Z Dziennika Książkoholiczki

Strony

  • Strona główna
  • O mnie
  • KSIĄŻKI
  • Kącik serialowy
  • ZESTAWIENIA
  • Kontakt i Współpraca

17 lutego

"Byłam Eileen" - Ottessa Moshfegh

Każdy, kto zna mnie wystarczająco długo wie, że pasjonuje mnie literatura psychologiczna. Byłam Eileen Ottessy Moshfegh porównywana jest niejednokrotnie do Szklanego klosza Sylvii Plath. Zetknęłam się z wieloma, przeważnie dość niepochlebnymi opiniami o Byłam Eileen, jednak to sprawiło, że zapragnęłam sprawdzić czy książka Ottessy Moshfeg faktycznie jest tak odpychająca i epatująca niezdrowym kultem brzydoty. Owszem, jest. Zarazem jednak jest to swego rodzaju ciekawy eksperyment psychologiczny i literacki, to coś czego w Szklanym kloszu jednak nie ma.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Byłam Eileen to opowieść o latach młodości dojrzałej kobiety w średnim wieku. Siedemdziesięcioletnia Eileen opowiada nie tylko o swoim studenckim okresie życia, który skądinąd wcale nie był tak kolorowy, ale również o najważniejszym dniu swojego życia. O pewnej Wigilii, kiedy definitywnie postanowiła zmienić swoje życie i o tym, co wówczas się wydarzyło. 
Byłam Eileen z pewnością nie należy do tego typu książek, po które sięga się licząc na lekką lekturę. W rzeczywistości tej książce niewiarygodnie daleko do wzbudzenia poczucia przyjemności, już znacznie prędzej do wywołania w czytelniku pewnego zniesmaczenia. Jednakże dla osób naprawdę szczerze zaangażowanych w psychologię, książka ta okaże się ciekawym i z pewnością interesującym studium przedmiotu, tym samym zagłębienia się w psychikę głównej bohaterki.

Moshfeg od początku pozostaje z czytelnikiem szczera, zatem wyrwanie Eileen z definitywnie ponurej rzeczywistości faktycznie następuje, aczkolwiek dopiero w kulminacyjnym momencie książki. Przedtem jednak autorka zadbała o to, by odbiorca mógł poznać nie tylko samą psychikę Eileeen, ale również sytuację społeczną w jakiej się znajduje. W ten sposób powstaje misternie skonstruowana sieć fabularna, gdzie każdy element wprost tchnie brzydotą i turpizmem. Pozostaje jedynie kwestią czasu, gdy Eileen w końcu podejmie decyzję, która odmieni jej życie. Nie ukrywam, że do tego momentu pod względem fabularnym nie wiele się zmienia, co raczej nie nastraja do przewracania kolejnych stron z zapałem. Nadzieja na to, że Eileen rozpocznie na nowo, ziszcza się wprawdzie, jednak przedtem należy poznać miasteczko głównej bohaterki, gdzie erotyzm miesza się z obsesją i wulgarnością, a sama postać Eileen zdecydowanie nie budzi miłych skojarzeń.

"Wierzyłam, że im mniej mnie będzie, tym mniej będę mieć zmartwień".

Jak można wywnioskować po analizie fabuły, nie jest to powieść, która tchnie akcją, raczej przypomina powolny rozkład. Samych momentów, gdy akcja prze naprzód jest nadzwyczaj nie wiele. A jeśli już, są to nowe niezdrowe fascynacje erotyczne Eileen. Dlaczego jednak warto nie odkładać tej książki? Zasadniczym motywem Byłam Eileen jest metamorfoza głównej bohaterki. Jednak zanim to nastąpi, czytelnik musi poznać do gruntu główną postać - dziewczynę, która nienawidzi siebie tak bardzo, iż nie ma odwagi aby ruszyć naprzód, a jednocześnie wie, że musi to zrobić. Przyznaję, moment kulminacyjny pozwala jednak na odetchnięcie z ulgą.

Trzeba oddać autorce, iż klimat Byłam Eileen został naprawdę niezwykle misternie utkany. Uczynienie tłem zabiedzonego miasteczka, którego mieszkańcy bynajmniej nie mogą poszczycić się solidną płacą pozwala na już wstępne zarysowanie warunków nędzy z jaką borykają się jego mieszkańcy. Jeszcze dokładniejsze zagłębienie się w tło fabularne pozwala na odkrycie drugiego dna fabularnego. Eileen z pewnością nie jest jedyną osobą, którą skrajność sytuacji życiowej stłamsiła, aczkolwiek jest postacią, która znakomicie odzwierciedla  całą rzeszę tamtejszego społeczeństwa. Moshfeg nie waha się bowiem obnażać nędzy miasteczka. W rzeczywistości za pośrednictwem wykorzystania turpizmu, autorka drąży do samego jądra patriarchalnego małomiasteczkowego społeczeństwa i toksycznych relacji rodzinnych, co trzeba przyznać udaje jej się znakomicie. Toksyczne relacje rodzinne, przykładowo Eileen z ojcem alkoholikiem, który w dodatku cierpi z powodu choroby psychicznej jest tylko tłem dla ukazania podobnego problemu dręczącego większość rodzin w miasteczku. Kolejnym ciekawym elementem jest zakład poprawczy, w którym Eileen pracuje, a gdzie żadne zasady poza wzajemną nienawiścią i odgrywaną farsą nie istnieją. Wszechobecna nienawiść dręczy również Eileen, którą przy życiu podtrzymuje pragnienie wolności. Pragnienie decydowania o sobie samej.

Językowi, jakim operuje Moshfegh daleko do wzniosłości i wyrafinowanego, eleganckiego stylu. Jako mistrzyni turpizmu autorka dąży do ukazania brzydoty, rozkładu i trzeba przyznać, świetnie jej się to udaje. Styl komponuje się z fabułą, co sprawia, że lektura Byłam Eileen bynajmniej nie jest przyjemna i lekka, niekiedy potrafi znudzić, a nawet rozczarować. Dlaczego zatem oceniłam książkę Moshfegh dość wysoko. Wszystko za sprawą klimatu i zgłębionego portretu psychologicznego zarówno Eileen jak i patologii, którą dotknięte jest miasteczko. Bowiem właśnie to wyszło amerykańskiej pisarce najlepiej.

"Tak naprawdę nie czytałam książek o kwiatach czy ekonomii domu. Lubiłam książki o okropnych rzeczach — morderstwie, chorobie, śmierci”.

Postać Eileen została niezwykle skrupulatnie wykreowana, złożona, a przy tym do pewnego stopnia niepozbawiona głębi. Trudno w zasadzie określić ją jako pospolitą, choć z wyglądu na pewno taka była. Jednakże, jeśli spojrzeć głębiej dostrzega się całą plątaninę zagmatwań, urazów i zranień, jakich bohaterka doświadczyła, a których nie chce doświadczyć ponownie. Czyni ją to  bohaterką zarówno pospolitą, jak i nietuzinkową. Jej wszechobecna nienawiść do samej  siebie silnie odznacza się na kartach tej książki, co daje autorce świetny pretekst do jeszcze silniejszego epatowania brzydotą. Ujawnia się to w mrocznych fantazjach Eileen, które niejednokrotnie krążą od wyobrażeń na temat własnej śmierci, w dodatku groteskowej lub skrzywionych fascynacji erotycznych. Tak naprawdę jednak jedynym czego Eileen pragnie jest mieć przyjaciółkę, kogoś kto by ją zaakceptował. Najpierw jednak to ona musi o siebie zawalczyć. Tytułowe byłam Eileen od razu insynuuje, że taka przemiana ma miejsce, najpierw jednak sama bohaterka musi do tej przemiany dojrzeć. Metamorfoza ta ma oczywiście znaczenie symboliczne, oznacza bowiem zmianę kogoś, kto postrzegał siebie wyłącznie w negatywach na pozytywny obraz samego siebie. 

Reasumując, Byłam Eileen to dobra proza psychologiczna. Trudno doszukiwać się w  niej innych zalet, choć faktem jest, iż powieść ta zdobyła Nagrodę Bookera, co więcej porównywana jest do Szklanego klosza. Był to jeden z kilku powodów, dla których sięgnęłam po tą powieść. Nie ulega jednak wątpliwości, iż  pod względem psychologizacji postaci i samego miasteczka, autorka naprawdę stanęła na wysokości zadania.
Prozy Ottessy Moshfegh z pewnością nie można określić mianem przyjemnej, lekkiej czy czysto rozrywkowej. Niemniej jest to ciekawa pozycja traktująca o podnoszeniu się z kolan mimo wiecznego poczucia przegranej, o walce o samą siebie. To również wybitne studium motywu brzydoty, a turpizm w wykonaniu Moshfegh nie ma sobie równych. Powieść ta z pewnością przypadnie do gusty tym, którzy lubują się w nieszablonowej tematyce.
Moja ocena: 6/10.:)

Czytaj dalej »
on 17 lutego 1
Podziel się!
Etykiety
drama, obyczajowe, psychologia
Nowsze posty
Starsze posty

12 lutego

Podsumowanie Stycznia 2022

Przyznam, że niezmiernie mnie cieszy fakt, iż przede mną zostały już tylko dwa egzaminy w sesji zimowej, i co więcej, nareszcie mam dość czasu, aby napisać comiesięczne podsumowanie oraz określić zapowiedzi na kolejny miesiąc. Styczeń upłynął mi niesamowicie szybko, głównie na przygotowywaniu projektów, zaliczeniach, pracach i przygotowań do sesji zimowej. Niemniej jednak, miałam zarazem możliwość obcowania z literaturą, co przy tak sporej ilości różnych spraw do załatwienia, było naprawdę czynnością, na którą czekałam z utęsknieniem.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Tak, jak pisałam wcześniej, styczeń upłynął mi niesamowicie szybko i pracowicie, a mimo to, udało mi się dość sporo przeczytać, co wywołuje we mnie poczucie dumy i radości. W styczniu przeczytałam bowiem 5 książek, a przy tak ogromnej ilości rzeczy do zrobienia, to ilość ta budzi we mnie naprawdę miłe odczucia.

W styczniu przeczytałam 5 książek, które dość mocno zapadły mi w pamięć. Jako pierwsze dzieła stycznia sięgnęłam po Byłam Eileen Ottessy Moshfegh, która dość średnio przypadła mi do gustu oraz Na okrężnych drogach. Tłumaczenie literackie i jego światy Tadeusza Sławka. Książka ta naprawdę wiele mi wyjaśniła jeśli chodzi o tajemnice tłumaczenia i przekładów literatury, dlatego bardzo ciepło ją wspominam. Następnie w kolejce były Ścieżki północy Richarda Flanagana, o której można przeczytać recenzję <tutaj>.  Książka ta wywarła na mnie dość mocne wrażenie i z pewnością nie jest to dzieło, o którym mogłabym łatwo zapomnieć. Kolejną książką stycznia jest tom 41 Sagi o Ludziach Lodu autorstwa norweskiej pisarki, Margit Sandemo zatytułowany Góra Demonów. Po tom ten sięgnęłam z kilku powodów, po pierwsze jako motyw jednej z moich prac na studia, po drugie, jestem w dalszym ciągu zakochana w twórczości i niebanalnym stylu Sandemo oraz po trzecie, chciałam przeczytać coś lżejszego przed sesją, coś znanego, odprężającego, gdzie akcja osadzona jest w klimacie realizmu magicznego. Góra Demonów zaś idealnie spełniała wszystkie te kryteria! Ostatnią książką stycznia, którą przeczytałam była Klara i Słońce pióra Kazuo Ishiguro - niebanalny język tego japońskiego pisarza i niezwykły klimat w powieści sprawiły, że o Klarze z pewnością na długo nie zapomnę.

KSIĄŻKI STYCZNIA 2022:
  • Byłam Eileen, Ottessa Moshfegh;
  • Na okrężnych drogach. Tłumaczenie literackie i jego światy, Tadeusz Sławek;
  • Ścieżki północy, Richard Flanagan <recenzja>;
  • Saga o Ludziach Lodu. Góra Demonów, Margit Sandemo;
  • Klara i Słońce, Kazuo Ishiguro.
Przyznam szczerze, że wybranie książki, którą mogłabym jednogłośnie ogłosić mianem tej "Najlepszej Książki Miesiąca" jest w gruncie rzeczy trudne, gdyż spora ilość przeczytanych pozycji w styczniu znaczy dla mnie bardzo wiele. I to zarówno pod względem nowych odkryć literackich jak również względem książek, które darzę sentymentem i wieloletnią miłością. Ograniczyłam się więc do wskazania tych trzech  "najważniejszych" pozycji:

  • Ścieżki północy, Richard Flanagan <recenzja>
Ścieżki północy Richarda Flanagana urzekły mnie swoją sugestywnością, zdolnością do misternej konstrukcji poszczególnych wątków. Co więcej, twórczość Flanagana jest mi już znana i tak, jak wspominałam w recenzji chętnie sięgnę po inne jego dzieła.
  • Saga o Ludziach Lodu. Góra Demonów, Margit Sandemo
Jestem pewna, że mojej miłości względem Sandemo nie muszę nikomu udowadniać. Jej zdolność do snucia fabuł z nutką fantastycznego klimatu sprawia, że tworzy ona niezwykłe dzieła, a Saga o Ludziach Lodu niewątpliwie jest jedną z nich.
  • Klara i Słońce, Kazuo Ishiguro
Z twórczością Ishiguro miałam przyjemność zapoznać się już wcześniej przy okazji lektury Nie opuszczaj mnie. Nie zdziwiło mnie więc, że Klara i Słońce podobnie mocno mnie poruszyła.
Niewątpliwie natomiast na tytuł "Najgorszej Książki Miesiąca" zasługuje Byłam Eileen Ottessy Moshfeg. Autorka słynie z zamiłowania do motywów głębokiej patologii i turpizmu, z czym specjalnie się nie kryje zaś Byłam Eileen idealnie to odzwierciedla. Niejednokrotnie ciężko było mi ukryć niesmak z powodu tego epatowania brzydotą i rozkładem, jednak pomimo tego Byłam Eileen to bardzo dobra proza pod względem psychologicznym.

CO W LUTYM 2022?

Luty to przede wszystkim czas sesji zimowej na studiach, dlatego jak można się zorientować, ostatnio koncentrowałam się na egzaminach i czytaniu literatury do pracy licencjackiej. Niemniej jednak nie oznacza to wcale, że nie sięgnę po inne pozycje (także te potrzebne do napisania pracy). W tym miesiącu chciałabym przeczytać miedzy innymi oprócz artykułów dotyczących traumy, a potrzebnych mi do napisania pracy licencjackiej także Grę anioła oraz Więźnia nieba Carlosa Ruiza Zafóna, a także sięgnąć po Łzy Mai Martyny Raduchowskiej. Poza tym chciałabym także sięgnąć po My Zamiatania oraz Wszystkie jasne miejsca Jennifer Niven, a także po Rok Potopu Margaret Atwood. Na początku jednak dokończę to, co aktualnie czytam (również na potrzeby pracy licencjackiej) czyli Małe życie Hanyi Yanagihary oraz Cień wiatru Carlosa Ruiza Zafóna, a także Cztery miłości C.S. Lewisa.


Czytaj dalej »
on 12 lutego 1
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty

30 stycznia

"Ścieżki północy" - Richard Flanagan


Ścieżki północy oraz twórczość Richarda Flanagana stanowiły przedmiot zainteresowania jednego z wykładów, na które uczęszczam. I choć z dorobkiem pisarskim Flanagana miałam już przyjemność zapoznać się przy podobnej okazji w ubiegłym roku, po nagrodzone Booker'em dzieło sięgnęłam z niemniejszą chęcią. Ścieżki północy okazały się być ciekawą lekturą, pozwalającą zagłębić się w tematykę II Wojny Światowej z nieco innej strony niż zazwyczaj.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:


Młody i obiecujący chirurg, Dorrigo Evans zostaje wysłany wraz z innymi Australijczykami do japońskich obozów jenieckich, gdzie mają oni uczestniczyć w budowie Kolei Śmierci. Oprócz szalejących w obozie rozmaitych chorób spowodowanych tragicznymi warunkami higienicznymi, Dorrigo zmaga się również z szalejącym w sercu uczuciem do żony swojego wuja, z którą łączy go pokrewieństwo dusz. Niejednokrotnie oszalały z rozpaczy walczy o ocalenie podległych mu żołnierzy. Gdy pewnego dnia otrzymuje od swojej narzeczonej list, zdaje sobie sprawę, iż jego życie już nigdy nie będzie takie, jak przedtem.

Miałam już przyjemność zapoznać się ze stylem pisania Flanagana, dlatego też styl pisarza był już mi znajomy i raczej nie spodziewałam się swego rodzaju zaskoczenia, jakie wywarły na mnie Ścieżki północy. Byłam jednak zafascynowana co kryje w sobie powieść, która zdobyła Nagrodę Bookera. I faktycznie, nie zawiodłam się, było bowiem kilka momentów, których się nie spodziewałam.

Nieco żałuję, że wykładowca poświęcił nieco mniej czasu na zarysowanie sylwetki pisarza czy zaplątania się w dość zawiłą psychikę głównego bohatera. Niemniej, jako wytrenowana Czytelniczka i Blogerka, przywykłam i pokochałam tworzenie psychologicznych "profili" bohaterów i analiz fabularnych w swoich recenzjach (szeroki uśmiech). W przypadku Ścieżek północy jest to o tyle dobra powieść, że pozwolę sobie pozostawić Was z lekkim głodem Czytelniczym, co być może sprawi, że sięgniecie po dzieło Flanagana.

Fabuła Ścieżek północy toczy się dwutorowo, z jednej strony naznaczona widmem wojny i niekiedy naprawdę drastycznych opisów tego, jak jeńcy wojenni są w obozach traktowani. Z drugiej jednak strony złamane serce głównego bohatera oraz późniejsze jego losy dobitnie ukazują wytrzymałość i stalową wolę ludzkiej psychiki. Obydwie płaszczyzny, jakie zostały w tej powieści nakreślone zostały niezwykle skrupulatnie, można wręcz powiedzieć, że widoczny jest pewien podział na "życie na wojnie" oraz "życie codzienne" wypełnione uciekającymi dniami i "przyziemniejszymi" rzeczami. Niemniej, w obydwu tych sferach fabularnych widać ogromne zaangażowanie pisarza, który jak przyznał podczas jednego z wywiadów, opisywał pewne aspekty z perspektywy czysto biograficznej.

Jeśli chodzi o akcję książki, napięcia z pewnością nie brakuje, a już na pewno nie w tej części książki, gdzie zostaje przedstawiony aspekt wojenny. Brutalność, z jaką zetknęli się jeńcy, wyrachowanie i absolutne poświęcenie dla cesarza momentami aż wyzierały z kart książki rażąc zupełnie odmienną od europejskiej mentalności pragmatycznego podejścia. Sprawiało to, że niekiedy czytając część o wojnie byłam pełna współczucia dla australijskich więźniów, ale zarazem zdumiona wyrachowaniem oprawców. Naprawdę nie sposób przymykać oczu na tak dosadne i prawdziwe opisy. Nie oznacza to jednak, że część "przed" i "po" wojnie nie jest pozbawiona walorów swoistego napięcia literackiego, takiego bowiem nie brakuje, choć w nieco mniejszej dawce. Zakazany i ukryty romans Dorriga również został opisany bogato i przyjemną odskocznią było zagłębić się w tematykę romansu, gdy na kolejnych kartach czekało widmo wojny.

Richard Flanagan już podczas pierwszej lektury, z jaką miałam przyjemność się zapoznać udowodnił mi, że posiada talent tworzenia niezwykle realistycznego klimatu, w którym znajduje się jednak pewna nuta melancholii, jakiegoś tajemniczego i nostalgicznego smutku. Nie inaczej jest w tym przypadku, Ścieżki północy to powieść bogata w szczegóły: od powiewu zakazanego letniego romansu, krwawe opisy i obrazy śmierci w obozach jenieckich, aż do szokującego zderzenia kultury egzotycznej Japonii i Australii. Zaskakujące, w jaki sposób Flanagan zdołał nakreślić opozycyjność obydwu tych kultur względem siebie. Co więcej, zasadniczo pisarz w żaden sposób nie ustosunkował się ani po stronie oprawców, ani pokrzywdzonych, starając się pozostać obiektywnym do samego końca i wnikliwie tłumacząc pragmatyczną naturę oprawców. W zamyśle Flanagana leżało ukazanie, że wszyscy są ludźmi, a jedynie czasowe zawirowania umieściły oprawców "w tym miejscu i w tym czasie". Podobny zabieg stosuje usprawiedliwiając postacie poboczne, które chcąc ocalić to, co dla nich cenne uciekają się do kłamstwa.

Styl Flanagana cechuje obiektywizm i pewien dystans, zresztą trudno mu się dziwić, gdyż opisywanie scen w obozach jenieckich, zaczerpnięte zresztą po części z autobiografii ojca, raczej wymaga podejścia bardziej rzeczowego niż emocjonalnego. Pomimo swoistego obiektywizmu, powieść porusza i pozostaje w umyśle Czytelnika na długo po odłożeniu lektury. Flanagan pokazuje, iż zasadniczym zagrożeniem dla jedności narodu jest rasizm, co wzmaga podziały definitywnie krusząc więzi, a porzucenie towarzysza dla więźniów obozów jenieckich oznaczało porzucenie samego siebie.

Bohaterowie, a raczej główny bohater, Dorrigo pod wpływem doświadczeń wyniesionych z obozu jenieckiego przechodzi zaskakującą przemianę wewnętrzną - ze słabego mężczyzny ulegającego pokusom przemienia się w przywódcę, za którym podążają dumnie podlegli mu żołnierze. Zaskakujące jest, iż jest to w zasadzie jedyna postać, która ważny się na postawienie światu pytania "dlaczego świat jest taki, a nie inny?". Na swoje pytanie otrzymuje jednak odpowiedź, że "świat po prostu jest" i takim należy go zaakceptować. Raczej trudno byłoby mi określić mój stosunek do tego bohatera, uważam jednak, że jest to jedna z naprawdę dobrze wykreowanych postaci - wielobarwna, dynamiczna i autentyczna.

Podsumowując, Ścieżki północy to bardzo dobra pozycja na długie zimowe wieczory, gdy za oknem sypie śnieg. Przyznam, że im dłużej zaznajamiam się z twórczością Richarda Flanagana tym większą mam ochotę sięgnąć po inne jego książki, co po sesji zimowej i napisaniu pracy licencjackiej z pewnością uczynię. Tym samym moja lista "książek do przeczytania" nieustannie rośnie, a z nią moja miłość do literatury, bloga i pisania! Jestem niewymownie szczęśliwa, że w natłoku pisania prac, zaliczeń i nadchodzących egzaminów (i mnóstwa innych rzeczy) w końcu udało mi się wyrobić z większością na tyle, że mogłam sobie pozwolić na napisanie tej recenzji! :)

Ścieżki północy to pozycja, która spodoba się ambitnym i dojrzałym Czytelnikom pragnącym lektury, która niekoniecznie musi lekka w odbiorze. Radzę przygotować ciepły koc, kubek herbaty w dłoń i ciastka, dla osłodzenia klimatu i niekiedy wstrząsających obrazów na pewno się przydadzą!
Moja ocena: 9/10. :)


Czytaj dalej »
on 30 stycznia 2
Podziel się!
Etykiety
historyczne, Japonia, klasyk, obyczajowe, realizm magiczny
Nowsze posty
Starsze posty

03 stycznia

Podsumowanie Grudnia i Roku 2021

Nadszedł już Nowy Rok, co oznacza, że czas na Podsumowanie minionego już miesiąca grudnia i tym samym roku 2021. Zeszły rok był dość obfity w najróżniejsze wydarzenia, choć niestety zarówno jego początek jak i koniec były dla mnie dosyć przykre. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie skupiała się na pozytywach! A mam za co chwalić rok 2021. Rozpoczęłam kolejny rok moich wymarzonych studiów, odbyłam wspaniałą wycieczkę w góry, a pod względem Czytelniczym i Blogowym na moim koncie są same sukcesy. Pod względem czytelniczym grudzień również był niezwykle intensywnym miesiącem. Nie przedłużając, zapraszam na Podsumowanie Grudnia i Roku 2021!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Tak jak pisałam w powyższym wstępie do dzisiejszego wpisu - rok 2021 pod względem czytelniczym i blogowym mogę uznawać za olbrzymi sukces! Jeśli chodzi o sam grudzień, o czym warto wspomnieć na początek to o fakcie, iż obejrzałam i oficjalnie zakończyłam kultowy serial Dom z papieru, który niezwykle ciepło wspominam. To jedna z tych serii, o których naprawdę ciężko zapomnieć, gdy emocje i napięcie towarzyszą każdemu odcinkowi. Dom z papieru mocno chwyta za serce! W styczniu można spodziewać się recenzji zbiorczej o serialach, jakie miałam przyjemność obejrzeć w ciągu minionego półrocza. Ponadto rozpoczęłam niezwykle ciepłą serię Blue Period, która zachęciła mnie do częstszego portretowania i wypróbowania nowych metod szrafunku i cieniowania. Osobiście kocham portetować i jest to kolejna rzecz, którą obok czytania i recenzowania uwielbiam. Zapewne po sesji zimowej w przerwach między pisaniem pracy do obrony oprócz czytania i blogowania, stworzę także coś na miarę sztuki z Blue Period. 


Przechodząc nareszcie do najważniejszej części wpisu, czyli literatury, tak jak wspominałam, grudzień okazał się być równie obfitym miesiącem jak miniony listopad. W grudniu skupiłam się bowiem na kontynuacji niektórych pozycji z listopada, co ostatecznie dało wynik 5 przeczytanych książek. Na początku grudnia dokończyłam bowiem Umiłowaną Toni Morisson, o której dość szeroko pisałam w recenzji, którą można przeczytać <tutaj>. Jest to jedna z tych książek, które pozostają w pamięci czytelnika na długo za sprawą niezwykłego, silnie oddziałującego czaru realizmu magicznego. To pozycja, której zdecydowanie jestem skłonna przyznać miano "Najlepszej Książki Miesiąca". Następnie w kolejce była powieść Herberta George'a Wellesa, Ludzie jak bogowie, która dość średnio przypadła mi do gustu. Kolejna pozycja, czyli 451 stopni Fahrenheita Ray'a Bradbury'ego okazała się być porywającą, ale zarazem dającą do myślenia dystopią, którą równie ciepło wspominam, a której recenzję można znaleźć pod wpisem O pięciu dobrych książkach, które ostatnio przeczytałam. Na mojej grudniowej półeczce jako kolejna znalazła się pozycja Tadeusza Sławka, Na okrężnych drogach. Tłumaczenie literackie i jego przekłady, dzięki której poznałam wyzwania, z jakim musi zmagać się tłumacz pracując nad przekładem danego dzieła. Skądinąd to także bardzo ciekawy zawód i już cieszę się na zajęcia z krytyki i przekładu jakie czekają mnie na 4 roku studiów. Z tej pozycji można niebawem spodziewać się recenzji. Ostatnią pozycją grudnia była natomiast Bestia ludzka Emila Zoli, która podobnie, jak w przypadku uwielbianej przeze mnie Zbrodni i kary była pozycją nie tylko demaskującą ludzkie instynkty, ale również silnie zahaczającą o psychologię i jej motywy, czyli dla mnie połączenie wprost idealne!

  1. Umiłowana, Toni Morisson; <recenzja>
  2. Ludzie jak bogowie, Herbert George Welles;
  3. 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury; <recenzja>
  4. Na okrężnych drogach. Tłumaczenie literackie i jego przekłady, Tadeusz Sławek;
  5. Bestia ludzka, Emil Zola.
Spośród 5 książek, jakie przeczytałam w minionym miesiącu nie mogłabym oddać tego tytułu żadnej innej książce, jak tylko i wyłącznie Umiłowanej Toni Morisson <recenzja>.
  • Umiłowana Toni Morisson to powieść, która zapada w serce i pamięć, powieść dotykająca czułych stron serca, jednocześnie traktując o sprawach niewolnictwa. Wisienką na torcie jest realizm magiczny, który w wykonaniu Morisson naprawdę przenika głębię tej książki. To powieść, którą naprawdę warto przeczytać!

Myślę, że dla nikogo nie będzie większym zaskoczeniem, iż tytuł pozycji "Najgorszej Książki Miesiąca" otrzymają Ludzie jak bogowie Herberta George'a Wellesa.
  • Ludzie jak bogowie Herberta George'a Wellesa. Zdecydowanie bowiem nie była to pozycja, którą czytałam z zapałem, a niekiedy wręcz potrzebowałam się nieco przymusić, aby ją dokończyć. A szkoda, koncept bowiem był całkiem przyzwoity.

PODSUMOWANIE ROKU 2021

Tak jak pisałam pod względem czytelniczym jestem naprawdę dumna z minionego już roku. Udało mi się bowiem przeczytać 160 książek, z czego zrecenzowałam w osobnych postach 38 książek, a część z nich po 3 lub po 5 w osobnych postach. Wynik jednak nadal pozostaje wysoki, a ja jestem niezwykle zadowolona, ponieważ wśród tych pozycji udało mi się odkryć wiele literackich perełek, które na zawsze pozostaną w moim sercu! Na ten moment ciężko mi znaleźć tą jedną, jedyną perełkę, królową minionego roku, ale być może uda mi się taką wyłonić podsumowując już rok 2022. Przede wszystkim jednak ciężko mi uwierzyć, iż kolejny rok zleciał tak niewiarygodnie szybko! Rozwinęłam się i ja, mój warsztat pisarski i recenzencki oraz oczywiście mój Blog, który niedawno obchodził swoje 4 urodziny! Pozwolę sobie jeszcze skromnie się pochwalić - Blog Z Dziennika Książkoholiczki liczy już ponad 700 obserwatorów na stronie facebookowej! Jestem z siebie niesamowicie dumna i dziękuję wszystkim Czytelnikom, którzy są ze mną i odwiedzają mojego bloga! Jest mi naprawdę niesamowicie miło! 

CELE NA ROK 2022

Blog i ja wspólnie nieustannie się rozwijamy, dlatego też pomyślałam, iż dobrym pomysłem byłoby wyznaczenie "oficjalnie" celu blogowego. W tym nowym roku 2022 chciałabym pobić mój zeszłoroczny rekord czytelniczy i mam  nadzieję, że mi się to uda! :)

CO W STYCZNIU?
Na kolejny miesiąc czekają na mnie nowe wspaniałe pozycje literackie i szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, aby zacząć je czytać, a następnie recenzować! Będą to pozycje zarówno te czytane na zajęcia studenckie, jak i te potrzebne do napisania pracy. Tak jak już zapowiadałam, niebawem można spodziewać się recenzji Na okrężnych drogach... Tadeusza Sławka. Pierwszą książką tego Nowego Roku, którą zaczęłam już dzisiaj było Miasto z mgły uwielbianego przeze mnie Carlosa Ruiza Zafóna! Następnie mam w planach Byłam Eileen Ottessy Moshfegh, Szklany klosz Sylwii Plath, My Eugeniusza Zamiatina, a później kto wie? Może Ścieżki północy Richarda Flanagana lub Diuna Franka Herberta, Pianistka Elfridy Jelinek, a może Sztukmistrz z Lublina Isaaca Bashevica Singera, Nieznośna lekkość bytu Milana Kundery albo Cząstki elementarne

Michel Houellebec

a. :)


Wszystkim Czytelnikom życzę dobrego Nowego Roku i spełnionych wyznaczonych celów!

Czytaj dalej »
on 03 stycznia 6
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty

29 grudnia

O pięciu dobrych książkach, jakie ostatnio przeczytałam

Witajcie Kochani! Przyznam szczerze, że okres świąteczny, jak co roku zleciał bardzo szybko, przed nami Sylwester i koniec roku. Grudzień podobnie jak okres października był dla mnie dość intensywny pod względem studiów, przygotowań do Świąt i literatury. Dlatego też postanowiłam powtórzyć pomysł z postem O trzech różnych książkach, jakie ostatnio przeczytałam, tylko tym razem nieco zawyżyć tą liczbę. W dzisiejszym wpisie będzie bowiem nie o trzech, ale o pięciu dobrych książkach, jakie ostatnio przeczytałam. Pozycje, o których dziś piszę tworzą prawdziwą mieszankę gatunkową, zdecydowanie wartych uwagi Czytelników.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Tworząc wpisy z recenzjami w formie zbiorczej, staram się postawić na niejednorodną mieszankę książek, jakie ostatnio przeczytałam. W dzisiejszym wpisie znajdą się pozycje pisarzy różnego pochodzenia od polskiego Tomasza Tryzny, kolumbijskiego Gabriela Garcię Marqueza, pisarzy pochodzenia amerykańskiego Foera Jonathan Safrana i Raya Bradbury'ego oraz afroamerykańską powieściopisarkę Toni Morrison. Jak widać pod względem geograficznym grudzień obfitował w literaturę z różnych zakątków świata. Nie zabrakło także różnorodności pod względem gatunkowym: od literatury obyczajowej napisanej z myślą o dorosłych przez reportaż, fantasy i science fiction po literaturę piękną. Tak więc bez zbędnych przedłużeń, czas odsłonić pozycje, o których będzie w dzisiejszym wpisie!

PANNA NIKT - TOMASZ TRYZNA
Przyznam, że po zachwytach, jakie wzbudziła Panna Nikt dobre kilka lat temu, sądziłam, że zachwyci i mnie. I faktycznie, początkowo powieść Tomka Tryzny budziła moją ciekawość jednakże wrażenie to szybko się rozwiało pozostawiając po sobie niesmak. Nic dziwnego, iż Panna Nikt znajduje się na ustach i zachwalających ją recenzentów, jak i na ustach gorzkiej krytyki. Zdecydowanie zaliczam się do tych drugich.

Marysia Kawczak wraz z rodziną przenosi się z rodzinnej wsi do miasta. Nowa szkoła nie oferuje jej jednak nowych przyjaciół, jak początkowo sądziła. Intrygująca ją Kasia jest niezależną artystką o dość ekscentrycznym sposobie bycia. Odkrywa ona przed Marysią nie tylko świat swojej muzycznej pasji, ale i wyjawia jego drogą cenę jakim jest pogwałcenie wszelkich zasad. Gdy ich drogi się rozchodzą na horyzoncie pojawia się Ewa, która przynosi ze sobą nowe niebezpieczeństwo dla naiwnej Mari.

Pannę Nikt okrzyknięto mianem powieści o dojrzewaniu tworząc złudzenie czegoś na miarę Sklepów cynamonowych Brunona Schulza czy Gombrowiczowskiej Ferdydurke, takie było moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu powieści Tomka Tryzny. Z pozoru książka wydaje się być opowieścią o pojawiającej się pierwszej miesiące, ładnie opakowaną historią o nastoletnich problemach z niebagatelną okładką. 

Opis spełnia swoją rolę i przyciąga uwagę czytelnika, Tryzna jednak burzy ten sielankowy nastrój niemal od pierwszej strony, zapełniając powieść kryzysami na szeroką skalę począwszy od kryzysu wartości, przez kryzysy rodzinne aż po kryzysy społeczne. Do tego  momentu książka sprawdza się świetnie  jako powieść psychologiczna. Efekt zauroczenia  jednak znika pod wpływem mnogości elementów z pogranicza erotycznych fantazji i oniryzmu. Analizując tą powieść w kontekście psychologicznym na seminarium nasunęła mi się prosta aczkolwiek nie oczywista konkluzja do analizy psychologicznej, zgłębiania kryzysu głównej bohaterki jest to powieść bardzo dobra, ale całość odbioru psuje zawiła narracja okraszona sporą dozą erotyzmu i wulgaryzmów, nie wspominając o tym, ile  trzeba się namęczyć, aby kogokolwiek z grona bohaterów obdarzyć sympatią.

Panna Nikt to powieść, przy której należy wykazać się olbrzymią dozą cierpliwości, nie tylko wobec samej powieści i jej autora, ale przede wszystkim wobec naiwności głównej bohaterki, która nie mając tak naprawdę jasno ugruntowanego obrazu "ja" zwyczajnie pozwala sobą manipulować. Osobiście już dawno tak mocno nie znosiłam jakiejkolwiek bohaterki, jak właśnie  Marii z Panny Nikt, którą niejednokrotnie chciałam solidnie potrząsnąć. Jako powieść psychologiczną polecam, ale nie jest to książka z rodzaju tych "czytanych dla czystej przyjemności".

Moja ocena:6/10.:)

STO LAT SAMOTNOŚCI - GABRIEL GARCIA MARQUEZ
Sto lat samotności to powieść, którą miałam w planach od dawna, a tegoroczne zajęcia stanowiły miłą zachętą do tego, aby wreszcie zapoznać się z twórczością Gabriela Garcii Marqueza. Będąc już po lekturze niezmiernie cieszy mnie fakt, iż nareszcie mogłam ją przeczytać i pozwala mi mieć nadzieję na zapoznanie się z innymi jego powieściami w niedalekiej przyszłości.

Podstawę do napisania Stu lat samotności stanowiły opowiadane Marquezowi od dziecka historie rodziny Buendiów prześladowanej fatum kazirodztwa. Zajęło to pisarzowi aż dwadzieścia lat, a sama historia została wzbogacona odniesieniami do opowieści biblijnych i baśniowych. Muszę przyznać, iż pisarz spełnił swoje zadanie znakomicie i z ogromnym zapałem wczytywałam się w losy generacji Buendiów.

Sama historia jest w zasadzie pewnym powtarzającym się cyklem w rodzinie Buendiów, szczególnie jednak fatum dotyka chłopców o imionach Jose Arcadio i Aureliano, mimo iż do pewnego stopnia można się w tych imionach zagubić - niemal przez cały cykl imiona te są nieodzowne w rodzinie, to jednak nie umyka pewien motyw legendy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. W końcu bowiem trafi się ktoś, kto przerwie rodzinne fatum i złamie klątwę. Z tą myślą przestałam już wyliczać który to z kolei Jose Arcadio czy Aureliano i skupiłam się na samej idei "stu lat samotności".

Pomimo tego, iż idea klątwy naznaczonej piętnem samotności niesie już sama w sobie echo romantyzmu, Marqueza ubarwia ów motyw dodając elementy okraszone nutką fantasy i magii. Co prawda, w przypadku Stu lat samotności nie można mówić o czystej fantastyce, obecny w niej czar codzienności przeplatający się z pewna dozą baśniowości tworzy cudowny realizm magiczny, który to czyni Sto lat samotności powieścią tak wyjątkową.

Marquez postarał się również by sprawnie nakreślić portrety psychologiczne bohaterów, choć okraszonych melancholią i tajemnicą postaciom ciężko jest wyeksponować bardziej wyrazistą charakterystykę, pewne cechy silnie wybrzmiewają. Otaczająca w niemal każdego bohatera mgła melancholii dodaje im swoistego uroku. Nie bez znaczenia są postacie zarówno kobiece, jak i męskie.

Wśród moich zachwytów nad powieścią Marqueza wisi jednak jedno drobne zastrzeżenie, mianowicie - język. Nie mam oczywiście na myśli miałkości stylu pisarza, ale jego ciągłość. Powieść pisana w duchu rodzinnej legendy z zasady nie powinna zawierać w sobie rozdziałów, jednak w przypadku Stu lat samotności, zdecydowanie by się to przydało, a na pewno by nie zaszkodziło. Pobawiona jakichkolwiek elementów sygnalizujących kolejną "część" opowieści, książka wydaje się być pisana bezlitosnym ciągiem zdań, nie wspominając o znikomej ilości dialogów. Brak chwili aby "złapać oddech" nieco psuje odbiór tej książki. Poza tym jednak wspaniale dopracowany klimat i obecny realizm magiczny nieco nadrabiają powyższe braki.

Sto lat samotności to powieść, przy której warto i trzeba się nasiedzieć, jest to bowiem jedna z pozycji określanych mianem literatury klasycznej, co dla prawdziwego Czytelnika powinno mówić samo za siebie! Zdecydowanie warto!

Moja ocena:8/10.:)

KLIMAT TO MY. RATOWANIE ŚWIATA ZACZYNA SIĘ PRZY ŚNIADANIU - FOER JONATHAN SAFRAN
Klimat to my to książka, przy której wywiązała się pasjonująca dyskusja podczas ćwiczeń z filozofii. Przyznam, że jest to pozycja na tyle ciekawa, że postanowiłam o niej wspomnieć w dzisiejszym wpisie. Klimat to my to przykład reportażu zawierającego cenne rady odnośnie traktowania naszej cennej planety, co czyni ją nie tylko pozycją, która daje do myślenia, lecz także sprawia, iż w dobie XXI wieku jest więcej niż potrzebna.

Klimat to my. Ratowanie świata zaczyna się przy śniadaniu jest pozycją, która nie jest tylko i wyłącznie zwięzłym i bezosobowym raportem dotyczącym stanu naszej planety, ale pozycją opatrzoną ciekawymi komentarzami, ciekawymi statystykami i propozycjami jak traktować planetę, aby nie wyczerpać jej drogocennych zasobów zbyt szybko. Co więcej, książka ta jest oskarżeniem skierowanym przeciwko współczesnemu człowiekowi - jego wygodnictwie, bierności w działaniu i postępującej niemocy, a trwania w strefie komfortu.

Przyznam, że bardzo przypadł mi do gustu dobitny i bezpośredni styl Foera i jego skądinąd słusznych oskarżeń. Faktem jest, zresztą dość oczywistym, iż polegamy na maszynach niemal przez cały czas, zużywając tym samym ogromne ilości prądu, pozostajemy bierni wobec wydarzeń, bo "łatwiej jest nie reagować", a przede wszystkim nie przyjmujemy do wiadomości faktu, iż katastrofa klimatyczna jest winą człowieka, co gorsza - akceptujemy ów stan. Owa bierność i wygodnictwo to cechy, które Foer bezlitośnie tępi, ale zarazem zauważa, że bez zmiany w naszej świadomości po prostu nie podejmiemy żadnych działań, gdyż ludzie stali się zbyt wygodni. Trudno jest ludziom przejść do działania, nie mówiąc już o świadomym działaniu mającym na celu ochronę planety. Oskarżenia Foera nie są więc bezzasadne.

Książka Klimat to my nie jest napisana typowym stylem reportażu, pozbawiona jest suchych faktów, ale zawiera ciekawe komentarze, które z przyjemnością się czyta. Dzięki czemu brnięcie przez tą pozycję przypomina czytanie dobrej prozy. Lekki i wciągający styl Foera sprawiają, że nie ma miejsca na nudę podczas czytania.

Klimat to my to książka, którą zdecydowanie polecam każdemu, kto ma ochotę przeczytać coś innego niż  to, co zazwyczaj czyta - ta pozycja stanowić będzie naprawdę ciekawe urozmaicenie. Co więcej, książka ta idealnie sprawdzi się jako gwiazdkowy nietuzinkowy prezent. Z pewnością przypadnie ona do gustu tym, którzy chcą się dowiedzieć czegoś więcej o stanie klimatycznym naszej planety.

Moja ocena: 9/10.:)

451° FAHRENHEITA - RAY BRADBURY
451 stopni Fahrenheita to tytuł, który miałam już w planach od dłuższego czasu, toteż wybór tej książki pod analizę na seminarium licencjackie bardzo mnie ucieszył. Przyznam szczerze, iż jej lektura bardzo mnie zaskoczyła. Sięgając po tę książkę miałam bowiem nieco inne jej wyobrażenie, jednak to, co otrzymałam zaskoczyło mnie dosyć pozytywnie.

Guy Montag jest strażakiem, jednak jego praca nie polega na gaszeniu pożarów, a na paleniu, na wzniecaniu płomieni. Niestety praca ta wiąże się z paleniem książek. Montag otoczony przez sterylnie kontrolowaną rzeczywistość nie kwestionuje ani nie poddaje w wątpliwości znaczenia swojego zawodu. Jednakże, kiedy zostają mu objawione tajniki przeszłości właśnie za pośrednictwem książek, zaczyna doceniać ich rolę i zamiast je palić, uczy się je doceniać, a ostatecznie próbuje je ocalić.

Jeśli jesteście ze mną i z moim blogiem już na tyle długo, iż znacie moje preferencje czytelnicze, to doskonale wiecie, że 451 stopni Fahrenheita jest pozycją, która definitywnie musiała przypaść mi do gustu. Powieść utrzymana jest w klimacie postapokaliptycznym, a stworzona przez Bradbury'ego wizja świata tchnie nieco myślą Roku 1984 Orwella, co sprawiło, iż od razu mnie wciągnęła. Zamysłem autora było utrzymać powieść w konwencji przerażającej wizji przyszłości, co zdecydowanie mu się udało. 

Tak jak Orwell pisał o nieustannej inwigilacji, tak Bradbury ukazał rysującą się w czarnych barwach przyszłość  pozbawioną dostępu do wiedzy, kultury, historii i tradycji - braku książek. Pisarz ukazuje rzeczywistość, w której ludzie zostali pozbawieni rozumu, a za rozrywkę służą im wielkie ekrany tabliodów nazywanych przez nich "rodziną", ludzi, którzy żyją w świecie białych ogłupiających tabletek nasennych, ludzi, którzy nie posiadają absolutnie żadnych aspiracji ani życiowych wartości poza własną "przyjemnością". Nie ukrywam, iż wizja takiego świata jest dla mnie koszmarna i zdecydowanie nie chciałabym się w takim świecie znaleźć. 

Choć wizja przyszłości, jaką snuje Bradbury jest opisywana w przeważnie czarnych barwach przetykanych buchającymi płomieniami, styl pisarza niewątpliwie pozwala się wciągnąć w tą historię. Licząca jedynie około 200 stron powieść wypełniona jest akcją po brzegi, tak, że naprawdę wyzwaniem jest się od niej oderwać.

Przyznam, że niezmiernie spodobała mi się idea ocalenia książek od spalenia i zapomnienia, dopiero wtedy byłam w stanie polubić jakiegokolwiek bohatera, w tym odczuć coś na kształt sympatii względem Montaga i gorąco mu kibicowałam, aby udało mu się ocalić chociaż tą jedną książkę.

Jestem przekonana, że miłośnikom dystopii, miłośnikom literatury i tym, którzy kochają książki, 451 stopni przypadnie do gustu. Sam koncept na powieść jest z pewnością oryginalny, co również przemawia na korzyść książki. Polecam serdecznie!

Moja ocena:9/10.:)

UMIŁOWANA - TONI MORRISON
Umiłowana Toni Morrison to powieść, co do której miałam spore oczekiwania po zapoznaniu się z jej opisem. I przyznam szczerze, w tym przypadku moja intuicja mnie nie zawiodła. Umiłowana okazała się pozycją, którą nie tylko miło wspominam jako doświadczenie literackie, ale która została ze mną na dłużej ze względu na niebanalną tematykę. 

Akcja Umiłowanej toczy się kilka lat po zakończeniu wojny secesyjnej, kiedy piętno niewolnictwa wciąż jest jeszcze żywe, a pamięć o doznanych krzywdach kładzie się cieniem na dalszych losach. Młodziutka Sethe została naznaczona piętnem niewolnictwa na ciele i na duszy już w momencie narodzin, a jednak jej determinacja pozwoliła jej przetrwać i ocalić swoją ludzką godność.

Umiłowana to jedna z tych powieści, o których nie sposób zapomnieć. Oprócz historii stanowiącej meritum powieści, świat rzeczywisty przenika świat metafizyczny, gdzie splatają się emocje, lęki, pragnienia i widmo pamięci. Umiłowana nie tyle dotyka historii teraźniejszej w fabule, ile skupia się na przeżyciach jej bohaterów, odsłaniając tym samym najmroczniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. Zasadniczym celem Morrison było bowiem ukazanie umysłu spustoszonego przez chory system, gdzie akt morderstwa na niewinnym dziecku był niczym więcej jak aktem miłości, próbą ocalenia go przed systemem. Wspomniana sfera metafizyczna jest miejscem, gdzie między ludźmi egzystują także duchy zmarłych.

Ten cudowny, wielowymiarowy klimat metafizyczności w dużej mierze odpowiada za tak pozytywny odbiór przeze mnie tej powieści. Z tego też powodu Umiłowana nie jest powieścią, którą należy czytać szybko, ale powieścią, w którą należy się wczuć, wsiąknąć, zagłębić w jej niezwykły pełen realizmu magicznego wymiar. Podobnie jak w przypadku Stu lat samotności język pełen jest dosadności, a wzajemne oscylowanie fabuły między osią rzeczywistą a osią metafizyczną kreuje ów niezwykły klimat. Pod względem językowym powieść również wymaga smakowania i analizowania za pośrednictwem obfitego w metafory języka. Niewątpliwie forma i konstrukcja powieści idealnie współgra z treścią, nie jest zaś wyłącznie jej nośnikiem.

Umiłowana to powieść, którą polecam z całego serca! Z góry jednak uprzedzam, iż jest to dzieło wręcz dedykowane dojrzałym i wymagającym czytelnikom, którzy chcą i są w stanie zagłębić się w przekaz tej książki. Serdecznie polecam!

Moja ocena:10/10. :)


Zdaję sobie sprawę, iż wpis jest dzisiaj wyjątkowo długi, ale są to wyjątkowe pozycje, o których zresztą warto mówić.  Książki, o których pisałam w dzisiejszym wpisie są z pewnością głębokie o silnym nasyceniu emocjonalnym, co sprawia, że nie łatwo wyrzucić ich z serca i pamięci. Mam nadzieję, że każdy znajdzie w tym wpisie wybraną dla siebie perełkę.












Czytaj dalej »
on 29 grudnia 7
Podziel się!
Etykiety
DYSTOPIA, fantasy, historyczne, klasyk, obyczajowe, postapo, psychologia, psychologiczne, realizm magiczny, reportaż, stosik książkowy
Nowsze posty
Starsze posty

07 grudnia

Podsumowanie Listopada 2021


Listopad był dla mnie dość obfitym literacko miesiącem i nie ulega wątpliwości niezwykle czasochłonnym. W zasadzie miesiąc ten zleciał mi niezmiernie szybko na 23  urodzinach, które obchodziłam w tym roku, na  studiowaniu, różnych ciekawych wykładach, w jakich brałam udział, tak że ciężko było zauważyć upływ czasu. Pod względem serialowym i książkowym było w zasadzie dość podobnie - z seriali zakończyłam Hometown Cha Cha Cha, z którego niebawem planuję napisać recenzję zbiorczą, a także niemal dokończyłam już cały czwarty sezon La  casa de Papel. Jeśli chodzi o literaturę, czyli główny motyw blogowy, mam za sobą może niewielki repertuar, za to bardzo bogaty treściowo zbiór książkowych perełek, które chciałabym w tym wpisie przedstawić.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Tak jak pisałam wyżej, w listopadzie miałam przyjemność zapoznać się z naprawdę bogatym treściowo zbiorem literackich perełek. Przyznam szczerze, że były to wspaniałe książki, także pod względem psychologicznym i socjologicznym, wymagały więc zaangażowania się w odbiór, co jednak nie umniejsza faktu, że zdecydowanie warto było je przeczytać. 

Pierwszą książką listopada, a w zasadzie jeszcze pozycją dokończoną z października była Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości pióra Swietłany Aleksijewicz <odsyłam do recenzji tutaj>, podejmująca tematykę katastrofy Czarnobylskiej, jaka miała miejsce w 1986 roku. Książkę tą bardzo dobrze wspominam również ze względu na jej wartość historyczną i dobre pióro. Kolejną książką, z jaką miałam przyjemność zapoznać się w listopadzie był Almond autorstwa Won-Pyung Sohn <recenzja tutaj!>. Pozycję tą pokochałam całym sercem, nie tylko za wspaniale zrealizowaną tematykę psychologiczną, ale również za lekkość piorą, dzięki czemu łatwo przypada ona do serca. Następną pozycją listopada okazała się być Panna Nikt Tomasza Tryzny, która wzbudziła we mnie dość ambiwalentne odczucia. Z jednej strony potrafiłam docenić złożoność poruszanych w niej problemów, z drugiej ubolewałam nad warstwą językową, gdzie odniesienia oniryczne, erotyczne nijak pasowały i budziły we mnie wyłącznie frustrację. 

Pozycją po jaką sięgnęłam w następnej kolejności było Sto lat samotności Gabriela Garcii Marqueza, co okazało się być niezwykle ciekawym spotkaniem. Można by porównać styl w jakim ta powieść została napisana do stylu reportażowego czy kronikarskiego, jest to bowiem przekrój dziejowy rodziny Buendiów. Później z kolei sięgnęłam po kolejną książkę z gatunku reportaży, mianowicie po Klimat to my. Ratowanie świata zaczyna się przy śniadaniu Jonathna Safrana Foera, który okazał się być bardzo zajmującym zbiorem reportaży na temat upadku klimatycznego naszej planety i poświęconych tej tematyce różnym dygresjom. Ostatnimi książkami listopada były Utopia Tomasza Morusa oraz Umiłowana Toni Morisson, przy czym ta ostatnia pozostawiła mnie w stanie wielkiego pozytywnego zdumienia, bowiem jest to naprawdę dobrze skonstruowana powieść podejmująca zresztą niebanalną tematykę niewolnictwa i postkolonializmu. Ogółem więc wynik przeczytanych książek w listopadzie wynosi aż 7 pozycji, co przekłada na 141 pozycji przeczytanych w tym roku 2021. Aktualnie czytam natomiast Panią Bovary Gustava Flauberta, Ludzie jak bogowie Herberta George'a Wellesa oraz Na okrężnych  drogach. Tłumaczenie literackie i jego światy Tadeusza Sławka.
  1. Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości, Swietłany Aleksijewicz <recenzja tutaj>;
  2. Almond, Won-Pyung Sohn <recenzja tutaj>;
  3. Panna Nikt, Tomasza Tryzny <recenzja zbiorcza niebawem!>;
  4. Sto lat samotności, Gabriel Garcia Marquez <recenzja zbiorcza niebawem!>
  5. Klimat to my. Ratowanie świata zaczyna się przy śniadaniu, Jonathna Safrana Foera <recenzja zbiorcza niebawem!>
  6. Utopia, Tomasza Morusa;
  7. Umiłowana, Toni Morisson <recenzja zbiorcza niebawem!>.

Na tytuł "Najlepszej Książki Miesiaca" bez wątpienia zasługuje następująca pozycja:
  • Almond, Won-Pyung Sohn <recenzja tutaj>
Naprawdę dawno nie miałam okazji zetknąć się z tak dobrze napisaną powieścią psychologiczną, która nie dość, że porusza rozmaite ważne tematy, to jeszcze napisana jest tak wspaniałym stylem, że idealnie nadaje się na piątkowy wieczór!

Niewątpliwym pretendentem do tytułu "Najgorszej Książki Miesiąca" jest:
  • Panna Nikt Tomasza Tryzny
Przyznam szczerze, że koncept jestem w stanie zaakceptować,  natomiast ta książka wręcz obfituje w elementy tak zbędne i do tego stopnia niepotrzebne, że choć powieść mnie ciekawiła musiałam zmuszać się aby ją "przeboleć". I opłaciło się, choćby dlatego, że powieść ta posłuży mi jako ciekawe tło do pracy licencjackiej, podobnie zresztą jak Almond oraz dlatego, że zakończenie okazało się być całkowicie adekwatne do poziomu powieści.

CO W GRUDNIU 2021?


Mamy już 7 grudnia, a ja jestem już w trakcie czytania trzech pozycji: Pani Bovary Gustava Flauberta, Ludzie jak bogowie Herberta George'a Wellesa oraz Na okrężnych  drogach. Tłumaczenie literackie i jego światy Tadeusza Sławka. Te pozycje oczywiście doczekają się recenzji. Natomiast jest jeszcze wiele takich, po które chciałabym sięgnąć w tym miesiącu jak Zbrodnia i kara Fiodora Dostojewskiego, którą chciałabym przeczytać ponownie, Ścieżki północy Richarda Flanagana, Bestię ludzką Emila Zoli oraz wiele innych (repertuar tego, co jeszcze chciałabym przeczytać jest na poniższym zdjęciu). Wszystko zależy od tego, jak ułożą się plany grudniowe. Niemniej, na pewno szykuje się kolejny wspaniały literacki miesiąc! :) <3 




Czytaj dalej »
on 07 grudnia 2
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty

24 listopada

"Almond" - Won-Pyung Sohn

Almond to kolejna wspaniała perełka z zakresu literatury psychologii, z którą miałam przyjemność niedawno się zapoznać i to znacznie szybciej niż przypuszczałam. Jak można zauważyć na podstawie fotografii, była to książka, ktorą posiadałam na telefonie, a nie na Kindle'u (kundelku), bowiem z racji niewielkiej objętości uznałam, że w zasadzie szybko się z nią zapoznam. I faktycznie, Almond przeczytałam w niecałe dwa dni, podczas okienek i przed zajęciami na Uczelni była to nie tylko świetna rozrywka, lecz także spora dawka wiedzy psychologicznej w sferze emocji, która mam nadzieję przyda mi się podczas zajęć z Psychologii Klinicznej czy Psychoterapii, a kto wie, czy nie również jako świetne studium relacji międzyludzkich do pracy licencjackiej w literaturze przedmiotowej?

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Yunjae zmaga się z aleksytymią, jest to zaburzenie polegające na niezdolności do odczuwania jakichkolwiek emocji, nawet tych najbardziej podstawowych jak miłość, strach, smutek czy złość. Z tego powodu nie ma też przyjaciół. Krąg znajomych Yunjae ogranicza się wyłącznie do jego mamy oraz babci, które dokładają wszelkich starań, aby chłopiec umiał poradzić sobie w życiu społecznym. W Wigilię Bożego Narodzenia zmienia się jednak wszystko, barbarzyński atak przemocy, w którym ginie babcia chłopca, a matka zostaje poważnie ranna, zmusza Yunjae do zmierzenia się ze światem na własną rękę. Kolejnym wstrząsem dla Yunjae jest pojawienie się w szkole Gona, chłopca będącego jego zupełnym przeciwieństwem. Pomimo przeciwności losu ich skomplikowana relacja zaczyna przypominać coś na kształt przyjaźni. 
- opis własny
Rozpoczynając swoją przygodę z Almondem miałam szczerą nadzieję, że bez reszty zakocham się w tej książce i tak się rzeczywiście stało. Z niecierpliwością bowiem wyczekiwałam okienek, podczas których mogłam pozwolić by świat wykreowany przez Won-Pyung Sohn definitywnie mnie pochłonął. Zakochałam się w tej książce nie tylko ze względu na bogactwo wiedzy psychologicznej, ale przede wszystkim dlatego, iż jest to powieść naprawdę rzetelnie skonstruowana. Gdybym zabrała się za Almonda w piątkowy wieczór, podejrzewam, że spokojnie skończyłabym czytać w jakieś 2 godziny.

Won-Pyung Sohn w niebanalny sposób konstruuje fabułę książki, koncentrując się w zupełności na postaci Yunjae we wszystkich jego etapach życia, w tym oczywiście również na momencie postawienia mu diagnozy. Oś samopoznania siebie i reguł rządzących w społeczeństwie oraz dopasowaniu odpowiednich reakcji na dane wydarzenie wyznacza ramę fabularną. Dodatkowo, aby jeszcze bardziej skomplikować życie głównego bohatera, czy też niejako ocalić go przed samym sobą autorka w żaden sposób nie oszczędza Yunjae zrzucając na jego barki nowe przeciwności losu. Jego specyficzna relacja z Gonem stanowi natomiast całkiem oddzielną ścieżkę fabularną, tworząc zupełnie nowy wątek, który dostarcza Czytelnikowi okazji do doświadczania różnorodnych emocji, co prawda niekoniecznie bezpośrednio poprzez Yunjae, ale za pośrednictwem innych odnośników. Wszystkie te aspekty pieczołowicie budują fabułę książki i jeszcze bardziej akcentują jej oryginalną wymowę.

Almond to naprawdę króciutka pozycja, dlatego też jestem naprawdę pełna podziwu dla autorki, która potrafi w tak małej objętościowo książce pomieścić nie tylko tak rozbudowaną fabułę, ale również wyposażyć ją w nieprzewidywalne zwroty akcji i pełne napięcia chwile. Nie bez powodu, Almond tak mocno wciąga, w końcu prawdziwe skarby ukryte są w rzeczach małych i niepozornych. Powieść Won-Pyung bez wątpienia jest taką perłą w literaturze i w pełni popieram okrzyknięcie jej mianem koreańskiego bestsellera!

Nie tylko rozbudowana fabuła i pełna napięcia akcja stanowią niezbite dowody na wyjątkową wagę tej książki. Olbrzymim walorem jest też całościowy klimat tej powieści, który jak można się domyślać jest dość specyficzny ze względu na niezdolność do odczuwania emocji przez Yunjae. Czytelnik musi więc zupełnie w inny sposób odbierać emocje płynące z tej książki. Won-Pyung bardzo sprytnie zastosowała tutaj grę kontrastów - osobliwy spokój Yunjae i emocjonalną naturę Gona, co daje silnie przyciągający efekt, który niewątpliwie zachęca do sięgnięcia po tą powieść.

Bez rozubudowanej, a zarazem prostej i logicznej sfery językowej, Almond znacznie utraciłby na  wyjątkowości. Yunjae jako główny bohater, niezdolny do wyrażania emocji wypowiada się w dość ograniczony i konkretny sposób. Won-Pyung poprzez użycie konkretnego stylu języka, oszczędnego w sferze emocjonalnej buduje dość osobliwą narrację, która już zawsze będzie kojarzyć mi się z tą właśnie książką. W świecie Yunjae, gdzie każda rzecz i każde zjawisko ma swoje logiczne wytłumaczenie, który opiera się przede wszystkim na konkretności, bez konotacji emocyjnej, Won-Pyung stara się zabawić słowem. W zdaniach względnie pozbawionych odnośników emocjonalnych każde Czytelnikowi odkryć głębszy sens słów, wczuć się w język i wniknąć głębiej. To prawdziwe bogactwo językowe. Warto zatem zauważyć, że sam tytuł Almond oznacza "migdałowy" i tym samym odnosi się do choroby Yunjae, która opiera się na posiadaniu małych ciał migdałowatych.

Bohaterowie Almond, czyli Yunjae oraz Gon są tak pełni przeciwieństw, że zupełnie nie sposób nie pokochać tej dwójki bohaterów. I choć na początku miałam trudności z tym, aby polubić wybuchową naturę Gona, który przy stoickim spokoju Yunaje, zdawał się w ogóle do niego nie pasować, z czasem potrafiłam go polubić. To tylko kolejny dowód na wyjątkowy charakter książki Won-Pyung nietuzinkowe "parowanie" bohaterów o wyjątkowych charakterach, słowem czysta głębia kreacji postaci.

Almond to książka, którą naprawdę bardzo cenię, i która pozostanie w moim sercu na długo. Podejrzewam nawet, że niebawem, w niedalekiej przyszłości chętnie sięgnę po nią po raz kolejny, czy to jako propozycję do dyskusji na zajęciach na Psychologii, czy gdy będę pisać kolejne rozdziały pracy licencjackiej, a nie wątpię, że i tam mi się przyda. To naprawdę wspaniała przygoda móc zapoznać się z tą książką! Mam wielką nadzieję, że Won-Pyung spróbuje znów swoich sil i stworzy kolejne literackie arcydzieło!
Almond to powieść, która rozkocha w sobie zapalonego studenta Literaturoznawstwa i miłośnika Psychologii. Ta króciutka pozycja wciąga bez reszty, dlatego polecam zarezerwować sobie na nią wieczór lub dwie wolne godziny danego dnia, bowiem naprawdę ciężko jest się oderwać! Polecam serdecznie! 
Moja ocena: 10/10. :)

Czytaj dalej »
on 24 listopada 3
Podziel się!
Etykiety
medyczne, obyczajowe, psychologia, psychologiczne, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O AUTORCE

O AUTORCE
27 - letnia Magister Polonistyki-Literaturoznawstwa. Z zamiłowania książkoholiczka, literaturoznawczyni i blogerka, rysowniczka, a także miłośniczka języków obcych i azjatyckich dram. Kto wie, może i w przyszłości także pisarka? Możliwości jest mnóstwo! :) Aktualnie spełnia się dziennikarsko pracując w redakcji WUJ-a oraz współpracując z wydawnictwami jako recenzentka. Przyszła bibliotekarka i biblioterapeutka, która uczy się języka migowego.

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

BIBLIOTECZKA

https://lubimyczytac.pl/ksiegozbior/MiegxQJv6H

PRZECZYTANE

W tym roku chcę przeczytać...

W tym roku chcę przeczytać...
#Wyzwanie LC 2026#

Recenzje/Wpisy planowo

* "Żywe serce", Piotr Pawlukiewicz * "Genialne umysły", Jennifer Lynn Barnes * "Studium zatracenia", Ava Reid * "Burza", Sunya Mara * "Obiekty głębokiego nieba", Jakub Małecki Następne tytuły wpisów podam niebawem! :)

Znajdź mnie!

  • Lubimy Czytać
  • Strona na facebooku
  • Twitter
  • Instagram

Szukaj na tym blogu

Statystyka

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Obserwatorzy

Popularny post

  • Kącik serialowy: Moon Lovers: Scarlet Heart Reyo- magia księżyca
    Tytuł oryginalny:   달의 연인 – 보보경심 려 Tytuł (latynizacja):   Dalui Yeonin – Bobogyungsim Ryeo Tytuł (alternatywny):  Time Slip: Rye...
  • Kącik serialowy: Goblin, Guardian: The Lonely and Great God- potęga przeznaczenia
    Tytuł oryginalny:   도깨비 Tytuł (latynizacja):   Dokkaebi Tytuł (alternatywny):  Goblin: The Lonely and Great God Gatunek:   fantasy, m...
  • "Shinsekai Yori"- Yuusuke Kishi
    tytuł oryginału: 新世界より tłumaczenie: Z Nowego Świata wydawnictwo:  Kōdansha data wydania: 23 stycznia 2008 liczba stron:870 sło...

Archiwum

  • ▼  2026 (19)
    • ▼  sie 2026 (3)
      • Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ru...
      • "Powroty" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz
      • "Niewidzialne życie Addie LaRue" - Victoria E. Schwab
    • ►  lip 2026 (1)
    • ►  cze 2026 (3)
    • ►  maj 2026 (3)
    • ►  kwi 2026 (6)
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (2)
  • ►  2025 (13)
    • ►  wrz 2025 (1)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (4)
    • ►  lut 2025 (2)
  • ►  2024 (11)
    • ►  gru 2024 (1)
    • ►  lis 2024 (1)
    • ►  lip 2024 (1)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (2)
    • ►  kwi 2024 (2)
    • ►  mar 2024 (1)
    • ►  sty 2024 (2)
  • ►  2023 (31)
    • ►  gru 2023 (2)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (4)
    • ►  wrz 2023 (3)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (2)
    • ►  kwi 2023 (1)
    • ►  mar 2023 (5)
    • ►  lut 2023 (5)
    • ►  sty 2023 (1)
  • ►  2022 (46)
    • ►  gru 2022 (5)
    • ►  lis 2022 (4)
    • ►  paź 2022 (4)
    • ►  wrz 2022 (5)
    • ►  sie 2022 (6)
    • ►  lip 2022 (6)
    • ►  cze 2022 (1)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (3)
    • ►  mar 2022 (5)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (2)
  • ►  2021 (38)
    • ►  gru 2021 (2)
    • ►  lis 2021 (4)
    • ►  paź 2021 (3)
    • ►  wrz 2021 (3)
    • ►  sie 2021 (4)
    • ►  lip 2021 (4)
    • ►  cze 2021 (1)
    • ►  maj 2021 (2)
    • ►  kwi 2021 (2)
    • ►  mar 2021 (2)
    • ►  lut 2021 (6)
    • ►  sty 2021 (5)
  • ►  2020 (49)
    • ►  gru 2020 (3)
    • ►  lis 2020 (2)
    • ►  paź 2020 (4)
    • ►  wrz 2020 (4)
    • ►  sie 2020 (6)
    • ►  lip 2020 (5)
    • ►  cze 2020 (3)
    • ►  maj 2020 (2)
    • ►  kwi 2020 (5)
    • ►  mar 2020 (5)
    • ►  lut 2020 (6)
    • ►  sty 2020 (4)
  • ►  2019 (66)
    • ►  gru 2019 (6)
    • ►  lis 2019 (4)
    • ►  paź 2019 (5)
    • ►  wrz 2019 (9)
    • ►  sie 2019 (9)
    • ►  lip 2019 (6)
    • ►  cze 2019 (5)
    • ►  maj 2019 (6)
    • ►  kwi 2019 (2)
    • ►  mar 2019 (3)
    • ►  lut 2019 (5)
    • ►  sty 2019 (6)
  • ►  2018 (59)
    • ►  gru 2018 (5)
    • ►  lis 2018 (5)
    • ►  paź 2018 (7)
    • ►  wrz 2018 (9)
    • ►  sie 2018 (7)
    • ►  lip 2018 (3)
    • ►  cze 2018 (8)
    • ►  maj 2018 (2)
    • ►  kwi 2018 (2)
    • ►  mar 2018 (3)
    • ►  lut 2018 (3)
    • ►  sty 2018 (5)
  • ►  2017 (5)
    • ►  gru 2017 (4)
    • ►  lis 2017 (1)

Polecany post

Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ruchem Czystych Serc (relacja)

Napisz do mnie w sprawie recenzji/artykułu/wywiadu :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Etykiety

Japonia (13) King (3) Murakami (6) PLOTKARA (3) Zafon (5) anime (3) arabia (1) autobiografia (5) baśnie (22) dla nastolatków (24) drama (5) fantasy (66) historyczne (32) holocaust (1) klasyk (22) klasyka dla nastolatków (11) klasyka dziecięca (2) komedia- czarny humor (12) kultura słowiańska (5) medyczne (5) mit (3) miłość (39) obyczajowe (123) podsumowanie (81) postapo (23) psychologia (31) psychologiczne (49) romans (53) science-fiction (23) stosik książkowy (34) sztuka (4) tag (2) thiller (26) thriller (14) wojna (9) współczesność (104) zapowiedz (27) zwierzęta (3) świat komiksu (1) święta (5)

Nie kopiuj, szanuj cudzą własność!!!

Prawa Autorskie

Zabraniam kopiowania MOICH tekstów i zdjęć bez uprzedniego zezwolenia.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kradzież tekstów, czy zdjęć bez upoważnienia autora przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2-ch i/grzywnę.

Bardzo proszę o uszanowanie mojej pracy.

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Z Dziennika Książkoholiczki. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.