i jeszcze bardziej włączyłam się w uwielbienia organizowane w Krakowie i odkryłam nowe wspólnoty z super ludźmi! Miałam również okazję ponownie stanąć przed klasą uczniów jako nauczycielka języka polskiego, z czego naprawdę mega się cieszę! To dla mnie bardzo ważna sprawa!

PRZECZYTANE
Okres kwietnia i maja był dla mnie intensywnym czasem czytelniczym! Przeczytałam 16 pozycji i w dużej mierze były one idealnie trafione! Po pierwsze i najważniejsze, przeczytałam książkę Jagody Kwiecień, Z różą w dłoni, którą bardzo dobrze wspominam i już jutro, czyli 22 czerwca planuję jej recenzję. Specjalnie zaczęłam od niej bo nie mogłam się doczekać tej książki i na miesiąc maj była ona wprost idealna! Już teraz wiem, że z pewnością będę chciała zapoznać się z trylogią różaną od wydawnictwa Esprit! Kolejna książka również jest od wspomnianego wydawnictwa i jest to Tetelestai! Wykonało się! autorstwa o. Józefa Witko OFM. Muszę przyznać, że jej lektura była bardzo poruszająca i już teraz zapraszam na recenzję, gdyż jest już na moim blogu! Następną pozycją była niezwykła dla mnie książka Czego najbardziej żałują umierający pióra Bronnie Ware, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że naprawdę warto jest być wdzięcznym za to co się ma i nie odkładać życia na później! Sięgnęłam również po Bogowie i roboty Adrienne Mayor oraz Cierń T. Kingisher. Obydwie bardzo przypadły mi do gustu i cieszę się, że je przeczytałam. W międzyczasie przeczytałam także powieść-komiks Biały ptak pióra R.J. Palacio, który nie zmieścił mi się na grafice. Właściwie trafiłam na tą pozycje przypadkowo, ale pomyślałam: dlaczego nie?. Dokonałam właściwego wyboru, bo ta książka jest niesamowita! Tak jak wspominałam, pokochałam ostatnio reportaże i tak w moje ręce trafiło Wszystko mam bardziej. O życiu w spektrum autyzmu Jacka Hołuby. Spodobała mi się ona na tyle, że postanowiłam powrócić do czytanych niegdyś Niegrzecznych! Bądźcie pewni, że dzieła tego autora niebawem zagoszczą na moim blogu w postaci recenzji! 

Powtórzyłam także dwie bardzo ważne dla mnie pozycje, czyli Wstawaj Alicja Doroty Chęć oraz Żywe serce ks. Piotra Pawlukiewicza. Potrzebowałam do nich wrócić i na nowo je odczytać, przypomnieć sobie co czułam, kiedy czytałam je po raz pierwszy. Kolejną pozycją, która niestety nie zmieściła się na grafice są Genialne umysły autorstwa Jennier Lynn Barnes, jest to pierwszy tom serii Naturalsi, który z pewnością zamierzam kontynuować! Zaciekawił mnie ten typ literatury, przyznaję! Sięgnęłam również po Umieć w relacje Vereny König, książkę od wydawnictwa Otwarte, która okazała się bardzo pouczającą lekturą z zestawem ćwiczeń, co było dla mnie miłym zaskoczeniem. Dokończyłam także lekturę serii Flaw(less) od Marty Łabęckiej i to była zdecydowanie jedna z lepszych serii młodzieżowych tego roku! W następnej kolejności dokończyłam czytać książkę Merlina R. Cartohersa Moc uwielbienia, której recenzja pojawi się na blogu na dniach. Świetna, inspirująca i dająca do myślenia i rozwoju lektura! Udało mi się dokończyć - uważam to za sukces! - powieść Weroniki Pawlak Nie całuj się pod kapliczką, której lektura wymagała ode mnie naprawdę sporej cierpliwości, tak do bohaterów, jak i samego stylu, w jakim została napisana. Ostatecznie mi się to udało i jestem z siebie dumna! Bardzo miłymi zaskoczeniami ostatnich dwóch miesięcy są dla mnie dwie ostatnie książki, na które natknęłam się zupełnym przypadkiem i bardzo mi się one spodobały. Są to Sklep pory deszczowej autorstwa You Young-Gwanga oraz rozmowa Renaty Czerwińskiej z Marcinem Zielińskim w książce OdNowa. Znam kościół, który żyje. Te pozycje przeczytałam zaraz na początku czerwca. Na dniach planowane są recenzje, więc na bieżąco będę dzieliła się swoimi odczuciami odnośnie do opisanych tutaj pozycji! 
  1. Z różą w dłoni - Jagoda Kwiecień <recenzja 22 czerwca>
  2. Tetelestai! Wykonało się! - o. Józef Witko OFM <recenzja 22 czerwca>
  3. Czego najbardziej żałują umierający - Bronnie Ware <recenzja 23 czerwca>
  4. Bogowie i roboty - Adrienne Mayor <recenzja 24 czerwca>
  5. Cierń - T. Kingisher <recenzja 24 czerwca>
  6. Biały ptak - R.J. Palacio, <recenzja 24 czerwca>
  7. Wszystko mam bardziej. O życiu w spektrum autyzmu - Jacek Hołuba <recenzja 24 czerwca>
  8. Wstawaj Alicja - Dorota Chęć <recenzja tutaj>
  9. Żywe serce -  ks. Piotr Pawlukiewicz <recenzja tutaj>
  10. Genialne umysły autorstwa Jennier Lynn Barnes <recenzja tutaj>
  11. Umieć w relacje - Verena König <recenzja tutaj>
  12. All of  Yours Flaws - Marta Łabęcka <recenzja tutaj>
  13. Nie całuj się pod kapliczką - Weronika Pawlak <recenzja tutaj>
  14. Moc uwielbienia - Merlin R. Carothers <recenzja 24 czerwca>
  15. Sklep pory deszczowej - You Yeon-Gwang <recenzja 25 czerwca>
  16. OdNowa. Znam kościół, który żyje. Rozmawiają Renata Czerwińska i Marcin Zieliński <recenzja 24 czerwca>

A CO PLANUJĘ CZYTAĆ W CZERWCU? 
(i co już przeczytałam)?
Czerwiec jak widać, zapowiada się bardzo obiecująco i ambitnie! Jak sami widzicie, kontynuuję wyzwanie Biblioteki Kraków w ramach Paszportu Czytelnika. Jak dotąd udało mi się przeczytać następujące pozycje: Sklep pory deszczowej You Yeong-Gwanga i uważam, że jest to bardzo dobra pozycja, na dniach będzie recenzja!. Powróciłam do mojej ukochanej książki Promyczek Kim Holden i niebawem zamierzam sięgnąć także po Franco. Przeczytałam także OdNowa. Znam kościół, który żyje, rozmawiają: Renata Czerwińska i Marcin Zieliński na dniach pojawi się recenzja tego wywiadu. Planuję dokończyć lekturę Niegrzecznych oraz Beze mnie jesteś nikim Jacka Hołuby. Oprócz tego chciałabym przeczytać trzeci tom Niepowszednich Justyny Drzewickiej oraz Poślub mnie nad rzeką Weroniki Pawlak. W planach mam również drugi tom trylogii różanej, Progi twego domu od Jagody Kwiecień. Chciałabym jeszcze przeczytać ponownie kilka tytułów, ale zapewne przesunę je na spokojnie na lipiec. Tak czy siak, zapowiada się wspaniale! :)

Czytaj dalej »
on 21 czerwca 0
Podziel się!
Etykiety
#współpraca recenzencka, podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Starsze posty
Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O AUTORCE

O AUTORCE
27 - letnia Magister Polonistyki-Literaturoznawstwa. Z zamiłowania książkoholiczka, literaturoznawczyni i blogerka, rysowniczka, a także miłośniczka języków obcych i azjatyckich dram. Kto wie, może i w przyszłości także pisarka? Możliwości jest mnóstwo! :) Aktualnie spełnia się dziennikarsko pracując w redakcji WUJ-a oraz współpracując z wydawnictwami jako recenzentka. Przyszła bibliotekarka i biblioterapeutka, która uczy się języka migowego.

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

BIBLIOTECZKA

https://lubimyczytac.pl/ksiegozbior/MiegxQJv6H

PRZECZYTANE

W tym roku chcę przeczytać...

W tym roku chcę przeczytać...
#Wyzwanie LC 2026#

Recenzje/Wpisy planowo

* "Żywe serce", Piotr Pawlukiewicz * "Genialne umysły", Jennifer Lynn Barnes * "Studium zatracenia", Ava Reid * "Burza", Sunya Mara * "Obiekty głębokiego nieba", Jakub Małecki Następne tytuły wpisów podam niebawem! :)

Znajdź mnie!

  • Lubimy Czytać
  • Strona na facebooku
  • Twitter
  • Instagram

Szukaj na tym blogu

Statystyka

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Obserwatorzy

Popularny post

  • Kącik serialowy: Moon Lovers: Scarlet Heart Reyo- magia księżyca
    Tytuł oryginalny:   달의 연인 – 보보경심 려 Tytuł (latynizacja):   Dalui Yeonin – Bobogyungsim Ryeo Tytuł (alternatywny):  Time Slip: Rye...
  • Kącik serialowy: Goblin, Guardian: The Lonely and Great God- potęga przeznaczenia
    Tytuł oryginalny:   도깨비 Tytuł (latynizacja):   Dokkaebi Tytuł (alternatywny):  Goblin: The Lonely and Great God Gatunek:   fantasy, m...
  • "Shinsekai Yori"- Yuusuke Kishi
    tytuł oryginału: 新世界より tłumaczenie: Z Nowego Świata wydawnictwo:  Kōdansha data wydania: 23 stycznia 2008 liczba stron:870 sło...

Archiwum

  • ▼  2026 (19)
    • ▼  sie 2026 (3)
      • Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ru...
      • "Powroty" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz
      • "Niewidzialne życie Addie LaRue" - Victoria E. Schwab
    • ►  lip 2026 (1)
    • ►  cze 2026 (3)
    • ►  maj 2026 (3)
    • ►  kwi 2026 (6)
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (2)
  • ►  2025 (13)
    • ►  wrz 2025 (1)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (4)
    • ►  lut 2025 (2)
  • ►  2024 (11)
    • ►  gru 2024 (1)
    • ►  lis 2024 (1)
    • ►  lip 2024 (1)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (2)
    • ►  kwi 2024 (2)
    • ►  mar 2024 (1)
    • ►  sty 2024 (2)
  • ►  2023 (31)
    • ►  gru 2023 (2)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (4)
    • ►  wrz 2023 (3)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (2)
    • ►  kwi 2023 (1)
    • ►  mar 2023 (5)
    • ►  lut 2023 (5)
    • ►  sty 2023 (1)
  • ►  2022 (46)
    • ►  gru 2022 (5)
    • ►  lis 2022 (4)
    • ►  paź 2022 (4)
    • ►  wrz 2022 (5)
    • ►  sie 2022 (6)
    • ►  lip 2022 (6)
    • ►  cze 2022 (1)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (3)
    • ►  mar 2022 (5)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (2)
  • ►  2021 (38)
    • ►  gru 2021 (2)
    • ►  lis 2021 (4)
    • ►  paź 2021 (3)
    • ►  wrz 2021 (3)
    • ►  sie 2021 (4)
    • ►  lip 2021 (4)
    • ►  cze 2021 (1)
    • ►  maj 2021 (2)
    • ►  kwi 2021 (2)
    • ►  mar 2021 (2)
    • ►  lut 2021 (6)
    • ►  sty 2021 (5)
  • ►  2020 (49)
    • ►  gru 2020 (3)
    • ►  lis 2020 (2)
    • ►  paź 2020 (4)
    • ►  wrz 2020 (4)
    • ►  sie 2020 (6)
    • ►  lip 2020 (5)
    • ►  cze 2020 (3)
    • ►  maj 2020 (2)
    • ►  kwi 2020 (5)
    • ►  mar 2020 (5)
    • ►  lut 2020 (6)
    • ►  sty 2020 (4)
  • ►  2019 (66)
    • ►  gru 2019 (6)
    • ►  lis 2019 (4)
    • ►  paź 2019 (5)
    • ►  wrz 2019 (9)
    • ►  sie 2019 (9)
    • ►  lip 2019 (6)
    • ►  cze 2019 (5)
    • ►  maj 2019 (6)
    • ►  kwi 2019 (2)
    • ►  mar 2019 (3)
    • ►  lut 2019 (5)
    • ►  sty 2019 (6)
  • ►  2018 (59)
    • ►  gru 2018 (5)
    • ►  lis 2018 (5)
    • ►  paź 2018 (7)
    • ►  wrz 2018 (9)
    • ►  sie 2018 (7)
    • ►  lip 2018 (3)
    • ►  cze 2018 (8)
    • ►  maj 2018 (2)
    • ►  kwi 2018 (2)
    • ►  mar 2018 (3)
    • ►  lut 2018 (3)
    • ►  sty 2018 (5)
  • ►  2017 (5)
    • ►  gru 2017 (4)
    • ►  lis 2017 (1)

Polecany post

Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ruchem Czystych Serc (relacja)

Napisz do mnie w sprawie recenzji/artykułu/wywiadu :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Etykiety

Japonia (13) King (3) Murakami (6) PLOTKARA (3) Zafon (5) anime (3) arabia (1) autobiografia (5) baśnie (22) dla nastolatków (24) drama (5) fantasy (66) historyczne (32) holocaust (1) klasyk (22) klasyka dla nastolatków (11) klasyka dziecięca (2) komedia- czarny humor (12) kultura słowiańska (5) medyczne (5) mit (3) miłość (39) obyczajowe (123) podsumowanie (81) postapo (23) psychologia (31) psychologiczne (49) romans (53) science-fiction (23) stosik książkowy (34) sztuka (4) tag (2) thiller (26) thriller (14) wojna (9) współczesność (104) zapowiedz (27) zwierzęta (3) świat komiksu (1) święta (5)

Nie kopiuj, szanuj cudzą własność!!!

Prawa Autorskie

Zabraniam kopiowania MOICH tekstów i zdjęć bez uprzedniego zezwolenia.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kradzież tekstów, czy zdjęć bez upoważnienia autora przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2-ch i/grzywnę.

Bardzo proszę o uszanowanie mojej pracy.

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Z Dziennika Książkoholiczki. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.