NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Bridget jako dorosła kobieta stara się poznać odpowiedź na pytanie, kim tak naprawdę była jej matka? Obok popadającej w coraz większą skrajność rodzicielki pojawia się narcystyczny ojciec. Zmory przeszłości i bolesne wspomnienia, które Bridget stara się od siebie odsunąć, uderzają ze zdwojoną siłą. Kobieta musi odkryć, kim tak naprawdę jest.
- opis własny
Powieść Riley porusza wiele bolesnych tematów: od odejścia bliskich, traumę z dzieciństwa, aż po tożsamość. Moje zmory nie dają jednak jednoznacznej odpowiedzi na postawione pytania. Fundamentalną kwestię stanowi pojęcie samopoznania. Autorka zgrabnie kreuje aż kilka różnych portretów bohaterów, nadając im zupełnie odmienne osobowości: pełen obsesyjnego samouwielbienia ojciec, rozchwiana psychicznie matka oraz po pozbawione własnych tożsamości córki. Bridget i Michelle starają się dopasować do wymogów presji społecznej, a przy tym zasłużyć na aprobatę rodziców.
Autorka zaskakuje wnikliwą analizą charakterów i błyskotliwym wglądem w wewnętrzne zmagania Bridget. Ile z naszej osobowości, którą pokazujemy na co dzień jest autentyczna, a ile to tylko próby dopasowania się do panujących standardów? Kim tak naprawdę są nasi rodzice? Dla Bridget powolne odchodzenie matki staje się okazją do wejrzenia w głąb własnego „Ja” i uporządkowania własnych bolesnych wspomnień. Kobieta usiłuje także nawiązać zdrową relację z matką.
Łatwo jest dać się wciągnąć hipnotyzującemu stylowi Riley. Jednocześnie jednak, od drugiej połowy książki, gdy to odejście matki staje się głównym wątkiem organizującym fabułę, czuć pewne dręczące napięcie. To sprawia, że warto jest na chwilę zrobić sobie przerwę od lektury i towarzyszących tej drugiej połowie trudnych emocji. Ton, w którym utrzymana jest druga połowa stanowi "drugą stronę medalu" tej pierwszej. O ile pierwsza część koncentruje się na dzieciństwie Bridget i jej wspomnieniach, o tyle druga w całości podporządkowana jest motywowi odchodzenia matki, próbom odnalezienia przez bohaterkę własnej tożsamości. Takie rozbicie płaszczyzny fabularnej na dwie osie czasowe - "wcześniej" i "po, teraz" pozwala na stworzenie wielowymiarowego obrazu relacji matki i córek oraz poszukiwaniu przez wszystkie trzy własnego "Ja". To przejmujący, uderzający obraz, dlatego też warto rozbić sobie lekturę na kilka dni niż próbować pochłonąć ją za jednym zamachem, przypisując niewielkiej objętości lekką i wartką akcję.
Właściwie trudno jest mi ustosunkować się jednoznacznie do postaci występujących w książce. Bohaterowie Moich zmor zaskoczyły mnie swoją wielowymiarowością, ale z drugiej strony przez przebijający się w drugiej połowie wszechobecny smutek, trudno mi było pokochać Bridget, Michelle czy samą matkę. Bardziej im współczułam - ich zagubienia, niepewności, nieustannej, a jednocześnie bezowocnej pogoni za szczęściem. Pisarka stworzyła postacie bardzo realistyczne, dając im w nadmiarze poczucie wyobcowania, braku pozytywnych emocji i pragnienia świętego spokoju. Bardzo brakowało mi w tej powieści nadziei, optymizmu i radości. Jako osoba optymistyczna w pewnym sensie czytanie tej książki stanowiło dla mnie wyzwanie, z którym na szczęście jakoś sobie poradziłam.
Jestem pod wielkim wrażeniem umiejętności pisarskich Riley. Autorka potrafi zgrabnie manipulować emocjami czytelnika, skłaniając go tym samym do refleksji na temat własnej tożsamości, ale i relacji z matką i z samym sobą. To jedna z tych powieści obok których nie sposób przejść obojętnie, gdyż po prostu pozostanie ona w pamięci na dłużej i nie będzie łatwo o niej zapomnieć. Przyznaję, że to jedna z tych wartościowych pozycji, po które udało mi się sięgnąć w tym 2025 roku i mam nadzieję, że będzie ich więcej!
Moje zmory zachęcają do przyjrzenia się swoim traumom z czułością i delikatnością. Gwendoline Riley zaprasza czytelnika do wnikliwej analizy skomplikowanych relacji matki i córek, które po przepracowaniu mogą przerodzić się w najsilniejsze więzi. To powieść, która łączy w sobie poruszający smutek, przewrotny dowcip i czułość przekazu, długo nie pozwoli o sobie zapomnieć.
Moja ocena: 6/10. :)
Brak komentarzy: