niedziela, października 14, 2018

"Osobliwy dom Pani Peregrine"- Ransom Riggs

"Osobliwy dom Pani Peregrine"- Ransom Riggs

tytuł oryginału: Miss Peregrine's Home For Peculiar Children 
data wydania: 18 września 2016 rok
liczba stron: 400
kategoria: literatura amerykańska, tajemnica
język: polski

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:


"Osobliwy dom Pani Peregrine" to książka, którą miałam na oku od dobrych kilku lat, jednak odczuwałam pewnego rodzaju obawy i bardzo nie chciałam, aby ta powieść sprawiła mi zawód. Dlatego też wszelkie wzmianki o tej pozycji książkowej przez dłuższy czas omijałam szerokim łukiem, aż po prostu zapomniałam o niej. Niemniej, po przeczytaniu pozytywnych i zachęcających opinii na blogosferze, zdecydowałam się po nią sięgnąć i stwierdziłam, że październik to idealna pora, aby najeść się trochę strachu i rozsmakować w tajemnicach pełnych grozy z udziałem osobliwych dzieci... Przyznam, że szczerze się ucieszyłam, kiedy wreszcie skończyłam z odwlekaniem przeczytania tej książki. Ani trochę nie żałuję, że postanowiłam po tą powieść sięgnąć, aczkolwiek nie jest to moim zdaniem powieść idealna.
Zapraszam na recenzję książki "Osobliwy dom Pani Peregrine" Ransoma Riggsa!


"Szesnastoletni Jakub, którego dziadek był jednym z nich, przyjeżdża na wyspę, żeby za wszelką cenę odkryć przeszłość dziwnego, zniszczonego domu i jego małych mieszkańców. Czy Jakub zmierzy się z potworami ze swoich snów? Czy osobliwe dzieci ze starych fotografii pokazywanych przez dziadka naprawdę istniały? Co jest bajką, a co prawdą? Co jest faktem, a co urojeniem?"
- Lubimy Czytać

 "Nie sen to, nie śmierć;
Żyw, kto zdawał się martwy.
Dom Twych narodzin,
Z młodości druhów krąg,
Starzec i młoda służąca, 
Harówka i zapłata,
Wszystko to znika w krainie baśni,
 Już nie da się zatrzymać."

Historia widziana oczami Jacoba, któremu ukochany dziadek niespodziewanie umiera. Od tego czasu chłopca dręczą koszmary i wypowiedziane przed śmiercią tajemnicze słowa dziadka. Słowa, które brzmią jak zagadka, którą Jacob musi rozwiązać. Nastolatek przyjeżdża na wyspę Cairnholm, o której dziadek Abraham opowiadał chłopcu niestworzone historie. Szuka odpowiedzi na pytanie, czy wypowiedziane przez dziadka słowa były spowodowane zmąceniem umysłu, czy też były jak najbardziej prawdziwe.  Cairnholm to wyspa praktycznie odcieta od świata, małe miasteczko, gdzie wszyscy się znają. Nikt jednak nie kojarzy osoby Abrahama Portmana, dziadka Jake'a. Szukając tajemniczych przyjaciół z opowieści dziadka, Jacob dokonuje odkrycia, bynajmniej okrytego widmem grozy i piętrzących się tajemnic- to stary opuszczony dom ulokowany na bagnach. W tym momencie chłopiec przekracza granicę między jawą a snem...

Fabułę książki można podzielić na dwie części- pierwszą, która rozgrywa się od chwili śmierci dziadka Portmana, aż do znalezienia opuszczonego domu na wyspie i drugą, kiedy Jacob po kolei poznaje wszystkie tajemnice dziadka. Szczerze powiedziawszy w tej książce brakowało mi napięcia budującego akcję dlatego ta pierwsza połowa książki dłużyła mi się niemiłosiernie i prezentowała zgoła, co innego niż to czego się spodziewałam, a nawet nieco mnie rozczarowała. Od śmierci dziadka, Jacoba dręczą koszmary, zaczyna też dostawać nagłych ataków paniki, co skutkuje zapisaniem chłopca do miejscowego terapeuty. Ciągnący się niemal w nieskończoność watek "choroby psychicznej" głównego bohatera przeszkadzał mi i chciałam tylko, aby jak najszybciej się skończył.  Tym, co nie jako wynagradzało mi ten czas trwania powieści była unosząca się aura zagadkowości i to właśnie sprawiało, że czytałam dalej. Bardzo się ucieszyłam, gdy rozpoczął się główny wątek powieści, czyli wyjazd na tajemniczą wyspę i poszukiwanie jej tajemnic. Kiedy dotarłam do tej "drugiej połowy" czytało mi się książkę o wiele przyjemniej. Tajemnicza wyspa, odcięta od świata, opuszczony dom, niewyjaśniona rzeż tamtejszych owiec i unosząca się wszędzie swoista aura grozy, były właśnie tym, czego po tej książce się spodziewałam, i co w dużej mierze otrzymałam, tylko szkoda, że dopiero w połowie książki.

Przyznam, że nie oczekiwałam zbyt wiele po tej książce, dlatego też rzadko kiedy zaskakiwała mnie prowadzona w danym momencie fabuła, a zwroty akcji nie sprawiały, że pełna nadziei przewracałam "karki" ebooka. Tutaj pojawia się główny problem- akcja jest tym, czego w tej powieści zdecydowanie brakuje i to tak bardzo, że jest to wręcz boleśnie odczuwalne.  Nagły zwrot akcji, który faktycznie wywołał u mnie dreszcze pojawił się dopiero pod sam koniec i utrzymywał się aż do chwili zamknięcia książki. Choć patrząc całościowo jest to dosyć słaby argument, to jednak muszę postawić na tej książce plusa. W kluczowym momencie akcja naprawdę wkracza pełna parą i brnąc przez te ostatnie rozdziały, ta powieść wydała mi się własnie tym, czego szukałam w niej od samego początku.

Tym, co tworzy ten specyficzny klimat powieści, właśnie taki jaki ja uwielbiam- wszechobecną grozę- są zdjęcia osobliwych dzieci raz po raz pojawiające się na kartach powieści. Zdjęcia, które intrygują i dodają powieści niepokoju oraz swoistego animuszu.  Bardzo ciekawym czyni też je fakt, że są to zdjęcia autentyczne znalezione na najróżniejszych targach czy tajemniczych skrzyniach! Bardzo spodobało mi się, że główny bohater nie od razu dowiaduje się kim są postacie przedstawione na zdjęciach. Dodawało to powieść smaczku swoistej tajemniczości grozy. Dzięki temu, ja jako Czytelnik mogłam delektować się głównego bohatera i własną niewiedzą i pełna zapału czytać dalej. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z książką o tak specyficznej zawartości, można powiedzieć "osobliwej", bo taka ta książka ma być, osobliwa. Patrząc na te zdjęcia odczuwałam swego rodzaju "przyjemny niepokój" i ten drobny aspekt był tym, co sprawiało, że na mojej twarzy wykwitał uśmiech. Otrzymywałam wówczas tę, choć drobną namiastkę grozy i tajemniczości, jakiej w tej powieści szukałam.  Niewątpliwie klimat to największy atut powieści Riggs'a. To była dla mnie miła niespodzianka i głównie z powodu tego specyficznego klimatu cieszę się, że sięgnęłam po tą książkę.

Kolejnym plusem tej powieści był wątek fantastyczny, a więc tytułowy dom Pani Peregrine, osobliwe dzieci i potwory, które widzi tylko Jacob. To kolejna rzecz, która obok cudownie wykonanych fotografii jest tym, co buduje niezwykły klimat tej powieści. A świat fantastyczny widziany oczami Jacoba to połączenie koszmarów i najwspanialszych marzeń, to świat dla odważnych i tych, którzy nie boją się marzyć. Ten świat choć w gruncie rzeczy piękny, bywa także przerażający.

Bohaterami tej książki są dzieci w różnym wieku i choć podczas czytania powieści Czytelnik siłą rzeczy skupia się na Jacobie, poznajemy również całe mnóstwo ciekawych i świetnie skonstruowanych postaci. Jedynym aspektem, który nie podobał mi się w kreacji bohaterów była ich wręcz zatrważająca naiwność i brak logicznego rozeznania się w sytuacji. Spodziewałam się, że ich działania będą bardziej przemyślane, choć z drugiej strony, czego można spodziewać się po dzieciach, które całe życie żyją sobie bezpiecznie w domu pani Peregrine, przekonane, że ze świata zewnętrznego nic im nie grozi. Przyznam, że nie miałam problemu z polubieniem postaci, których jest w tej książce mnóstwo, niemniej żadna postać nie przypadłą mi do gustu na tyle, żebym ją jakoś szczególnie polubiła z głównym bohaterem na czele, który momentami bywał irytujący. Są to jednak bardzo ciekawe i z pewnością oryginalne osobistości, jak np. Emma, dziewczynka na oko 16 letnia, zaś w rzeczywistości to 88-letnia staruszka, która potrafi wzniecić ogień gołymi rekami, Millard- niewidzialny chłopiec, Enoch- wskrzesiciel zmarłych, Fiona władająca ziemią samą siłą woli i wiele wiele innych. 

"Kiedyś marzyłem o ucieczce przed zwykłym życiem, ale tak naprawdę moje życie nigdy nie było zwyczajne. Po prostu nie zauważałem jego niezwykłości."

Język jakim operuje Ransom Riggs jest pełen prostoty i  widać, że była to książka skierowana głównie do młodzieży. Niemniej styl pisarki autora wcale nie nużył, wręcz przeciwnie. Opisy uczuć i przyrody grają pierwsze skrzypce, jednak barwny i prosty język sprawia, że nie można się nudzić.Dodatkowo od czasu do czasu pojawiające się "głębokie" przemyślenia głównego bohatera ubogacają powieść i sprawiają, że staje się ona jeszcze ciekawsza i intrygująca.

Niech was nie zmyli opis książki i moja opinia o stylu autora, bo chociaż jest to książka pozornie skierowana głównie do młodzieży to jednak porusza ona tematy bynajmniej niezwiązane z tematyką młodzieżówą. Historia widziana oczami Jacoba jest historią pełną grozy i tajemnic, pełna lęku i obawy przed utratą najbliższych, a także lęku przed samym sobą i własnymi demonami. 

Podsumowując "Osobliwy dom pani Peregrine" to książka", którą w gruncie rzeczy, pomijając pewne minusy, czytało mi się przyjemnie, a lekkie pióro autora pozwalało odpłynąć i pozwolić myślom swobodnie krążyć.  Cudowny klimat i nietuzinkowi bohaterowie sprawili mi wielką przyjemność podczas czytania i sprawiło, że naprawdę mogłam się przy tym tytule dobrze bawić. Ani trochę nie żałuję, że sięgnęłam w końcu po tę powieść i podejrzewam, że ochoczo zabiorę się za czytanie kolejnych tomów, gdy najdzie mnie ochota na powrót do świata Jacoba i jego przyjaciół.

"Kurczowo czepiamy się naszych fantazji, dopóki cena wiary nie okaże się zbyt wysoka."





"Osobliwy dom Pani Peregrine" to książka wymarzona na jesienne wieczory. Książka pełna niewysłowionej grozy, oryginalnych postaci, cudownie wykreowanego świata. Bardzo się cieszę, że w końcu się przełamałam i sięgnęłam po tę powieść. Z racji mojego dystansu do tej książki mogłam się nią w pełni cieszyć i nie dołączyłam do grona wielce rozczarowanych czytelników. Dla tych, którzy szukają lekkiej lektury, która pozostawia pola do wyobraźni,miłośników fantasy połączonego z groteską, a także fanów nietuzinkowych powieści będzie to powieść idealna! Dodatkowo, jeśli lubicie czytać nocą, tak jak ja, to wtedy właśnie najlepiej ją czytać!

Polecam gorąco!
Moja ocena: 7/10.:)

poniedziałek, października 08, 2018

"Lato koloru wiśni"- Carina Bartsch

"Lato koloru wiśni"- Carina Bartsch

tytuł oryginału: Kirschroter Sommer
data wydania:15 czerwca 2015 rok
liczba stron: 496
kategoria: literatura niemiecka
język: polski

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:



Moją przygodę z październikiem rozpoczęłam z "Latem koloru wiśni" autorstwa Cariny Bartsch. Oczarowana subtelnie różową okładką z kobiecym motywem tytułowych kwiatów wiśni i intrygujących oczu bohaterów na okładce, pełna zapału przystąpiłam do lektury. Na początek muszę przyznać, że piękna okładka nie zawsze jest równa treści książki. Przeciwnie, ja byłam ta książką   do głębi rozczarowana. Otrzymałam coś zupełnie innego, niż to czego się spodziewałam i bynajmniej nie są to pozytywne wnioski. Jeśli jesteście przygotowani na morze krytyki, to zapraszam dalej!



"Emely, obdarzona odrobinę sarkastycznym poczuciem humoru studentka literaturoznawstwa, szczerze cieszy się z przeprowadzki jej najlepszej przyjaciółki do Berlina. Nie wie jeszcze, że szalona Alex zamierza zamieszkać w mieszkaniu swojego brata, przystojnego, szmaragdowookiego bruneta, z którym Emely łączą niemile wspomnienia. Na szczęście wkrótce dziewczyna otrzyma romantyczny mail od tajemniczego wielbiciela..."


-Lubimy Czytać



Przyznam szczerze, że rzadko zdarza mi się tak mocno krytykować daną książkę, ale w tym przypadku po prostu nie mam oporów. Nie znaczy to jednak, że "Lato..." było całkowicie pozbawione atutów, jakich szukam w książkach, niemniej minusów znalazło się znacznie więcej. 

Emely to studentka literaturoznawstwa, która cieszy się na przyjazd swojej najlepszej przyjaciółki do Berlina. Nie spodziewa się jednak, że przyjaciółka nie tylko nie wynajmie mieszkania, ale wprowadzi się do mieszkania o dwa lata starszego od niej brata, Elysa, z którym Emely łączą niezbyt przyjazne stosunki. Smutna przeszłość i bolesne wspomnienia wypaliły niegdyś namiętne uczucie miłości do Elyasa, przeradzając się w czystą i wręcz irracjonalną nienawiść. Poukładane życie Emely jeszcze bardziej wywraca się do góry nogami, gdy nagle zaczyna otrzymywać listy od tajemniczego wielbiciela o imieniu (czy tez raczej pseudonimie) Luca.


Fabuła tej książki skupia się na dosyć zawiłej relacji pomiędzy Emely a Elyasem, którzy niemal przy każdej okazji wzajemnie skaczą sobie do gardeł w ramach konkurencji "kto komu mocniej dogryzie". Przyznam, że po tym, co sugerował opis, określenie "lekkie love story" nijak ma się do fabuły książki, przeciwnie- stanowi kompletne przeciwieństwo tego, co spodziewałam się w tej powieści znaleźć. Konstrukcja fabuły, opierająca się na relacji dwójki studentów, którzy zachowują się jak kilkuletnie dzieci, samo w sobie przeczy skojarzeniom, jakie nasuwają po przeczytaniu, jakże okraszonego zarysu fabuły.  Co ciekawe, Czytelnik przez całą powieść nie może pojąć dlaczego relacja miedzy Emely a Elyasem opiera się tylko i wyłącznie na wzajemnym dogryzaniu i wtrącaniu w co trzecie zdanie słowa 'seks', a prawdziwe zdefiniowanie problemu ich relacji zostaje wyjaśnione w połowie książki i to również w dosyć niekompletny sposób. Ciągłe docinki między bohaterami sprawiały, że książka zamiast nakrecać, nużyła mnie coraz bardziej i zaczynałam po prostu mieć dosyć.
Bardzo spodobał mi się wątek tajemniczego wielbiciela i to był główny powód dla którego zdecydowałam się czytać dalej i nie odłożyć tej książki, a najlepiej zapomnieć, że kiedykolwiek miałam ją w rękach.  Tajemniczy wielbiciel Emely podpisujący się imieniem Luca dodawał powieści aury tajemniczości i zwyczajnie mnie intrygował. Bardzo chciałam dowiedzieć się jaką tożsamość poza internetowym romantykiem, który uwielbia podlizywać się głównej bohaterce, ma Luca i żałuję, że się tego nie dowiedziałam. Aczkolwiek zaznaczę, że miałam pewne przypuszczenia i w miarę jak zbliżałam się do końca powieści, wydawało mi się, że były trafne.

Akcja w tej książce jest stonowana na potęgę, żeby nie powiedzieć wprost, nudna. Pomiędzy głównymi bohaterami początkowo nie dzieje się nic, co mogłoby zmienić ich relacje, ale też nie ma w tej powieści nic, co mogłoby przyciągnąć oko bardziej wymagającego czytelnika. Akcja gwałtownie nabiera rozpędu tylko dwa razy i równie szybko opada. I zanim zdążyłam się ucieszyć, że wreszcie akcja ruszyła do przodu, napięcie zwyczajnie i prędko opadło, równie szybko jak się pojawiło.  Jedynie tajemnice, pełne czułości e- maile Luki sprawiały, że od tej książki zwyczajnie nie wiało aż tak bardzo nudą i dodawały powieści jakiegoś subtelnego zwrotu akcji w rytm serca głównej bohaterki.

Jeśli chodzi o bohaterów to początkowo nawet byłam w stanie lubić ich i patrzeć przez palce na ich dziecinne kłótnie, o tyle w pewnym momencie ich skomplikowana relacja, której nijak nie sposób rozgryźć, zaczęła mnie po prostu irytować, a co za tym idzie, bohaterowie również nie przedstawiali się w najlepszym świetle.  Jeśli chodzi o kreacje bohaterów, to trudno określić ją inaczej niż słaba i zwyczajnie płytka. Bohaterowie tej powieści są jednowymiarowi i pozbawieni głębi, która oddawałaby ich charaktery.
Emely to dziewczyna o dosyć sarkastycznym poczuciu humoru i stylu bycia. Uwielbiam takie postacie, ale postać Emely bardzo, ale to bardzo nie przypadła mi do gustu. Wszelkie próby, jakie podejmowałam, aby zrozumieć motywy, które popychały główną bohaterkę do czynów niekiedy całkowicie sprzecznych z logiką, spełzły na niczym. Emely to dziewczyna, która zachowuje się w pokrętny sposób. Mimo iż nieustannie zaznacza, jaki to Elyas jest dziecinny, sama nie zachowuje się lepiej, a nawet gorzej. To hipokrytka, która co innego mówi, a co innego robi i dodatkowo myśli w sposób całkowicie sprzeczny z pozostałymi dwoma aspektami swojej hipokryzji. To bohaterka, której nie mogłam rozgryźć, ani tym bardziej polubić a jej zachowanie niekiedy bywało irytujące i infantylne.

"Moja teoria, że mężczyźni przychodzą na świat z wadą mózgu, potwierdzała się z każdym dniem."

Miałam podobny stosunek do Elyasa, ale zdecydowanie bardziej ta postać przypadła mi do gustu. Przystojny student medycyny  grający w wolnych chwilach na pianinie to model chłopaka, którego chciałaby mieć każda dziewczyna. Elyas wie, że ma powodzenie u kobiet, jednak, co gorsza, on wcale tego nie chce, ponieważ ni zwad, ni stąd upodobał sobie Emely! Mimo jego aroganckiego stylu bycia, cechuje go również wrażliwość na problemy innych ludzi i opiekuńczość wobec nich. To właśnie sprawiło, że go polubiłam, choć wielokrotnie bywał naprawdę wkurzający.

"- A co to jest miłość w ogóle?
- Kaprys natury, defekt genetyczny – nazwij to, jak chcesz. Faktem jest, że miłość istnieje tylko po to, by dwoje ludzi po prokreacji zostało razem tak długo, aż potomek osiągnie pełnoletność."

Alex to moim zdaniem jeszcze gorsza postać niż Emely. To dziewczyna, która kocha zakupy, a jej jedynym zmartwieniem jest to, czy obiekt jej westchnień w końcu ją pocałuje. Dodatkowo co drugie zdanie tej postaci ogranicza się mniej więcej do wypowiedzi w stylu "jaki on słodki, jaki on fajny!", co po niemal 500 stronach książki naprawdę stawało się dosyć męczące.
Jedyną postacią, którą polubiłam, był jak wspominałam, internetowy wielbiciel Emely- Luca. Tajemniczy chłopak, który sypie komplementami, jakie chciałaby usłyszeć każda dziewczyna. Oczywiście, to nie jest jedyny powód dlaczego go polubiłam. Bardzo spodobała mi się czułość i delikatność, a nawet poczucie humoru, które wyczuwa się czytając jego e-maile do Emely. Spodobało mi się, że został pozbawiony pewnej dozy ironii i ciętego języka, bo była to bardzo miła odmiana po serii dialogów pomiędzy głównymi bohaterami książki. Luca mnie intrygował i chciałabym się przekonać czy moje przypuszczenia co do jego osoby się sprawdziły.

Również język, jakim operuje autorka nie przypadł mi do gustu, przeciwnie, królująca ironia na każdej stronie nie pozwalała mi jakkolwiek wczuć się w tę powieść, a po 496 stronach byłam nią zwyczajnie znudzona. Dialogi miedzy bohaterami pozbawione były chociażby skrawka inteligencji, z jaką przecież powinni wypowiadać się ludzie dorośli, przeciwnie, pierwsze role  grały docinki i potyczki słowne nawet z najbłahszego powodu. Te ich potyczki słowne, które polegały na nieustannym wymienianiu się pałeczką zmuszały mnie do przewracania oczami, ponieważ były po prostu nielogiczne. W dużej mierze większość dialogów była sprowadzana do tego "kto komu najbardziej dogryzie", co zwyczajnie mnie irytowało i nie mogłam doszukać się w nich sensu. Wygląda to tak, jakby ironia stanowiła jedyny środek ich komunikacji, co samo sobie w wykonaniu dorosłych ludzi wypada dosyć słabo.

Carina Bartsch starała się wykreować swoją powieść na przekonaniu, że "stara miłość nie rdzewieje", ale... zupełnie jej to nie wyszło. Emely jest pewna, że łączące ją niegdyś uczucie do Elyasa doszczętnie wygasło, czego nie można powiedzieć o Elyasie, który w pewnych momentach staje się niemal irytująco nachalny wobec głównej bohaterki. Jego działania (niemal wszystkie) pozbawione były dozy romantyczności, o jakie początkowo go posądzałam.

Gdyby nie postać Luki, która mnie intrygowała, prawdopodobnie po kilku pierwszych rozdziałach zwyczajnie bym ją odłożyła. I choć nie umiem tego wytłumaczyć, to dzięki tej postaci, odczuwałam coś na kształt przyjemności z czytania, pomimo tylu minusów, które wymieniłam powyżej.

"A przecież książki to jeden z najcenniejszych darów na ziemi. Kunsztownie zestawione słowa, które zmieniały się w melodię, a potem w obrazy. Białe, puste kartki, na których powstawały światy większe od wszechświata. Przestrzenie, które wciągały ludzi i kazały im zapominać o wszystkim wokół. Literatura była magicznym zaklęciem, któremu całkowicie uległam."



Nie mogę powiedzieć, że poleciłbym tą książkę komukolwiek, a już na pewno nie miłośnikom tradycyjnych historii miłosnych. Nie jest to lektura przy której można miło spędzić czas, o irytujących bohaterach nie wspominając. Przyznam szczerze, że mnie ta powieść zupełnie nie przypadła do gustu i chociaż czytanie jej przez miniony tydzień było czymś, do czego prawie się zmuszałam i jak najszybciej chciałabym o niej zapomnieć, to jednak dzięki Luce, ta powieść wzbudza we mnie jakieś ciepłe uczucia.

Nie polecam, ale jeśli chcesz, spróbuj, może spodoba Ci się bardziej niż mnie!
Moja ocena: 4/10. :) 


sobota, października 06, 2018

"Król uciekinier #2" Jennifer A. Nielsen

"Król uciekinier #2" Jennifer A. Nielsen

tytuł oryginału: The  Runaway Prince
data wydania: 5 luty 2014r.
liczba stron: 372
język: polski

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:


Po zakończeniu przygody z "Fałszywym księciem" Jennifer A.Nielsen pełna zapału przystąpiłam do lektury drugiego tomu przygód młodego złodziejaszka o imieniu Sage. Opis sugerował kolejną świetnie skonstruowaną intrygę i nowych pełnokrwistych bohaterów. Czy jednak drugi tom okazał się równie dobry?



"Zaledwie chwilę temu Jaron zasiadł na tronie, a już zaczynają krążyć pogłoski o planowanym zamachu na króla. W dodatku najwyraźniej szykuje się wojna – piraci żądają zwrotu należących do nich kiedyś ziem, w przeciwnym razie napadną na Carthyę. Żeby uratować królestwo, Jaron będzie musiał je… opuścić. Ale czy będzie mógł do niego wrócić?"
- Lubimy Czytać




Młody król zasiadł na tronie. W Carthyi panuje wszechobecna radość z powodu powrotu księcia Jarona. Niestety nie wszyscy się z tego powodu cieszą. Wrogowie czają się wszędzie i wbrew pozorom najbliżej króla. Piętnastoletni Jaron zaledwie chwile temu otrzymał tron. Dziedzictwo, którego próbował się wyrzec, teraz oddało mu z nawiązką. Został królem, ale dla piętnastolatka to niezwykle trudne zadanie, utrzymać pokój w kraju, nad którym zawisła groźba wojny. Po nieudanym zamachu na swoje życie, Jaron odkrywa, że za atakiem stoją piraci. Młody król znów zrzuca maskę księcia i na powrót staje się biednym chłopcem z szelmowskim błyskiem w oku. Aby ocalić swój kraj, decyduje się samotnie wyruszyć do Aveni, ojczyzny piratów i zniszczyć ich od wewnątrz.

Fabuła książki, podobnie jak w przypadku tomu pierwszego, dosłownie chwyta a serce! Młody książę- żebrak musi zmierzyć się z piratami i zdobyć ich zaufanie. I przy tym pozostać żywym. Autorka po raz kolejny wykreowała świat, gdzie kłamstwo może stać się kluczem do przetrwania. Świat piratów, w którym znalazł się Jaron, to świat brutalny, pełen intryg i walk o władzę.  A prawem władzy jest miecz. Jeśli w pierwszym tomie Conner był brutalny i okrutny, to tutaj młodego księcia czekają o wiele gorsze rzeczy. Król piratów to zimny i bezwzględny tyran i przy okazji, tchórz i kłamca. W powieści dużo się dzieje, począwszy od jakże inteligentnej ucieczki króla z zamku, przez wioskę Libeth , aż do pirackiej wioski. Młody Jaron przeżywa mnóstwo przygód, często niebezpiecznych, ale najgorsze czeka na niego w pirackiej wiosce, gdzie będzie musiał stoczyć walkę na śmierć i życie. Po raz kolejny Jennifer A. Nielsen stanęła na wysokości zadania i wykreowała świat bezwzględny i brutalny, a przez to tak niesamowity! Dodatkowo wprowadzone wątki poboczne, jak nieśmiałe, pierwsze uczucie zażyłości między Imogeną a młodym królem- uczucie, które nie ma prawa istnieć między służką a panem, czy desperacka próba Jarona, aby odnaleźć starego przyjaciela, to wątki, które dodają powieści kolejnych walorów. Kluczową postacią dla całej fabuły jest postać młodego króla, który podobnie jak w tomie pierwszym daje popis swoich umiejętności i wspina się na wyżyny kłamstwa. A jego cięte, pełne ironii wypowiedzi nie pozostają bez odzewu. Jedno jest pewne, przy tej książce nie sposób się nudzić! 

Akcja, w przeciwieństwie do tomu pierwszego, cały czas trzyma poziom. Czytelnik z zapartym tchem brnie przez kolejne strony, bo na każdej z nich znajduje się napięcie budujące akcję, która po mistrzowsku przeplatana ze świetną fabułą, daje Czytelnikowi powieść najwyższych lotów! W tej powieści dużo się dzieje i to napięcie jest obecne na każdej karcie powieści, co tylko dowodzi, że Nielsen potrafi pisać tak, aby zaintrygować Czytelnika i dać mu świetną historię, przy której na pewno nie zaśnie! To podobnie jak w pierwszym tomie historia ze świetnie uknutą intrygą, gdzieniegdzie przeplatana błyskotliwymi wypowiedziami bohatera, która intryguje i zachwyca.

„-Dokądkolwiek zaprowadzi nas życie, jedno jest pewne. Zawsze coś będzie nas łączyło. Może ty potrafisz temu zaprzeczyć, ale ja nie. Nawet ja nie jestem takim dobrym kłamcą.”

Muszę przyznać, że mimo najszczerszych z mojej strony chęci, ta powieść nie oczarowała mnie tak bardzo jak tom pierwszy. I nie mam tu na myśli żadnych zawiłości w związku z fabułą, świetną akacją  czy stylem autorki.  Możliwe, że oczarowana pierwszym tomem, desperacko oczekiwałam tego samego, jeśli nie lepszego, po tomie drugim. I choć wszystko było dopracowane idealnie i zdołało przyciągnąć moje czytelnie oko, to jednak znalazł się drobny szczegół, który mi przeszkadzał. Na szczęście nie na tyle, abym straciła zapał do tej powieści. Z perspektywy czasu od odłożenia już przeczytanej książki zaczynam rozumieć, dlaczego ta niewielka zmiana, była konieczna. Chodzi mi o kreację głównego bohatera, Jarona.
Młody król, podobnie jak w pierwszym tomie pozostał tym samym chłopcem, który na okrągło sypał ciętymi ripostami, jak z rękawa. Jednak stając się królem, Jaron zupełnie wyzbył się swojego "lekkiego stylu bycia".  Stał się królem uwięzionym we własnym pałacu, zdeterminowanym, aby ochronić tych, na których mu zależy. Osobą, która ma tylko ciasny krąg zaufanych osób. A jednocześnie, nadal pozostał tym samym nieufnym chłopcem, jakim był w tomie pierwszym, o czym najlepiej świadczy fakt, że wybrał się samotnie do piratów. Będąc królem Jaron pozostał wierny swoim ideałom i aby ochronić bliskich mu ludzi gotów był zaryzykować życiem. To właśnie jest w nim piękne i za to tę postać kocham. Nie podobało mi się jednak chłodne traktowanie osób, które pragnęły mu pomóc, nawet jeśli zrobił to by ich ochronić. Ten dystans, nawet do swoich przyjaciół, trochę mi przeszkadzał. A samotna próba wstąpienia w pirackie szeregi z jednej strony była zarówno przejawem odwagi, jak i beztroskiej brawury i głupoty ze strony piętnastoletniego chłopca.  Bardzo podobało mi się to, że Jaron zachował swój dawny upór, cięty język i rozwinął swój inteligenty umysł, na tyle, by móc w miarę umiejętnie rządzić krajem. Mimo tego, te niewielkie zmiany w jego charakterze, trochę mnie zabolały, ale rozumiem, ze jak król musiał w sobie pewne "ludzie cechy", czy stosunek do życia" nieco zmienić. Oczywiście nadal całym sercem kocham tę postać i bardzo gorąco jej kibicuję w kolejnym tomie!

„-Tak słabo we mnie wierzysz?
-Wiara nie uratuje człowieka przed rzeczywistością.”

Bardzo podobało mi się, że autorka wysunęła na pierwszy tom postacie poboczne z pierwszego tomu i wprowadziła sporo nowych postaci. Na moje uznanie zasłużyła Imogena, była służka na zamku w Farthenwood, teraz szlachcianka i przyjaciółka Jarona. Jej gotowość do ocalenia młodego króla, kosztem własnego życia, życzliwość i troska, to cechy, które sprawiły, że bardzo ją polubiłam. Polubiłam również Motta, początkowo jednego z oprawców trójki sierot, a teraz jednego z najbliższych współpracowników księcia. Ta pozytywna zmiana tej postaci to było coś, obok czego nie mogłam przejść obojętnie! Jeśli chodzi o nowo wprowadzone postacie, to na pewno polubiłam Finka, młodego złodziejaszka, który mógłby być wierną kopią Sage z pierwszego tomu "Trylogii władzy".

Język, jakim posługuje się autorka jest tak samo wspaniały jak w tomie pierwszym.  Prosty i barwny, a przy tym niezwykle przejrzysty. Jak można się domyślać z charakterystyki króla Jarona, powieść ocieka humorem i ironią, które dodają powieści uroku  i sprawiają, że książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Podobnie, jak w tomie pierwszym autorka skupiła się na wewnętrznych perypetiach i przemyśleniach głównego bohatera, co moim zdaniem jest zdecydowanie na plus. Dodatkowo, taki zabieg znacznie ubarwia powieść, bo przemyślenia głównego bohatera są naprawdę oryginalne i czasem potrafią naprawdę sprawnie wbić w fotel Czytelnika z uśmiechem na ustach. A dialogi bohaterów zostały napisane tak, aby wywoływać na twarzy Czytelnika szeroki uśmiech. Dodatkowo niezwykle barwny język w połączeniu z wartką akcją i świetnie poprowadzoną fabułą, tworzy naprawdę świetnie skonstruowaną powieść! Można więc śmiało powiedzieć, że autorka "odwaliła" kawał naprawdę dobrej roboty!

„- (...) O ile mi wiadomo, w Carthyi czeka młoda księżniczka, która ma obowiązek poślubić króla, ktokolwiek by to był. Podobno jest bardzo ładna.
- Ale ty jesteś bardzo brzydki. Zlituj się nad swoimi dziećmi. Nawet uroda księżniczki tego nie zrównoważy.”


Podsumowując, "Król uciekinier" to książka, która według mnie jest nieco słabsza od pierwszego tomu, ale nie mogę powiedzieć, że żałuje straconego na nią czasu. Przeciwnie, bardzo mi się podobała, choć nie tak bardzo, jak tom pierwszy. I całym sercem mogę ją polecić! Dla kogo? Przede wszystkim dla ludzi, którzy nie mają obaw przed sięgnięciem po drugi tom serii. Miłośnikom naprawdę dobrze skonstruowanych powieści, w których roi się od niezwykłych i oryginalnych postaci! Jeśli chcecie miło spędzić czas przy lekturze, która wciąga i która czyta się naprawdę lekko to "Król uciekinier" będzie doskonałym wyborem!

Polecam serdecznie!
Moja ocena: 8/10. :)

środa, października 03, 2018

TAG książkowy

TAG książkowy


Hej kochani!

 Dziś mam coś, co na moim blogu jeszcze się nie pojawiło, mianowicie TAG. Uznałam, że nadeszła pora, aby to zmienić, dlatego dziś serdecznie zapraszam Was na mój TAG i proszę koniecznie napiszcie mi, jakie są Wasze odpowiedzi w komentarzu! :)

muzyczka:




Lubię postacie przede wszystkim realistyczne obdarzone osobliwym urokiem, jakim jest sarkazm. Postacie inteligentne, które umieją walczyć o swoje i są otwarte na ludzi/ nowe możliwosci. Cenię sobie bohaterów, którzy wyróżniają się na tle innych i mają złożone charaktery. Jeśli chodzi o płeć głównego bohatera, to, co ostatnio zauważyłam, zdecydowanie wolę postacie męskie. Wydaje mi się, że są oni znaczenie bardziej rozbudowani niż postacie kobiece, które przy zestawieniu ich obok siebie wypadają dosyć słabo. Oczywiście ten bohater to nie może być jakieś chucherko, ale nie musi też reprezentować postawy wielkiej góry mięśni i tłuszczu. Zwinny i sprytny o pociągającej twarzy z szelmowskim błyskiem w oku. Nie zaszkodzi też, żeby miał jakąś mroczną przeszłość, ale to nie jest wymagane. :) Dobrymi przykładami mojego typu bohatera są: Sage, bohater powieści "Fałszywy książę" Jennifer A.Nielsen, Daniel z "Cienia wiatru" Zafona, Lazlo Strange z "Marzyciela" pióra Laini Taylor, Antoni z "Madame" Libery oraz Raffe z "Angelfall" Susan Ee, oczywiście poza nimi jest jeszcze wielu bohaterów, którzy podpadają pod moją kategorię lubienia danego typu bohatera.


Moim idealnym książkowym uniwersum byłaby Norwegia z czasów "Sagi o Ludziach Lodu" Margit Sandemo. Niezwykły klimat, tak pieczołowicie dopracowany przez autorkę daje obraz cudownego świata, gdzie prawda miesza się z mitem, a dawne i prastare obyczaje nabierają mocy. To wszystko razem tworzy naprawdę świetną mieszankę ze szczyptą romansu i norweskich baśni.


Kiedyś powiedziałabym, że wolę serie od jednotomówek, ale ostatnio zmieniłam to nastawienie i przerzuciłam się na powieści jednotomowe bądź dylogie. Myślę,że powieści jednotomowych  jest znacznie więcej, a co za tym idzie jest wiele książkowych światów i nowych bohaterów. To z kolei daje mi jeszcze więcej przyjemności z czytania. Dodatkowo mam tę świadomość, że do powieści jednotomowej mogę w każdej chwili wrócić, mogę ją postawić na półce,bo jeden tomik zajmie znacznie mniej miejsca niż cała seria. A do tego nie ucierpi na tym zbytnio mój portfel. :)


Mam kilku ulubionych autorów, ale na czołówkę wysuwają się Sandemo Margit autorka "Sagi o Ludziach Lodu" i Carlos Ruiz Zafon, znany na całym świecie za sprawą cyklu "Cmentarza Zapomnianych Książek".
Margit Sandemo potrafi wykreować cudowny świat pełen norweskich wierzeń i baśni. I kocham ją właśnie za ten specyficzny klimat.
Carlos Riuz Zafon to pisarz, który potrafi czarować słowem. Tworzy niesamowicie realistycznych bohaterów, a miejsce akcji jego powieści,czyli magiczna Barcelona to dla mnie najpiękniejsze miasto książkowe. Zafona albo się kocha za kunszt pisarski,albo nienawidzi. Ja na szczęście zaliczam się do tej pierwszej kategorii.


Bardzo chętnie porozmawiałabym z Lazlo Strange'm z "Marzyciela". Z pewnością opowiedziałby mi historię tak realistyczną a jednocześnie niemożliwa jak "Baśnie tysiąca i jednej nocy". Z kowalem słów, jakim jest ten cudowny bohater, mogłabym rozmawiać na każdy temat i pewnie nawet nie zauważyłabym, że dzień przeszedł w noc.
Bardzo chętnie porozmawiałabym również z Ablem,bohaterem "Baśniarza" Antoni Michaelis, z tą różnicą, że rozmowa z nim ograniczyłaby się do bardziej przyziemnych spraw.


Siłą sprawczą jest tu głownie niezwykły klimat powieści i fabuła, która wbija w fotel oraz oryginalni bohaterowie. Dużą rolę dogrywa też kunszt pisarski autora. Do książek wracam tylko jeśli naprawdę bardzo mocno zapadły mi w pamięć, zostawiły po sobie ślad na moim czytelniczym sercu- muszą być dla mnie wyjątkowe.


Układam je według kilku kategorii.Serie układam zawsze razem, obok siebie. Układam je wielkościowo i według koloru grzbietów, tak, żeby do siebie pasowały. Zwracam też uwagę na grubość danej pozycji.


Przyznam to ze smutkiem, zauważyłam, że o pozycjach takich jak: "Baśniarz", "Dopóki śpiewa słowik" autorstwa Antoni Michaelis oraz "Trylogii władzy" Jennifer A. Nielsen mówi się wyjątkowo mało, a to wielka szkoda, ponieważ są to naprawdę niezwykłe książki.


Tak, mam ich kilka, a nawet powiedziałabym dosyć sporo.

1.Do każdej książki w formie fizycznej wybieram starannie dopasowaną zakładkę z motywem nawiązującym do powieści lub pasującej kolorystycznie.
2. Moimi ulubionymi miejscami do czytania są moje łóżko i miękki dywan.Uwielbiam chwile,kiedy mogę sobie po prostu usiąść z kubkiem kawy w dłoni i poczytać. To moje ulubione chwile dnia.
3. Najbardziej lubię czytać wieczorem, albo o poranku przy mojej książkowej lampie (która jest tylko do celów czytelniczych!!!). Lubię tę chwilę, gdy zapada zmroki i wyłażą pierwsze cienie zwiastujące nadejście nocy. Wówczas mogę spokojnie wczuć się w książkowy klimat- każdej- powieści! Analogicznie to samo odnosi się do poranków, a panująca wówczas słodka cisza dodaje swoistego uroku mojej "kontemplacji" danej powieści.
4. Czytam zwykle przy muzyce, co można zresztą zauważyć przy piosenkach, które wstawiam przy każdej recenzji, jednak nie pogardzę te ciszą (patrz punkt 3).
5. Zabieram ze sobą książki dosłownie wszędzie!
6. Zaznaczam ulubione cytaty i fragmenty.


Zaczęłam czytać już na początku podstawówki, ponieważ książki zawsze bardzo mnie fascynowały. Kocham książki, ponieważ pozwalają odkrywać zupełnie nowe spostrzeżenia na otaczającą nas rzeczywistość,a przy tym ubogacają słownictwo. Dzięki nim można przeżyć tysiąc przygód na każdej karcie powieści. Czy muszę dodawać coś więcej? :)

To tyle, oto moje 10 odpowiedzi na książkowy TAG.Koniecznie dajcie znać, czy tego typu posty Wam się podobają i napiszcie mi  w komentarzu, jakich odpowiedzi Wy byście udzielili! Bardzo jestem ciekawa.:)

Buziole!

poniedziałek, października 01, 2018

Książki, które chcę przeczytać w październiku

Książki, które chcę przeczytać w październiku

 Hejka!

muzyczka:


Oficjalnie od dziś rozpoczął się październik, dlatego postanowiłam przygotować sobie listę książek, które chcę w tym miesiącu przeczytać. Ograniczyłam się do takiej TOP 5 z racji braku czasu z powodu przygotowań do zbliżającej się wielkim krokami matury w czerwonych butach. :) Mam wielką nadzieję, że znajdę czas, aby zapoznać się z tymi wspaniałymi pozycjami.:D Tak więc bez zbędnych przedłużeń, zapraszam!

1."Lato koloru wiśni"- Carina Bartsch



"Emely, obdarzona odrobinę sarkastycznym poczuciem humoru studentka literaturoznawstwa, szczerze cieszy się z przeprowadzki jej najlepszej przyjaciółki do Berlina. Nie wie jeszcze, że szalona Alex zamierza zamieszkać w mieszkaniu swojego brata, przystojnego, szmaragdowookiego bruneta, z którym Emely łączą niemile wspomnienia. Na szczęście wkrótce dziewczyna otrzyma romantyczny mail od tajemniczego wielbiciela..."

2."Bez serca"- Marissa Meyer



"Na długo przed tym, zanim została postrachem Krainy Czarów – niesławna Królowa Kier – była tylko dziewczyną pragnącą się zakochać. Catherine ma talent do pieczenia i wraz ze swoją przyjaciółką chce otworzyć piekarnię, by zaopatrywać Królestwo Kier przepysznymi plackami i innymi słodyczami. Jednak jej matka uważa, że to niedopuszczalne dla młodej kobiety, która mogłaby zostać kolejną Królową. Na królewskim balu, na którym wszyscy oczekują, że król oświadczy się Cath, dziewczyna poznaje Jesta, przystojnego i tajemniczego błazna. Po raz pierwszy czuje, że to prawdziwe zauroczenie. Ryzykując obrazę Króla i wściekłość swoich rodziców, Cath i Jest adorują się w tajemnicy. "

3."Dożywocie"- Marta Kisiel



"Początkujący pisarz dziedziczy dom razem z zamieszkującymi go dożywotnikami. Wszystko mogłoby być pięknie, gdyby nie fakt, że w gotyckiej willi znajduje: naiwnego anioła, rozmiłowanego w gotowaniu morskiego potwora, widmo romantycznego poety, cztery utopce, kotkę o bardzo ostrych pazurach oraz dziwnego królika! Jeden człowiek nie podoła tej ferajnie – szaleństwo czai się za progiem!"

4."Żniwiarz Pusta Noc"- Paulina Hendel



"Mówią, że demony, zabobony i czary odeszły już do przeszłości. Czy na pewno?
Na pierwszy rzut oka Magda jest zwykłą dwudziestolatką. Czas wypełnia jej praca w małej księgarni oraz obowiązki domowe. To jednak tylko pozory, gdyż w wolnych chwilach, zamiast spotykać się z rówieśnikami, Magda tropi upiory rodem ze słowiańskich wierzeń. Z krainy umarłych ucieka najpotężniejsza istota, z jaką żniwiarze kiedykolwiek musieli się zmierzyć. Tymczasem między Magdą a Mateuszem, tajemniczym chłopakiem, który niedawno wprowadził się do miasteczka, zawiązuje się nić sympatii. Dziewczyna pokazuje Mateuszowi świat słowiańskich wierzeń, nie mając pojęcia, że już wkrótce ona i jej przyjaciele znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie."

5."Osobliwy dom Pani Peregrine"- Ransom Riggs



"Wywołująca dreszcz emocji i grozy opowieść o domu sierot na tajemniczej wyspie, zamieszkiwanym niegdyś przez równie tajemnicze dzieci. Szesnastoletni Jakub, którego dziadek był jednym z nich, przyjeżdża na wyspę, żeby za wszelką cenę odkryć przeszłość dziwnego, zniszczonego domu i jego małych mieszkańców. Czy Jakub zmierzy się z potworami ze swoich snów? Czy osobliwe dzieci ze starych fotografii pokazywanych przez dziadka naprawdę istniały? Co jest bajką, a co prawdą? Co jest faktem, a co urojeniem?"


To tyle. Czy ktoś z Was słyszał o którejś z podanych książek? Proszę napiszcie w komentarzu!

Bye,bye! :)




niedziela, września 30, 2018

Czytelniczy Wrzesień

Czytelniczy Wrzesień


HEEJ :)

Pod względem czytelniczym Wrzesień był bardzo udanym miesiącem. We wrześniu przeczytałam 12 książek, co mnie szczerze aczkolwiek pozytywnie zaskoczyło- bo w końcu przygotowuje się do matury, więc skąd taka ilość? No cóż dla mnie oznacza to tylko jedno, to potwierdzenie tego, że bez książek nie mogę po prostu żyć. Moja potrzeba czytania to coś w rodzaju oddychania. Książki są moim tlenem, moim życiem i kocham je za to. :) A więc do rzeczy. 

muzyczka:

książek :)


1. "Wszechświat kontra Alex Woods" - Gavin Extence  <recenzja>


To była moja ostatnia książka minionych wakacji i zarazem pierwsza, dzięki której powoli zaczęłam oswajać się z myślą, że wakacje już minęły...

2."Harry Potter i komnata tajemnic"- J.K.Rowling
To była książka z którą rozpoczęłam już swój ostatni rok szkolny, a więc i klasę maturalną. A przygody młodego Czarodzieja nadają się do tego idealnie- Harry spędza swój rok szkolny w Hogwarcie, zaś ja w liceum.:)

3 i 4.  "Malowany Człowiek Księga 1 i 2"- Peter V. Brett


"Malowany Człowiek to pierwsza cześć cyklu składającego się z 9 tomów. Postacie, jak i główne wątki są w gruncie rzeczy przez cały czas takie same, dlatego też zrecenzuję tą serię jako całość. Powiedzmy sobie szczerze, ciężko byłoby pisać w kółko o tych samych bohaterach aż 9 razy. :)

5."Z Popiołów"- Martyna Senator: <recenzja>
6. "Z otchłani"- Martyna Senator: <recenzja>
7."Z nicości"- Martyna Senator: <recenzja>


8. "Szaławiła"- Marta Kisiel


"Szaławiła" była króciutkim opowiadaniem, dla mnie pełniącym rolę wprowadzenia do dylogii "Dożywocie", którą zamierzam przeczytać w październiku i która na pewno będę recenzować. 

9. "Proces"- Franz Kafka


"Proces" był moją szkolną lekturą na ten miesiąc i szczerze mówiąc w ogóle nie wpasował się w mój gust czytelniczy i też średnio mi się podobał. Dlatego też nie miałam zamiaru recenzować tej książki.

10. "Cień wiatru"- Carlos Ruiz Zafon <recenzja>


Tę książkę zabrałam ze sobą na kilkudniowy wyjazd do Czech i tak jak się spodziewałam,  Zafon okazał się świetnym towarzyszem podróży.  Recenzję z "Cienia wiatru" pisałam już jakiś czas temu, dlatego zainteresowanych tam odsyłam.

11. "Fałszywy książę"- Jennifer A. Nielsen <recenzja>


12. "Król uciekinier"- Jennifer A. Nielsen



Recenzja z tej książki pojawi się niebawem, przypuszczalnie lub w piątek/sobotę- już w październiku!


Zdecydowanie "Fałszywy książę"- Jennifer A. Nielsen


"Proces"- Franz Kafka

Choć znajduję czas na czytanie to niestety gorzej z pisaniem. Powód jest bardzo prosty: ja nie mam czasu... Wiem, to banalne, dlatego cieszę się, że udało mi się zrecenzować te wyjątkowe pozycje tego miesiąca. Jestem szczerze zdumiona ich ilością. I nastraja mnie to bardzo pozytywnie, bo wiem, że w kolejnych miesiącach nie będę mogła pozwolić sobie na tak dużą ilość czytania jakbym chciała, bo chcę jak najlepiej zdać maturę i dostać się na wymarzone studia. Recenzje będą się pojawiać, ale niestety nie będzie ich tak dużo. Oczywiście, zapewniam, przysięgam  pisać będę, bo jak wspominałam na początku- nie mogę bez tego żyć, bez pisania o książkach, które kocham moją wielką miłością.


Do zobaczenia! :)


Copyright © 2016 "Z dziennika ksiązkoholiczki" , Blogger