Flaw(less) to niewątpliwie jedna z tych historii, które pozostaną ze mną na dłużej. Trafiłam na tą serię dość przypadkowo i na początku tej przygody miewałam wzloty i upadki. Historia Chase'a i sytuacja Josie momentami mnie po prostu przytłaczały. Dopiero gdzieś w połowie pojawiła się miłość do tej serii, która sprawiła, że w niedługim czasie sięgnęłam po pozostałe tomy, tęskniąc za bohaterami, jakich stworzyła Marta Łabęcka.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

 

Dwoje licealistów z różnych światów: inteligentna i piękna Josephine z zamożnej prawniczej rodziny oraz Chase, chłopak, który za wszelką cenę stara się uniknąć losu swojej matki i przygód z narkotykami. Los Josie wydaje się być z góry przesądzony - lada moment wyjedzie do Bostonu, aby tam rozpocząć studia na prestiżowym wydziale prawa. Musi przecież być idealna. Chase natomiast stara się po prostu przetrwać kolejny dzień. Jak to w literaturze młodzieżowej bywa, coś oczywiście musiało tę dwójkę ze sobą połączyć. Obydwoje, każde na swój sposób, starają się poradzić sobie z samotnością. Ukryci za maskami, unikają wystawiania na próbę swojej wrażliwości. Trafiają na siebie przypadkiem i w ciągu całego roku szkolnego stają się sobie coraz bliżsi. Jak wiele może się zmienić w przeciągu jednego roku? Jak pokazuje ta historia, całkiem sporo. Ale od czego Jose i Chase mają swoją paczkę wiernych przyjaciół, z Archerem Colemanem na czele?

- opis własny

 

Zakochałam się w historii opisanej przez Martę Łabęcką. Było to to uczucie, które rodzi się powoli, w miarę rozwoju fabuły, a nie wybucha fajerwerkami już od pierwszej strony. Urzekło mnie we Flawsach wiele, począwszy jednak od autentyczności, jaką niewątpliwie odznacza się każda postać, na wciągającej romantycznej historii skończywszy. To seria, która z pewnością zostanie ze mną na dłużej w tym 2026 roku!

Po wrażeniu, jaki zrobił na mnie pierwszy tom i jego mocne zakończenie, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie sięgnąć po kolejne tomy. I dzięki temu połknęłam w całości zarówno All Your Flaws, jak i Despite in Your (im)perfections. O ile pierwszy tom trylogii, czyli Flaw(less) porusza nieśmiałe, trudne, choć raczej spodziewane i łatwe do przewidzenia początki relacji Chase'a i Jose, tak kolejne tomy stawiają coraz burzliwe i nieprawdopodobne znaki zapytania. Łatwo się domyśleć, jak zakończy się historia tej dwójki, niemniej jednak jest opowiedziana w taki sposób, że zwyczajnie trzeba jej doświadczyć. Łabęcka w żadnym razie nie oszczędza swoich bohaterów, niejednokrotnie doprowadzając do kłótni i sprawiając, że możliwa wspólna przyszłość stanie pod znakiem zapytania. Podobnie czyni zresztą z Destiny i Alfie'm, głównymi bohaterami trzeciego tomu. W tej odrobinie jakże życiowego szaleństwa kryje się jednak autentyczność i codzienność. Dzięki niej nie ma się ani przez chwilę poczucia, że ta historia jest w jakikolwiek sposób wymuszona albo zbyt przewidywalna. A wręcz przeciwnie!

Pamiętaj, że jak nie wiesz, co powiedzieć, zawsze możesz powiedzieć prawdę.

Łabęcka stawia zdecydowanie na autentyczność, nie przedstawiając przy tym zakochania i miłości jako ulotnego uczucia lub, tym bardziej, pozbawionego przeszkód! Wręcz można powiedzieć, że nasi bohaterowie co chwila napotykają przeszkody stojące na drodze ich związkowi, nie wspominając o tym, że sami rzucają sobie kłody pod nogi, bo przecież zakończenie tej relacji złamie im serce, ale ta druga połówka lepiej na tym wyjdzie... Mnogość dramatów, jaka ma miejsce w tej trylogii sprawia, że ta historia właśnie tak bardzo przyciąga i nie sposób się od niej oderwać. Miłość w przekonaniu autorki to coś, co trzeba nieustannie pielęgnować, razem przezwyciężać rozmaite trudności, jakie życie stawia na drodze. Nie bez znaczenia jest tutaj także wątek przyjaźni, który obok romantycznej perypetii, gra drugą rolę. Dzieciaki z Moreton, które na kartach tej serii udowadniają, że rodzina to coś więcej niż więzy krwi, to bohaterowie, jakich z pewnością każdy z nas chciałby spotkać w swoim życiu. Łabęcka udowadnia, że na przyjaciół można liczyć w każdej chwili, bez względu na to, jaka wydarza się tragedia.

Właśnie to wszystko sprawiło, że po pierwszych trudach z taką łatwością przebrnęłam przez drugą połowę tomu pierwszego i dwa kolejne: autentyczność. Gdy dostrzegłam, co autorka chce przekazać czytelnikowi i jak bardzo rezonuje to ze mną, natychmiastowo wciągnęłam się w wykreowany przez nią świat. W tej trylogii dzieje się mnóstwo, a wydarzenia nieustannie zmuszające mnie do postawienia sobie pytania, czy jednak bohaterowie tej serii będą razem, czy może nie, powodowało, że płynęłam przez kolejne strony z autentyczną ciekawością. Bardzo łatwo jest dać się porwać magii prozy Łabęckiej i zdecydowanie warto się na to zdecydować, bo opisaną przez nią historię po prostu trzeba przeżyć!

...nieważne, jak długo dane ci będzie kogoś kochać. Miesiące czy całe lata, to nie ma znaczenia. Ostatecz-nie nie liczy się to, ile, ale czy kochałaś.

Bardzo pozytywny zaskoczeniem był dla mnie styl, jakim posługuje się autorka. Potrafiła z wyczuciem ubrać w słowa emocje, towarzyszące bohaterom, nawet te skrajne, jaki miał Chase w pierwszym tomie. Wrażliwość Łabęckiej jest niesamowita i to ona sprawia, że czytając o stworzonych przez nią bohaterach bardzo łatwo jest z współodczuwać przeżywane przez nic emocje (między innymi dlatego, czytając historię z perspektywy Chase'a musiałam na chwilę odłożyć książkę). Bardzo łatwo jest dostrzec i nazwać emocje, jakie towarzyszą poszczególnym postaciom, stąd mamy tutaj istny emocjonalny rollercoaster: od smutku, poczucia beznadziei, spokój, opanowanie, tryskającą radość i optymizm i wreszcie nadzieję.

Co jest kolejnym autem tej książki, to mnogość bohaterów. Oprócz perfekcyjnej Jose i zbuntowanego Chase'a mamy tutaj także ich wspólnych przyjaciół - paczkę dzieciaków z Moreton: zabawnego i błyskotliwego Archera, nieco ekscentrycznej Valerie i sympatycznego Ethana. Każdą z tych postaci Łabęcka wyposażyła w pewne unikalne dla niej cechy i zadbała o to, by czymś się wyróżniał na tle grupy. Dzięki temu, każdy bohater może się w jakiś sposób pokazać i nie ma się takiego odczucia, że to Chase i Jose są na piedestale (a tak oczywiście jest, ponieważ to właśnie o nich jest ta historia).

Coraz częściej i chętniej sięgam po romantyczne historie. W pewnym sensie potrafią mnie one uspokoić i dają mi dokładnie to, czego w danym momencie potrzebuję - dobrą literaturę, autentycznych bohaterów, których rodzące się uczucie przyciąga niczym magnes. Jestem przekonana, że w tym roku może być całkiem sporo tego typu książek, jednak znając swoje upodobania czytelnicze, wiem, że nie będzie to jedyny gatunek, po który będę sięgać. Flaw(less) zdecydowanie zasługuje jednak na to, aby dać tej historii szansę! To opowieść-perła, jaką rzadko się znajduje. Unikalna opowieść o dwójce nastolatków z zupełnie różnych światów, którzy we wzajemnych spojrzeniach odnaleźli siebie. Przeczytajcie i zobaczcie, jak potoczyła się ich opowieść! Polecam również sięgnąć do mojej recenzji spin-offu trylogii, czyli Our perfect forever, którą znajdziecie <tutaj>.

 

Trylogia Flaw(less) świetnie sprawdzi się jako proza na wiosenne popołudnia i wieczory dla kobiet, które są spragnione nietuzinkowej historii, gdzie dość burzliwy romans gra pierwsze skrzypce. Będzie to także doskonała okazja czytelnicza na zbliżającą się majówkę. Osoby, które nie miały łatwych początków w szkole lub doświadczyły zarówno prześladowania, stygmatyzacji, jak również wysokiej presji i piętna perfekcjonizmu, i niezrozumienia, odnajdą się w historii Chase'a i Jose idealnie! Polecam serdecznie!

Moja ocena: 9/10. :)

Brak komentarzy: