NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:


Są takie książki, które zmieniają perspektywę w czyimś życiu albo uczą/utwierdzają w przyjętych i wyznawanych wartościach/postawie. Dzięki temu zostają w naszych sercach na dłużej i są nadzieją dla nas w tych gorszych dniach. Mam kilka takich comfort books, a Czego najbardziej żałują umierający z pewnością jest jedną z nich. Książka ta wpadła w moje ręce któregoś majowego dnia zupełnie niespodziewanie, kiedy wracałam do domu po przeprowadzeniu wywiadu dla WUJ-a i spotkaniu wspólnoty, gdzie również wykorzystywałam swoje umiejętności dziennikarskie. Akurat tego dnia komunikacja miejska zupełnie wysiadła, wiec wróciłam do domu nieco po 23. W międzyczasie usiłowałam pokonać ograniczenia komunikacyjne, podróżując, czym się dało. Siedząc w tramwaju otworzyłam czytnik i wybrałam pierwszą z brzegu lekturę. Czego najbardziej żałują umierający sprawiło, że szybko przepadłam i wciągnęłam się w książkę bez reszty. Skończyłam czytać kolejnego dnia. To chyba najbardziej dowodzi, jak wielkie wrażenie ta książka na mnie wywarła.
Książka została napisana jako coś na styku autobiografii/pamiętnika. To wspomnienia Bronnie stanowią główną oś fabularną. Kobieta opowiada, jak wyglądało jej życie zanim zaczęła pracę jako pielęgniarka opieki paliatywnej, okres tej pracy, doświadczenie i gdzie ją to wszystko zaprowadziło. Nie brakuje także historii pacjentów, którymi się zajmowała; ich historii, ich "spowiedzi", żalów, niespełnionych nadziei/oczekiwań i oczywiście porad - jak żyć, aby nie żałować. Umierający stawiają sobie pytania, które skłaniają czytelnika do zadania tych pytań sobie i refleksji nad własnym życiem: "dlaczego nie zrobiłam tego, czego pragnęłam" /"dlaczego pozwalałam sobą rządzić" /"dlaczego nie byłam dość silna i nie pozwoliłam sobie być szczęśliwa" / "żałuję, że straciłam kontakt z przyjaciółmi". Dzięki temu ta książka staje się czymś na kształt przewodnika, który przypomina o tym, co jest ważne, a czas jest najcenniejszą walutą, jaką posiadamy. I to jest piękne, cenne i absolutnie wyjątkowe.
Akcja tej książki rozwija się powoli, niemal stopniowo. Co jest olbrzymim plusem tej książki to to, że jest każdy rozdział jest poświęcony konkretnemu pacjentowi, danej osobie lub dotyczy poszczególnego etapu w życiu Bronnie. Dzięki temu łatwo jest tą książkę sobie dawkować, chociaż akurat ja nie potrafiłam tego zrobić. Wciągnęłam się błyskawicznie, bo zostałam poruszona wymową książki Ware. Nie brakuje oczywiście momentów kulminacyjnych oraz tych, kiedy łza kręci się w oku. Tą książkę trzeba przeżyć, a to tylko jeden aspekt pokazujący, jak bardzo jest ona wyjątkowa.
Choć głównym motywem tej książki jest w umieranie, podczas lektury trudno jest postrzegać ten proces jako coś strasznego. Przeciwnie, dzięki swojemu łagodnemu stylowi, wręcz przesiąkniętego spokojem i trybem zen, umieranie zostaje pokazane jako proces odchodzenia, kiedy umierającemu mogą, ale nie zawsze, towarzyszyć bliscy. To jest piękne, naprawdę szczęście mają Ci, którzy zostali tym pobłogosławieni. Nie ma tutaj momentów grozy, jest za to smutek, spokój, pogodzenie się z nieuchronnym, celebracja chwili obecnej, zaufanie i pogoda ducha. Towarzyszenie tym, którzy odchodzą wiele nauczyło Bronnie, a ona poniosła to dalej, przelewając to na papier. Wszystko to było możliwe za sprawą prostego języka, jakim została napisana ta książka. Nie znajdziemy tutaj patetycznych wywodów, ale spokój, nadzieje i prawdę. Czytając tą książkę niejednokrotnie płakałam, ponieważ ona porusza serce i uczy doceniać to, co mamy.
Na uwagę zasługują także postacie, a w pierwszej kolejności oczywiście Bronnie. Poznajemy ją jako osobę, która lubi podróże, nie ma stałego mieszkania i często się przemieszcza. Opiekuje się nie tylko umierającymi, lecz także ich domami, dzięki czemu ma lokum na czas pracy. Jest pogodną, ciepłą i cierpliwą osobą, a to się czuje nawet podczas lektury. Łatwo ją polubić. To właśnie ona towarzyszy swoim pacjentom. Ich także można poznać - Ruth, Pearl... i wielu wielu innych ludzi, którzy opowiadają koleje swojego losu. Choć przyznaję, że niekoniecznie każdy bohater przypadł mi do gustu, to jednak wiele z tych historii mnie poruszyło i urzekło. Siła emocji, jaka drzemie w tej książce jest niezwykła i to jedna z tych lektur, których się nie zapomina.
Podsumowując, książka Bronnie Ware na pewno zostanie ze mną na dłużej. To pozycja, która bardzo mnie poruszyła i zostawiła mnie z taką refleksją, że nie chcę zmarnować swojego życia, chcę przeżyć je jak najlepiej w pełni wykorzystując każdą chwilę i przyjmując ją z wdzięcznością. W pewnym sensie jest to kwintesencja zasady, jaką żyła Kate z Promyczka Kim Holden oraz ja sama. Utwierdziło mnie to tylko w tym, że to czym się kieruję i jak chcę iść przez życie, będąc wdzięczna nawet za małe dary, jest słuszne. To wyjątkowa pozycja, którą każdy powinien przeczytać w swoim życiu przynajmniej raz! Mamy tylko jedno życie, warto więc przeżyć je w pełni!

Czego najbardziej żałują umierający Bronnie Ware to książka, którą polecam z całego serca każdemu! Sprawdzi się jako otulający koc podczas tych gorszych dni, dla tych, którzy poszukują sensu życia lub pocieszenia w cierpieniu, ta pozycja przypomni, że czekają Cię jeszcze piękne dni! Osobom, które doświadczyły straty, ta książka pomoże pogodzić się z tym i umocni wiarę w to, że nasi bliscy może nie mieli w życiu łatwo, ale to życie przeżyli tak, jak potrafili najlepiej. Wszystkiego dobrego i bądźcie dzielni! Polecam serdecznie!
Moja ocena: 10/10. :)
