"Eleonora & Park"- Rainbow Rowell

"Eleonora & Park"- Rainbow Rowell


tytuł oryginału: Eleanor & Park
data wydania: 16 marca 2015
liczba stron: 340
słowa kluczowe: rainbow rowell, literatura młodzieżowa, miłość, związek, młodość, młodzież
kategoria: literatura młodzieżowa
język: polski

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:



Sięgając po "Eleonorę & Parka" spodziewałam się lekkiej i w gruncie rzeczy banalnej młodzieżówki osadzonej w realiach współczesnego życia nastolatków, czyli w klimatach typowych  dla powieści z gatunku young adult. Książka zaskoczyła mnie już po pierwszych zdaniach i już wiedziałam, że nie będzie to lekka i banalna młodzieżówka. "Eleonora & Park" znacznie różni się od powieści young adult, z jakimi dotychczas miałam do czynienia. Absolutnie nie zasługuje na miano typowego "łamacza serc".  Zachwyca swoją delikatnością i subtelnością, urokiem pierwszej miłości tak kruchej jak kawałki porcelany. Powieść od razu zdobyła serca zagranicznych blogerów i YouTube. Cy słusznie? Czym tak wyróżnia się ta powieść na tle young adult/ first love? Zapraszam na recenzję  "Eleonora & Park" pióra Rainbow Rowell!

"Przestał już przywoływać ją w pamięci."



"Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.
Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.
Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę."
-LubimyCzytać

"Eleonora miała rację - nigdy nie wyglądała ładnie. Wyglądała jak dzieło sztuki, a sztuka nie może być po prostu ładna; sztuka ma wywoływać emocje."

Fabuła powieści podzielona jest na kilka płaszczyzn. Nie ma tutaj wyłącznie historii miłosnej pomiędzy dwójką nastolatków. Oprócz tego ukazane zostaje codzienne życie naszych bohaterów, trudne relacje Parka z ojcem oraz przemoc w domu Eleonory. Duża część fabuły skupia się również na dręczeniu w szkole rudowłosej przyjaciółki Parka. To wzajemne przeplatanie się płaszczyzn jest moim zdaniem na duży plus, ponieważ pozwala zapoznać się nie tylko z samymi bohaterami powieści, ale także poznać dwa zupełnie odmienne środowiska w których żyją. Jest to też pewnego rodzaju odskocznia od romantycznej relacji między dwójką młodych bohaterów, ponieważ wówczas fabuła toczy się wokół konkretnej osoby, co pozwala czytelnikowi lepiej zapoznać się z sytuacją danej postaci, a przez to lepiej poznać i zrozumieć powody jej postępowania.

Dzięki temu wzajemnemu przeplataniu się poszczególnych wątków fabuły, powieść zyskuje wymiar powieści nie tylko miłosnej, lecz również psychologicznej. Dodaje o powieści dramatyzmu, przez co czyni ją bardziej realistyczną. Kontrasty między życiem rodzinnym bohaterów sprawiają, że Czytelnik może z łatwością zauważyć, że są to bohaterowie skrajnie różni od siebie i od innych par spotykanych zazwyczaj w powieści young adult. To kolejny atut, który wyróżnia tę powieść na tle innych.


"Nie mógłby kupić Eleonorze pióra. Albo zakładki. Nie żywił wobec niej uczuć zakładkowych."

     Akcja powieści jest toczy się w latach 80-tych XX wieku. Tempo akcji jest stonowane, nie ma tu żadnych fajerwerków, czy nagłych zwrotów akcji. Akcja rozwija się lekko i powoli. Nie jest to książka spędzająca sen z powiek, jednak takie powolne tempo akcji nie czyni powieści wcale nudną, ale sprawia, że czyta się ją lekko i można mile spędzić czas. Wartka akcja tworzy specyficzny klimat powieści.Nie bez powodu książka ta zyskała miano nowego "Romea i Julii". "Eleonora i Park" to nie historia z buzującą wręcz namiętnością, to opowieść o dorastaniu, dojrzewaniu i delikatnej pierwszej miłości. Rodzące się uczucie pomiędzy bohaterami ma w sobie delikatność i niepewność. Nie jest to historia wielkiej miłości, ale miłości pełnej dramatyzmu, małych i dużych tragedii, małych kłótni,co czyni tę powieść nieco smutną, ale równocześnie pełną nadziei, aby to kruche uczucie, jakim jest miłość przetrwało.
      "- Romeo i Julia to dwójka bogatych dzieciaków, które zawsze dostawały wszystkiego, czego zapragnęły. A teraz wydaje się im, że pragną siebie nawzajem.
- Kochają się... - powiedział nauczyciel, łapiąc się za serce.

- Nawet się nie znają - odparła.

- To była miłość od pierwszego wejrzenia.

   -To było raczej "Boziu, ale on słodki" od pierwszego wejrzenia. Gdyby Szekspir naprawdę chciał, by pan uwierzył w ich miłość, nie napisałby niemal od razu, w pierwszej scenie, że Romeo ma obsesje na punkcie Rozaliny... Szekspir nabija się z miłości."

   "Eleonora i Park" to powieść nietypowa,ponieważ jest dosłownie zapełniona stertą przełamanych stereotypów. Bohaterowie są nietypowi jak na książkę young adult. Przyznam, że nie polubiłam jakoś szczególnie żadnego z bohaterów, przeciwnie,były momenty, w których ich zachowanie było po postu nużące, płytkie albo irytujące.
      Eleonora nie jest piękna, ani słodka. To  nie księżniczka, która czeka na swojego rycerza, ale postać, która dosłownie ma obsesję na punkcie swoich kompleksów i zamiast je ukrywać, eksponuje je. Nosi męskie ciuchy, nie dba o swój wygląd i ogólnie sprawia nie najsympatyczniejsze wrażenie. Często się złości z byle powodu, co było mega irytujące, ale zważywszy na jej sytuację w rodzinie, w gruncie rzeczy zrozumiałe. Ta postać została wykreowana tak, aby jej współczuć, co poniekąd się udało, ale nie do końca. Były momenty, w których naprawdę potrafiłam jej współczuć, ale były też takie, w których mnie irytowała i miałam ochotę nią potrząsnąć.


"Przy Parku nie istnieje wstyd. Nic nie jest nieprzyzwoite. Bo Park jest słońcem. I tylko tak potrafiła to sobie wyjaśnić."

     Park to chłopak, który uwielbia muzykę i komiksy. Nie jest postacią ani odważną, ani pociągającą, to zupełne przeciwieństwo tzw. macho. To po prostu zwykły licealista,który pierwszy odezwał się do zakompleksionej Eleonory. Zresztą tak własnie został wykreowany, jako licealista, a nie superbohater. To po prostu zwykły licealista na wskroś. Jego zachowanie momentami wydawało mi się dziecinne, ale z drugiej strony, czego oczekiwać po 16-latku?


"Chcę, żeby wszyscy cię poznali. Jesteś moją ulubioną osobą wszech czasów."

   Język jakim operuje Rowell jest specyficzny.To prosty język wypełniony kolokwializmami i porównaniami, które wcale, a wcale nie powalają, ale wydają się być zbyt oczywiste. Powieść szyta się naprawdę szybko i lekko-ja przeczytałam w dosłownie dwa dni! Dzięki swojej prostocie, Czytelnik z łatwością może wczuć się w obyczajowy klimat powieści i akurat ten aspekt jest u mnie na plus. Jednak z drugiej strony wtrącanie raz po raz mało inteligentnych wypowiedzi bohaterów, w dodatku językiem potocznym, bardzo mi przeszkadzało. Rozumiem, że Rowell chciała w ten sposób ukazać klimat i styl lat 80- tych, ale moim zdaniem przesadziła. Psuło mi to odbiór powieści. Wiem, że wiele osób zachwala język Rowell, jednak mnie on zupełnie nie przypadł do gustu, wręcz wydawał się nie pasować do książki.



Bardzo podobało mi się wzajemne przenikanie się wątków powieści, dawało mi to poczucie odprężenia od tej całej miłości i pozwalało lepiej zrozumieć zachowanie bohaterów. Również na plus była powolnie rozwijająca się relacja miedzy głównymi bohaterami, bez żadnych 'ochów' i 'achów', tylko właśnie tak jak to wygląda w prawdziwym życiu. Delikatność i niepewność, te uczucia zostały w tej książce pięknie ukazane. Kolejnym plusem tej powieści jest rola muzyki i komiksów, a przynajmniej dla mnie. Eleonora i Park wolny czas spędzali na słuchaniu muzyki,wspólnym czytaniu komiksów, czy po prostu byciu ze sobą. Wpływ muzyki i komiksów miał duży wpływ na ich późniejszą relację, a wypisywanie tytułów czy cytatów z poszczególnych pozycji dodawało tej powieści uroku. A słuchając wplecionych w książkę utworów można było lepiej wczuć się w klimat powieści.

Dużym minusem tej powieści jest to,że Czytelnik od początku wie, w jakim kierunku potoczy się relacja głównych bohaterów i to nieco psuje tę radość z czytania. Sprawia też, że Czytelnika ciężko będzie zaskoczyć, gdy już zna zakończenie powieści. Jeśli chcesz sięgnąć po "Eleonorę & Parka" i mieć radość z lektury, to pomiń pierwszą stronę!




Podsumowując, "Eleonora & Park" to dobra powieść młodzieżowa,ale nic poza tym, przynajmniej dla mnie.To powieść lekka, którą czyta się naprawdę szybko ima swoje auty, ale szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś lepszego.


Polecam dla tych, którzy szukają książki, przy której "złapią oddech" i odprężą się przy dobrej książce. Dla mnie jest to książka idealna na lato, ze względu na wartką akcje i wielowątkowość fabuły. Chociaż ostatecznie książka nie przypadła mi do gustu to jednak jest ona dobra, ale nie najlepsza i nie zapada w pamięć. Nie jest to książka do której będę wracać, ale była miłą odskocznią od namiętnie czytanych przeze mnie fanatsy.
Polecam serdecznie!
Moja ocena: 5/10.



"Toń"- Marta Kisiel

"Toń"- Marta Kisiel


data wydania: 23 maja 2018
liczba stron: 416
słowa kluczowe: Dolny Śląskkryminałliteratura polskaniebezpieczeństwośledztwoWrocławwyścig z czasemzabójcazabójstwozagadka kryminalna
kategoria: thiller, sensacja, kryminał
język: polski

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:







Po „Toń” sięgnęłam spontanicznie. Nie wiedziałam  nawet jaka historia kryje się pod słowem „toń”- a to historia niebanalna i świetnie dopracowana! Nierozwikłana dotąd zagadka w rodzinie Sternów, podróże w czasie, tajemniczy antykwariusz imieniem Ramzes i… niewyjaśnione morderstwo. A to wszystko w malowniczym plenerze Wrocławia. Przyznam, że mimo iż nie wiedziałam nic o historii jaką kryje „Toń” to po pierwszym rozdziale, dosłownie zatonęłam w tej historii! Po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Pani Kisiel i mogę śmiało powiedzieć, że po „Toni” chętnie sięgnę po resztę tytułów z jej pisarskiego dorobku.
Zapraszam gorąco na recenzję powieści, która okazała się znacznie lepsza niż bym przypuszczała, pora na "Toń" Marty Kisiel!


"Kiedy Dżusi Stern decyduje się oddać przysługę ciotce, jeszcze nie wie, że uruchomi lawinę wydarzeń, których nie da się już cofnąć. Trzpiotowata dziewczyna, jej poukładana siostra oraz kąśliwa ciotka nieoczekiwanie wplątują się w morderstwo — a to dopiero początek niebezpieczeństw, jakie na nie czyhają."
-LubimyCzytać


Opis nie zdradza właściwie żadnego, choćby najmniejszego zarysu fabuły. Sugeruje jedynie, że w powieści "będzie się działo", co jest prawdą, jednak pozwólcie, że będę tak miła i was oświecę!

Dżusi Stern wraca ze studiów do Wrocławia, na prośbę ciotki. Nie podejrzewa jednak, że jej powrót uruchomi koło fortuny, tym samym zapoczątkuje również lawinę zdarzeń w wyniku, której wyjdą na wierzch rodzinne sekrety Strenów. W rodzinie Sternówien wielką role ogrywają, trzy święte zasady, których trzeba przestrzegać, choćby się waliło i paliło!

"Po pierwsze: nigdy nie wpuszczać nikogo za próg.
Po drugie: nigdy nie zostawiać pustego mieszkania.
Po trzecie: nigdy nie wspominać, co się stało z rodzicami."

Fortuna zaczyna zataczać koło, gdy Dżusi łamie pierwszą z trzech świętych zasad, wpuszczając za próg domu tajemniczego antykwariusza imieniem Ramzes. Antykwariusz znika z mieszkania Sternów, lecz bynajmniej nie z pustymi rękoma. Zabiera bowiem coś, czego Klara Stern strzegła przez długie lata.
W niedługim czasie Dżusi, jej siostra Eleonora i ciotka Klara zostają wplątane w sprawę tajemniczego morderstwa, a możliwe, że jedna z nich stanie się kolejną ofiarą. W obliczu kolejnych katastrof, ciotka Klara nie ma wyboru, jak opowiedzieć bratanicom historię, która diametralnie odmieni ich dotychczasowe życie i tym samym wyjawi tajemnicę rodziny Sternów.
Jednak relacje ciotki z bratanicami są mocno nadszarpnięte, a żeby zaleczyć stare rany, wymazać krzywdy i naprawić popełnione błędy trzeba będzie dokonać, czegoś, co wydawałoby się niemożliwe- odbyć podróż w czasie.

Fabuła powieści skupia się głównie na relacjach panujących w rodzinie Sternówien, których nie sposób określić jako przyjacielskie, a wręcz przeciwnie, chłodne i napięte. Między przedstawicielkami płci pięknej rodu Sternów dochodzi do licznych kłótni i niedomówień. Najmłodsza, Dżusi wyjechała na studia do Opola,chcąc wyrwać się z wrocławskiego mieszkania pełnego tajemnic i półsłówek rzucanych ukradkiem. Eleonora bez reszty poświęciła się pracy w bibliotece. Zaś specyficzna ciotka Klara desperacko stara się pogrzebać przeszłość. Czy jednak raz wyrządzone krzywdy można naprawić? W domu Sternów są oprócz tego liczne tajemnice, które trzeba wyjaśnić.

Akcja powieści jest stonowana, lekka i płynna, przez co powieść czyta się szybko pomimo jej sporej objętości.Takie tempo akcji sprawia, że Czytelnik może na spokojnie zapoznać się z każdym z bohaterów, a także wysnuć swoją opinię na temat działających nimi pobudek. Akcja tylko raz gwałtownie nabiera tempa, co dodaje powieści swoistego dramatyzmu i pozwala wysnuć wniosek, że powieść wbrew pozorom nie jest nudna,ale coraz bardziej interesująca.

Dużym plusem tej książki jest język, prosty i pozbawiony zdobień w postaci epitetów czy metafor, ale za to po brzegi wypełniony kolokwializmami, humorystycznymi porównaniami, barwnymi opisami przyrody i przekleństwami. Uważam, że wrzucenie do książki tekstów zawierających przekleństwa było posunięciem dosyć odważnym, zważywszy na to, że niewielu autorów, nie tylko polskich, ale w ogóle po prostu tego nie robi. Owszem, przekleństwa kaleczą język i nie są zbyt mile widziane w książkach, to jednak nie wypisywanie ich nie sprawi, że znikną. Natomiast to, na co odważyła się Kisiel dodaje powieści nieco humoru i sprawia,że powieść wydaje się być wprost wyjęta z życia codziennego. Autorką rzucanych przekleństw i zabawnych tekstów jest Dżusi, najmłodsza ze Sternówien.

"Toń" nie zaskoczy nas obfitością bohaterów, gdyż jest ich po prostu mało, zarówno pierwszo jak i drugoplanowych. Uważam, ze jest to kolejna zaleta tej książki, ponieważ dzięki temu czytelnik ma okazję zżyć się z bohaterami i wraz z nimi wędrować,aż do ostatniej strony książki.
Moimi ulubionymi bohaterkami "Toni" były siostry Stern, różne od siebie niczym ogień i woda. 
Eleonora, perfekcjonistka do kwadratu zawsze postępująca wedle ułożonego wcześniej harmonogramu. Wbrew pozorom nie jest jednak grzeczną dziewczynką, jak mogłoby się wydawać. Eleonora ma swoją mroczną stronę, a w razie zagrożenia potrafi pokazać pazurki. To postać, która w "Toni" zmienia się najbardziej ze wszystkich bohaterów.
Dżusi, a właściwie Justyna to prawdziwa trzpiotka, energiczna i wesoła, a przy tym nieskończenie lekkomyślna i naiwna. To prawdziwe przeciwieństwo poukładanej Eleonory.  Zestawienie ze sobą tak dwóch rożnych bohaterek dodało powieści humoru, pozwoliło też Czytelnikowi zapoznać się z zupełnie odmiennymi punktami widzenia z perspektywy obu sióstr.
Bardzo zżyłam się również z postaciami drugoplanowymi. Tajemniczy antykwariusz, Ramzes o złotych oczach był bardzo intrygującą postacią. Podobnie było z zegarmistrzem Gerdem, który zdobył moje serce przez swój specyficzny humor i zamiłowanie do literatury.

"Toń" to urban fantasy z kryminałem w tle. Wątkiem fantasy w powieści jest podróż w czasie,by odkryć tajemnice rodziny Stern.  Podróż w czasie to niewątpliwie jeden z największych walorów tej powieści. Sam pomysł autorki, aby w powieść wpleść wątek podróży w czasie  zasługuje u mnie na plus, a jego wykonanie na medal. Bardzo rzadko w książkach spotykam motyw podróży w czasie, tym bardziej była to dla mnie wielka i miła niespodzianka! Jeśli chodzi o kryminał, to mowa tutaj o serii tajemniczych morderstw i poszukiwania sprawcy. I jeśli mam być szczera to tożsamość mordercy mnie zaskoczyła, jednak nijak nie potrafiłam "ogarnąć" tej postaci, ani też zrozumieć pobudek, jakie nią kierowały.

Oprócz tego powieść obfituje w liczne nawiązania do ludowych wierzeń, legend i mitów. W powieści Czytelnik zetknie się z niespotykaną dotąd mieszanką folkorów z mitów greckich i słowiańskich baśni, poprzez strzygonie, mojry wiążące losy człowieka, aż do samej istoty istnienia, czasu.

W tle przemyka się również wątek miłosny, jednak jest stonowany i nie gra większej roli, jeśli chodzi o fabułę.



"Toń" to opowieść o tym, jak bardzo kłamstwo może ranić, jak również i o tym, że prawda, choć jak najbardziej bolesna powinna zostać wypowiedziana. To opowieść, której przesłaniem jest: naucz się wybaczać samemu siebie i zaakceptuj siebie,takim jakim jesteś.
"Toń" oferuje Czytelnikowi podróż w czasie, a więc niezapomnianą przygodę z nietuzinkowymi postaciami, oczywiście strzygoń i mojry też się pojawią!
Komu polecam? Miłośnikom kryminałów z dark fantasy w tle i dobrej literatury. Jeśli ktoś wybiera się na wycieczkę po Wrocławiu, to "Toń" okaże się znakomitym przyjacielem na podroż,jak i na chłodne, letnie wieczory. Dla fanów Marty Kisiel, jak i dla tych,którzy dopiero zaczynają poznawać jej twórczość to pozycja wręcz obowiązkowa!

Serdecznie polecam!
Moja ocena: 8/10.
"Tysiąc pięter"- Katharine McGee

"Tysiąc pięter"- Katharine McGee


tytuł oryginału: The Thousandth Floor
cykl: Tysiąc pięter (tom 1)
data wydania:26 kwietnia 2017
liczba stron: 416
kategoria: Literatura młodzieżowa
język: polski

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:


O tej książce słyszałam wiele pozytywnych opinii. A wizja futurystycznego świata przedstawionego na przykładzie Wieży jako piramidy społecznej wydała mi się ciekawa. Przyznam, że książka mnie zaskoczyła. Spodziewałam się lekkiej młodzieżówki utrzymanej w beztroskim tonie przez nastoletnich bohaterów, a dostałam coś, czego zupełnie się nie spodziewałam, coś niezwykłego. Sekrety, sekrety i jeszcze raz sekrety, rozstania, zdrada, niespodziewana śmierć to tylko krótkie podsumowanie tej książki, zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jakie sekrety skrywa uniwersum Wieży wykreowany przez McGee i dlaczego powieść zyskała przydomek nowej PLOTKARY? Zapraszam na recenzję jednej z najbardziej nietuzinkowych powieści-futurystycznej wizji utopii- jaką czytałam, "Tysiąc pieter" Katharine McGee!




"Manhattan. Rok 2118. Sercem Nowego Jorku jest tysiącpiętrowa Wieża dla wybranych. Jest tam wszystko, czego potrzeba do życia. Im ktoś bogatszy, tym wyżej może mieszkać. Avery jest zaprojektowaną genetycznie idealną siedemnastolatką. Wraz z bogatymi rodzicami i przybranym bratem Atlasem mieszkają na tysięcznym piętrze Wieży. Sekret Avery polega na tym, że Atlas jest dla niej kimś więcej niż tylko bratem. Kocha się w nim również jej przyjaciółka Leda. Jednak jest to nieszczęśliwe uczucie, które wpędza ją w uzależnienie. Sytuację dziewczyny komplikuje podejrzenie, że coś dziwnego łączy jej ojca z Eris, koleżanką Ledy mieszkającą na jednym z niższych pięter... Nikt z bohaterów nie zdaje sobie sprawy, że jest ktoś, kto zna ich tajemnice i może je wykorzystać do swoich celów."


-Lubimy Czytać



„Za niespełna trzy minuty dziewczyna miała uderzyć o bezlitosny beton East Avenue. Ale w tej chwili – z włosami łopoczącymi na wietrze niczym chorągiew, w opinającej ciało jedwabnej sukience oraz z jasnoczerwonymi ustami zastygłymi w idealnie okrągłym okrzyku przerażenia – wyglądała piękniej niż kiedykolwiek.

Powieść rozpoczyna się w chwili, gdy ciało dziewczyny spada z tysiąc piętrowej Wieży. Nikt nie wie, dlaczego spadła, czy była pijana czy została zepchnięta, lub chciała popełnić samobójstwo. Sięgając po tę powieść miałam w głowie obraz grupki bogatych i biednych nastolatków, prowadzących beztroskie życie, a ich jednym zmartwieniem jest miłość lub też strój na wieczorową Galę oraz mroczne sekrety...Po kilku pierwszych zdaniach, od upadku i śmierci dziewczyny byłam przekonana, że oto trafiła mi w ręce powieść niebanalna, z wątkiem tajemniczej śmierci, mnóstwa sekretów, które nie powinny wydostać się na światło dzienne. Od razu nasunęło mi się skojarzenie do serii książek, zatytułowanych "Pretty Little Liars" oraz serialu o tym samym tytule. Zagadki, sekrety, zakazana miłość... Hm! Czemu nie? Przepadłam bez reszty, już po pierwszych zdaniach!

McGee wykreowała futurystyczną wizję świata, którego podwaliny stanowi Wieża mająca tysiąc pieter.Piętra wyznaczają status społeczny jej mieszkańców. Innymi słowy, Wieża to piramida
zamieszkujących ją warstw społecznych. Od bogatych, światowej sławy inżynierów, biznesmenów po biedotę mieszkającą w slumsach, na samym dnie drabiny społecznej. Przenosimy się sto lat w przyszłość, gdzie technologia jest ekstremalnie rozwinięta. Począwszy od specjalnych szkieł kontaktowych-mini tabletów, które przyjmują polecenia wydawane na głos, przez samo podgrzewające się łózka, na inżynierii genetycznej skończywszy.

"Tysiąc pięter" to młodzieżówka o narracji trzecioosobowej w czasie przeszłym, która z każdym rozdziałem przeskakuje kolejno z bohatera na bohatera. Dzięki temu, jakże niespotykanemu powszechnie zabiegowi,Czytelnik ma szansę dobrze poznać niemal każdego bohatera z postaci pierwszoplanowych i zetknąć się z skrajnie różniącymi się od siebie poglądami. Jak to mówią: "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" i to powiedzenie jest jak najbardziej trafne w przypadku tej książki. Fabuła nie jest więc jednostajna, gdyż skupia się na kilku zupełnie różnych postaciach i ich sekretach, które poznajemy w miarę czytania kolejnych rozdziałów. Pod względem fabularnym powieść jest bardzo dobrze skonstruowana, a przez to, że nie skupia się na jednym bohaterze, Czytelnik właściwie nie ma za dużego pola do namysłu co będzie dalej. Fabuła skacze , rzucając w wir codziennych zajęć naszych bohaterów i ich osobistych tragedii, przez to powieść jest nietuzinkowa, a przy tym bardziej ciekawa.
 Podobnie jest z akcją, Czytelnik nie ma czasu do zastanawiania się "co będzie gdy...”, ponieważ przez nietypową narrację powieści, akcja obfituje w wiele różnych zdarzeń naraz, gwałtownie skręca i nabiera tempa, to znów zwalnia. Czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, na którego bohatera padnie w następnym rozdziale, ponieważ kolejność pojawiania się bohaterów nie jest usystematyzowana. Akcja zaskakuje, mimo tego, że mamy do czynienia z codziennym nastoletnim życiem, co wcale nie znaczy, że jest nudno i szaro,a wręcz przeciwnie.


KatharineMcGee nadała "Tysiącom pieter"wyjątkowy walor, wyposażyła powieść w bohaterów, których rożni nie tylko status społeczny, ale również ich styl bycia i osobowość, a nader to sekrety, które skrywa każdy z bohaterów. 

Na pierwszy plan wysuwa się postać Avery Fuller. To genetycznie zaprogramowana siedemnastolatka mieszkająca na tysięcznym piętrze wieży. Jej rodzina obraca się w najwyższych kręgach, o czym świadczy fakt, że mogli pozwolić sobie na genetyczne zaprogramowanie córki, ze szczególnym uwzględnieniem najdoskonalszych cech obu z rodziców, przy pomocy inżynierii genetycznej. Avery miała być doskonała, doskonała w każdym calu, słowem idealna. Tak jest w istocie, Avery przyćmiewa urodą wszystkie żeńskie bohaterki książki. Mimo, że została wychowana jako członkini jednej z rodzin należących do elity, Avery nie brakuje współczucia dla biedniejszych rodzin. Przeciwnie, nowoczesna technologia ogóle jej  nie interesuje. Uwielbia starocie, niemocne już ubrania-stare trendy, akcesoria, aranżacje i muzykę country.Samą siebie określa jako niedoskonałą i nienawidzi, gdy słyszy, że jest wyjątkowa, idealna.  Jak każda postać książki, Avery skrywa swój sekret. Sekret, którego nie może nikomu zdradzić. Sekret Avery dotyczy jej starszego brata Atlasa, do którego czuje coś więcej niż siostrzaną miłość. Avery Fuller to postać nietuzinkowa, to bogata nastolatka zakochana w przeszłości, co zważywszy na rozwiniętą radykalnie technologię
co samo w sobie jest niespotykane. Od razu widać, że córka Fullerów różni się od innych, nie tylko wyglądem, lecz również osobowością, która jest tyleż oryginalna, co sama Avery. Polubiłam ją własnie za jej oryginalność, nie tyleż wyglądu, co charakteru. Wydawała mi się też być postacią "najbardziej ludzką" i wrażliwą, a przy tym wierną przyjaciołom i sekretom.

Kolejną ważną dla całej fabuły jest Leda Cole, najbliższa przyjaciółka Avery. Jej sekretem jest miłość do Atlasa, brata Avery. Leda wie, że nie może wyznać tego sekretu przyjaciółce, ponieważ wówczas ich przyjaźń by się rozpadła, co faktycznie później następuje i doprowadza do zniszczenia ich przyjaźni. Kolejnym sekretem Ledy jest jej uzależnienie od narkotyków, oraz fakt, że ostatnie wakacje spędziła na odwyku. Leda została przedstawiona jako postać antagonistyczna, samolubna i mściwa. Przyznam, że była to jedyna postać, której nie polubiłam w tej książce.

Jedną z moich ulubionych postaci była Eris. Bogata dziewczyna, której życie rozsypało się jednego wieczoru, rzucił ją chłopak, na domiar złego okazało się, że człowiek, którego dotychczas uważała za ojca wcale nim nie jest. Jakby tego było mało, Eris z mamą musiały przeprowadzić się na 103 piętro, czyli tak zwaną "zapadłą dziurę". Straciły wszystkie pieniądze. Eris pragnie poznać swojego prawdziwego ojca i uratować rodzinną sytuację. Pomimo tego, że Eris, początkowo zadziorna, śmiała i bezczelna, to w gruncie rzeczy najbardziej wrażliwa na krzywdę innych, a jednocześnie wytrzymała dziewczyna. Bezpowrotnie stała się jedną z moich ulubionych bohaterek i głęboko jej kibicowałam. Eris, jako jedyna potrafiła zrozumieć sytuację zarówno bogatej, jak i biednej części społeczeństwa. I choć, żyjąc wśród slumsów, patrzyła czasem z wyższością na sąsiadów, w gruncie rzeczy była dobrą dziewczyną.
Poza Eris, Ledą i Avery pojawia się również Rylin i Watt, chłopak geniusz i wynalazca. Niezwykle utalentowany haker, który bezpowrotnie podbił moje serce.

W tej powieści nie brak również całej masy innych bohaterów, którzy jednak nie mają aż tak kluczowego znaczenia dla fabuły, niemniej jednak są oni ważni.

To "przeplatanie" się różnych bohaterów i ich odmiennych poglądów bardzo mi się podobało i dodawało powieści swoistego animuszu, co czyniło ją wyjątkową. Pozwalało to także poznać różne aspekty myślenia każdego z bohaterów, przez co Czytelnik mógł wyrobić sobie swój własny pogląd na daną sytuację, lub zgodzić się utożsamić z wybranym bohaterem. Ja miałam kilku ulubionych bohaterów, ale myślę, że jeśli miałabym wybierać byłaby to Eris albo Avery.

Dużym plusem tej książki jest język, prosty i pozbawiony zdobień w postaci epitetów czy metafor. To właśnie język, jakim operuje McGee sprawia, że powieść czyta się lekko i szybko,a przy tym pozwala się nie zagubić w kolejnych wątkach powieści. Język, pomimo swojej prostoty, idealnie pasuje do "Tysiąca pieter"  i to on prowadzi Czytelnika przez karty powieści, odsłaniając mu stopniowo coraz więcej sekretów.

„Przekleństwo zwycięzcy. Pojawia się wtedy, gdy zwycięzca dostaje dokładnie to, czego chce, lecz okazuje się, że nie jest to do końca to, czego się spodziewał.

"Tysiąc pieter" podejmuje wątki istotne dla świata nastolatków: prawdziwa miłość, rozpadająca się rodzina, uzależnienie od narkotyków,a to wszystko zaledwie sto lat w przyszłość. Myślę, że autorka pisząc tę powieść chciała zwrócić uwagę na kilka istotnych rzeczy. Po pierwsze, problemy współczesnego świata może nie będą aż tak widoczne za sto lat, ale ludzkość, skupiona na rozwoju technologii przeoczy coś,co jest istotne w życiu każdego człowieka, miłość i zaufanie. Mimo rozwoju technologii problemy nastolatków będą tu na porządku dziennym. Rozpad rodziny, narkotyki. Technologia nie zniweluje problemów uczuciowych, lecz tylko to, co leży w jej zasięgu, wizualnie. Mało tego, ludzie przestaną widzieć drugiego człowieka jako istotę ludzką, ale przeszkodę. Sekrety przyjaciół staną się bronią, która posłuży do manipulacji. 
Oczywiście, myśl o robotach sprzątających jest kusząca, a wizja tak rozbudowanej technologii jest tym bardziej i wysoce prawdopodobna, to jednak nie można zapominać o człowieku jako o sobie zdolnej do odczuwania emocji. Uważam, że to jest właśnie przesłanie tej książki. Bardzo spodobał mi się sposób w jaki autorka przedstawiła to w swojej powieści.

Bardzo podobał mi się również pomysł z sekretami. Każdy z bohaterów ma sekret, o którym nikt nie może się dowiedzieć. Ta tajemniczość i ostrożność, aby się nie zdradzić dodawała powieści smaczku 
i sprawiała, że pochłaniałam jej treść wiadrami!

„Miłość to nie to samo co zaufanie.”





Podsumowując, "Tysiąc pięter" to niebanalna młodzieżówka, gdzie sekrety grają główne role. To książka idealna dla każdego Czytelnika, od nastolatków począwszy, a skończywszy na dorosłych z trzydziestką na karku, przy której każdy będzie się dobrze bawił, a przy tym znajdzie co dla siebie. To książka poruszająca problemy etyczne i moralne, od której nie sposób się oderwać. A prosty język sprawia, że czyta się ją lekko i szybko. Dla fanów "PLL", PLOTKARY oraz niezwykłych sekretów! Książka, przy której nie będziecie się nudzić, idealna na lato!

Polecam serdecznie!




Moja ocena: 9/10:)

"Labirynt duchów"- Carlos Ruiz Zafon

"Labirynt duchów"- Carlos Ruiz Zafon


tytuł oryginału: El Laberinto de los Espíritus
cykl: Cmentarz Zapomnianych Książek (tom 4)
data wydania:11 października 2017
liczba stron: 896
słowa kluczowe: BarcelonaHiszpanialata 50. XX w.literatura hiszpańska,  tajemnica
kategoria: Literatura piękna
język: polski
nagrody: Książka Roku Lubimyczytać.pl (2017)

NALEŻNY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:



"Labirynt duchów" zakupiłam w kwietniu, po mega promocyjnej cenie, co zważywszy na ilość stron powieści, było znacznie lepszym posunięciem niż ebook w formie elektronicznej. Dodatkowo szelest kartek, ich faktura i zdjęcia przed niemal każdym rozdziałem, a nader to- moje zamiłowanie do tego autora, sprawiły, że nie mogłam nie skorzystać z tej promocji. I wierzcie mi, było warto! "Labirynt duchów" to 4-ty tom kultowej na całym świecie serii "Cmentarza Zapomnianych Książek".  W czwartym tomie cyklu, Zafon po raz ostatni poprowadzi czytelników w zakamarki mrocznej Barcelony, by skierować ich kroki w stronę podwoi Cmentarza Zapomnianych Książek, samego serca barcelońskich bibliotek, gdzie wszelkie tajemnice i sekrety wreszcie ujrzą światło dzienne. Po przeczytaniu tej książki na ustach miałam jedno wielkie WOW. Ta książka Zafona wywarła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Ale, do rzeczy! Zapraszam na recenzję książki mojego ulubionego autora- "Labirynt duchów"- czyli czwarty tom cyklu "Cmentarza Zapomnianych książek"!



"Barcelona, lata pięćdziesiąte ubiegłego stulecia, mroczne dni reżimu generała Franco. Alicja Gris jest piękną, inteligentną i pozbawioną skrupułów agentką. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie z najwyższych sfer władzy. Sprawa jest ściśle tajna i dotyczy tajemniczego zniknięcia ministra kultury Mauricia Vallsa. Wydaje się, że może mieć to związek z przeszłością, kiedy Valls był dyrektorem budzącego grozę więzienia Montjuic. Alicja, wraz z przydzielonym do tego dochodzenia, kapitanem policji ma kilka dni na odnalezienie ministra. W trakcie poszukiwań w jej ręce trafia należący do Vallsa siódmy tom serii „Labirynt duchów”. Książka ta doprowadzi Alicję do ukrytej w samym sercu Barcelony księgarni Sempere & Synowie. Czar tego miejsca sprawia, że jak przez mgłę powracają do niej obrazy z dzieciństwa. To, co odkryje, będzie śmiertelnym zagrożeniem dla niej i dla wszystkich, których kocha."


-LubimyCzytać



Zafon ma w zwyczaju kreować Barcelonę, jako pewnego rodzaju labirynt, skrywający sekrety, które powinny zostać pochowane w cieniu. Sekrety władzy, tajemnicze porwania dzieci i horda trupów, ofiar na zamku Montjuic. Akcja "Labiryntu..." toczy się w latach pięćdziesiątych, dla Barcelony nastały mroczne czasy pod wodzą generała Franco. Alicję Gris, piękną agentkę czeka trudne zadanie. Musi odnaleźć Vallsa, ministra kultury, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego zniknięcie ma związek z przeszłością ministra, kiedy sprawował on funkcję dyrektora na zamku Montjuic.

Zafon napisał świetną książkę, którą skonstruował na podobieństwo rosyjskiej matrioszki; jedna tajemnica, skrywa kolejną. A jedno rozwiązanie, wyjaśnia każdą tajemnicę. Świetnie się przy tym bawiłam, choć muszę przyznać, że momentami byłam zagubiona wśród tej pajęczyny kłamstw i tajemnic. Ostatecznie jednak, Zafon odwalił kawał naprawdę świetnej roboty! Byłam zaskoczona tym, jak sprawnie wyciągną na wierzch-rękami Alicji- sekrety mrocznej Barcelony.

"Wspomnienia, które człowiek grzebie w grobie milczenia, nie przestają go prześladować."

"Labirynt duchów" to powieść o wielu płaszczyznach. Główną osią fabuły jest śledztwo Alicji w sprawie zaginionego Vallsa, ale na tym się nie kończy.  Cienie przeszłości wyłaniają się z mroku,  jak można się domyślić z wcześniejszych tomów dużą rolę ma w tym rodzina Sempere. Sprawa tajemniczego morderstwa Isabelli Gispert, jak również cała jej postać nadal owiana jest tajemnicą. Na jaw wychodzi prawdziwa przyczyna jej śmierci, a z mroków wyłania się postać Isabelli, takiej jaką zapamiętał ją Juan Sempere.  Zafon sprawnie połączył ze sobą wcześniejsze tomy Cyklu i stworzył powieść z pewnością niebanalną, mroczną i tajemniczą. Tym samym zwieńczył swój cykl nadając mu ostateczny kształt i zakończenie, czym odpowiedział na miliony pytań czytelników donośnie poprzednich tomów i ich szczegółów. Ta wielowątkowość, w której Czytelnik może się zagubić, to kolejny atut pisarski Zafona!

"Wytrawny kłamca serwuje głupim dokładnie to, co chcą usłyszeć. W tym tkwi cały sekret."



Obiło mi się o uszy, że seria Zafona cieszy się większą popularnością niż saga o młodym czarodzieju, Harrym. Co sprawiło, że książki Zafona postawione zostały na tak wysokim piedestale? Odpowiedzią jest kunsztowny, misternie tkany styl autora. Język, jakim operuje Zafon jest barwny, pełen 
metafor, wzniosłych epitetów, co sprawia, że jest taki wyjątkowy i magiczny. Czytając, ma się wrażenie, że język książek Zafona otula Czytelnika, zmuszając aby zatopił się w wykreowany przez niego świat mrocznej Barcelony, do której nie docierają promienie słońca. Carlos Ruiz Zafon niewątpliwie posiadł sztukę bawienia się językiem i manipulowania nim wedle własnego upodobania, czarujący tym samym swoich czytelników. Jednakże, aby w pełni wczuć się w styl Zafona i pozwolić się odurzyć temu wspaniałemu narkotykowi, jakim jest słowo pisane, musi padać deszcz, albo królować noc, obok kubek czegoś mocnego-najlepiej kawy. Ja osobiście, aby w pełni zanurzyć się w świecie "upadłej" Barcelony, włączam playlistę z piosenkami mojego ulubionego zespołu, Linkin Park, dzięki temu mogę lepiej wczuć się w ten niezwykły klimat.

Główną bohaterką "Labiryntu..." jest młoda i piękna Alicja Gris. Jako dziecko przeżyła bombardowanie Barcelony, odnosząc przy tym liczne obrażenia. Alicja wychowywała się na ulicy, żyjąc z drobnych kradzieży, dopóki nie spotkała Lenarda, który uczynił ją swoją agentką. Nie było sprawy, jakiej Alicja by nie rozwiązała. Sprawa Vallsa miała być jej ostatnią.  Alicja to postać  doświadczona przez los. To perfekcjonistka, która w głębi duszy czuje się samotna i nie kochana.  Jej miłością zawsze były książki, czym zaskarbiła sobie moją sympatię i kibicowałam jej od pierwszych stron, aż do zakończenia powieści. Jej upór i żelazna wola były godne podziwu i bardzo chętnie spotkałabym taką Alicje w swoim życiu. Jest to postać nietuzinkowa, a jej sposób bycia, piękny wygląd i maniery wyróżnia ją na tle kobiet, jakie Zafon wykreował do tej pory. To bez wątpienia wyjątkowa postać!

Zza sceny, na kartach pamiętnika wyłania się postać Isabelli Gispert, młodej dziewczyny, która popełniła w życiu wiele błędów. Gdy czytałam o jej życiu, odkryłam, że bardzo ją polubiłam i szczerze współczułam temu, jaki los przypadł jej w udziale. Pisanie o niej byłoby zbyt dużym spoilerem, więc zadowolę się tymi kilkoma linikami.  I mimo, iż występuje tylko epizodycznie jest postacią niemal kluczową dla całej serii.

Postacią, która rozpędza mgły nad Barceloną swoim humorem, długimi monologami, a w kieszeni  zawsze ma paczkę sugusów jest Fermin Romero de Torres słynący z powszechnie znanego zamiłowania do kobiecych wdzięków. Fermin  to postać pełna optymizmu, a podczas jego monologów nie sposób się nie uśmiechnąć, jeśli nie zaśmiać do łez. To postać jak najbardziej pozytywna i potrzebna, ponieważ bez niego cykl "Cmentarza..." nie byłby tym, czym jest, wspaniałym arcydziełem!

"- Umarłem już? - spytał Fermin.
- Bez przesady. Trochę jest pan sponiewierany, ale generalnie na brak życia nie ma pan co narzekać.
- Czyli to nie jest czyściec?

- Chciałaby dusza. Jesteśmy w szpitalu klinicznym. To znaczy w piekle."

Moją absolutnie ulubiona postacią jest niewątpliwie młody Julian Sempere. Oczarowany książkami i zaintrygowany Caraksem, podobnie jak Daniel, poszukuje osoby słynnego pisarza. Julian jednak posuwa się znacznie dalej niż Daniel w swoich poszukiwaniach. Marzeniem młodego Sempere jest napisać książkę i wytrwale dąży do swojego celu. Julian urzekł mnie swoim zamiłowaniem do książek, żelaznym uporem oraz niespotykanym dotąd tokiem rozumowania. W "Labiryncie..." Julian przeżywa swoją wielką miłość. Jego historia, choć krótka bardzo mi się podobała, chyba najbardziej z całej książki, po tych wszystkich zagadkach. To postać, niby nie wyróżniająca się zbytnio, ale jednak, która podbiła moje serce i której gorąco kibicowałam.

 "Podczas retorycznej potyczki nigdy nie należy oddawać inicjatywy adwersarzowi, zwłaszcza w chwili, kiedy ma on wszelkie szanse na zwycięstwo."

 Podsumowując, przyznam, że książka jest wprost fenomenalna i choć czytanie jej ze względu na objętość i na to, że w jej trakcie czytałam jeszcze inne pozycje, zajęła mi trochę czasu, to nawet się cieszę, bo dzięki temu mogłam dłużej smakować styl Zafona i obcować z nietuzinkowymi bohaterami powieści. „Labirynt duchów” ma wszystko, co musi mieć dobra książka: tajemnicę, akcję, wspaniałych bohaterów. A dodatkowo, Zafon ma coś jeszcze, to właśnie jego niezwykły styl sprawia, że od jego powieści nie sposób się oderwać! Zafon napisał książkę, która zasługuje na medal i do której niewątpliwie będę wracać!

"Opowieść nie ma początku ani końca, ma tylko prowadzące do niej drzwi.
Opowieść to nieskończony labirynt słów, obrazów i duchów przywołanych po to, żeby wyjawić nam ukrytą prawdę o nas samych. Opowieść to w ostatecznym rachunku rozmowa tego, kto ją pisze, z tym, kto ją czyta, ale narrator może powiedzieć tylko tyle, na ile pozwoli mu jego warsztat, czytelnik zaś wyczytać tylko tyle, ile sam ma zapisane w duszy."



W książce Zafona znajdziemy niebanalną historię, rodem z kryminałów Agaty Christie, nietuzinkowych bohaterów. Fabuła wciąga, a akcji nie brakuje! Dla fanów Zafona pozycja obowiązkowa! Idealna na letnie wieczory i deszczowe dni. Dla miłośników grozy i zagadek na miarę Herkulesa Poriot'a."Labirynt duchów" miał być swego rodzaju hołdem dla świata książek i ten zamiar udał się  Zafon'owi wspaniale! Jeśli masz odwagę, wejdź do krainy, gdzie książki są ważne zarówno dla Czytelnika, jak i bohaterów powieści. Czytelniku, witaj na Cmentarzu Zapomnianych Książek!

Polecam serdecznie!
Moja ocena: 10/10:)


Copyright © 2014 Shira Coffee & Books , Blogger