Z Dziennika Książkoholiczki

Strony

  • Strona główna
  • O mnie
  • KSIĄŻKI
  • Kącik serialowy
  • ZESTAWIENIA
  • Kontakt i Współpraca

14 lipca

"Oddam Ci słonce"- Jandy Nelson

Sięgając po Oddam Ci słońce spodziewałam się w pewnym sensie czegoś innego, niż to co otrzymałam, nie oznacza to jednak, że ta powieść mi się nie spodobała. Brakowało mi szerszego rozwinięcia innych wątków, kwestia bliźniaczego konfliktu również pozostawała wiele do życzenia. Niemniej jednak pasja do sztuki, jaką ta książka zawiera jest czymś niesamowitym i kierowana miłością do sztuki, postanowiłam dać powieści Jandy Nelson szansę - i ostatecznie, nie mogę powiedzieć o tej książce niczego złego, z wyjątkiem pewnych wybrakowań i mankamentów. To po prostu dobra, powieść, jednak nie ujęła mnie w takim stopniu, w jakim bym sobie życzyła.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Noah i Jude byli niegdyś nierozłączni, bliźnięta, jedyni, niepowtarzalni i utalentowani artystycznie. Różniły ich jednak skomplikowane charaktery, Jude- niepokorna i odważna buntowniczka, Noah- uczuciowy, skryty, pozostający w cieniu głośnej siostry. Akceptacja i miłość, które ich łączyły zniknęły w obliczu nieuniknionej katastrofy tworząc między rodzeństwem mur. Aby znów mogli stać się jednością, obydwoje muszą zajrzeć wgłąb siebie.
Oddam Ci słońce wbrew moim oczekiwaniom co do jej wybitności okazała się być po prostu dobrą książką, taką, którą można przeczytać, jednak nie zapada ona w pamięć. Nie ukrywam,  że zwyczajnie po tylu rewelacyjnych opiniach z jakimi się zetknęłam, spodziewałam się, że ta powieść mnie zaskoczy- tak się jednak nie stało. Możliwe, że gdyby nierażące mnie mankamenty, ta powieść bardziej by mi się spodobała, jednak niestety przeszkadzały mi one na tyle, że nie jestem w stanie wypowiedzieć się o niej w bardziej przychylny sposób.

Fabuła tej książki stanowi jeden z plusów, jaki udało mi się odkryć w książce Jandy Nelson, jest to wielotorowość narracji - część wydarzeń Czytelnik poznaje z perspektywy trzynastoletniego Noah, który opowiada o wydarzeniach z przeszłości, natomiast drugą część z perspektywy szesnastoletniej Jude snutej w czasie teraźniejszym. Zabieg różnych pod względem czasowym narracji, jak również ich wzajemne przeplatanie się jest o tyle ciekawy, że zetknęłam się z takim sposobem snucia fabuły po raz pierwszy, i muszę przyznać, że jest to niezwykle kreatywny chwyt. Co więcej, bliźnięta oddają sobie głosy w taki sposób, aby stopniowo doprowadzić Czytelnika do punktu kulminacyjnego, czyli nieuchronnej tragedii, co potęguje napięcie towarzyszące czytaniu. Jednak sama fabuła, poza aspektem narracyjnym, jest w gruncie rzeczy przewidywalna aż do bólu, co pod koniec nieco psuje satysfakcję z tej książki.

"Kiedy spotykasz pokrewną duszę, to tak jakbyś wszedł do domu, w którym już kiedyś byłeś - rozpoznajesz meble, obrazy na ścianach, książki na półkach, zawartość szuflad: znalazłbyś tam drogę nawet po ciemku."

Oddam Ci słońce zawiera bardzo znikomą ilość akcji, przez co przez pewien czas podczas lektury nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nieustanne maglowanie przeszłości przez Noaha i niekiedy przez Jude, było szalenie irytujące - przeżywana przez nich żałoba pomimo upływu lat nadal trwała, jak gdyby czas zatrzymał się w miejscu i dominowała ich codzienność generując coraz to nowsze wyrzuty sumienia. Z tego powodu przez dłuższy czas miałam wrażenie, że tak naprawdę w całej tej powieści nie dzieje się nic poza roztrząsaniem tragicznych wydarzeń, co było niekiedy nużące.

Klimat tej książki zdecydowanie zasługuje na uwagę ze względu na głęboko zakorzenioną w powieści miłość do sztuki, jaką przejawiają bliźnięta. Powieść Jandy Nelson jest głęboko przesiąknięta sztuką - malarstwem Noaha i rzeźbami Jude, a niemal na każdej stronie można dostrzec, jak wielką rolę odgrywa ona w życiu ich dwojga. Jednak o tyle o ile artyzm uwydatniony został na każdej stronie tej książki - nawet same emocje bohaterów znajdują odzwierciedlenie w ich sztuce, to jednak zabrakło mi elementów zaskoczenia, które wywoływałyby efekt WOW, przez co nawet, gdy dotarłam do punktu kulminacyjnego nie odczuwałam żadnego zdumienia. Z tego też powodu, jak wspominałam wcześniej, akcja tej książki momentami była przerażająco schematyczna, a przez to zupełnie nieciekawa i nijaka.

"Oddałam za ciebie właściwie cały świat - mówię, wchodząc przez drzwi frontowe do własnej historii miłosnej. - Słońce, gwiazdy, ocean, drzewa, wszystko za ciebie oddałam."

Oddam Ci słońce to powieść absolutnie wyjątkowa pod względem językowym. Na każdej stronie oprócz nieskrywanej miłości do sztuki, uwydatnia się także sfera ogromnej wrażliwości pisarki. Proza Jandy Nelson wypełniona jest po brzegi alegoriami i metaforami, a wszelka forma sztuki to odbicie palety przeróżnych emocji bohaterów - nie tylko ich wiecznych wyrzutów sumienia. Styl Nelson jest niezwykle barwny i bogaty, wyraźnie widać, iż pisarka ma wielki potencjał językowy. Uwielbiam tak skonstruowany język powieści - nieprzesadny w prostocie, ale niesamowicie ekspresyjny.

Bohaterowie powieści Oddam Ci słońce raczej nie przypadli mi do gustu, z pewnością nie na tyle, bym po odłożeniu czytnika odczuwała dojmującą tęsknotę za nimi. Urzekła mnie jednak ich skomplikowana i realistyczna kreacja, a także dynamika ich osobowości. Uwielbiam, gdy bohaterowie książek w trakcie fabuły dojrzewają, ewoluują, a Noah i Jude zdecydowanie się do takich zaliczają. Nie zmienia to jednak faktu, że nie potrafiłam się do nich w żaden sposób szczególnie przywiązać. Niemniej jednak ukazany między nimi kontrast charakterów, a także pewne nieco dziwaczne obsesje, jakie miało każde z bliźniąt, sprawiło, iż były to postacie bardzo ciekawe i nietuzinkowe - paradoksalnie wręcz właśnie przez ową skrajność charakterów. Przyznam jednak, że brakowało mi w samej konstrukcji postaci elementu, który sprawiłby, że byłabym w stanie autentycznie ich polubić, a szkoda.

Reasumując, Oddam Ci słońce to zdecydowanie nie najgorsza powieść, raczej mocno wybrakowana - na tyle, że nie jestem w stanie ocenić jej zbyt wysoko. A szkoda, bo gdyby dopracować pewne niedociągnięcia, prezentowałaby się znacznie lepiej. Jako miłośniczka sztuki, zdołałam cieszyć się tą lekturą, jednak nie na tyle, abym była nią w pełni usatysfakcjonowana.
Oddam Ci słońce to powieść, której zdecydowanie nie polecam. Jednakże miłośnicy sztuki z pewnością znajdą w niej coś dla siebie. Uprzedzam jednak, tą pozycję trzeba sobie dawkować-aby nie umrzeć z nudy od opisywanych tam wyrzutów sumienia czy kłębów chmur burzowych pomalowanych na kolorowo.

Moja ocena: 4/10.:)
Czytaj dalej »
on 14 lipca 21
Podziel się!
Etykiety
dla nastolatków, obyczajowe, sztuka, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

09 lipca

Podsumowanie czerwca 2020

Czerwiec upłynął mi nadzwyczaj szybko - głównie z powodu sesji i nim się obejrzałam, rozpoczęły się wakacje. Bardzo przyjemnie wspominam pierwszy rok studiów i jestem pewna, że w październiku powrócę na Uczelnię z uśmiechem na ustach. Czerwiec spędziłam pod wielkim znakiem sesji - nauki, dogrywania szczegółów prac i innych studenckich detali, o zajmowaniu się mieszkaniem nie wspominając. Z tego też powodu, mogę powiedzieć, że był to bardzo pracowity miesiąc, a co za tym idzie na czytanie czegokolwiek poza własnymi notatkami raczej nie miałam czasu. 

MELODIA DO WPISU:
Przed sesją udało mi się przeczytać kilka ostatnich lektur, z jakimi chciałam się zapoznać przed egzaminami. Później w celach odprężających sięgnęłam po Ocalało tylko serce Klaudii Bianek, którą wspominam bardzo ciepło. W trakcie sesji dla relaksu rozpoczęłam lekturę Słońce też jest gwiazdą Nicoli Yoon, ale zdecydowanie nie była to powieść wysokich lotów. Po zakończonej - zdanej pięknie sesji, powróciłam do zaczętej już jakiś czas temu książki, Oddam Ci słońce Jandy Nelson, a jej lekturę zakończyłam stosunkowo niedawno, dlatego jest to książka raczej przełomu czerwiec-lipiec niż sam czerwiec. Generalnie więc pod względem czytelniczym, czerwiec mogę uznać za udany.:)
  1. Dafnis pod drzewem bobkowym, Samuel Twardowski,
  2. Iwona, Księżniczka Burgunda, Witold Gombrowicz,
  3. Ocalało tylko serce, Klaudia Bianek<recenzja>
  4. Słońce też jest gwiazdą, Nicola Yoon <recenzja>
  5. Oddam Ci słońce, Jandy Nelson <recenzja>
  • Ocalało tylko serce Klaudii Bianek
Ta książka niewątpliwie na to zasługuje, lekka proza Bianek pozwoliła mi się cudownie odprężyć i znaleźć czas na myślenie wyłącznie o literaturze, jaką lubię. Mam wielką nadzieję, że kolejne powieści Bianek również okażą się tak dobre, gdyż "Ocalało tylko serce" niewątpliwie zapada w pamięć.
Pod tytułem "najgorszej książki miesiąca" ciężko jest mi umieścić jakąkolwiek pozycję, toteż tę kategorię pozostawię bez odpowiedzi.


CO W LIPCU?

Szczerze mówiąc, nagle zyskałam o wiele większą ilość wolnego czasu, zatem zamierzam w większej części poświęcić go na czytanie, zwłaszcza tych pozycji, na które wcześniej  nie miałam czasu. Z natury jestem osobą uporządkowaną, jednak lubię spontaniczność, na lipiec mam już zaplanowanych kilka tytułów, jednak znając mnie wyjdzie ich o wiele więcej - dlatego kierując się  tą spontaniczną częścią mojej osobowości, zapisuję tylko te wybrane, aby mieć niespodziankę. A oto one :):
  1. Oddam Ci słońce, Jandy Nelson,
  2. Życie szaleńca i inne opowiadania - opowieści japońskie Akutagawa Ryunoske,
  3. Dzieci Edenu, Joey Graceffa,
  4. Elity Edenu, Joey Graceffa,
  5. Dzieci ze schowka, Ryu Murakami,
  6. Gąsienica, Rampo Edogawa,
  7. Kolizja McKimberly (jeśli w końcu uda mi się ją dorwać w UJotowskiej biblioteczce). :)


Czytaj dalej »
on 09 lipca 17
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, zapowiedz
Nowsze posty
Starsze posty

08 lipca

"Słońce też jest gwiazdą"- Nicola Yoon

Literatura opatrzona etykietką "obyczajówki" zawiera w sobie pakiet odstresowywacza - jej humor i zwyczajowo lekka tematyka pozwalają mi się cudownie odprężyć. I choć po ten gatunek sięgam stosunkowo rzadko, to jednak w gorącym okresie sesji sprawdził się znakomicie. O najnowszej powieści Yoon usłyszałam już dobre kilka lat temu, przeczytałam wówczas Ponad wszystko i obiecałam sobie, że jeśli kiedyś trafię na inną pozycję tej autorki, to z pewnością ją przeczytam. Słońce też jest gwiazdą zdecydowanie nie jest pozycją, którą określiłabym mianem 'białego kruka', jednak z pewnością pozwoliła mi się ona zrelaksować i to w najlepszy możliwy sposób.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE: 
Natasha jest nielegalną imigrantką, mieszkającą w USA od ósmego roku życia. Jednak w skutek nieszczęśliwego wypadku ojca dziewczyny, rodzina zostaje zmuszona do natychmiastowej deportacji na rodzinną Jamajkę. Natasha jednak nie zamierza się poddać, nie chce opuszczać Stanów i pragnie podjąć tam studia. Niezwykły zbieg okoliczności sprawia, że w urzędzie do spraw imigracyjnych, dziewczyna spotyka Daniela Won Bae. Mężczyzna jest zafascynowany dziewczyną, dodatkowo wierzy w przeznaczenie, jego celem staje się więc rozkochanie w sobie pragmatycznej Natashy, mimo iż to jej ostatni dzień pobytu w USA.
Mając już za sobą pierwsze spotkanie z twórczością Yoon, wiedziałam mniej więcej, czego mogę się spodziewać, nie oczekiwałam bowiem prozy wybitnej, ale właśnie lekkiej i relaksującej. Słońce też jest gwiazdą zaskoczyło mnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bowiem takiego obrotu spraw, jaki miał miejsce zwyczajnie się nie spodziewałam. Nicola Yoon to jedna z tych pisarek, o których ciężko zapomnieć - niebanalna tematyka oraz niezwykle przystępny styl pozwalają zapomnieć o ciężkim, czy też stresującym dniu. 

Słońce też jest gwiazdą to ciekawie skonstruowana powieść pod względem fabularnym. Choć gatunkowo powieść Yoon plasuje w kategoriach książek o tematyce romantycznej, to w tym przypadku wątek ten nie stanowi fabularnego tła, co więcej nie jest wcale taki oczywisty. Yoon przedstawiła w niej pewien sposób rodzaj gry z Czytelnikiem, o to czy racjonalizm wygra z emocjami, z uczuciami. Bohaterowie tej książki są kompletnymi przeciwieństwami i prowadzona przez nich gra została skonstruowana w taki sposób, aby Czytelnika zabawić szeregiem niespodziewanych wyznań, nieoczekiwanych wzlotów i upadków, jakie spotykają Daniela i Natashę. Dodatkowo Nicole Yoon zawarła w tym dziele również motywy kulturowe, jak chociażby konserwatywność koreańskiej rodziny Bae i ich nietolerancję na dziewczyny, kobiety nie będące Koreankami. 

Słońce też jest gwiazdą to powieść nietuzinkowa pod wieloma względami, dotyczy to także samej akcji powieści. Jestem pewna, że zasadniczym celem Yoon było uświadomienie Czytelnikowi, jak wiele aspektów życia może ulec przemianie w zaledwie jeden dzień, tyle bowiem trwa akcja tej książki. Ukazuje ona całą paletę najróżniejszych emocji, wrażeń oraz uczuć, które mogą ogarnąć człowieka w ciągu jednego dnia, bowiem jeden dzień może odmienić wszystko. Emocje, ścieranie się racjonalizmu z uczuciami, lęk i nadzieja, to aspekty stanowiące o prędkości akcji, jej niesamowicie mocny budulec, gwarantujący, że powieść wciągnie już od pierwszej strony.

Tym, co najbardziej zachwyciło mnie w powieści Yoon jest jej oryginalność, autorka pozwoliła sobie na śmiałość i bezpośredniość, przy tym świetnie bawiąc się pojęciami "konserwatyzmu", "tolerancji rasowej" czy wyborów dróg życiowych, w tym przypadku faktu deportacji czy też wyprowadzki z rodzinnego domu i podjęcie wymarzonych studiów. Yoon odsłania przed Czytelnikiem fakt, iż wszelkie kwestie sporne tak naprawdę nie mają znaczenia bo liczy się to, aby przeżyć swoje życie w taki sposób, aby później nie żałować. Lekki klimat pozwala bezdyskusyjnie odprężyć się podczas lektury, jednak pozwala także uświadomić sobie pewne ważne w życiu kwestie, bowiem realizm tej książki naprawdę chwyta za serce.

Styl Nicole Yoon łączy w sobie spontaniczną bezpośredniość i prostotę języka z brutalnym realizmem. Autorka stara się bowiem uświadomić Czytelnikowi, że nieważne są konwenanse, liczy się, aby spełniać swoje pasje. Co ciekawe, posłując się zupełnie różnymi typami charakterów bohaterów książki, Yoon sprytnie prowadzi do ścierania się poglądów ze sobą, ten kontrast sam w sobie stanowi dobry chwyt językowy i pozwala zapomnieć o znudzeniu. W tym sensie możnaby pokusić się o zarzucenie Yoon szablonowości, jaką widać w powieściach młodzieżowych, jednak nie do końca byłoby to właściwe określenie. Autorka bardzo zgrabnie unika schematyczności wplatając w książkę rozdziały poświęcone zupełnie nieznanym bohaterom osób, tak aby urozmaicić wypowiedzi Daniela i Natashy. To bardzo trafny zabieg, który ubogaca powieść i przydaje kolorytu.

Jak wspominałam wyżej, Yoon stara się wyjść poza schematyczną sferę wrzucając do fabuły często przypadkowe postacie, tym samym zaludniając powieść i wypełniając jej tło szeregiem nowych postaci, jak chociażby recepcjonistkę czy maszynistę pociągu. Jednak ponieważ główne role grają Natsha i Daniel nie mogłabym o nich nie wspomnieć. Jak podkreślałam, to dwa kompletne przeciwieństwa, w każdym tego słowa znaczeniu, których połączyło "przeznaczenie". Natasha to postać zaskakująco pragmatyczna, nie dająca wiary w żadne uczucia. Z tego powodu, często miałam wrażenie, jakby jej wypowiedzi były rażąco rozsądne, przesycone logiką i chłodnym racjonalizmem, słowem suche, a przez to jej postać wydawała mi się troszkę nijaka i zarazem irytująca. Pokochałam natomiast optymistycznego Daniela, poetę i romantyka, który swoją wrażliwą naturą ujął mnie już na samym początku. Postacie te możnaby przyrównać z dwoma przeciwstawnymi biegunami przyciąganymi za pomocą pola magnetycznego, i choć nie jest to może moja ulubiona para, to jednak sam sposób ich połączenia był ciekawy i oryginalny.

Słońce też jest gwiazdą to powieść zdecydowanie nie będąca tym typem literatury, który mogłabym określić mianem ambitnej, jednak jako "lekkie poczytadło" sprawdzi się rewelacyjnie. Yoon stworzyła lekką powieść, która może nie poruszyła tych czulszych stron serca, jednak z pewnością wywołała na mojej twarzy uśmiech i z tego względu będę ją miło wspominać.
Powieść Yoon ma zadanie przede wszystkim odprężające, i z tego względu polecam ją gorąco studentom przed/w trakcie lub po sesji. Słońce też  jest gwiazdą to powieść obyczajowa plasująca w delikatnie w kategoriach romansu, która niejednokrotnie wywoła uśmiech na twarzy i pozwoli zapomnieć, choć na chwilę o czekającym egzaminie z wymagającym profesorem. Serdecznie polecam!
Moja ocena: 8/10.:)
Czytaj dalej »
on 08 lipca 3
Podziel się!
Etykiety
klasyka dla nastolatków, obyczajowe, romans
Nowsze posty
Starsze posty

05 lipca

"Ocalało tylko serce" - Klaudia Bianek

Będąc już szczęśliwie po zdanej sesji, mogłam już spokojnie pozwolić sobie na regularność w blogowaniu - w końcu czekają mnie teraz trzymiesięczne wakacje! Po książkę Klaudii Bianek sięgnęłam zaraz na początku czerwca w celu przeczytania czegoś, co z całą pewnością mnie odpręży i zapewni kilka godzin dobrej rozrywki. Mając już za sobą pierwsze spotkanie z twórczością Klaudii Bianek w postaci książki zatytułowanej Jedyne takie miejsce, wiedziałam, że po dzieła tej pisarki mogę sięgać w ciemno - i faktycznie, gdyż Ocalało tylko serce to naprawdę mocno porywająca lektura!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
 Ocalało tylko serce to powieść o miłości, wybaczeniu i pogodzeniu się z samym sobą. Klara jest dziewczyną kreatywną i inteligentną z dużą dozą optymizmu, a jednocześnie zagubioną w świecie i niepewną. Skupia się na praktyczności i nie wierzy, że uda jej się znaleźć prawdziwą miłość. Aleksander to bohater, który ocalił już niejedno życie z narażeniem własnego, jednak cena, jaką za to zapłacił sprawiła, że nie ma już wiary ani nadziei na lepsze jutro. Wie, że na pytanie "czy było warto" istnieje tylko jedna prawidłowa odpowiedź, nieustannie jednak poszukuje kogoś, kto by go zaakceptował.
Pośród masy romansów i nagłaśnianych wszędzie powieści czysto erotycznych, te, które poruszają każdą strunę serca zdają się ginąć w mroku. Twórczość Bianek tak naprawdę jest mocno niedoceniana na tle innych powieści obyczajowych, a szkoda, ponieważ jej książki są naprawdę niesamowite - niesamowicie realistyczne, prawdziwe, bogate w emocje, co sprawia, że po przeczytaniu naprawdę ciężko jest wyrzucić je z głowy (i serca). Czytając prozę Klaudii Bianek niemożliwym jest nie zachwycić się jej stylem i pasją, a Ocalało tylko serce pozwala zdecydowanie bardzo pozytywnie naładować baterie w szary i smutny dzień.

Przyznam szczerze, że choć Ocalało tylko serce zdecydowanie nie wyłamuje się ze stereotypów pod względem romantycznym z happy endem, to jednak w tym przypadku nie ma to aż tak dużego znaczenia. Tak naprawdę rzadko kiedy wątek romantyczny zaskakuje - spotkałam się z tym tyle razy, że na tym etapie chyba nic mnie nie zdziwi. Klaudia Bianek posiada jednak pewien cudowny dar snucia fabuły i narracji w taki sposób, że powielana przez nią schematyczność zdecydowanie nie przeszkadza, bowiem o wiele ważniejsza jest treść książki. Tak jak w przypadku Jedynego takiego miejsca zachwyciła mnie autentyczność tej historii oraz przesłanie, jakie ta książka zawiera. Bowiem Ocalało tylko serce faktycznie jest opowieścią o miłości, jednak nie chodzi tutaj o miłość rozpalającą serce i zmysły, raczej o jej uzdrawiający charakter i cudowny wpływ, jaki ona wywiera nie tylko na bohaterów tej książki, ale przede wszystkim na Czytelnika. Klaudia Bianek oprócz wątku romantycznego skupia się o wiele bardziej na aspektach takich jak przebaczenie samemu sobie po przeżytej traumie, o sile samoakceptacji i wiary w siebie. Moc uczuć przelewa się przez tą książkę sprawiając, że wciąga ona od pierwszej strony, a oderwanie się od niej naprawdę graniczy z cudem.

Akcja książki skupiona jest na podłożu emocjonalnym bohaterów, zwłaszcza tajemniczej przeszłości Aleksandra Daliszewskiego. Klaudia Bianek manipuluje Czytelnikami osnuwając pewne kwestie mgiełką tajemnicy i niedopowiedzeń pozostając jednak w sferze uczuciowej, tym samym tworząc niesamowite tło emocjonalne dla historii i budując napięcie. Ocalało tylko serce urzeka i wciąga już od pierwszej strony, a tajemnicza i poniekąd bardzo bolesna przeszłość Aleksandra coraz bardziej intryguje, sprawiając, że nie można się od książki oderwać nawet na sekundę. Przyznam, że doprawdy niemożliwym byłoby pozostanie obojętnym po przeczytaniu tej książki, co więcej niemożliwym jest same przejście obok niej bez rzucenia na nią okiem- ta książka jest rewelacyjna!

Klaudia Bianek będąc z natury niezwykle wrażliwą pisarką, kreuje klimat bogaty w najróżniejsze emocje. To właśnie umiejętność niezwykle trafnego oddania emocji, nie tylko tych radosnych, lecz przede wszystkim właśnie bolesnych, sprawia, że ta powieść trafia wprost do serca Czytelnika. Moc uczuć i emocji wyzierających się z każdej strony tej książki nie tylko wywołuje napięcie podczas lektury, ale pozwala wyzbyć się również własnych negatywnych odczuć. Ocalało tylko serce to niesamowita powieść, której motywem przewodnim jest niezwykła uzdrawiająca z bolesnych wspomnień miłość. Naprawdę nie wyobrażam sobie, aby możliwym było przyjście obok niej zupełnie obojętne - to książka, którą chce się czytać, i która chce być przeczytana.

"Była dobrem, którego nigdy w życiu nie spodziewałbym się już spotkać. Była szansą na wyjście z mroku własnych lęków, uprzedzeń, kompleksów. Była nadzieją na kolejny lepszy dzień..."

Bohaterowie Bianek to postacie pozbawione sztuczności, czyli przede wszystkim realistyczne, mające swoje własne problemy. Dodatkowo koloryt emocji przesycający karty tej powieści sprawia, że postacie te nabierają jeszcze bardziej wyrazistych kształtów. Jeśli chodzi o bohaterów Ocalało tylko serce, warto wyróżnić tutaj ambitną Klarę i skrytego w sobie Aleksandra. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o tą dwójkę, to kocham te postacie z całego serca! Klara to kreatywna i ambitna studentka oraz malarka, z którą śmiało mogłabym się utożsamić pomijając fakt, że jej domeną są przedmioty ścisłe, to jednak dzielimy fascynację sztuką. Jej niegasnący optymizm dodawał powieści optymistycznego wydźwięku i kontrastował z ponuractwem wiecznie przybitego Aleksandra. Z kolei on jest wielkim przeciwieństwem Klary w każdym tego słowa znaczeniu - to człowiek, który utracił wszelką nadzieję i pod maską obojętności skrywa uczuciowego mężczyznę. Uwielbiam tą parę, chociaż porównując ich z Alanem i Leną, to zdecydowanie wybrałabym Alana.

Język, jakim operuje Klaudia Bianek odznacza się przede wszystkim lekkością. Pisarkę cechuje olbrzymia wrażliwość na ludzką niesprawiedliwość, co znajduje odbicie w powieści zawierającej mnóstwo empatii, ale przede wszystkim zrozumienia - nie litości, czy współczucia. Wartka akcja w połączeniu z lekkim i przystępnym stylem sprawia, że powieść właściwie czyta się sama, i co więcej trafia wprost do serca Czytelnika!

Ocalało tylko serce, to powieść, która zachwyca i cieszy serce. Kolejna przeczytana powieść tej autorki uświadomiła mi, że po książki Klaudii Bianek mogę sięgać śmiało wiedząc, że się nie zawiodę. Po zdanych egzaminach, w końcu mam trzymiesięczne wakacje, a po roku studiowania zdecydowanie zasłużyłam na książkową ucztę, którą mogę sobie zafundować. Jestem więc przekonana, że po kolejną książkę pióra Bianek jak najbardziej sięgnę.
Proza Bianek jest o tyle oryginalna, co szczera i odważna, z tego względu polecałabym ją ludziom przede wszystkim dojrzałym mentalnie, bo wiem ile cudów można z tej książki wycisnąć (a niekiedy mam wrażenie, że prawdziwie dojrzałych umysłowo ludzi jest naprawdę niewielu). Ocalało tylko serce to powieść o pasji, o parciu naprzód i uzdrawiającej mocy miłości, dodatkowo lekki i przystępny styl sprawia, że czyta się ją naprawdę przyjemnie. Ocalało tylko serce to idealna książka przed i po sesji, gdyż naprawdę pozwala ona się zrelaksować i pozytywnie naładować baterie. Polecam z całego serca! 
Moja ocena: 10/10 :).

Czytaj dalej »
on 05 lipca 6
Podziel się!
Etykiety
obyczajowe, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

13 czerwca

"Sześć lat później" - Harlan Coben

"Sześć lat później" wpadło w moje ręce, gdy poszukiwałam książki, która pozwoliłaby mi się odprężyć przed sesją. Miałam ochotę na dobry thriller, który mnie pochłonie i zapewni kilka godzin dobrej rozrywki. Po zachwytach, jakie powieść Cobena zebrała na blogosferze, uznałam, że będzie to powieść dla mnie idealna. Tak więc, gdy tylko znalazłam dla siebie kilka wolnych godzin, usiadłam i pogrążyłam się w zachwycającej mnie książce Harlana Cobena. Autor zachwycił mnie kawałkiem naprawdę dobrej prozy i zapewnił mi dokładnie to, czego oczekiwałam.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Jake Fisher na własne oczy widział, jak kobieta, którą kochał nad życie ślubuje wierność innemu mężczyźnie. Natalie chcąc rozpocząć nowe życie, prosi aby Jake zostawił w spokoju jej nową rodzinę. Jake dotrzymuje obietnicy, gdy jednak po sześciu latach mąż Natalie umiera,jedzie na pogrzeb. Okazuje się jednak, że żoną Todda idącą za trumną nie jest wcale Natalie. Zaskoczony Jake postanawia odszukać kobietę swojego życia, lecz jej nie znajduje. Nie ma po niej żadnego, nawet najmniejszego śladu, świadectw ukończenia szkoły, dokumentów ślubnych ani nawet zeznań podatkowych. Gdy Jake zaczyna rozpytywać o kobietę, wszyscy zaprzeczają jej istnieniu-nawet ksiądz,który udzielił parze ślubu. Co jest prawdą, a co fikcją? I czy Natalie Avery naprawdę istniała?
"Sześć lat później" Harlana Cobena nie jest może powieścią, którą określiłabym mianem wybitnej, jednak na pewno jako pozycję na tyle dobrą, aby wywołać u mnie efekt typu "WOW". Przede wszystkim dlatego, że spośród thrillerów/kryminałów, jakie do tej pory przeczytałam, powieść Cobena mnie zaskoczyła - oczywiście w tym pozytywnym sensie. Dodatkowo sam niebanalny koncept na powieść, sprawił, że mogłam na kilka godzin pogrążyć się w świecie wykreowanym przez Cobena i zapomnieć o otaczającej mnie rzeczywistości, co sprawiło, że ta powieść ma u mnie naprawdę sporego plusa.

"Miałem zamęt w głowie, ale nie w sercu. Powinienem był słuchać serca."

Jestem absolutnie pewna, że miłośnicy Cobena już o tym wiedzą, ale ten pisarz posiada ogromny talent do konstruowania naprawdę wciągającej i niebanalnej fabuły. Nie potrzeba więc kilkuset stron, aby powieść "Sześć lat później" porwała, bowiem książka wciąga niemal natychmiastowo, bo już od pierwszej strony. Co więcej, późniejsze wydarzenia tylko potęgują ciekawość Czytelnika, a atmosfera tajemniczości stopniowo się zagęstsza, poprzez coraz to nowsze tropy,  dlatego oderwanie się od lektury stanowi naprawdę spore wyzwanie. Choć na rozwiązanie całej zagadki, trzeba cierpliwie czekać, jej rozwiązanie okazuje się bardzo satysfakcjonujące i przyznam szczerze,  że lepszego zakończenia nie mogłabym sobie wyobrazić.

Coben to naprawdę dobry pisarz kryminalny i tak samo, jak w przypadku fabuły na rozwój akcji naprawdę nie potrzeba czekać. Napięcie rośnie z każdą kolejną przeczytaną stroną i nie zwalnia, potęgując tym samym ciekawość czytelnika. Harlan Coben to mistrz manipulacji, jego gra z Czytelnikiem o to, kto pierwszy dotrze do rozwiązania zagadki jest czymś naprawdę niesamowitym.  Napięcie osiąga swój punkt kulminacyjny pod sam koniec książki, jednak po drodze mają miejsce różne niespodziewane wydarzenia, Coben nieustannie zaskakuje, co sprawia, że niczego już nie można  być pewnym. "Sześć lat później" to kawałek naprawdę dobrej prozy, a przygoda z tą książką uświadomiła mi, że na pewno bardzo chętnie sięgnę po inne pozycje Harlana Cobena.

Klimat "Sześć lat później" ma w sobie wszystko to, co powinien mieć dobry thriller: napięcie, tajemniczość, uroki manipulacji i potęgującą ekscytację, co sprawia, że oceniam tą pozycję tak wysoko. Atmosfera grozy chwilami przybiera na sile, co sprawia, że niemożliwym jest odłożenie książki na półkę bez upewnienia się, czy bohater na pewno jest bezpieczny. Dlaczego jednak nie określiłabym tej powieści mianem wybitnej? Jest świetna, to prawda, lecz  niestety nie w takim stopniu, w jakim bym tego chciała, jest na to nieco za mało mroczna. Co jednak jest kolejnym aspektem, który mnie zachwycił w tej książce to nie przerysowywany wątek miłosny. Na całe szczęście jest to motyw, który nie gra zbyt dużej roli w fabule, bo gdyby tak było pewnie nie pokusiłabym się o tak błyskawiczne zakończenie książki bo "Sześć lat później" zostało przeze mnie dosłownie pożarte.

"Jesteś marzycielem, jak jej ojciec. On też nie potrafił odpuścić. Niektórzy ludzie tacy są. Ja jestem starą kobietą, więc mnie posłuchaj. Ten świat jest paskudny, Jake. Niektórzy chcieliby, żeby był czarno-biały. Tacy ludzie zawsze za to płacą. Mój mąż był jednym z nich. Nie potrafił odpuścić."

"Sześć lat później" pisane jest w formie pierwszoosobowej, co w wypadku tej książki jest akurat zabiegiem trafnym i przemyślanym. Styl Cobena zdecydowanie nie jest ciężki, a powieść czyta się lekko i naprawdę błyskawicznie, biorąc pod uwagę napięcie, i misternie uknute intrygi. Cechą jednak najbardziej rzucającą się w oczy jest kreatywny i bogaty styl Cobena, a przy tym nie przesadzony- nie znajdziemy tutaj szerokiej gamy zmyślnych ozdobników, wyszukanych frazesów czy bogato rozbudowanych metafor. Kreatywność stylu Cobena bierze się z oryginalnie myślącego bohatera i jego ciekawych pomysłów.

Bohaterowie powieści Harlana Cobena tworzą bardzo ciekawą paletę charakterów, co sprawia, że tak naprawdę ciężko jest określić, kto stoi po czyjej stronie, jednak ta różnorodność spowodowana niedopowiedzeniami tylko potęguje ciekawość wobec każdej postaci. Najciekawszą postacią jest jednak główny bohater, Jake - wykładowca Nauk Politycznych na Uniwersytecie Landfodra.  Bardzo spodobało mi się, to, że główny bohater jest profesorem, bo dzięki temu mogłam lepiej poznać ten zawód - aktualnie bardzo bliski mojemu Uczelnianemu życiu. Tym, za co polubiłam Jake'a był jego upór i determinacja w dążeniu do celu, ale przede wszystkim dość kreatywne i niekonwencjonalne myślenie, zresztą nie zawsze moim zdaniem do końca logiczne. Mimo wszystko bardzo ciekawą rzeczą była obserwacja rozwoju tej postaci.

Podsumowując, "Sześć lat później" to książka, po której wielu rzeczy się nie spodziewałam, ale która zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Ostatecznie, przez kilka godzin tkwiłam w świecie naprawdę dobrej prozy, co było naprawdę czymś cudownym. Jestem pewna, że w wakacje - gdy będę miała nieco więcej czasu sięgnę po kolejną powieść z dorobku tego pisarza.
"Sześć lat później" to zdecydowanie bardzo  dobra powieść na złapanie oddechu - zwłaszcza w gorącym okresie sesji letniej. Jeśli jednak liczycie na powieść "wysokich lotów", to możecie się zawieść. To dobra literatura, jednak nie tak ambitna. Dla studentów, którzy chcą się odprężyć z pewnością jednak idealna.
Moja ocena: 8/10 :).
Czytaj dalej »
on 13 czerwca 3
Podziel się!
Etykiety
obyczajowe, thriller, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

06 czerwca

"Kirke"- Madeline Miller

"Kirke" Madeline Miller to zdecydowanie jedna z najlepszych pozycji, jakie mogłam przeczytać w maju. Dosłownie nie mogłam się doczekać, aż w natłoku zajęć, pisania prac znajdę w końcu wolny weekend i można powiedzieć, że w końcu to mi się udało. Jak wspominałam w podsumowaniu maja, "Kirke" dogłębnie pobudziła moją fascynację mitologią, a za tą fascynacją nieodmiennie przemawia fakt, iż zazwyczaj historie mitologiczne pisane są przez przedstawicieli płci męskiej, zatem już samo to, że autorką "Kirke" jest kobieta kusi, aby po nią sięgnąć. "Kirke" Madeline Miller zdecydowanie przerosła moje oczekiwania i po prostu nie mogę określić jej  inaczej niż swoistym fenomenem na tle literatury fantastycznej i kobiecej. 

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Kirke, pierworodna córka Heliosa i Perseidy znacznie odstawała od innych boskich dzieci. Nie dysponowała oślepiającym blaskiem, jak ojciec, nie dorównywała bezwzględnością i wyrachowaniem matce. Sądzono, że jest nikim, tymczasem tytanka zaczęła odkrywać w sobie czarodziejskie zdolności. Jej moc zagrażała olimpijskim bogom, skazano ją zatem na wygnanie. Kirke jednak nie próżnowała, doskonaląc się w sztuce czarowania. Ścieżki Kirke splotły się z wieloma ważnymi dla mitologii postaci, w tym oczywiście z przebiegłym Odyseuszem. Kirke jednak nie czując się ani boginką ani śmiertelniczką, musi zdecydować do którego świata należy, jeśli chce ocalić to, co kocha.
Gdy tylko skończyłam czytać ostatni rozdział "Kirke", był chyba środek nocy, a ja miałam na ustach jedno wielkie "WOW". Madeline Miller niesamowicie mnie oczarowała i jestem pewna, że w czasie wakacji wezmę do ręki kolejną pozycję zwyciężczyni Nagrody Orange. Nie pamiętam kiedy ostatnio  jakaś książka wywarła na mnie tak dobre wrażenie, jak zrobiła to "Kirke"! Po skończeniu lektury miałam nieodparte poczucie dobrze wykorzystanego czasu, a co za tym idzie doświadczenie wyjątkowego w swojej postaci smaczku literackiego, bo "Kirke" jest naprawdę niesamowita.

Tym, co mnie urzekło jest misternie utkana i pieczołowicie  dopracowana fabuła. Niemal na każdej stronie widać, jak wiele pracy autorka włożyła w to, aby ta powieść w ogóle powstała. Madeline Miller rozpoczyna powieść od narodzin Kirke i stopniowo wprowadza Czytelnika w różne okresy dojrzewania młodej i nieśmiertelnej tytanki. Mimo, iż początkowo można by mieć wrażenie zastoju, Miller pieczołowicie dba, o to, aby nie znudzić Czytelnika, co zresztą jest prawie niemożliwe przy takiej mnogości wątków. Madeline Miler nie tylko buduje narrację mitologii z perspektywy kobiecej, tym samym przydając "zakurzonym mitom" powiewu świeżości i aktualności, ale również pokazuje na jak wiele sposobów mitologia może być odczytywana. 

"Kiedyś myślałam, że bogowie są przeciwieństwem śmierci, ale teraz widzę, że są bardziej pogrążeni w śmierci niż ktokolwiek inny, bo są niezmienni i nie mogą utrzymać niczego w rękach."

Niemożliwym jest, aby podczas lektury "Kirke" odczuwać znużenie. Powieść bowiem liczy sobie niewiele ponad 400 stron wypełnionych tak wielką mnogością wydarzeń, że niekiedy naprawdę trudno było mi wyjść z podziwu, jak autorce udało się to wszystko zmieścić na tak - powiedziałabym niewielkiej objętości stron - w stosunku do samej akcji. "Kirke" oczarowała mnie już od pierwszej strony, a mój zachwyt nad nią nadal nie opadł.  Co więcej, napięcie towarzyszące już praktycznie od pierwszej strony, stopniowo się kumulowało, zwiększając się z każdą kolejną stroną, sprawiając, że samo oderwanie się od książki graniczyło z cudem. Madeline Miller nie szczędzi Czytelnikom mnogości emocji, które dosłownie przelewają się przez tą powieść, a jednocześnie dba, o to aby tak szybko nie opadły. 

Klimat, jaki wykreowała Madeline Miller to definitywnie jeden z największych, jeśli nie największy walor tej powieści. "Kirke" wspięła się na zupełnie inny poziom fantastyki niż ten z jakim miałam do czynienia wcześniej. To idealny przykład klasycznego, baśniowo - mitologicznego fantasy. Z każdej strony tej książki wyziera się niesamowicie magiczna aura, która w połączeniu z nawiązaniami do mitycznych Olimpijskich bogów, tytanów i innych mitologicznych stworzeń stanowi absolutnie fenomenalne połączenie. Dodatkowo fakt, iż narratorką jest Kirke uzewnętrznia, ubarwia przedstawiony świat, a dodatkowo uwrażliwia na panujące w nim pełne bezwzględności okrucieństwo, jakiego doświadczyła Kirke. To niesamowicie wartościująca książka, co według mnie jest jej kolejnym niesamowitym atutem.

Madeline Miller posiadła niesamowity dar snucia opowieści, a jej kunszt literacki przebija się na kartach "Kirke". Styl pisarki jest niesamowicie barwny i niebanalny, a jego lekkość sprawia, że przez książkę dosłownie się płynie. Madeline Miller mówiąc głosem Kirke niesamowicie uzewnętrznia tą postać, sprawiając, że zyskuje ona na tle ekspresyjnym. Bogata i wieloznaczna paleta emocji, którą widać w powieści dogłębnie i definitywnie odsłania wrażliwą naturę Miller. Gdyby opisać "Kirke" jednym słowem z pewnością brzmiało by ono "piękna".

Tematyka jaką porusza "Kirke" oprócz odświeżenia mitologicznych opowieści, zawiera w sobie bogactwo motywów i alegorii. Jednym z aspektów w niej poruszanych, na który chcę zwrócić uwagę jest ukazanie postaci mitologicznych, w tym także głównych bogów, jako postaci bezwzględne i wyrachowane. Cały boski ustrój, jaki panuje w "Kirke" jest w zasadzie hierarchią budowaną na porozumieniach o dość wątpliwej trwałości, a sieć intryg i knowań nieustannie się zacieśnia. Co ciekawe, sami bogowie zostają ukazani z zupełnie innej perspektywy - brak im doskonałości, są impulsywni, egocentryczni i zadufani w sobie. Kolejnym detalem, na który warto zwrócić uwagę jest motyw traktowania, czy raczej uprzedmiotowienia kobiet. Ich rola jest w zasadzie ograniczona do rodzenia dzieci, w świecie bogów nie mają one większych uprawnień, dopiero Kirke przełamuje schematy wychodząc poza konwencje własnej boskości i pochodzenia, i to muszę przyznać, szalenie mi się podobało.

"W samotnym życiu są rzadkie chwile w których dusza innej istoty pojawia się blisko twojej, jak gwiazdy, które tylko raz w roku muskają niebo."


Jak pisałam powyżej Kirke wychodzi poza konwencje, z początku pełni jedynie rolę obserwatora, stąd nie orientuje się zbyt dobrze w boskich intrygach i gierkach. Jej odmienność, niezwykła wrażliwość i empatia, choć czynią ją niesamowitą postacią, jej samej przysparzają mnóstwo cierpienia. Kibicowałam Kirke z całego serca, gdy ta uczyła się czarów, podziwiałam jej hardość i upór. Jak można się domyślać, Kirke nie została przedstawiona jako postać zła - tak jak w Odysei Homera - choć tu faktycznie również zamieniała żeglarzy w świnie, jako czarownica z Ajai, jednak tutaj miało to swoje uzasadnienie. Bardzo podobało mi się takie przedstawienie Kirke, polubiłam także niemal wszystkich innych bohaterów z wyjątkiem - o, dziwo - Odyseusza. Doszłam bowiem do wniosku, iż choć jego przebiegłość należy chwalić, to o wiele bardziej należy się jej bać. Jego wyrachowana inteligencja była aż powalająca, i choć uwielbiam tego typu postacie, to jednak Odyseusz jest zdecydowanie zbyt wyrafinowany, co czyni go bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem.

Co jeszcze mi się w "Kirke" podobało to zakończenie, gdyż przyznam szczerze, że takiego obrotu spraw zwyczajnie się nie spodziewałam i zostałam mile zaskoczona, co raczej rzadko ma miejsce. Podsumowując, "Kirke" ma u mnie niesamowicie wielki plus i najchętniej przeczytałabym ją raz jeszcze, Miller zaserwowała mi bowiem niesamowicie smaczny kawałek literatury.
"Kirke" to powieść, którą zdecydowanie polecam ambitnym Czytelnikom i tym dojrzałym. To powieść idealna dla miłośników mitologii i klasycznej fantastyki, od której niesamowicie trudno się oderwać, zatem polecam na zarezerwowanie sobie wolnego weekendu. Zwłaszcza przed sesją.
Moja ocena:10/10. :)
Czytaj dalej »
on 06 czerwca 3
Podziel się!
Etykiety
fantasy, historyczne, mit
Nowsze posty
Starsze posty

02 czerwca

Podsumowanie maja 2020

Cześć kochani! Zdaję sobie sprawę, że "zalegam" troszkę z recenzjami, ale gdy tylko wyrobię się z bieżącymi pracami, te recenzje się pojawią, co myślę nastąpi już lada dzień. Muszę przyznać, że maj był niesamowicie absorbującym miesiącem, zarówno pod względem uczelnianym, jak i życiowym. W  końcu zniesiono część obostrzeń i w miarę można było się po spotykać z wspaniałymi ludźmi, których  nie widziało się już tyle czasu, zajmowanie się dziećmi i wspólne spędzanie czasu. To był również bardzo pracowity miesiąc na Uczelni, napisałam niemal wszystkie prace i już czekam tylko na recenzję prowadzących, a dnie spędzam praktycznie na nauce i pisaniu zaliczeń tuż przed sesją. 

PIOSENKA:

W maju przeczytałam 11 książek, spośród których 8 stanowiły moje studenckie lektury, zatem to od nich zacznę. W maju miałam przyjemność przeczytać kilka ciekawych klasyków, po które gdybym nie była na tych studiach, to pewnie bym nie sięgnęła,co nie oznacza, że wszystkie przeczytane  pozycje były równie dobre. Pierwszą pozycją,po którą sięgnęłam w maju było Lato w Nohant Jarosława Iwaszkiewicza, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Bardzo przyjemnie czytało mi się o Chopinie z punktu widzenia różnych  postronnych osób. Następnie sięgnęłam po opowiadania Aleksandra Wata z tomu Bezrobotny Lucyfer, które były  w moim odczuciu ironiczno-śmieszne. Kolejnymi książkami, po które sięgnęłam w maju były Fortepian Chopina Kamila Norwida oraz Kolacja na cztery ręce Paula Barza - które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Później sięgnęłam po powieść W Polu Stanisława  Rembeka, po której nie miałam jednak zbyt pozytywnych odczuć. W międzyczasie mogłam również zapoznać się z bardzo nietuzinkową biografią Jana Krieslera napisaną przez E.T.A. Hoffmana o zdawkowym i chwytliwym tytule Poglądy na życie kota Mruczysława, zresztą bardzo ciekawą. Następnie sięgnęłam po opowiadanie Naila Gaimana, Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach z tomu Rzeczy ulotne. Cuda i zmyślania - i chyba przekonałam się, że do prozy Gaimana nie zapalam jakimś głębszym uczuciem. Ostatnimi lekturami, jakie przeczytałam w maju były opowiadania Witolda Gombrowicza, Zbrodnia z premedytacją, Dziewictwo w Bakaj, Pamiętnik Stefana Czarnieckiego, Tancerz mecenasa Kraykowskiego, które raczej nie przypadły mi do gustu.

Przechodząc do przyjemniejszych pozycji z literatury współczesnej, w maju udało mi się przeczytać prawdziwe perełki - Kirke Madeline Miller, następnie Sześć lat później Harlana Cobena, a w międzyczasie odświeżyłam sobie tom 17 Sagi o Ludziach Lodu, Ogród śmierci Margit Sandemo.
  1. Lato w Nohant Jarosława Iwaszkiewicza,
  2. Bezrobotny Lucyfer Aleksandra Wata,
  3. Fortepian Chopina Cypriana Kamila Norwida,
  4. Kolacja na cztery ręce Paula Barza,
  5. W Polu Stanisława  Rembeka,
  6. Poglądy na życie kota Mruczysława E.T.A. Hoffmana,
  7. Rzeczy ulotne. Cuda i zmyślania Naila Gaimana,
  8. Opowiadania Witolda Gombrowicza, Zbrodnia z premedytacją, Dziewictwo w Bakaj, Pamiętnik Stefana Czarnieckiego, Tancerz mecenasa Kraykowskiego.
  1. Kirke Madeline Miller <recenzja>
  2. Sześć lat później Harlana Cobena- <recenzja>
  3. Saga o Ludziach Lodu, Ogród śmierci Margit Sandemo.
 Za zdecydowanie za najlepsze książki maja mogę  uznać bezkompromisowo Kirke Madeline Miller oraz Sześć lat później Harlana Cobena.
  • Kirke Madeline Miller
Odkąd rozpoczęłam studia mając zajęcia z Mitologii,zaczęłam jeszcze bardziej ją doceniać, a przewijające się nieustannie motywy mitologiczne sprawiły,że ona sama zainteresowała mnie znacznie bardziej niż przedtem. Co prawda, zawsze  mnie interesowała, ale będąc zakochana  w tak zwanej klasycznej fantastyce, Kirke wydawała się być dla mnie pozycją wręcz obowiązkową. Miller urzekła mnie już od pierwszych stron, sprawiając, że historia Kirke- czarownicy, bogini, wygnanej tatynki i wreszcie matki i kochanki mocno zapadła mi w pamieć. Dawno nie czytałam tak dobrej i wciągającej mitologicznej prozy!
  • Sześć lat później Harlana Cobena
Po szeregu lektur zapragnęłam czegoś,co wyrwałoby mnie z letargu wartką akcją i wątkami kryminalistycznymi - i szczęśliwie trafiłam na Cobena! Piszę "szczęśliwie" bo właśnie takiej prozy potrzebowałam, a Sześc lat później zapewniła mi świetną weekendową rozrywkę,co chyba dobitnie podkreśla,jak bardzo mnie ona wciągnęła.

Nie jestem w stanie ustosunkować się tutaj jednoznacznie, gdyż do tego tytułu pretenduje kilka pozycji.

CO W CZERWCU?
Mówiąc szczerze, dzwony biją już na sesję i z tego względu wybrałam na ten miesiąc jedną pozycję, która mam nadzieję, pozwoli mi się nieco odprężyć w chwili gdy nie będę nagminnie pisać kolejnej pracy, zaliczenia, czy po prostu  zakuwać do sesji. Nie ukrywam jednak, że z pewnością sięgnę- a właściwie już sięgnęłam i przeczytałam kolejne lektury - Kazanie Pierwsze Piotra Skargi, Tobiasza wyzwolonego oraz Iwonę, Księżniczkę Burgunde Witolda Gombrowicza. Na pewno chciałabym w tym miesiącu przeczytać Dafnis pod drzewem bobkowym Samuela Twardowskiego, a z literatury współczesnej Ocalało tylko serce Klaudii Bianek.

Czytaj dalej »
on 02 czerwca 3
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, zapowiedz
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O AUTORCE

O AUTORCE
27 - letnia Magister Polonistyki-Literaturoznawstwa. Z zamiłowania książkoholiczka, literaturoznawczyni i blogerka, rysowniczka, a także miłośniczka języków obcych i azjatyckich dram. Kto wie, może i w przyszłości także pisarka? Możliwości jest mnóstwo! :) Aktualnie spełnia się dziennikarsko pracując w redakcji WUJ-a oraz współpracując z wydawnictwami jako recenzentka. Przyszła bibliotekarka i biblioterapeutka, która uczy się języka migowego.

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

BIBLIOTECZKA

https://lubimyczytac.pl/ksiegozbior/MiegxQJv6H

PRZECZYTANE

W tym roku chcę przeczytać...

W tym roku chcę przeczytać...
#Wyzwanie LC 2026#

Recenzje/Wpisy planowo

* "Żywe serce", Piotr Pawlukiewicz * "Genialne umysły", Jennifer Lynn Barnes * "Studium zatracenia", Ava Reid * "Burza", Sunya Mara * "Obiekty głębokiego nieba", Jakub Małecki Następne tytuły wpisów podam niebawem! :)

Znajdź mnie!

  • Lubimy Czytać
  • Strona na facebooku
  • Twitter
  • Instagram

Szukaj na tym blogu

Statystyka

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Obserwatorzy

Popularny post

  • Kącik serialowy: Moon Lovers: Scarlet Heart Reyo- magia księżyca
    Tytuł oryginalny:   달의 연인 – 보보경심 려 Tytuł (latynizacja):   Dalui Yeonin – Bobogyungsim Ryeo Tytuł (alternatywny):  Time Slip: Rye...
  • Kącik serialowy: Goblin, Guardian: The Lonely and Great God- potęga przeznaczenia
    Tytuł oryginalny:   도깨비 Tytuł (latynizacja):   Dokkaebi Tytuł (alternatywny):  Goblin: The Lonely and Great God Gatunek:   fantasy, m...
  • "Shinsekai Yori"- Yuusuke Kishi
    tytuł oryginału: 新世界より tłumaczenie: Z Nowego Świata wydawnictwo:  Kōdansha data wydania: 23 stycznia 2008 liczba stron:870 sło...

Archiwum

  • ▼  2026 (18)
    • ▼  sie 2026 (2)
      • "Powroty" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz
      • "Niewidzialne życie Addie LaRue" - Victoria E. Schwab
    • ►  lip 2026 (1)
    • ►  cze 2026 (3)
    • ►  maj 2026 (3)
    • ►  kwi 2026 (6)
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (2)
  • ►  2025 (13)
    • ►  wrz 2025 (1)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (4)
    • ►  lut 2025 (2)
  • ►  2024 (11)
    • ►  gru 2024 (1)
    • ►  lis 2024 (1)
    • ►  lip 2024 (1)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (2)
    • ►  kwi 2024 (2)
    • ►  mar 2024 (1)
    • ►  sty 2024 (2)
  • ►  2023 (31)
    • ►  gru 2023 (2)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (4)
    • ►  wrz 2023 (3)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (2)
    • ►  kwi 2023 (1)
    • ►  mar 2023 (5)
    • ►  lut 2023 (5)
    • ►  sty 2023 (1)
  • ►  2022 (46)
    • ►  gru 2022 (5)
    • ►  lis 2022 (4)
    • ►  paź 2022 (4)
    • ►  wrz 2022 (5)
    • ►  sie 2022 (6)
    • ►  lip 2022 (6)
    • ►  cze 2022 (1)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (3)
    • ►  mar 2022 (5)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (2)
  • ►  2021 (38)
    • ►  gru 2021 (2)
    • ►  lis 2021 (4)
    • ►  paź 2021 (3)
    • ►  wrz 2021 (3)
    • ►  sie 2021 (4)
    • ►  lip 2021 (4)
    • ►  cze 2021 (1)
    • ►  maj 2021 (2)
    • ►  kwi 2021 (2)
    • ►  mar 2021 (2)
    • ►  lut 2021 (6)
    • ►  sty 2021 (5)
  • ►  2020 (49)
    • ►  gru 2020 (3)
    • ►  lis 2020 (2)
    • ►  paź 2020 (4)
    • ►  wrz 2020 (4)
    • ►  sie 2020 (6)
    • ►  lip 2020 (5)
    • ►  cze 2020 (3)
    • ►  maj 2020 (2)
    • ►  kwi 2020 (5)
    • ►  mar 2020 (5)
    • ►  lut 2020 (6)
    • ►  sty 2020 (4)
  • ►  2019 (66)
    • ►  gru 2019 (6)
    • ►  lis 2019 (4)
    • ►  paź 2019 (5)
    • ►  wrz 2019 (9)
    • ►  sie 2019 (9)
    • ►  lip 2019 (6)
    • ►  cze 2019 (5)
    • ►  maj 2019 (6)
    • ►  kwi 2019 (2)
    • ►  mar 2019 (3)
    • ►  lut 2019 (5)
    • ►  sty 2019 (6)
  • ►  2018 (59)
    • ►  gru 2018 (5)
    • ►  lis 2018 (5)
    • ►  paź 2018 (7)
    • ►  wrz 2018 (9)
    • ►  sie 2018 (7)
    • ►  lip 2018 (3)
    • ►  cze 2018 (8)
    • ►  maj 2018 (2)
    • ►  kwi 2018 (2)
    • ►  mar 2018 (3)
    • ►  lut 2018 (3)
    • ►  sty 2018 (5)
  • ►  2017 (5)
    • ►  gru 2017 (4)
    • ►  lis 2017 (1)

Polecany post

"Powroty" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz

Napisz do mnie w sprawie recenzji/artykułu/wywiadu :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Etykiety

Japonia (13) King (3) Murakami (6) PLOTKARA (3) Zafon (5) anime (3) arabia (1) autobiografia (5) baśnie (22) dla nastolatków (24) drama (5) fantasy (66) historyczne (32) holocaust (1) klasyk (22) klasyka dla nastolatków (11) klasyka dziecięca (2) komedia- czarny humor (12) kultura słowiańska (5) medyczne (5) mit (3) miłość (39) obyczajowe (123) podsumowanie (81) postapo (23) psychologia (31) psychologiczne (49) romans (53) science-fiction (23) stosik książkowy (34) sztuka (4) tag (2) thiller (26) thriller (14) wojna (9) współczesność (104) zapowiedz (27) zwierzęta (3) świat komiksu (1) święta (5)

Nie kopiuj, szanuj cudzą własność!!!

Prawa Autorskie

Zabraniam kopiowania MOICH tekstów i zdjęć bez uprzedniego zezwolenia.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kradzież tekstów, czy zdjęć bez upoważnienia autora przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2-ch i/grzywnę.

Bardzo proszę o uszanowanie mojej pracy.

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Z Dziennika Książkoholiczki. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.