Z Dziennika Książkoholiczki

Strony

  • Strona główna
  • O mnie
  • KSIĄŻKI
  • Kącik serialowy
  • ZESTAWIENIA
  • Kontakt i Współpraca

24 czerwca

"Z różą w dłoni" - Jagoda Kwiecień

 Wydawnictwo Esprit sprawiło mi przemiłą niespodziankę pozycją Z różą w dłoni autorstwa Jagody Kwiecień! Przyznaję, że polowałam na nią już od dłuższego czasu, ale nigdzie nie mogłam jej dostać! Toteż podczas konwersacji dotyczącej współpracy recenzenckiej napomknęłam o tej pozycji, a wydawnictwo bardzo chętnie zgodziło mi się sprezentować wymarzony egzemplarz. Byłam przeszczęśliwa! Tak jak się spodziewałam, książka Jagody Kwiecień nie tylko spełniła, ale nawet przewyższyła moje oczekiwania! Nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejne tomy!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Róża czuje, że znajduje się na krawędzi. Niespełna dwa lata temu pożegnała ukochaną Mamę i do tej pory nie potrafiła pogodzić się z tą stratą. Dodatkowo jej młodzieńcza miłość zakończyła się bolesnym rozstaniem. Kobieta ma 26 lat, pracuje w rodzinnej kwiaciarni i czuje, że w jej życiu czegoś brakuje. Gdy postanawia posprzątać matczyny pokoik, w swetrze rodzicielki znajduje niewielki miedziany kluczyk. Ten drobny przedmiot otworzy nie tylko drzwiczki do sekretarzyka Mamy, ale także drzwi do serca Róży i skrytkę pełną tajemnic. Co skrywają dzienniki, które matka Róży skrupulatnie zapisywała? Czy nasza bohaterka otworzy się na to, co przyniesie jej los? Jaki związek ma z tym wszystkim włoska mistyczka, święta Rita? Czy Róża zdecyduje się poznać prawdę?
- opis własny
Przyznaję, że trochę mi zeszło, aż uporządkowałam swoje uczucia i mogłam na świeżo zrecenzować niniejszą książkę. Wywarła ona na mnie wielkie wrażenie i wywołała sporo emocji, ale to dobrze, gdyż zdecydowanie jest to książka wyjątkowa! Nie da się zapomnieć czasu ani wyjątkowego uroku Wrzosowa, gdzie rozgrywa się akcja, bo ta książka coś zmienia w czytelniku. Otwiera go na różne rzeczy. Jest dla mnie wyjątkowa i z pewnością znajduje swoje miejsce w moim top ulubionych i komfortowych książek.

Z różą w dłoni zdecydowanie wyróżnia misternie utkana fabuła, w którą naprawdę łatwo i przyjemnie jest dać się wciągnąć. Jednak nie jest to powieść do przeczytania na szybko i w jeden wieczór, ale pozycja, która wymaga powolnego smakowania, delektowania się i przeżywania jej. Lubię klimat lokalnych miasteczek położonych nad wodą, a tego w powieści Jagody Kwiecień zdecydowanie nie brakuje. Mogłoby się wydawać, że to sprawia, iż zarówno fabuła, jak i akcja powieści momentami się wlecze, ale tak nie jest. Jak pisałam wyżej, to powieść, którą należy się delektować. Oczywiście, gdzieś od połowy książki akcja nabiera gwałtownego tempa i wówczas książkę czyta się z zapartym tchem aż do ostatniej strony, a co najlepsze - po jej przewróceniu ma się ochotę na więcej! I mam nadzieję, że kolejne tomy również tak bardzo mi się spodobają.

Ogromne znaczenie w tej książce mają wiara, symbolika, emocje oraz urokliwy klimat małego miasteczka. To sprawia, że lektura tej powieści zatrzymuje, skłania do refleksji, pojawiają się emocje i chęć przewartościowania nieco swoich priorytetów. Niejednokrotnie podczas lektury bardzo się wzruszyłam, praktycznie już od samego jej początku. Wiedziałam, że to jest książka idealna dla mnie. Wiara i symbole, jakie się w niej pojawiają są kluczowe, a wszystkie wydarzenia mają prowadzić do przemiany głównej bohaterki (i przy okazji czytelnika). Urzekło mnie uwielbienie, jakie organizuje Wiki wraz z zespołem, gdyż taka forma duchowości jest dla mnie ważna i szczególnie bliska. Wiara i duchowość dojrzewają w Róży powoli i tak też można by patrzeć na samą lekturę tej książki - trzeba czytać ją powoli, gdyż ona porusza czułe struny serca i uruchamia zmiany, wzmacnia wrażliwość, uważność i troskę. Jeśli dodać do tego urokliwe Wrzosowo z lokalnymi kameralnymi przedsiębiorstwami, człowiek od razu czuje się lepiej. Z różą w dłoni to powieść, która pozwala odpocząć, nabrać sił, wyluzować i na nowo rozpalić w sobie to, co ważne.

Od samego początku czułam do bohaterów Z różą w dłoni ciepłe uczucia i sympatię. Zwłaszcza do Róży, która podobnie jak ja kocha książki, a poza tym mamy nieco podobną sytuację, oraz do Wiktorii. Nie tylko dlatego, że nosimy takie samo imię, ale pod względem charakteru także jesteśmy podobne. A ja lubię takie niuanse, są dla mnie jak klejnoty, które sprawiają, że dana książka jest dla mnie tak cenna i zajmuje wyjątkowe w moim sercu miejsce. Spodobało mi się, w jaki sposób zmienia się Róża w toku historii, a także inne postacie. To niesamowicie budujące obserwować i uczestniczyć w tym, jak dojrzewają postacie. Nie bez znaczenia jest tutaj opisana także święta Rita, która w toku tej historii ma wyjątkową rolę. Szczerze powiem, że po lekturze tej książki zaprzyjaźniłam się z patronką pojednania. 

Język, jakim operuje Jagoda Kwiecień jest subtelny i zarazem pełen głębi. Autorka nie lubi lania wody, stawia na konkrety, co do tej książki oczywiście pasuje jak ulał. Jej styl najłatwiej opisać jako po prostu kobiecy. Sprawia, że potrzebujesz przystanąć i zastanowić się nad tym, co u Ciebie jest ważne, a co zmienić. W dwóch słowach: literacki majstersztyk!

Podsumowując, Z różą w dłoni pozwala na kilka dni zapomnieć o otaczającym nas zgiełku i zanurzyć się w to, co mówi nasze serce i sumienie. Dobrze jest spędzić z nią jakiś czas i pozwolić, by różany zapach otulił czytelnika, a płynące z niej przesłanie przemieniało serca .Jestem przekonana, że w moim sercu ta pozycja pozostanie na zawsze! 

Powieść Z różą w dłoni pióra Jagody Kwiecień to książka, której się nie zapomina. Otula czule serca i pozwala zachwycić się na nowo urokami świata. To pozycja idealna dla tych, którzy czują w swoim życiu zastój, stracili nadzieję i potrzebują lekkiego popchnięcia oraz drobnej pomocy. Polecam serdecznie!
Moja ocena: 10/10 :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu esprit! :)
Czytaj dalej »
on 24 czerwca 0
Podziel się!
Etykiety
#współpraca recenzencka, chrześcijaństwo, literatura kobieca, literatura piękna, miłość, nadzieja, new adult, obyczajowe, okruchy życia, wakacyjne, współczesność
Starsze posty

23 czerwca

"Tetelestai! Wykonało się" - o. Józef Witko OFM


Tetelestai! Wykonało się! to pierwsza książka, jaką otrzymałam we współpracy z wydawnictwem esprit. Jak dotąd o autorze tego dzieła tylko słyszałam, teraz jednak miałam okazję zapoznać się z jego twórczością. Przyznaję, było to bardzo wartościowe spotkanie. O tym, co wyciągnęłam z tej książki, dlaczego jest taka wyjątkowa i czym chcę się podzielić w dzisiejszej recenzji.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
 

Tetelestai przedstawia najważniejsze wydarzenia związane z męką i śmiercią Chrystusa. Każda poszczególna stacja Drogi Krzyżowej obnaża lęki, wstyd i zwątpienie człowieka i miłość jako ofiarę. W tym kontekście obietnica zapowiadana przez proroków (Izajasza oraz psalmu 22) znajduje swoje odzwierciedlenie i wypełnienie w Jezusie, pokój płynący z łaski i niezmazywalną tożsamość jako Dziecka Bożego. Józef Witko pokazuje, że odkupienie i ofiara mogą rzeczywiście przemieniać nasze życia. 
- opis własny

Gdy sięgałam po tę książkę moją uwagę natychmiast przyciągnęło to zdanie: To lektura dla tych, którzy chcą przejść drogę od zwątpienia do nadziei, od poczucia winy do łaski, od lęku do zaufania. Pomyślałam, że w takim razie trafiłam idealnie! Obok opisów biblijnych: Psalmu 22 i proroctw Izajasza, książka zachęca także do praktykowania przedstawionych w niej założeń i daje ku temu konkretne wskazówki. Znajdziemy w niej porady, jak skutecznie skonfrontować się ze wstydem, jak czerpać z biblijnych założeń i praktykować je codziennie we własny domu. To piękne, przejmujące. 
Kiedy wierzysz w moc ofiary Chrystusa, twoja tożsamość przestaje być definiowana przez twoje błędy, a zaczyna być definiowana przez twoją przynależność do Boga. To jest fundament twojej godności. Wstyd, który mówi: „Jesteś nic niewart”, zostaje pokonany przez krzyż, który mówi: „Jesteś wart Krwi Syna Bożego”. To rodzi biblijne szalom - pokój serca, który przenika ciało i duszę, kojąc lęki i lecząc  rany przeszłości.

To chyba pierwsza książka całkowicie powiązana ze sferą modlitwy i kontemplacji chrześcijańskiej, jaką mam okazję recenzować na moim blogu. Stąd były chwile kiedy nie wiedziałam od czego zacząć. Zaczęłam jednak od początku. Od tego, dlaczego ta książka jest wartościowa i dlaczego poruszyła moje serce. 

Tym, co mnie w niej urzekło jest zaskakująca prostota, z jaką została ona napisana. Jednocześnie nie znajdziemy w niej żadnego umoralniania ani nakazów. W zasadzie o. Józef Witko nie tłumaczy niczego w żaden konkretny sposób, za to pozostawia miejsce do osobistego spotkania i konfrontacji z własnymi słabościami. Jego styl jest prosty, a jednocześnie w zaskakujący sposób pełen głębi. Dzięki temu, ten jakże praktyczny sposób działa. Poprzez wykorzystanie konkretnych wskazówek każda stacja drogi krzyżowej zyskuje nieco inny wymiar i obnaża największe ludzkie słabości i to z czym się zmagamy. Jest to całościowa konfrontacja z własnymi lękami, wstydem, żalem, winą - długo można by wymieniać. 

Autor pokazuje, że droga krzyżowa Chrystusa, w tym każda poszczególna stacja, jest jego spotkaniem z człowiekiem w danym momencie i w tej konkretnej "słabości". Co więcej, a co jest chyba najbardziej poruszające, w książce zostało pokazane w jaki sposób możemy naśladować Jezusa i tym samym konfrontować się z własnymi słabościami. Są to bardzo konkretne wskazania, które mają pomóc nie tylko nam się z nimi uporać, ale także żyć według tych wartości i kierować się miłością, tak współczuciem do samego siebie, jak i miłością do bliźnich. Miłość i wybaczenie w osobie Chrystusa, który jest głównym bohaterem tej książki, pokazują, że to jest właśnie ta siła, która zawsze zwycięży. Warto zwrócić również uwagę na inne istotne pojęcie, mianowicie, drogę. Droga jest w tej książce słowem kluczowym, a zważywszy na obecne w niej wskazania, można rozpatrywać pojęcie "drogi" także w perypetiach codziennych zmagań i upadków.

Co mnie zaskoczyło to naprawdę niewielka objętość tej książeczki, liczy ona zaledwie 184 strony, a pomimo tego mieści w sobie tak wiele treści. Zdecydowanie nie należy dać się zwieść pozorom i liczyć na to, że z uwagi na taką ilość stron będzie to lekka lektura! Ta pozycja wymaga zaangażowania, wczytania się w to, co jest tam opisane i - co zapewne okaże się najtrudniejsze, wdrożenia przedstawionych wskazówek w życie. To trudne zadanie, ale zdecydowanie warto!

Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się na współpracę przy tym tytule. Był to dla mnie niezwykły i wartościowy czas. Jestem przekonana, że wrócę do tej książki nie raz i nie dwa! A już zwłaszcza, kiedy sama będę musiała na nowo skonfrontować się z własnymi słabościami. To poruszająca i pełna nadziei książka, która przypomina, jak bardzo jesteśmy kochani oraz jak wielka jest siła wiary i miłości. Zachęca do refleksji, a przy tym przynosi pokój i umocnienie. Staje się inspiracją do przemiany swojego serca.

Tetelestai to książka zdecydowanie warta polecenia każdemu, a szczególnie tym, którzy przeżywają trudniejszy czas i poszukują nadziei i umocnienia. Jednocześnie jest to bardzo dobra pozycja do przeczytania w okresie Wielkiego Postu i przeżywania go. Warto dać sobie na nią czas, najlepiej kilka dni, aby w pełni przetrawić przekazane w niej treści. Serdecznie polecam!
Moja ocena: 10/10. :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu esprit! :)


Czytaj dalej »
on 23 czerwca 0
Podziel się!
Etykiety
@esprit, #esprit, #współpraca recenzencka, chrześcijaństwo, współczesność
Starsze posty

21 czerwca

Podsumowanie kwietnia i maja 2026! Czytelniczy czerwiec

Bardzo się cieszyłam na tego posta i nie mogłam się doczekać, aż usiądę i go w końcu napiszę. Przez ostatnie dwa miesiące sporo się u mnie działo, więc chciałabym się tym podzielić - także w kontekście czytelniczym! I są to dobre wiadomości - ukończyłam staż w bibliotece i niebawem będę formalnie zaczynać pracę, z czego bardzo się cieszę! Po drugie, przez ten czas kwietnia i maja przeczytałam sporo naprawdę świetnych pozycji. Część z nich już jest na blogu, a inne planuję i niebawem będę je wstawiać, dlatego można śmiało tego wyczekiwać! Tak więc, nie przedłużając, zapraszam na podsumowanie tego, co działo się u mnie pod względem czytelniczym w okresie kwietnia, maja i początku czerwca!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
W ostatnim czasie sporo nadrobiłam, jeśli chodzi o zaczęte serie, zarówno książkowe, jak i serialowe. Gdy się odkryje kilka dobrych serii i ogląda kilka naraz, trudno je niekiedy dokończyć. Aczkolwiek jednak, ja mam tak rzadko, ale się zdarzyło. Dokończyłam serial Kaoruko i Rin. Rozkwitając z tobą, ostatnio powróciłam i obejrzałam ponownie całą Niezwykłą prawniczkę Woo oraz Matki pingwinów. Obydwie serie bardzo mi się podobały i jestem pewna, że gdy obejrzę kolejne o podobnej tematyce, chętnie wrzucę tutaj recenzję! Już nie mogę się tego doczekać! 

Pod względem książkowym - i w tym kontekście uważam to za ogromny sukces - dokończyłam chyba najgrubszą powieść młodzieżową, jaką widziałam, czyli Nie całuj się pod kapliczką Weroniki Pawlak. W ostatnim czasie dość mocno polubiłam się z reportażami (i ostatecznie sama napisałam bardzo podobny format), główni z twórczością Jacka Hołuby, o czym na pewno będzie więcej na blogu. Udało mi się nawiązać współpracę z kolejnymi wydawnictwami rozszerzyłam swoje portfolio, a także - ukończyłam pisanie mojego podrozdziału do monografii, której publikacja jest planowana na październik tego roku! Strasznie się cieszę!  Przez ostatnie dwa miesiące przeczytałam aż 16 książek, co uważam za bardzo dobry wynik! W ostatnim czasie miałam także okazję przeprowadzić kilka świetnych wywiadów, a także zrelacjonowałam kilka dobrych prób medialnych, a później poszłam na spektakle. Nie wspominając już o tym, że miałam inspirujące zajęcia na studiach i jeszcze bardziej włączyłam się w uwielbienia organizowane w Krakowie i odkryłam nowe wspólnoty z super ludźmi! Miałam również okazję ponownie stanąć przed klasą uczniów jako nauczycielka języka polskiego, z czego naprawdę mega się cieszę! To dla mnie bardzo ważna sprawa!

PRZECZYTANE
Okres kwietnia i maja był dla mnie intensywnym czasem czytelniczym! Przeczytałam 16 pozycji i w dużej mierze były one idealnie trafione! Po pierwsze i najważniejsze, przeczytałam książkę Jagody Kwiecień, Z różą w dłoni, którą bardzo dobrze wspominam i już jutro, czyli 22 czerwca planuję jej recenzję. Specjalnie zaczęłam od niej bo nie mogłam się doczekać tej książki i na miesiąc maj była ona wprost idealna! Już teraz wiem, że z pewnością będę chciała zapoznać się z trylogią różaną od wydawnictwa Esprit! Kolejna książka również jest od wspomnianego wydawnictwa i jest to Tetelestai! Wykonało się! autorstwa o. Józefa Witko OFM. Muszę przyznać, że jej lektura była bardzo poruszająca i już teraz zapraszam na recenzję, gdyż jest już na moim blogu! Następną pozycją była niezwykła dla mnie książka Czego najbardziej żałują umierający pióra Bronnie Ware, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że naprawdę warto jest być wdzięcznym za to co się ma i nie odkładać życia na później! Sięgnęłam również po Bogowie i roboty Adrienne Mayor oraz Cierń T. Kingisher. Obydwie bardzo przypadły mi do gustu i cieszę się, że je przeczytałam. W międzyczasie przeczytałam także powieść-komiks Biały ptak pióra R.J. Palacio, który nie zmieścił mi się na grafice. Właściwie trafiłam na tą pozycje przypadkowo, ale pomyślałam: dlaczego nie?. Dokonałam właściwego wyboru, bo ta książka jest niesamowita! Tak jak wspominałam, pokochałam ostatnio reportaże i tak w moje ręce trafiło Wszystko mam bardziej. O życiu w spektrum autyzmu Jacka Hołuby. Spodobała mi się ona na tyle, że postanowiłam powrócić do czytanych niegdyś Niegrzecznych! Bądźcie pewni, że dzieła tego autora niebawem zagoszczą na moim blogu w postaci recenzji! 

Powtórzyłam także dwie bardzo ważne dla mnie pozycje, czyli Wstawaj Alicja Doroty Chęć oraz Żywe serce ks. Piotra Pawlukiewicza. Potrzebowałam do nich wrócić i na nowo je odczytać, przypomnieć sobie co czułam, kiedy czytałam je po raz pierwszy. Kolejną pozycją, która niestety nie zmieściła się na grafice są Genialne umysły autorstwa Jennier Lynn Barnes, jest to pierwszy tom serii Naturalsi, który z pewnością zamierzam kontynuować! Zaciekawił mnie ten typ literatury, przyznaję! Sięgnęłam również po Umieć w relacje Vereny König, książkę od wydawnictwa Otwarte, która okazała się bardzo pouczającą lekturą z zestawem ćwiczeń, co było dla mnie miłym zaskoczeniem. Dokończyłam także lekturę serii Flaw(less) od Marty Łabęckiej i to była zdecydowanie jedna z lepszych serii młodzieżowych tego roku! W następnej kolejności dokończyłam czytać książkę Merlina R. Cartohersa Moc uwielbienia, której recenzja pojawi się na blogu na dniach. Świetna, inspirująca i dająca do myślenia i rozwoju lektura! Udało mi się dokończyć - uważam to za sukces! - powieść Weroniki Pawlak Nie całuj się pod kapliczką, której lektura wymagała ode mnie naprawdę sporej cierpliwości, tak do bohaterów, jak i samego stylu, w jakim została napisana. Ostatecznie mi się to udało i jestem z siebie dumna! Bardzo miłymi zaskoczeniami ostatnich dwóch miesięcy są dla mnie dwie ostatnie książki, na które natknęłam się zupełnym przypadkiem i bardzo mi się one spodobały. Są to Sklep pory deszczowej autorstwa You Young-Gwanga oraz rozmowa Renaty Czerwińskiej z Marcinem Zielińskim w książce OdNowa. Znam kościół, który żyje. Te pozycje przeczytałam zaraz na początku czerwca. Na dniach planowane są recenzje, więc na bieżąco będę dzieliła się swoimi odczuciami odnośnie do opisanych tutaj pozycji! 
  1. Z różą w dłoni - Jagoda Kwiecień <recenzja 22 czerwca>
  2. Tetelestai! Wykonało się! - o. Józef Witko OFM <recenzja 22 czerwca>
  3. Czego najbardziej żałują umierający - Bronnie Ware <recenzja 23 czerwca>
  4. Bogowie i roboty - Adrienne Mayor <recenzja 24 czerwca>
  5. Cierń - T. Kingisher <recenzja 24 czerwca>
  6. Biały ptak - R.J. Palacio, <recenzja 24 czerwca>
  7. Wszystko mam bardziej. O życiu w spektrum autyzmu - Jacek Hołuba <recenzja 24 czerwca>
  8. Wstawaj Alicja - Dorota Chęć <recenzja tutaj>
  9. Żywe serce -  ks. Piotr Pawlukiewicz <recenzja tutaj>
  10. Genialne umysły autorstwa Jennier Lynn Barnes <recenzja tutaj>
  11. Umieć w relacje - Verena König <recenzja tutaj>
  12. All of  Yours Flaws - Marta Łabęcka <recenzja tutaj>
  13. Nie całuj się pod kapliczką - Weronika Pawlak <recenzja tutaj>
  14. Moc uwielbienia - Merlin R. Carothers <recenzja 24 czerwca>
  15. Sklep pory deszczowej - You Yeon-Gwang <recenzja 25 czerwca>
  16. OdNowa. Znam kościół, który żyje. Rozmawiają Renata Czerwińska i Marcin Zieliński <recenzja 24 czerwca>

A CO PLANUJĘ CZYTAĆ W CZERWCU? 
(i co już przeczytałam)?
Czerwiec jak widać, zapowiada się bardzo obiecująco i ambitnie! Jak sami widzicie, kontynuuję wyzwanie Biblioteki Kraków w ramach Paszportu Czytelnika. Jak dotąd udało mi się przeczytać następujące pozycje: Sklep pory deszczowej You Yeong-Gwanga i uważam, że jest to bardzo dobra pozycja, na dniach będzie recenzja!. Powróciłam do mojej ukochanej książki Promyczek Kim Holden i niebawem zamierzam sięgnąć także po Franco. Przeczytałam także OdNowa. Znam kościół, który żyje, rozmawiają: Renata Czerwińska i Marcin Zieliński na dniach pojawi się recenzja tego wywiadu. Planuję dokończyć lekturę Niegrzecznych oraz Beze mnie jesteś nikim Jacka Hołuby. Oprócz tego chciałabym przeczytać trzeci tom Niepowszednich Justyny Drzewickiej oraz Poślub mnie nad rzeką Weroniki Pawlak. W planach mam również drugi tom trylogii różanej, Progi twego domu od Jagody Kwiecień. Chciałabym jeszcze przeczytać ponownie kilka tytułów, ale zapewne przesunę je na spokojnie na lipiec. Tak czy siak, zapowiada się wspaniale! :)

Czytaj dalej »
on 21 czerwca 0
Podziel się!
Etykiety
#współpraca recenzencka, podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Starsze posty

08 maja

"Nie całuj się pod kapliczką" - Weronika Pawlak

Prawdę mówiąc, odkąd (znów!) na bookstagramie rzucił mi się w oczy profil Weroniki, a następnie gdzieś znalazłam recenzję książki Nie całuj się pod kapliczką, postanowiłam, że koniecznie muszę ją przeczytać. O ile tom pierwszy udało mi się zdobyć w formie e-booka, tak na kolejne części postanowiłam zapolować w krakowskich bibliotekach. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy odkryłam, że każdy tom znajduje się w innych placówkach, mało tego, w kompletnie różnych miejscach… Stwierdziłam, że trudno, jeśli pierwszy tom ostatecznie mi się spodoba, mogę się przejechać po te kolejne. Nie całuj się pod kapliczką Weroniki Pawlak zdecydowanie spełniło moje oczekiwania, aczkolwiek nie obyło się bez drobnych mankamentów.


NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Faustyna Świt uwielbia zapisywać cytaty na drzwiach swojej szafy, nie znosi żółtych spódnic i widoku swoich włosów w lustrze o poranku. Kiedy na rozpoczęciu roku szkolnego poznaje Józka błyskawicznie dochodzi do wniosku, że nigdy w życiu się z nim nie zaprzyjaźni. A jednak pojawienie się tego nowego ucznia sprawia, że jej świat skurczony dotąd do dwójki najbliższych przyjaciół zaczyna się poszerzać i przyśpiesza. Co wyniknie z ich przypadkowego spotkania? 

Nie całuj się pod kapliczką to pierwszy tom Trylogii Sercowskiej, która cieszy się ogromną popularnością wśród tysięcy użytkowników serwisu Wattpad. 

opis własny

Muszę przyznać, że zabierałam się do tej książki z ogromnym entuzjazmem. I przez pierwsze kilkadziesiąt stron moje zainteresowanie nie osłabło. Bardzo chciałabym powiedzieć, że ta książka trzymała mnie w napięciu i utrzymywała moje skupienie aż do ostatniej strony, ale tak nie było. A przynajmniej nie do końca, ponieważ czytałam ją zrywami.


Nie całuj się pod kapliczką to książka, która zasługuje na wyróżnienie. Chociażby z uwagi na ciekawy koncept fabularny. Fabuła rozwija się misternie tkana niczym przepiękna nić. Autorka raz po raz mnie zaskakiwała nagłymi wątkami, niejednokrotnie udowadniając mi, że w tej książce nie ma nudy. Na uwagę zasługują także bogate odniesienia do innych książek, także lektur języka polskiego i co najważniejsze do Biblii. Historia Józka i Faustyny jest bowiem w dużej mierze podparta biblijnymi odniesieniami, co osobiście uważam za duży plus. Nie da się jednak ukryć, że tak rozbudowana książka, licząca aż 704 strony, bohaterowie przebywają naprawdę długa drogę zarówno do tego, aby lepiej się poznać i stoczyć swoje własne bitwy, cóż, potrafi wymęczyć. 


Niejednokrotnie potrzebowałam dłuższej przerwy od tej historii, by w międzyczasie przeczytać inne książki i dać sobie odskocznię. W efekcie czytałam ją chyba ponad miesiąc. Pomimo faktu, że jest ona świetnie rozbudowana pod kątem fabularnym, tak jej znaczna objętość mocno rzutuje na odbiór. Można niekiedy odnieść wrażenie, że to wszystko się po prostu za bardzo wlecze i byłoby lepiej, gdyby rozbić ten tom na dwa krótsze. Możecie sobie wyobrazić moją minę, kiedy zobaczyłam, że dwa kolejne mają podobną objętość. Cóż, nie rozstanę się z Sercowem tak szybko, i dobrze, gdyż tak jak Józek pokochałam to idylliczne miejsce.


Niewątpliwie największym atutem tej książki jest jej klimat. Już od pierwszych stron Sercowo przypomina uroczą wioskę (czy nie wzorowaną przypadkiem na Wyspie Księcia Edwarda? :)), gdzie ludzie są dobrzy, panuje wszechobecna miłość, a każdy sąsiad temu drugiemu spieszy na pomoc. Sercowo to miejsce, które trudno opuścić. Myślę, że w dużej mierze taki był pomysł autorki, by czytelnik zostawił w tym miejscu kawałek swojego serca. Na całe szczęście ta sielska idylla jest nieco pozorna, gdyż jak każde miasteczko, tak i Sercowo ma swoje problemy. Nie każdy tutaj jest tak dobry i piękny, jak mogłoby się wydawać. Jest tutaj przynajmniej dwójka zranionych ludzi, których czyny sprawiają tym pozostałym cierpienie. I chociaż Faustyna z Józkiem oferują pomoc, niekoniecznie przynosi to spodziewany skutek. Napisałam wcześniej całe szczęście, poniewaz gdyby Sercowo byłoby doskonałe nie byłaby to opowieść osadzona w realnym świecie, ale bardziej zbliżona do utopii. Wówczas idealizmu byłoby w tej powieści zdecydowanie za dużo. A mówiąc o idealistach warto spojrzeć na Faustynę Świt, główną bohaterkę powieści.


Tym co mnie ujęło w Faustynie to złożoność tej postaci. Dziewczyna przy całym swoim rozmarzeniu, gadulstwie i serdeczności gdzieś w środku nadal jest małą dziewczynką, która doświadczyła nękania, ale dzięki temu potrafi zrozumieć cierpienie innych. Jej uśmiech i rozmarzenie są swego rodzaju mechanizmem ochronnym. Wiele osób nazywa Faustynę dziecinną. I jest w tym trochę racji. To bohaterka wierząca w dobro i w ludzi, jednak są sytuacje, kiedy zdecydowanie bywa zbyt naiwna i dramatyzująca, gdyż tak bardzo boi się zranienia. Stanowi kompletne przeciwieństwo Józka i zarazem wspaniałe jego uzupełnienie. Najbardziej lubię te momenty, kiedy obydwoje uczą się od siebie nawzajem. Dobroć Fau leczy Józkową zawziętość, z kolei on uczy ją bardziej trzeźwego spojrzenia. Chociaż bywały momenty, kiedy drażniło mnie zarówno zachowanie Fau, jak i Józka, to jednak uważam, że razem bardzo dobrze się uzupełniają.


Styl, jakim operuje Weronika Pawlak przypomina mi rzekę. Jest niezwykle bogaty, wypełniony cytatami, nawiązaniami do różnych dzieł literackich, a niekiedy nawet i dygresjami. Gdyby ta powieść była krótsza byłabym zachwycona. Jednak przez jej sporą objętość te momentami za długie opisy były męczące. Pomimo tego trudno byłoby nie docenić piękna tego stylu, bogactwa metafor i idącej za tym wrażliwości autorki.


Podsumowując, Nie całuj się pod kapliczką to piękna i wyjątkowa książka, o której długo nie będę potrafiła zapomnieć. I dana jej ocena jest tego zdecydowanie warta. Jestem przekonana, że sięgnę po kolejne tomy! Na razie jednak potrzebuję odrobiny przerwy od obecnego tam przesytu. A tymczasem Pokochaj mnie pod uniwersytetem grzecznie czeka sobie na półce. 

To pozycja idealna na długie letnie wieczory, kiedy ma się ochotę na naprawdę długą i bogatą pozycję. Aczkolwiek, uprzedzam, warto jest dać sobie na nią czas, niekiedy nawet robić przerwy, gdyż czytana na raz potrafi naprawdę wymęczyć, uwierzcie! Polecam serdecznie!

Moja ocena: 9/10. :)

Czytaj dalej »
on 08 maja 0
Podziel się!
Etykiety
dla nastolatków, literatura piękna, nadzieja, obyczajowe, okruchy życia, romanse
Starsze posty

07 maja

"Genialne umysły" - Jennifer Lynn Barnes

Genialne umysły Jennifer Lynn Barnes to pierwszy tom serii The Naturals, która ukazała się nakładem wydawnictwa o nazwie tylko zachęcającej do jej przeczytania, mianowicie Must Read! Właściwie ta książka wpadła w moje ręce czystym przypadkiem. Ot, przeglądając bookstagrama pojawiła się w jednej relacji. Stwierdziłam, że nie znam tej autorki, nigdy też nie czytałam tego typu literatury, aczkolwiek nieco zbliżone do niej pozycje już za mną były. Uznałam, że warto dać jej szansę. Czy słusznie? Przeczytajcie sami!


NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Żeby ująć seryjnego mordercę, musisz myśleć jak seryjny morderca.


Siedemnastoletnia Cassie posiada niezwykły talent – potrafi powiedzieć, kim jesteś i czego pragniesz, jedynie za pomocą obserwacji twojego zachowania, co czyni ją naturalną profilerką. Dostrzega ją FBI i postanawia wcielić dziewczynę do programu rozwiązywania kryminalnych spraw sprzed lat. Oprócz niej, w zespole są także inni Naturalsi, dzieciaki obdarzone różnymi specyficznymi zdolnościami. Dean dzieli z Cassie zdolności do profilowania, Michael potrafi odczytywać emocje, a Lia zdemaskuje każde kłamstwo. Oczywiście w tym świecie nikt nie jest tym, za kogo się podaje. A gdy pojawia się nowy morderca, naturalsi już wiedzą, że niebezpieczeństwo jest bliżej, niż kiedykolwiek sobie to wyobrażali. Cassie nie ma więc wyboru, postanawia odkryć prawdę.

- opis własny

Przyznaję, że sięgając po Genialne umysły w zasadzie nie miałam jakichś większych oczekiwań. Byłam po prostu ciekawa co to za książka. I jak się okazało, w tym przypadku było to bardzo dobre podejście, ponieważ zostałam dość pozytywnie zaskoczona. Niemniej na pewno nie jest to pozycja, która wywarła na mnie tak silne wrażenie, bym po jej przeczytaniu z efektem “wow” na ustach została wbita w fotel. Chociaż oryginalny koncept na fabułę i postacie, jaki miała autorka kusi mnie na tyle, aby sięgnąć po kolejne tomy serii.


Genialne umysły to pozycja z pewnością nietuzinkowa i choć swoją poczytność zawdzięcza stosunkowo niewielkiej objętości wypełnionej za to mnogością wydarzeń. Powieść liczy niespełna 300 stron, ale jest tak wypełniona akcją, że w pełni to wystarcza. Napięcie przebija z każdej strony, więc nie sposób się oderwać od lektury. Rozbudowana fabuła pozwala na to, by jeszcze mocniej się w nią wciągnąć. Chociaż bywały momenty, kiedy relacje między poszczególnymi bohaterami mnie irytowały, to jednak uważam, że warto było po nią sięgnąć i pozwolić, by ten pełen akcji świat mnie zaskoczył.


Tym, co wyróżnia tą książkę jest wyjątkowy mroczny klimat. Napięcie, jakie generuje wartka akcja można by tutaj kroić nożem. Dodatkowo autorka naprzemiennie stosuje perspektywę Cassie i nowego mordercy, co sprawia, że trudno jest odłożyć lekturę choćby na chwilę. Zabawa w kotka i myszkę z każdą chwilą przybiera na sile, tym bardziej, że aż do ostatniej chwili nie znamy tożsamości sprawcy. Ta książka jest niepokojąca, mroczna i zdecydowanie przyciągająca!


Autorka ma prosty i lekki styl i w sumie nic dziwnego, w końcu to książka adresowana głównie do młodszych czytelników. Nie znajdziemy tutaj górnolotnych ozdobników, jedynie logiczne niuanse myślowe i obserwacje głównej bohaterki. Tajemniczej nuty dostarczają natomiast te rozdziały, w których to sprawca jest narratorem. Lynn Barnes sprytnie trzyma nas w niepewności aż do ostatniej chwili nie ujawniając jego tożsamości.


Przyznaję, że byłam pod wrażeniem tego, w jaki sposób Jennifer Lynn Barnes wykreowała swoje postacie. Zarówno Cassie, Dean i Michael, jak i Lia są niesamowicie inteligentni, a przy tym każde z nich wydaje się kompletnie nie pasować do reszty społeczeństwa. Każdy z nich dźwiga swoje traumy, wykorzystując przy tym swoje niesamowite zdolności, aby pomóc FBI. Lynn rzecz jasna dość wyraziście nakreśliła każdą postać, oprócz inteligencji nadając im swoje unikalne cechy. Zdecydowanie nie są to więc puste, papierowe postacie. Jednakże przy tej całej otoczce, niejednokrotnie wydawali mi się zbyt wyidealizowani, zbyt inteligentni i logiczni. Podczas lektury miałam z tyłu głowy, że to nadal są nastolatki. Jaki nastolatek jest aż tak mądry i logiczny? Rzecz jasna zdarzają się wyjątki, ale tutaj było tego zdecydowanie zbyt dużo. Ten mankament nieco psuł mi przyjemność z lektury, a postawa bohaterów niejednokrotnie mnie irytowała. Warto odjąć im przydanego czaru.


Podsumowując, jest to całkiem ciekawa pozycja i z pewnością dość nietuzinkowa na rynku wydawniczym. Jak pisałam nie jest może jakaś wybitna, aczkolwiek kto wie, może kolejne tomy spodobają mi się znacznie bardziej. Bo, nie ulega wątpliwości, że po następne tomy muszę sięgnąć. Mimo wszystko książkę oceniam dość wysoko (6/10 to chyba maksimum, na które mnie w tym przypadku stać). Mam nadzieję, że autorka mnie nie zawiedzie, bo po lekturze tomu pierwszego nabrałam większych oczekiwań, co do tej serii. Trzymam kciuki, aby tak było!

Genialne umysły to książka, która dobrze się sprawdzi jako odskocznia od preferowanego gatunku. Dla tych, którzy chcą spróbować czegoś innego w swoim książkowym świecie jest to pozycja obowiązkowa i z pewnością się na niej nie zawiedziecie! Zważywszy na jej stosunkowo niewielką objętość, pozycja idealnie się sprawdzi jako alternatywa dobrego serialu z wątkami kryminalnymi na dwa, może trzy wieczory. Polecam!

Moja ocena: 6/10. :)

Czytaj dalej »
on 07 maja 0
Podziel się!
Etykiety
kryminał, psychologiczne, współczesność
Starsze posty

06 maja

"Żywe serce" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz

Żywe serce ks. Piotra Pawlukiewicza to bodajże druga książka z wydawnictwa RTCK, po którą sięgnęłam w ostatnim czasie. A nawet dawniej, bo po raz pierwszy przeczytałam ją w marcu 2025 roku, ściślej: 29 marca, będąc w szpitalu u Taty. To bardzo ważna i szczególna dla mnie pozycja. Doceniam ją przede wszystkim za humor i za to, że nawet w najtrudniejszym momencie czuwania, Pawlukiewicz potrafił swoimi historiami rozbawić mnie do łez! Pamiętam, że pomyślałam wówczas, że nawet jeśli mój śmiech był wtedy niestosowny, jeżeli w takim momencie, czując ten smutek, potrafiłam roześmiać się, to nawet będąc w niesamowicie trudnej sytuacji, znajdę choć malutki promień słońca, będę miała powód, by wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Po najgorszej burzy, najczarniejszej nocy, te smutek zniknie, a ja będę potrafiła się uśmiechnąć. Wystarczy znaleźć to malutkie ziarno radości i nadziei. Zajęło mi rok czasu, kiedy ponownie zabrałam się za tą lekturę, już po żałobie. Do dziś wywołuje we mnie te same ciepłe uczucia. Mam nadzieję, że tak będzie już zawsze. Wierzę w to!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Ksiądz Piotr Pawlukiewicz (1960-2020), legendarny kaznodzieja w niniejszej książce zawarł kwintesencję swojego nauczania z 2007 roku. To ponad 250 stron tekstu i 11 rozdziałów, które odmienią Twoje życie i sprawią, że spojrzysz na nie z innej perspektywy. Tak powinien brzmieć slogan widniejący na okładce. Cóż, moje życie ta lektura z pewnością odmieniła. 


Żywe serce to zawołanie z tej książki skierowane do każdego odbiorcy. Dzisiaj świat potrzebuje ludzi o ŻYWYM SERCU, niekoniecznie mających jakiekolwiek wielkie osiągnięcia. Największym zagrożeniem jest lenistwo i idąca za tym wegetacja. W swojej książce Pawlukiewicz nie daje jednej prostej recepty, co robić. Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: Zapytaj, co mnie ożywia? A następnie idź, i to zrób. Dzięki tej lekturze dowiesz się: jak zajrzeć w swoje serce, jak poznać samego siebie, „patrzeć sercem” i rozpoznać swój własny życiowy napęd; w jaki sposób mądrze podejmować decyzje, a także jak radzić sobie z grzechami, zranieniami, kompleksami i ogólnym poczuciem beznadziei? Absolutnie najlepsze jest jednak to, dowiesz się, jak odbudować w sobie poczucie własnej wartości! Gwarantuję!

- opis własny

Muszę przyznać, że bardzo mnie ta książka ujęła i to już od samego początku! Mimo że księdza Pawlukiewicza gdzieś tam kojarzyłam, nie słuchałam wcześniej jego kazań. Poznałam go dopiero, gdy w moje ręce wpadła ta książka. Wtedy właśnie poznałam też wydawnictwo RTCK. A wpadła w bardzo dobrym (złym) momencie! I bardzo dobrze, bo to właśnie ona pomogła mi przetrwać trudne chwile. 


Co się w tej książce rzuca w oczy już od pierwszej strony, to bijący od niej humor! Naprawdę niesamowicie się uśmiałam podczas lektury, a nie był to czas, kiedy było mi do śmiechu. Jestem więc naprawdę wdzięczna, że wpadła ona w moje ręce akurat wtedy. Książka ta jest napisana z zaskakującą lekkością, można wręcz odnieść wrażenie, że są to słowa, które kieruje do nas jej autor. Dzięki temu zabiegowi akt lektury przypomina nieco dialog ze starym dobrym przyjacielem/znajomym, który przyszedł by opowiedzieć kawały i osłodzić jakoś Twoje życie. Tak się trochę czułam. Prosty styl, nie okraszony zbytnio ozdobnikami, za to przesiąknięty soczystą mową sprawia, że w zasadzie możnaby tą pozycję spokojnie przeczytać na jeden wieczór. Anegdotki z życia księdza Piotra naprawdę potrafią niekiedy rozbawić do łez i sprawiają, że myślisz jeszcze bardziej optymistycznie! Dopiero po lekturze zapoznałam się bliżej z osobą autora na YouTub’e i uważam, że zdecydowanie było warto!


Książka wbrew pozorom dotyka szeregu ważnych tematów, jednakże lekki styl autora w pewnym sensie zdejmuje ich ciężar podczas lektury. Oczywiście, Żywe serce zachęca do refleksji, ale zdecydowanie ich nie wymusza. Prostota, z jaką została napisana ta książka sprawia, że całkowicie naturalnie myślisz o swoim życiu i patrzysz na nie z nieco innej perspektywy. Podświadomie myślisz o swoich bliskich, o swoich pasjach i o tym, co Cię porusza. Zastanawiasz się, jak byś postąpił na miejscu bohaterów anegdotek przytaczanych przez Pawlukiewicza. I to jest w tej książce piękne i cenne. Prostota, zachęta do działania, żywej relacji i autentyczności. A wspomnienie kobiety z pieskiem chyba już zawsze będzie przypominać mi tą marcową noc i mój śmiech, gdy czytałam tą scenę (o co konkretnie z nią chodziło tego nie powiem, dowiedzcie się sami!) :).


Żywe serce to pozycja, która na mojej półce zajmuje bardzo ważne miejsce i lubię do niej wracać. Możliwe, że zrobię z tego tradycję i podobnie jak do moich innych comfort books (a taką książką jest na przykład Promyczek Kim Holden, której recenzję pisałam zresztą na blogu), będę po nią sięgać co rok lub wtedy, kiedy będę potrzebowała doładować swój optymizm!

Jest to pozycja po którą zdecydowanie warto sięgnąć! Sprawdzi się idealnie jako prezent na urodziny czy zwyczajnie bez okazji, aby przynieść komuś promienie słońca. Szczególnie poleciłabym ją osobą, które przechodzą przez trudniejszy czas i zmagają się z poczuciem beznadziei. Gwarantuję, że pokochacie tą książkę tak samo jak ja!


Moja ocena: 10/10 :)

Czytaj dalej »
on 06 maja 0
Podziel się!
Etykiety
chrześcijaństwo, nadzieja, obyczajowe, okruchy życia
Starsze posty

30 kwietnia

"Umieć w relacje" - Verena König

Umieć w relacje Vereny König to książka, którą mam przyjemność zrecenzować dzięki niedawno rozpoczętej współpracy z wydawnictwem Otwarte. Zdałam sobie sprawę, że dość dawno nie sięgałam po poradniki, więc najwyższy czas to zmienić. I dobrze się złożyło, bo książka König dotyczy właśnie relacji, a one stanowią jej główny temat i punkt wyjścia do dalszych rozważań. To w relacjach rodzi się poczucie bezpieczeństwa, bycia kochanym i potrzebnym, ale to również w nich doświadczamy straty, porzucenia czy traumy. Verena König przekonuje jednak, że zamiast patrzeć na relacje wyłącznie przez pryzmat zranień, warto zobaczyć je jako przestrzeń możliwego uzdrowienia. Czy mnie to przekonało? Zobaczcie sami!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:


„Życie to relacje. Zadbaj, by były dobre”, tak w największym skrócie można oddać sens tej książki. Autorka, specjalizująca się w tematyce traumy i epigenetyki, prowadzi czytelnika przez kolejne obszary relacyjności, pokazując, jak je rozumieć i jak nad nimi pracować. W książce znajdziemy również ćwiczenia, które mają wspierać budowanie poczucia więzi i bezpieczeństwa oraz tworzenie zdrowych relacji.



- opis własny

Umieć w relacje to książka, która od pierwszych stron wymaga uważności i zaangażowania. Nie jest to lektura, którą można jedynie „przekartkować”. To, co pozytywnie mnie zaskoczyło, to sposób, w jaki autorka rozkłada relacje na czynniki pierwsze i analizuje ich różne formy. Każdy z nas funkcjonuje w relacjach — jako istoty społeczne jesteśmy od nich zależni. Czasem druga osoba staje się dla nas bezpieczną przystanią, dzięki której czujemy się lepiej tylko przez jej obecność, słowa czy gesty. König podkreśla, że właśnie takie relacje powinny być normą: wspierające, regulujące i uzdrawiające. Niestety, nie zawsze tak jest. 

Książka została podzielona na rozdziały. Najpierw otrzymujemy wprowadzenie teoretyczne, oparte na terminologii naukowej, a następnie autorka przechodzi do tematu wczesnej traumy i jej znaczenia w kształtowaniu relacji. W tym miejscu wracają schematy więzi i przywiązania, które powstają w relacji z opiekunami w dzieciństwie. König szczegółowo omawia mechanizmy tych wzorców oraz ich późniejsze konsekwencje.

Co ciekawe, w kolejnych rozdziałach autorka płynnie przechodzi od teorii przywiązania do modeli funkcjonowania w dorosłych relacjach. Szczególnie doceniłam fragment dotyczący stawiania granic, to temat niezwykle praktyczny i wartościowy. Ostatni rozdział stanowi swoistą puentę: pokazuje, że relacje mogą ranić, ale jednocześnie są jednym z kluczowych czynników uzdrawiania. Autorka przedstawia również zasady wspierające budowanie zdrowych więzi.

Wiedza zawarta w tej niewielkiej książce jest naprawdę obszerna i wielowymiarowa. Cieszę się, że miałam okazję po nią sięgnąć, szczególnie w ramach współpracy z wydawnictwem Otwarte — oby takich tytułów było więcej.

Zaskoczyło mnie, jak przystępnie i jednocześnie w bardzo wrażliwy sposób König opisuje reakcje człowieka na trudne sytuacje. Pokazuje, że to, czego się boimy, często wynika z nieuświadomionych doświadczeń i traumy, która kształtuje nasz układ nerwowy. Wpływa to nie tylko na relacje z innymi, partnerami, przyjaciółmi, ale także na relację z samym sobą. Widać w tym dużą uważność i ogrom pracy autorki, choć momentami naukowy styl był dla mnie dość wymagający.

Muszę jednak przyznać, że brakowało mi w tej książce większej liczby konkretnych historii, przykładów pracy z pacjentami, ich doświadczeń, tego, że wyżalają się podczas sesji i procesu zmiany. Przywykłam do tego w innych poradnikach, dlatego tutaj momentami odczuwałam pewien dystans i taką „surowość” przekazu. Nie jest to jednak poważna wada, raczej kwestia preferencji czytelniczych. Czasami musiałam po prostu zrobić przerwę, żeby przetrawić treści.

Podsumowując, to książka, którą zdecydowanie warto przeczytać! Dobrze jest jednak rozłożyć sobie jej lekturę na raty, także po to, aby z uwagą i wrażliwością na swoje potrzeby podejść do zaproponowanych w niej zadań. Jestem przekonana, że ta książka otworzyła mi oczy na wiele spraw, o których wcześniej nie miałam pojęcia. To idealny poradnik, o tym jak właściwie zbudować relację z samym sobą, zanim wejdzie się w związek i małżeństwo. Oby było więcej takich książek!


Poradnik od Vereny König idealnie sprawdzi się jako prezent na dzień kobiet, a także jako podarunek, który kupisz sama sobie na wyjątkową okazję. Podążając za sentencją: „Życie to relacje. Zadbaj, aby były dobre” rekomenduję: zadbaj o relację ze swoim „Ja”, a dzięki temu łatwiej Ci będzie wejść w relację z innymi! Polecam z całego serca!

Moja ocena: 7/10. :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Otwarte!






Czytaj dalej »
on 30 kwietnia 1
Podziel się!
Etykiety
#otwarte, #współpraca recenzencka, psychologia, psychologiczne
Starsze posty
Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O AUTORCE

O AUTORCE
27 - letnia Magister Polonistyki-Literaturoznawstwa. Z zamiłowania książkoholiczka, literaturoznawczyni i blogerka, rysowniczka, a także miłośniczka języków obcych i azjatyckich dram. Kto wie, może i w przyszłości także pisarka? Możliwości jest mnóstwo! :) Aktualnie spełnia się dziennikarsko pracując w redakcji WUJ-a oraz redaktorsko współpracując z Wydawnictwami ZNAK oraz Moc Media. Przyszła bibliotekoznawczyni i arteterapeutka, która uczy się języka migowego.

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

BIBLIOTECZKA

https://lubimyczytac.pl/ksiegozbior/MiegxQJv6H

PRZECZYTANE

W tym roku chcę przeczytać...

W tym roku chcę przeczytać...
#Wyzwanie LC 2026#

Recenzje/Wpisy planowo

* "Żywe serce", Piotr Pawlukiewicz * "Genialne umysły", Jennifer Lynn Barnes * "Studium zatracenia", Ava Reid * "Burza", Sunya Mara * "Obiekty głębokiego nieba", Jakub Małecki Następne tytuły wpisów podam niebawem! :)

Znajdź mnie!

  • Lubimy Czytać
  • Strona na facebooku
  • Twitter
  • Instagram

Szukaj na tym blogu

Statystyka

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Obserwatorzy

Popularny post

Archiwum

  • ▼  2026 (15)
    • ▼  cze 2026 (3)
      • "Z różą w dłoni" - Jagoda Kwiecień
      • "Tetelestai! Wykonało się" - o. Józef Witko OFM
      • Podsumowanie kwietnia i maja 2026! Czytelniczy cze...
    • ►  maj 2026 (3)
    • ►  kwi 2026 (6)
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (2)
  • ►  2025 (13)
    • ►  wrz 2025 (1)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (4)
    • ►  lut 2025 (2)
  • ►  2024 (11)
    • ►  gru 2024 (1)
    • ►  lis 2024 (1)
    • ►  lip 2024 (1)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (2)
    • ►  kwi 2024 (2)
    • ►  mar 2024 (1)
    • ►  sty 2024 (2)
  • ►  2023 (31)
    • ►  gru 2023 (2)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (4)
    • ►  wrz 2023 (3)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (2)
    • ►  kwi 2023 (1)
    • ►  mar 2023 (5)
    • ►  lut 2023 (5)
    • ►  sty 2023 (1)
  • ►  2022 (46)
    • ►  gru 2022 (5)
    • ►  lis 2022 (4)
    • ►  paź 2022 (4)
    • ►  wrz 2022 (5)
    • ►  sie 2022 (6)
    • ►  lip 2022 (6)
    • ►  cze 2022 (1)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (3)
    • ►  mar 2022 (5)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (2)
  • ►  2021 (38)
    • ►  gru 2021 (2)
    • ►  lis 2021 (4)
    • ►  paź 2021 (3)
    • ►  wrz 2021 (3)
    • ►  sie 2021 (4)
    • ►  lip 2021 (4)
    • ►  cze 2021 (1)
    • ►  maj 2021 (2)
    • ►  kwi 2021 (2)
    • ►  mar 2021 (2)
    • ►  lut 2021 (6)
    • ►  sty 2021 (5)
  • ►  2020 (49)
    • ►  gru 2020 (3)
    • ►  lis 2020 (2)
    • ►  paź 2020 (4)
    • ►  wrz 2020 (4)
    • ►  sie 2020 (6)
    • ►  lip 2020 (5)
    • ►  cze 2020 (3)
    • ►  maj 2020 (2)
    • ►  kwi 2020 (5)
    • ►  mar 2020 (5)
    • ►  lut 2020 (6)
    • ►  sty 2020 (4)
  • ►  2019 (66)
    • ►  gru 2019 (6)
    • ►  lis 2019 (4)
    • ►  paź 2019 (5)
    • ►  wrz 2019 (9)
    • ►  sie 2019 (9)
    • ►  lip 2019 (6)
    • ►  cze 2019 (5)
    • ►  maj 2019 (6)
    • ►  kwi 2019 (2)
    • ►  mar 2019 (3)
    • ►  lut 2019 (5)
    • ►  sty 2019 (6)
  • ►  2018 (59)
    • ►  gru 2018 (5)
    • ►  lis 2018 (5)
    • ►  paź 2018 (7)
    • ►  wrz 2018 (9)
    • ►  sie 2018 (7)
    • ►  lip 2018 (3)
    • ►  cze 2018 (8)
    • ►  maj 2018 (2)
    • ►  kwi 2018 (2)
    • ►  mar 2018 (3)
    • ►  lut 2018 (3)
    • ►  sty 2018 (5)
  • ►  2017 (5)
    • ►  gru 2017 (4)
    • ►  lis 2017 (1)

Polecany post

"Z różą w dłoni" - Jagoda Kwiecień

Napisz do mnie w sprawie recenzji/artykułu/wywiadu :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Etykiety

Japonia (13) King (3) Murakami (6) PLOTKARA (3) Zafon (5) anime (3) arabia (1) autobiografia (5) baśnie (22) dla nastolatków (24) drama (5) fantasy (65) historyczne (32) holocaust (1) klasyk (22) klasyka dla nastolatków (11) klasyka dziecięca (2) komedia- czarny humor (12) kultura słowiańska (5) medyczne (5) mit (3) miłość (39) obyczajowe (121) podsumowanie (81) postapo (23) psychologia (31) psychologiczne (49) romans (53) science-fiction (23) stosik książkowy (34) sztuka (4) tag (2) thiller (26) thriller (14) wojna (9) współczesność (103) zapowiedz (27) zwierzęta (3) świat komiksu (1) święta (5)

Nie kopiuj, szanuj cudzą własność!!!

Prawa Autorskie

Zabraniam kopiowania MOICH tekstów i zdjęć bez uprzedniego zezwolenia.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kradzież tekstów, czy zdjęć bez upoważnienia autora przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2-ch i/grzywnę.

Bardzo proszę o uszanowanie mojej pracy.

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Z Dziennika Książkoholiczki. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.