Z Dziennika Książkoholiczki

Strony

  • Strona główna
  • O mnie
  • KSIĄŻKI
  • Kącik serialowy
  • ZESTAWIENIA
  • Kontakt i Współpraca

30 maja

Dylogia "Twisted Love" - Meredith Walters

W ostatnim czasie, przyznam szczerze brakowało mi czasu na relaks, a kwiecień i maj zdecydowanie należą do gorących okresów przed sesją letnią. Chcąc odetchnąć od nauki, postanowiłam zorganizować się tak, aby wreszcie zrecenzować Twisted Love. Przyznam szczerze, że sięgnięcie po dylogię Meredith Walters, bynajmniej nieprzypadkowe spotkanie, stało się punktem dla kilku ciekawych refleksji. Początkowo, miałam raczej niepochlebną opinię odnośnie tej serii, toteż postanowiłam dać sobie troszkę czasu i zobaczyć, czy to się zmieni. Ta decyzja okazała się być naprawdę dobra, bo Twisted Love nie jest historią, którą pokocha się łatwo i od pierwszej strony.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Aubrey Duncan to dwudziestokilkuletnia studentka Psychologii, która aby uzyskać licencjat musi przez kilka tygodni uczestniczyć w spotkaniach grupy wsparcia dla osób uzależnionych. Dziewczyna ma za sobą traumatyczne wspomnienia, toteż wybierając kierunek studiów, czy wykonując codzienne czynności kieruje się ściśle określoną rutyną. Gdy jej  współlokatorka znajduje się w tarapatach, Aubrey bez wahania podąża do tajemniczego klubu Compulsja, aby ją odnaleźć. Nie spodziewa się jednak, że bolesne wspomnienia znów odżyją, a na jej drodze stanie przystojny Maxx Demelo.
- opis własny
Pierwszym, co sprawiło, że zwróciłam uwagę na Twisted Love była niebanalna i ciężka tematyka - obietnica zanurzenia się w powieść o walorach psychologicznych, czego po lekturze Pacjentki bardzo mi brakowało. Choć, przyznam, że nie w taki sposób, w jaki tego oczekiwałam, Walters stanęła na wysokości zadania i poprowadziła fabułę dość ciekawym tropem. Alkohol, narkotyki, trauma - tematy z pozoru tkwiące z dala od pojęcia "normalności", a jednak w jakiś sposób nasycone piętnem codzienności: ludźmi, którzy się z tym borykają, ich bliskimi, szukającymi pomocy. Twisted Love to pozycja wymagająca wrażliwości i empatii, wzbudzająca emocje, dlatego właśnie ją cenię - nie tylko jako miłośniczka psychologii.

Niewątpliwie jednym z największych atutów Twisted Love jest misternie utkana fabuła, w którą wplecione są różnorodne wątki, z których to trauma i uzależnienie zdecydowanie wiodą prym. Maxx skrywa swoje drugie oblicze, Aubrey chce uporać się  ze swoją przeszłością. Meredith Walters zdecydowanie nie oszczędza bohaterów łamiąc im serca, co kilkaset stron. W ten sposób jednak pieczołowicie pokazuje, jak trudno jest pokonać swoje własne mroczne "ja". Przyznam szczerze, że w miarę kolejnych rozdziałów, byłam to na przemian zniesmaczona, to podekscytowana. Ostatecznie jednak, niemal od razu po skończeniu pierwszego tomu, sięgnęłam po Wróć za mną, co definitywnie dowodzi, jak dobra jest ta historia i jak silnie mnie wciągnęła.

Aby wciągnąć się w pełni w Twisted Love potrzeba czasu, Meredith Walters sprytnie usypia czujność Czytelnika, by obudzić ją w najmniej spodziewanym momencie. Co więcej, Twisted Love to powieść na miarę gatunku obyczajowego, zatem trudno spodziewać się nagłych zwrotów akcji, a jednak one występują. W bardziej mrocznej i psychologicznej odsłonie. Walters dobitnie i brutalnie obnaża istotę uzależnienia, pokazując przy tym, jakie są tego skutki i jak ciężko się podnieść po takim nałogu. Tematyka traumy, nie najsympatyczniejszych relacji z rodzicami również została zarysowana z najmniejszymi detalami. Psychologia wybija z kart dylogii na niemal każdej stronie, a emocje, jakie wzbudza autorka w pełni wystarczają, aby popchnąć akcję do przodu. Twisted Love to cała gama emocji - od tych negatywnych, po poczucie głębokiego spokoju.

Klimat Twisted Love jest, jak dobitnie pokazuje opis, dosyć mroczna i pesymistyczna. Kwestie uzależnienia czy zmagania się z traumą po prostu wymagają takiego tła i zaplecza emocjonalnego. Meredith Walters dobrze wie, jak zaskarbić sobie uwagę Czytelnika, co też robi, udzielając głosu zarówno Aubrey, jak i Maxx'owi. To zagranie niewątpliwie działa na korzyść fabuły i pokazuje, jak bohaterowie z perspektywy osobistej patrzą na własne problemy. Szeroka paleta emocji, których doświadczają bohaterowie to mnogość kontrastów, które szybko się przenikają, od gniewu, po zaciśnięte pięści, szaleństwo głodu narkotykowego, po rozpacz i determinację, a takie emocje przelewają się przez tą książkę. Sięgając po Twisted Love warto więc uzbroić się w cierpliwość i zrozumienie dla dwójki okaleczonych przez życie bohaterów.

Nie da się ukryć, że Meredith Walters to pisarka, która wykracza poza schematy, o czym świadczy tematyka dylogii. Narkotyki, uzależnienia nie są bowiem tematami, po który pisarze sięgają zbyt chętnie, wręcz przeciwnie. Walters natomiast opisuje poszczególne stany uzależnienia z niesamowitą pieczołowitością i obnaża to, czym w zasadzie jest uzależnienie. Tym bardziej przemawia to, za wyjątkowością Twisetd Love i zachęca do jej przeczytania.

Styl Meredith Walters może nie epatuje kunsztem na miarę wybitnego języka, nie brakuje w nim z jednej strony przeciętności w utartych sloganach, z drugiej, uwydatnia się w tej prostocie empatia, dojrzałość i zrozumienie dla osób zmagających się z uzależnieniem. Walters jest bowiem daleka od jednostronnej krytyki, przemawiając głosem Aubrey apeluje o rozsądek, umiar, podczas, gdy głos Maxxa jest tak naprawdę wołaniem o pomoc w wyrwaniu się z błędnego koła, w jakie wpędziło go uzależnienie. Głos płynący z Twisted Love przemawia empatią, głosem połatanego, ale silnego serca - miłością.

Bohaterowie dylogii są tak różni, jak to tylko możliwe. Pomijając aspekty charakterologiczne - Aubrey to pragmatyczka, z kolei Maxx jest urodzonym artystą, dzieli ich wszystko, od odmiennych środowisk, w jakich dorastali, dorosłe życie i aktualne problemy. Droga, jaką muszą przebyć w Twisted Love jest kręta i wyboista, a oni doskonale o tym wiedzą. Niełatwo było mi pokochać Aubrey z jej charakterem, ale od razu pokochałam charyzmatycznego Maxxa, by w końcu kibicować obojgu tym postaciom. Potrzeba czasu, aby polubić daną postać,  na szczęście Meredith Walters nie staje na przeszkodzie, a wręcz do tego zachęca, bowiem nie przeceniaj kogoś, zanim go nie poznasz.

Podsumowując, Twisted Love to pozycja, którą przeczytać trzeba i nie tylko studenci/miłośnicy psychologii powinni ją znać. To niesamowite studium przypadku uzależnienia, nie wspominając już o tematyce traumy. Lektura Meredith Walters porusza serca i takich odważnych powieści powinno być więcej.
Twisted Love nie jest łatwą lekturą. To pozycja, która wymaga chwili refleksji i odrobiny empatii. I właśnie dlatego, jest tak dobrą pozycją. W świetle powyższych argumentów, chyba nie muszę już nic więcej dodawać. Po Twisted Love zdecydowanie warto sięgnąć!
Moja ocena: 9/10. :)
Czytaj dalej »
on 30 maja 25
Podziel się!
Etykiety
obyczajowe, psychologia, romans, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

06 maja

Podsumowanie kwietnia 2021

Odkąd rozpoczął się 4 semestr moich studiów, mam nieodparte wrażenie, że czas płynie znacznie szybciej. A w związku ze zbliżającą się sesją letnią wykorzystuję czas na naukę, dokańczanie projektów na zajęcia i tworzeniu planów przeprowadzania lekcji w podstawówce, i analizowaniu studium przypadków na moim drugim kierunku. Jednocześnie nie oznacza to wcale braku czasu na czytanie, gdyż mam wrażenie, że w kwietniu przeczytałam równie pokaźną sumę literatury, jak w marcu. Wniosek jaki z tego płynie - mam mniej czasu, a dzięki temu robię więcej.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

W minionym już kwietniu przeczytałam 14 pozycji, z których dwie skończyłam na początku weekendu majowego. Biorąc pod uwagę ilość prac nie tylko na studia na dwóch kierunkach, ale też zajęć związanych z moim mieszkaniem, uważam to za dobry wynik, tym bardziej, że większość z przeczytanych przeze mnie pozycji obejmowała dość bogaty zasób motywów. A ja po prostu kocham ambitną literaturę! 

Kwiecień rozpoczęłam więc od zakończenia czytanej przeze mnie trylogii O chłopcach Jenny Han, którą wspominam niezwykle ciepło, a której recenzję można znaleźć <tutaj>. W następnej kolejności korzystając z wolnego czasu, jaki zapewniały mi Święta Wielkanocne, sięgnęłam po dylogię Meredith Walters, Twisted Love, liczącą dwa tomy, Twoim śladem oraz Wróć za mną, a jako miłośniczka psychologii z nieskrywaną ekscytacją czytałam tą serię. Na dniach więc można spodziewać się recenzji! 

W kolejnych dniach kwietnia zagłębiłam się ściśle w literaturę studencką, jednak i tam miałam do czynienia z wybitnymi dziełami na kanwie światowej. A dzięki Zamczysku w Otranto Horace'go Walpole'a, Zagładzie domu Usherów Edgara Allana Poe'go oraz Opactwie Northanger Jane Austen (którą skończyłam podczas weekendu majowego) odkryłam w sobie coraz silniejsze zamiłowanie do motywu gotyku w literaturze! Miałam także możliwość przeczytania słynnej Godziny myśli Juliusza Słowackiego oraz Poganki Narcyzy Żmichowskiej, której lektura mocno przypadła mi do gustu. Zetknęłam się także z wybitnie zajmującym studium amnezji (między innymi) podczas zajęć z Osobowości Wielorakiej, czyli Mężczyźnie, który pomylił swoją żonę z kapeluszem Olivera Sacksa, z czym chętnie się zapoznam szerzej podczas tegorocznych wakacji, nie wspominając już o literaturze ściśle naukowej. Następnie sięgnęłam po Śmierć w Wenecji Thomasa Manna, która choć krótka, to niezwykle nudna i ciężka w odbiorze. Kolejnymi dziełami, z jakimi miałam okazję choć fragmentarycznie się zapoznać był Dziennik 1953-1969 oraz Ślub Witolda Gombrowicza, choć raczej nie pałam zbyt wielką miłością do akurat tego pisarza, aczkolwiek Dzienniki czytało mi się niezwykle przyjemnie. Zetknęłam się także z Drogą Donikąd Józefa Mackiewicza. Ostatnią pozycją kwietnia jest Wściekłość i wrzask Williama Faulknera, z którą im bardziej się zagłębiam, tym bardziej mi się podoba.

Do tytułu "Najlepszej książki miesiąca" pretendują tym razem aż dwa tytuły: trylogia O Chłopcach Jenny Han oraz dylogia Twisted Love Meredith Walters!

  • O chłopcach - Jenny Han
Jak można wywnioskować z recenzji tej serii, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym, co zaoferowała mi Jenny Han! Trylogia O Chłopcach ujęła mnie swoją lekkością, delikatnym i odprężającym klimatem oraz oczywiście, nieprzeciętnymi bohaterami! Na czas po sesji zimowej zdecydowanie potrzebowałam właśnie takiej lekkiej serii!
  • Twisted Love - Meredith Walters
O Twisted Love słyszałam naprawdę wiele dobrego, a moja pasja psychologiczna nie pozwoliła mi przejść obojętnie obok tak frapującego tematu, jakim jest walka z własnym nałogiem. Walters dobitnie i brutalnie ukazuje, jak wygląda uzależnienie narkotykowe, a nie poprzestając na tym porusza wiele innych psychologicznych wątków. Miałabym jedynie drobne zastrzeżenia względem głównej bohaterki, jednak poza tym, była to niesamowicie wciągająca seria! Niebawem można spodziewać się recenzji.


W przypadku kategorii "Najgorszej książki miesiąca" tym razem nie mam skrupułów, jest nią Śmierć w Wenecji Thomasa Manna.

  • Śmierć w Wenecji - Thomasa Manna
Pozycja ta dobitnie wpisuje się w określenie "krótkie, nie znaczy przyjemne i łatwe". Śmierć... Manna liczy nie całe 80 stron, a jednak jej lektura ciągnie się i raczej nie zachęca Czytelnika rozwojem akcji. Samą książkę możnaby raczej określić mianem osobliwych relacji "męsko męskich" niż sytuować ją w kontekście powieści z motywem zarazy. Zaś motyw zarazy występuje bowiem wyłącznie na kilku stronach! 

CO W MAJU?

Maj, jako ostatni miesiąc przed sesją letnią i egzaminami zamierzam w dużej mierze poświęcić na ostatnie studenckie lektury, które mi pozostały, a oprócz tego korzystać z pierwszych dni wiosennego ciepełka. Zasadniczo pozycje, jakie mi pozostały to pozycje, na które w większości mam ochotę, zatem liczę, iż ich lektura okaże się dla mnie przyjemnością. Na początek zamierzam skończyć czytaną przeze mnie Wściekłość i wrzask Faulknera, a później przejdę do innych klasycznych pozycji, które w większości znajdują się na poniższej fotografii. :)



Czytaj dalej »
on 06 maja 10
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty

12 kwietnia

Trylogia "O Chłopcach" - Jenny Han

Przyznam szczerze, że raczej nie planowałam sięgać po Trylogię Jenny Han z rozmaitych względów, rozpoczynając od niekoniecznie pochlebnych opinii na jej temat. Tegoroczna przerwa po sesji zimowej, kiedy to intuicyjnie sięgnęłam po adaptację filmową, sprawiła, że postanowiłam się przemóc, a nie ukrywam, że filmy okazały się być niesamowicie odprężające i wzbudziły we mnie ciepłe uczucia. Choć początkowo planowałam rozłożyć w czasie czytanie serii O Chłopcach, dość szybko stało się jasne, iż Jenny Han niemal całkowicie kupiła mnie swoją lekką prozą, gdyż ciężko było mi się  oderwać od czytania miłosnych perypetii Lary Jean, przymknęłam nawet oko na kwestie logiki.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Nastoletnia Lara Jean ma dosyć specyficzny sposób odkochiwania się, a polega on na pisaniu listów miłosnych, które pozwalają jej uzewnętrznić swoje uczucia i definitywnie się ich pozbyć. Listy w następnej kolejności chowane są na dnie kapelusza. Pewnego dnia, listy niespodziewanie zostają wysłane do adresatów. I choć kilkoro z nich zdaje się nie odwzajemniać uczuć młodej Koreanki, przebojowy Peter Kavinsky proponuje jej nietypowy układ - mają udawać zakochaną parę, co jednak stanie się, gdy w grę wejdą prawdziwe uczucia? (opis własny)
Rozpoczynając lekturę Trylogii, po obejrzeniu adaptacji, byłam przekonana, że mi się spodoba - ostatecznie filmy okazały się świetnym remedium dla pracowitej studentki - i faktycznie, od pierwszych stron historia Lary Jean mnie zauroczyła. Bynajmniej, nie spodziewałam się po niej zbyt wiele (i słusznie!), jednak swoje podstawowe zadanie, jakim było odprężenie po wyczerpującej sesji zimowej, spełniła znakomicie! Pochłonęłam całą serię, prawie za jednym zamachem, łaknąc lekkości jaką oferowała Jenny Han.

Pod względem fabularnym, Jenny Han zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, bowiem oprócz oczywistych młodzieżowych aspektów, delikatnie wplotła w fabułę rozmaite wątki poboczne, unaoczniając i uwiarygodniając tym samym poszczególnych bohaterów. Oprócz dość oczywistej historii "głównej" - nie zaskakującej zbytnio, Han, poruszyła również kwestię odpowiedzialności, która spadła na większość postaci, gdyż zasadniczo każdy bohater z czymś się mierzy. Ogromną rolę oczywiście odgrywa rodzina Lary Jean, gdzie nastolatka musi skupić się nie tylko na nauce i walce o dobry uniwersytet, ale także zatroszczyć się o dom, młodszą siostrę i ojca pod nieobecność najstarszej siostry Margot. Wątek przebytej żałoby, kwestie odpowiedzialności, utrata rodzica oraz pierwsze doświadczenia seksualne to motywy, pomiędzy którymi Han lawiruje swobodnie, bez pośpiechu, niejako wprowadzając pewną "odskocznię" od tradycyjnego wątku miłosnego. 

Pod względem akcji, serii O Chłopcach ciężko wymagać jakiegokolwiek napięcia, wszak jest to lekka obyczajówka. Nie mogę jednak zaprzeczyć, iż Jenny Han prostotą zdobywa serca Czytelników, sprawiając, iż od Trylogii w zasadzie ciężko się oderwać, a w miarę kolejnych rozdziałów, jedynie wzrasta apetyt. Tak wiec, rozpoczynając przygodę z Han nie należy nastawiać się na doświadczenie "na raz", a warto poświęcić tej serii kilka wieczorów.

Jenny Han świetnie zdaje sobie sprawę, iż książki młodzieżowe raczej rządzą się własnymi sprawami i w tym względzie seria O Chłopcach nie zaskakuje nowością, sam schemat miłosny pozostaje przez całą Trylogię z grubsza oczywisty. Z drugiej jednak strony, Han wykreowała nietypową postać żeńską, której romantyczna natura w nie przesadzonych proporcjach sprawia, że seria budzi mocno pozytywne uczucia, a podczas lektury serii pojawia się mnóstwo momentów, które zasługują na miano uroczych. Pisarka nie sili się specjalnie na wykwinty język operujący szeregiem wymyślnych epitetów, ale stawia na prostotę, co sprawia, że historia Lary Jean nie jest zbyt przesłodzona, a wręcz przeciwnie, budzi jak najbardziej ciepłe uczucia. W dużej mierze to właśnie wykreowany klimat z wielką dozą tradycyjnej romantyczności, gdzie nadal dominują listy papierowe, sprawia, że tą serię czytało mi się ze sporym zaangażowaniem i masą ciepłych uczuć.

Absolutnie muszę oddać Jennie Han, iż choć styl językowy serii, zdecydowanie przeczy temu, co zazwyczaj czytam, to w tym przypadku prostota stylu zupełnie mnie ujęła. O Chłopcach zdecydowanie nie jest trylogią w jakiejś mierze wybitną, nawet pod względem romansu. A jednak, Han pozytywnie mnie zaskoczyła, w całkowicie prostych słowach stworzyła powieści otulające serce zimową porą. Dodatkowo wykorzystane przez nią ściśle tradycyjne chwyty, tak różne od tych spotykanych dzisiaj, wzbudziły nutkę nostalgii - w taki sposób wyznawano sobie miłość 20 lat temu. Choć autorka nie epatuje współczesnymi chwytami, seria ta ma w sobie urok z dawnych lat, a okraszenie jej prostym i lekkim językiem, sprawia, iż lektura staje się prawdziwą przyjemnością.

Bohaterowie wykreowani przez Jenny Han z pewnością są wyraziści, co sprawia, że generalnie łatwo zapałać do nich sympatią. Nie brakuje także głębi rozbudowanej charakterystyki, wzbogaconej o kompatybilność wad i zalet. Zdecydowanie muszę przyznać Jennie Han, to iż postacie Trylogii zapadają w pamięć. Mimo kilku irytujących momentów, byłam w stanie polubić niemal każdego, co już świadczy o talencie pisarki do kreowania bohaterów nie dających się wyrzucić z serca.

Podsumowując, po Trylogii Jenny Han raczej nie należy spodziewać się zbyt wiele, a sama autorka raczej nie wykracza poza schematy chwytów stosowanych w młodzieżówkach (stąd też liczne błędy logiczne). Niemniej warto się z nią zapoznać, miłośników wartkiej akcji i lekkiego klimatu ta seria z pewnością ujmie. Z pewnością będę miło wspominać uczucia, jakie mi podczas lektury towarzyszyły - ciepły stosunek względem bohaterów, odprężającą atmosferę książki i zapach dobrej kawy. Historia Lary Jean i Petera może nie zachwyca oryginalnością, ale z pewnością rozgrzeje serce, świetnie nada się również na zimowe wieczory.
O historii wykreowanej przez Jenny Han z pewnością można powiedzieć wiele dobrego. Seria O Chłopcach z niezwykłą łatwością pozwala się odprężyć i wkroczyć do świata, gdzie nastoletnia miłość gra główną rolę. Myślę, że po mojej pozytywnej opinii względem tej książki, dalsze słowa zachęty są zupełnie zbędne, pozostaje mi jedynie dodać: polecam serdecznie!
Ocena serii: 9/10 :)


Czytaj dalej »
on 12 kwietnia 8
Podziel się!
Etykiety
obyczajowe, romans
Nowsze posty
Starsze posty

02 kwietnia

Podsumowanie czytelnicze marca 2021

W końcu, ku mojej wielkiej radości, nadszedł 2 kwietnia - dzień, w którym czas wstawić na bloga tradycyjne podsumowanie czytelnicze miesiąca. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ pozwala mi to beztrosko (w miarę) oddać się pisaniu, a zbliżające się Święta Wielkanocne są doskonałą okazją dla złapania chwili oddechu, a dla mnie szczególnie, ponieważ marzec był miesiącem dość pracochłonnym i bogatym w różnego rodzaju spotkania studenckie, jak i rodzinne. Ucieszyło mnie niezmiernie nadejście wiosny i budzący się do życia świat - po smutnych wydarzeniach lutego, wizja wiosennego słońca idealnie komponowała z moim optymistycznym podejściem do życia. 

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Jak wspominałam, marzec był niezwykle pracowitym miesiącem, i odkąd zaczął się IV semestr moich studiów, oprócz sesji, był to chyba jeden z gorętszych okresów, a przynajmniej tak zapisał się on w mojej pamięci. Czas wypełniała mi w zasadzie nauka, spotkania Studenckiego Koła Naukowego dotyczące między innymi psychologicznych wpływów pandemii i izolacji, a jak wiecie, fascynuje mnie Psychologia (i chwytam w ręce/łapki wszystkie ciekawostki psychologiczne, niektóre wykraczające poza zakres Ćwiczeń z tego przedmiotu) - zapamiętałam je jako jedne z najciekawszych. Oprócz tego, obejrzałam serial Orange w wersji anglojęzycznej i oczywiście czytałam, czytałam i czytałam, co całkowicie mnie pochłonęło. 

W marcu pochłonęłam całą gamę najróżniejszych pozycji z literackiego światka, w sumie chyba najwięcej odkąd zaczął się rok 2021, gdyż przeczytałam w sumie 15 pozycji, z czego większość stanowiły artykuły, teksty na zajęcia, szeroko pojęta literatura i wreszcie kilka pozycji przeczytanych 'z głodu pozycji współczesnych'. Rozpoczynając od pozycji studenckich, przeczytałam wszystkie pozycje potrzebne mi do napisania tegorocznej pracy, czyli w sumie co ciekawsze pozycje ze zbioru Baśni braci Grimm, następnie w kolejce były Baśnie Dalekiego Wschodu autorstwa Stanisława Jedynaka oraz Piaskuna, czyli opowieści niesamowite E.T.A Hoffmanna, później Mroczne Opowieści Anny O.Mostowskiej, w zasadzie bardzo miło wspominam te pozycje oraz Literaturę i nierozum. Antopologia fantastyki i grozy pióra Dariusza Brzostki, pozostałą literaturę potrzebną do napisania pracy stanowiły już artykuły. Następnie przyszedł czas na pozycje czytane "na bieżąco" na zajęcia studenckie, a więc Buty autorstwa Jana Józefa Szczepańskiego, Katedrę Jacka Dukaja, do której równolegle czytałam Katedrę Najświętszej Maryi Panny w Paryżu pióra Victora Hugo - przyznam jednak, że obydwa architektoniczne teksty mocno przypadły mi do gustu. Ostatnią pozycją studencką, jaką przeczytałam w minionym już miesiącu była Trylogia Nowojorska autorstwa Paula Austera,w której skład wchodzą poszczególne części: Szklane miasto, Duchy, Zamknięty pokój, przyznam jednak, że ta trylogia wzbudziła we mnie dość mieszane uczucia. A w międzyczasie rozpoczęłam jeszcze lekturę Śmierci w Wenecji pióra Thomasa Manna.

Jeśli zaś chodzi o pozycje czytane dla zaspokojenia mojego czytelniczego głodu, to natchniona poprzez naprawdę dobrą ekranizację, sięgnęłam po serię O chłopcach Jenny Han, z której przeczytałam już dwa tomy (Do wszystkich chłopców, których kochałam, PS. Wciąż Cię Kocham) i planuję kolejny, Zawsze i na zawsze, z tej serii ukaże się recenzja zbiorcza już niebawem. 

  1. Baśnie, braci Grimm
  2. Baśnie Dalekiego Wschodu, Stanisława Jedynaka 
  3. Piaskun, czyli opowieści niesamowite, E.T.A Hoffmanna 
  4. Mroczne Opowieści, Anny Olimpii Mostowskiej
  5. Literaturę i nierozum. Antopologia fantastyki i grozy, Dariusza Brzostki 
  6. Buty, Jana Józefa Szczepańskiego
  7. Katedrę, Jacka Dukaja 
  8. Katedrę Najświętszej Maryi Panny w Paryżu, Victora Hugo
  9. Trylogia Nowojorska,  Paula Austera:
    1. Szklane miasto, 
    2. Duchy, 
    3. Zamknięty pokój
  10. Śmierć w Wenecji, Thomasa Manna
  11. Do wszystkich chłopców, których kochałam, Jenny Han
  12. PS. Wciąż Cię Kocham, Jenny Han
Szczerze mówiąc, ze względu na różnorodność czytanych przeze mnie marcowych pozycji, ciężko jest mi ograniczyć wybór do tej jednej, "Najlepszej Książki Miesiąca" - zbyt wielu pretendentów do tego tytułu. Pozostawię więc tę kwestię nierozstrzygniętą, gdyż w zasadzie każdej pozycji coś zawdzięczam, w większym bądź mniejszym stopniu.

CO W KWIETNIU?

Powiem szczerze, że moja lista "książek, które muszę przeczytać" z każdą chwilą stale się wydłuża, co napawa mnie wielką radością. Z racji na ilość pozycji do przeczytania na zajęcia, lista ta staje się jeszcze obszerniejsza, a moje literackie bogactwo coraz pełniejsze. Ten Rok Akademicki obfituje w naprawdę mnogość fantastycznych tytułów, i stąd mój koncept na wpis "W świecie klasyków, czyli co ostatnio czytałam", w którym zestawie najciekawsze moim zdaniem dzieła z literackiego kanonu. Pozostaje jeszcze kwestia sylabusa, prac zaliczeniowych oraz dzieł podawanych na bieżąco. Chcąc jednak skorzystać z nadchodzących Świąt Wielkanocnych, w tym kilku dni względnie wolnego czasu (sprzątanie, pieczenie), nauką oraz spędzaniem czasu z bliskimi mi ludźmi, na pewno będę chciała skorzystać z możliwości przeczytania czegoś dla siebie. I tak, jak mówiłam, zamierzam dokończyć Trylogię O Chłopcach Jenny Han, z której został mi ostatni tom, zagłębić się ponownie w dzieła anglojęzyczne, których lekturę rozpoczęłam już w marcu, w tym także The Great Gatsby Fitzgeralda, Pride and Prejudice Austen oraz sięgnąć po pierwszy tom dylogii psychologicznej, Twoim śladem Walters. Pozostałą część moich czytelniczych planów stanowią pozycje studenckie, których również nie mogę się doczekać, w tym znakomite dzieła Marcela Prousta czy Faulknera, o innych perełkach nie wspominając.



Czytaj dalej »
on 02 kwietnia 2
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty

11 marca

"Moja mroczna Vanesso" - Kate Elizabeth Russell

O Mojej Mrocznej Vanessie usłyszałam niespełna rok temu, kiedy to Kate Elizabeth Russell opublikowała tę historię, a ta natychmiastowo odbiła się echem w sferze blogosfery. Niecierpliwie wyczekiwałam dnia, w którym dostanę ją w swoje ręce - a później czasu na zaznajomienie się z historią określaną mianem "współczesnej Lolity". Postanowiłam wykorzystać tegoroczny miesiąc sesji, kiedy to miałam jakąś namiastkę wolnego czasu w przerwach między nauką do egzaminów. I przyznam, że Moja Mroczna Vanessa znacznie przewyższyła moje oczekiwanie, obok Pacjentki Alexa Michaelidesa to zdecydowanie pozycja bogata w psychoanalizę traumatycznych przeżyć, co więcej historia niepokojąco zbliżona do dzisiejszych realiów.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Vanessa Wye od pozostałych dziewczyn odróżnia się wszystkim, od rudych włosów, twarzy pokrytej piegami, a nader to niezwykłym intelektem. To właśnie ona została obdarzona względami przez czterdziestodwuletniego profesora literatury, który później nią zawładnął i sprawił, iż całkowicie podporządkowała mu swoje życie. Lata później, trzydziestoletnia Vanessa boryka się z traumatycznymi wydarzeniami, jednocześnie tkwiąc w przekonaniu o własnej winie, a przy tym zaprzeczając całej krzywdzie, jak gdyby nigdy się nie wydarzyła.
Moje odczucia względem historii Mojej Mrocznej Vanessy balansują na granicy podziwu dla Kate Elizabeth Russell za stworzenie czegoś tak niesamowitego, nieprzekoloryzowanego i wciągającego, a współczucia wobec Vanessy i szoku dla okrucieństwa, jakie ją spotkało. Moja Mroczna Vanessa to zdecydowanie najmroczniejsza, niezwykle mocna w swojej wymowie książka, jaką miałam okazję przeczytać w lutym. Przechodząc ponad zachwytem nad wspomnianą wcześniej Pacjentką, Moja mroczna Vanessa okazała się być swoistym fenomenem literackim, a mało tego, poruszyła i wstrząsnęła mną do głębi. Tej książki nie sposób zapomnieć. Z tego względu, pozwoliłam sobie dać trochę czasu z recenzją i wrzuceniem tego postu na bloga, dziś ten dzień nadszedł.

Russell zręcznie prowadzi Czytelnika przez kolejne karty powieści, stopniowo jednak wzbogacając je o warstwę emocjonalną i budując tym samym uczucie niepokoju. Moja Mroczna Vanessa wciągnęła mnie już od pierwszej strony, niezwykle zaintrygowała mnie więź budująca się między główną bohaterką, a profesorem Strane'em. Jednakże o tyle, o ile stosunkowo lekki początek historii czytało się w miarę przyjemnie, to jednak odsłaniając poszczególne jej warstwy, powieść coraz bardziej pochłaniała mroczna nuta. Moja Mroczna Vanessa idealnie oddała mrok ludzkiej psychiki, poczucie traumy i zagubienia, a nader to niezwykle wyraziście wyeksponowała uczucia bohaterki niejako angażując w ich przeżywanie odbiorcę. Poczucie zagubienia i bezsilności zostało tak wyraziście wykrystalizowane, iż momentami naprawdę miałam ochotę w jakiś sposób przemówić Vanessie do rozumu, a zarazem wiedziałam, że tą historię należy po prostu przepracować. Bezsilność niezwykle mocno odbija się w tej historii, a z każdą kolejną stroną to uczucie zostaje spotęgowane. Niezwykle mocno doceniam Russell za brak upiększeń tej historii, jej dosadność i mrok, wyraziste emocje oraz wnikliwą psychoanalizę. 
  Wyrywa dłoń spod mojej spódnicy i jakby był ciałem ciekłym, spływa z krzesła na podłogę. Klęczy przede mną. Kładzie głowę na moich kolanach i mówi: - Zniszczę Cię.
Moja Mroczna Vanesso to historia prowadzona z dwóch punktów narracyjnych, gdzie teraźniejszość przeplatana jest z retrospekcjami, jednakże ciężko liczyć na jakąkolwiek kumulację wydarzeń. Russell stworzyła niezwykle silne fundamenty pod fabułę tej historii, budując tym samym napięcie na poziomie warstwy emocjonalnej, zresztą bardzo głębokiej. Bowiem Moja Mroczna Vanessa to pozycja, która wymaga czytania z zaangażowaniem, to historia kobiety, która daje świadectwo swojej krzywdy zdobionej przez blizny. Russell niezwykle pieczołowicie prezentuje szereg zachowań osoby zmagającej się z traumą - czy to syndrom sztokholmski z wątkami dysocjacji, ta powieść pozostaje mocna. I to niekoniecznie mocna w pozytywnym tego słowa znaczeniu, wyzwala bowiem gniew, obrzydzenie, frustrację, niechęć, a nade wszystko Russell prezentuje jak głęboko perswazja w połączeniu z manipulacją mogą zrujnować czyjeś życie.

Moja Mroczna Vanessa to powieść niezwykle mocna, a przy tym kontrowersyjna ze względu na poruszaną tematykę pedofili. Wrażenie to potęgują wstawiane, co jakiś czas wycinki bądź cytaty z Lolity Vladmira Nabokova stanowiące świetne nawiązanie sytuacyjne i będąc zarazem punktem odniesienia do tego, co ma miejsce w Mojej Mrocznej Vanessie. Co więcej debiutancka powieść Russell całymi garściami czerpie z odniesień do kultowej powieści Nabokova, jednakże ta historia ma w sobie aspekt, który znacznie mocniej podkreśla jego swoistą wymowę. Mianowicie, Russell uczyniła narratorką Vanessę, co znacznie uwrażliwia na wymowę tej historii oraz nakłania do znacznie głębszej refleksji.

Klimat, jak już wcześniej wspominałam, został zbudowany poprzez spiętrzenie całej gamy emocji, do tego stopnia, iż granica pomiędzy tym, co właściwe i niewłaściwe nieuchronnie się zaciera. Od poczucia samotności, fascynację, po erotyzm i obsesję, a wszystko to sytuuje się w Vanessie ostatecznie zmanipulowanej przez człowieka, który jedynie umywając ręce, uwalnia się od swojej winy, a przy okazji łaskocze własne ego, człowieka o słabym poczuciu własnej wartości. Obok tej historii naprawdę nie sposób przejść obojętnie,  nie wspominając o tym, że później ciężko o niej zapomnieć.

Język, jakim została napisana Moja Mroczna Vanessa to kolejny niesamowity walor tej książki. Jak wspominałam kilka akapitów wcześniej, Kate Elizabeth Russell nie koloryzuje, nie upiększa, ale stawia na dosadny i wymowny w przekazie obraz sytuacyjny. Podobnie jest ze stylem, choć język ten łączy w sobie niezwykłą błyskotliwość autorki, wrażliwość oraz dobitność. To trzeba przyznać, Kate Elizabeth Russell odznacza się stylem bogatym w zdobienia, niemal poetyckim, zarazem jednak twardo traktującym o faktach. W połączeniu z niekonwencjonalną fabułą, Moja Mroczna Vanessa niezwykle szybko wciąga Czytelnika do swojego świata i nie pozwala tak szybko o nim zapomnieć.

Bohaterowie Mojej Mrocznej Vanessy to postacie z pewnością niezwykle autentyczne, a przy mnogości emocji w tym utworze, głębokiej kreacji nie sposób im odmówić. Dogłębnie przedstawiona psychoanaliza postaci pozwala dobrze zapoznać się zarówno z Vanessą, jak i jej "oprawcą", czyli Strane'em. O ile, jednak łatwiej pozostać obiektywnym, ciężko bowiem jednoznacznie ocenić poszczególne postacie, mając za sobą już całe zaplecze emocjonalne i psychoanalityczne - na pewno pozostaje współczucie ze względu na krzywdę oraz wrogość wobec krzywdziciela. O tyle, znów, jak można w takiej sytuacji wprowadzać jednoznaczne kryterium oceniania? Przecież Vanessa tak samo pragnęła i pożądała tego związku, niemniej wzięła na siebie cała jego winę (znów - niesłusznie). Zatem kwestia jednoznacznej oceny jest dosyć sporna, pozostawię wiec ją nierozstrzygniętą, za to z zapleczem empatii.

Podsumowując, Moja Mroczna Vanessa to naprawdę dzieło wybitnej literatury, a jej autorce naprawdę należy się uznanie. Przedstawić taką historię oscylując jednocześnie między krytyką, a empatią, to naprawdę niesamowita rzecz! Mam wielką nadzieję na odkrycie dzieł literackich o podobnym dla mnie walorze. Tymczasem, jak wspominałam Moja Mroczna Vanessa pozostanie w moim sercu jeszcze na długo, jest to bowiem dzieło naprawdę niesamowite: zarazem brutalne, niekiedy wręcz "brudne", a przy tym niezwykle prawdziwe.

Moja Mroczna Vanesso to książka, którą przede wszystkim czytać trzeba i należy. Jest to pozycja niezwykle wybitna, dlatego w zasadzie każdy ambitny i dojrzały Czytelnik powinien się z nią zapoznać. W świetle powyższej recenzji bogatej w solidną argumentację, myślę, że dalsze słowa są zupełnie zbędne, dlatego kończąc, polecam dzieło Kate Elizabeth Russell niezwykle mocno!
Moja ocena:10/10 :)


Czytaj dalej »
on 11 marca 4
Podziel się!
Etykiety
klasyk, obyczajowe, psychologiczne, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

02 marca

Podsumowanie lutego 2021


Luty minął mi zarazem niezwykle szybko i pracowicie pod względem nauki i przygotowań do sesji, a jednocześnie znajdowałam jednak czas, aby poświęcić się własnemu hobby, w tym literaturze, serialom i sztuce rysowniczej. Z tego względu pozostaje mi ocenić luty 2021 roku jako czas niezwykle rozwojowy i kreatywny, podczas którego miałam przyjemność zetknąć się z świetnymi kawałkami ze świata literackiego. I choć dla własnej literackiej przyjemności przeczytałam jedynie trzy książki, pozostałe stanowiły bowiem teksty na marcowe zajęcia, to uważam, iż były one na tyle wspaniałe, że ich jakość przeważa ilość. Mówiąc jednak szczerze, luty był dla mnie także niezwykle smutnym miesiącem, w którym straciłam kogoś bliskiego sercu i rodzinie. Nie zawsze jednak sprawy toczą się po naszej myśli, a trudne chwile trzeba po prostu jakoś przetrwać.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Odchodząc jednak od smutnych wiadomości, powracam do czytelniczego i serialowego podsumowania lutego. W minionym już miesiącu miałam przyjemność zapoznać się z pięcioma miniserialami, o czym pisałam już w poprzednim wpisie, <tutaj> co uważam za spore osiągnięcie, tym bardziej, iż były to z pewnością nieprzeciętne tytuły. Jeśli zaś chodzi o literaturę, w lutym zapoznałam się z trzema tytułami z literatury współczesnej, które odebrałam bardzo pozytywnie, a były to jako pierwszy tytuł w kolejce: Gambit królowej Waltera Tevisa, o którym można przeczytać, <tutaj - recenzja książki> a który tak mnie zachwycił, że zapragnęłam zapoznać się z ekranizacją <tutaj - recenzja serialu>. Kolejną pozycją lutego była Pacjentka pióra Alexa Michaelidesa <recenzja>, którą z czystym sumieniem mogę uznać za najlepszą powieść tego miesiąca! Dawno nie czytałam tak świetnego thrilleru! Ostatnią książką lutego z literatury powszechnej okazała się być nieco uwspółcześniona wersja słynnej Lolity Nabokova, czyli Moja Mroczna Vanesso autorstwa Kate Elizabeth Russell, której recenzja pojawi się na dniach. Przyznam szczerze, że pozycja ta była dziełem na wskroś mocnym i mrocznym, jak sugeruje zresztą nieprzypadkowy jej tytuł, stąd kontrowersje jakie to dzieło budzi. Bardzo doceniam walor tej powieści, bowiem jej wymowa zdaje się być na tyle osobista, iż ciężko ją zapomnieć. Kolejnymi pozycjami lutego były już teksty na marcowe zajęcia, między innymi Maria. Powieść ukraińska Antoniego Malczewskiego, Niewidzialne miasta Italo Calvino oraz dwa tomy wierszy Tadeusza Różewicza: Niepokój oraz Czerwona Rękawiczka.

  1. Gambit królowej, Walter Tevis <recenzja>
  2. Pacjentka, Alex Michaelides <recenzja>
  3. Moja Mroczna Vanesso, Kate Elizabeth Russell <recenzja na dniach!>
  4. Maria. Powieść ukraińska, Antoni Malczewski 
  5. Niewidzialne miasta, Italo Calvino 
  6. Niepokój, Tadeusza Różewicza 
  7. Czerwona Rękawiczka, Tadeusza Różewicza.
  • Pacjentka Alexa Michaelidesa
Powieść Michaelidesa zdecydowanie zasługuje na ten tytuł! Pacjentka została przeze mnie dosłownie pożarta w przeciągu zaledwie kilku dni i już nie mogę doczekać się premiery kolejnej książki tego autora, która jak mam nadzieję, okaże się równie dobra, co jej poprzedniczka. Alex Michaelides w znakomity sposób bawi się z czytelnikiem, zapętla poszczególne wątki, burzy domysły i zaskakuje. Dawno nie byłam tak oczarowana!

CO W MARCU?
Sesja zakończona, egzaminy zdane, a wczoraj ruszyły pierwsze nowosemstralne zajęcia na moim kierunku. Podejrzewam więc, że raczej nie mam co oczekiwać zbyt dużej ilości czasu na czytanie tylu książek, ile bym chciała. Ograniczam zatem liczbę książek spoza repertuaru zajęciowego do maksymalnie dwóch/trzech miesięcznie, a zważywszy, że pozycje, które omawiamy na zajęciach, są w tym semestrze niezwykle ciekawe, być może uda mi  się również którąś z nich zrecenzować. Na ten miesiąc postawiłam na słynne dzieło ogrodu angielskiego, pozycje wiosenne, wybitne i intrygujące. Na pewno chciałabym ponownie zapoznać się z Pride and Prejudice Jane Austen, The Great Gatsby'm Fitzgeralda Scotta oraz pozycją, która (mam nadzieję) mnie odpręży, czyli Do wszystkich chłopców, których kochałam Jenny Han, której to ekranizację całej trylogii już widziałam. Oprócz tego dochodzą oczywiście świetne i wybitne pozycje studenckie, zatem marzec zapowiada się naprawdę ekscytująco, jeśli chodzi o literacki półświatek, a jak widać w tym miesiącu przodować będzie literatura klasyczna piękna oraz kobieca - motyw wiosenny w pełnej odsłonie. Mam w domyśle oczywiście jeszcze całe mnóstwo tytułów, jednakże te, których nie zdążę przeczytać teraz pozostawię na kolejne miesiące lub okres przerwy semestralnej, czyli wakacje. :)

Czytaj dalej »
on 02 marca 2
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty

28 lutego

5 miniseriali, jakie ostatnio obejrzałam

 
Luty ma się już ku końcowi, co oznacza koniec sesji i kolejne, nowe zajęcia na uczelni w letnim semestrze. Starając się wykorzystać luty nie tylko jako czas pilnej nauki na egzaminy, ale również jako pewnego rodzaju czas odpoczynku, obejrzałam kilka miniseriali, o których będzie w dzisiejszym wpisie. Przyznam szczerze, że nie wszystkie te pozycje spełniły moje oczekiwania, a niektóre okazały się być pozytywnie zaskakujące, zaś wobec innych odczuwam lekki niedosyt.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

  • GIRI HAJI

Giri Haji to pierwszy miniserial, jaki obejrzałam w lutym, kiedy to rozpoczynałam swoją przygodę z miesięcznymi "miniówkami". W zasadzie po dość intrygującym zwiastunie, jaki zaoferował mi Netflix, spodziewałam się nieco innej historii, niemniej było to zaskoczenie jak najbardziej pozytywne, choć znając mnie, znajdzie się kilka mankamentów, które budziły moją irytację podczas oglądania tego ośmioodcinkowego serialu.

Tym, za co koniecznie muszę przyznać ogromnego plusa, jest z pewnością pełna intryg i niespodzianek niebanalna fabuła. Serial opowiada historię tokijskiego policjanta, który wyrusza do Londynu odnaleźć brata uznanego za zmarłego. Historia okazuje się być znacznie mocniej zawikłana niż główny bohater na początku przypuszcza, rozpoczynając od tego, że rzekomo martwy brat pełnił rolę silnej figury w rękach mafijnego gangu-japońskiej yakuzy. 

Urzekło mnie to, jak z pozoru dość prosta historia w kolejnych odcinkach pokazuje swoje drugie dno, a poszczególne wątki poboczne stopniowo się zapętlają. Ciężko bowiem było jednoznacznie oceniać działania poszczególnych bohaterów mając świadomość drugiej strony monety. Jak wspominałam, w tym dość krótkim, bo zaledwie ośmioodcinkowym minierialu pojawia się szereg wątków pobocznych, które nieustannie ze sobą rezonują, bowiem z pozoru błahe wydarzenie wywołuje lawinę kolejnych niosących ze sobą znacznie poważniejsze konsekwencje.

Kolejnym olbrzymim walorem tej serii, jest wspaniale wykreowana akcja, praktycznie o żadnym odcinku nie mogłabym powiedzieć, że był miałkiej jakości, wręcz przeciwnie. Po każdym kolejnym odcinku, pozostawałam z pewną niewiadomą, aczkolwiek intrygującą kwestią, której rozwiązania się następnie spodziewałam. Giri Haji możnaby spokojnie porównać do klasycznego Sherlocka Holmsa, jednak w znacznie bardziej mrocznym i krwawszym wydaniu,

Giri Haji to niebanalna seria, której warto poświęcić chwilę skupienia, jednakże mimo iż doceniam walor "efektu domino", jaki twórcy w tym serialu zamieścili, mocno brakowało mi konkretnego zakończenia serii. W zamyśle twórców, niejednoznaczne zakończenie, a przy tym pozostawienie wielu kwestii otwartych, miało zapewne wzbudzić zachwyt, we mnie jednak wzbudziło niechęć. W przypadku innego serialu, taki obrót sprawy uznałabym za niezwykle obiecujący, jednak Giri Haji to seria, która zdecydowanie zasługuje na zakończenie.

  • GAMBIT KRÓLOWEJ

O Gambicie królowej pisałam szerzej już wcześniej <tutaj>, jednak ponieważ była to recenzja książki, uznałam, że warto by dodać kilka słów odnośnie serialu, co w zasadzie raczej nie odbiega od tego, co napisałam odnośnie książki, mianowicie, że jest to niebanalna i świetna historia.

Miniserial przedstawia historię genialnej szachistki, Beth Harmon, która po stracie rodziców zamieszkała w sierocińcu, gdzie odkryła szachy, swoje życiowe powołanie, a także poznała smak uzależnienia. Z biegiem czasu, jako dziewczynka, a później kobieta, Beth wspina się po kolejnych szczeblach szachowej kariery niestrudzenie wędrując po tytuł królowej.

Od obejrzenia serialu i sięgnięcia po książkę minęło już trochę czasu, zatem patrząc z dystansu łatwiej jest mi zdystansować się wobec nich, i dokonać komparatystycznej analizy (a nie zapominajmy, że w końcu na takich studiach jestem :)). Meritum komparatystyczne, które z perspektywy czasu najbardziej rzuca mi się w oczy to ukazanie na jednej płaszczyźnie motywu uzależnienia i pragnienia Beth zostania (arcy)mistrzem szachowym. W książce ta współzależność została ukryta, natomiast w serialu twórcy po mistrzowsku wykorzystali i wyeksponowali ten wątek, tworząc tym samym nie tylko wyraziste tło dla serialu, ale również punkt odniesienia dla samej w sobie kontrastowej postaci Beth, i jej odwiecznego pytania: "jestem szalona, czy może jestem geniuszem?"

Gambit królowej polecam, zarówno jako serial, jak i książkę. Jestem pewna, że miłośnikom niebanalnych kwestii, analitykom i miłośnikom psychologii połączenie obsesji z pasją zagwarantuje znakomitą rozrywkę - ja byłam oczarowana.

  • KALIFAT

Kalifat oczarował mnie obiecującym Netflix'owym zwiastunem, a opinia mojej Przyjaciółki utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest to serial, który muszę obejrzeć. Jednakże moje oczekiwania względem tego serialu były zupełnie inne, a to, co otrzymałam nieco odbiegało od tego, czego się spodziewałam.

Serial opowiada historię kilku kobiet: zdesperowanej matki pragnącej chronić swoje dziecko, ambitnej szwedzkiej policjantki i młodej studentki, które zbliża do siebie planowany atak ISIS na Szwecję. Choć jest to główne tło fabuły, w międzyczasie pojawiają się także motywy religijne, zagrożenia płynące ze zbytniej naiwności względem treści internetowych oraz mistrzowskiej manipulacji i umiejętności perswazji, które mogą mieć fatalne skutki.

Na pewno muszę oddać twórcom to, że poziom tragizmu, czy też dramatyzmu osiąga  w tym serialu apogeum i to niejednokrotnie - nie mogłam bowiem wyjść z podziwu nad głupotą działań niektórych bohaterek, czego konsekwencje były później dobitnie stwierdzając, katastrofalne. Napięcie i fabularne spiętrzenie rosło w każdym kolejnym odcinku zachęcając do dalszego oglądania. Ogromnym plusem tego serialu jest również brak zbytniej koloryzacji, a jedynie czysta realność okrutnej rzeczywistości. Kalifat nie upiększa ani nie słodzi, zaś największą lekcją płynącą z tej produkcji jest ostrzeżenie względem dzisiejszej młodzieży, aby nie podejmowali działań pochopnie, nie przyjmowali za pewnik treści słodko płynących z Internetu i wykazywali sceptyzm względem obdarzania zaufaniem pewnych ludzi.

Kalifat niejednokrotnie obudził we mnie irytację, jak pisałam wcześniej pochopnymi działaniami ze strony nastolatków, którzy choć wykształcenie jako takie posiadali, nie umieli jednak patrzeć na świat z dystansu, z kolei nie nauczeni życiowego doświadczenia,  kierowali się pochopnie emocjami i impulsami, a następnie nie potrafili godnie ponieść konsekwencji swoich działań. Przykre to doświadczenie, ale uczy, jak ważna jest rola rodziców w życiu takiego małolata i dobitne wytłumaczenie mu kluczowych kwestii życiowych, i niekonsekwentności pewnych działań, słowem: przyjmowania odpowiedzialności za swoje czyny. Podsumowując Kalifat to z pewnością serial godny polecenia z zastrzeżeniem jednak - dla dojrzałych ludzi.

  • BRIDGERTONOWIE

Bridgertonowie - serial podobnie krótki, jak pozostałe, ale z pewnością o znacznie lżejszej tematyce. Po zdaniu wszystkich egzaminów potrzebowałam właśnie czegoś takiego, lekkiego i przyjemnego miniserialu na odprężenie, a czułam, iż Bridgertonowie mogą mi coś takiego zapewnić - jak się okazało, nie pomyliłam się.

Bridgertonowie to historia o perypetiach miłosnych ósemki rodzeństwa z rodu margrabiów. Sezon pierwszy skupia się na historii Daphne Bridgerton, która będąc już po królewskim debiucie poszukuje kandydata na męża. Aby to osiągnąć wchodzi w układ z księciem Hastings, którego prestiż ma przyciągnąć zalotników do młodej damy. Żadna ze stron nie spodziewa się miłości, która zaczyna rodzić się między nimi.

W zasadzie Bridgertonowie to serial mocno przewidywalny, jednak po sesji potrzebowałam właśnie czegoś takiego. Pomijając oczywistość fabuły względem wątku miłosnego, muszę szczerze docenić grę aktorską, jak również całą oprawę klimatyczną. Realia dziewiętnastowiecznego Londynu zostały bowiem oddane po mistrzowsku, zarówno aspekty pięknych widoków, królewskich bali, mezaliansu społecznego, blichtru i plotek - to "piękne" oblicze wśród śmietanki towarzyskiej Londynu, jak również życie codzienne tamtejszej biedoty. Na olbrzymią pochwałę zasługują również kostiumy - znakomite oddanie ducha tamtejszych czasów.

Bridgertonowie zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie, a obietnica kontynuacji sprawia, że niecierpliwie czekam na ciąg dalszy. Całkiem możliwe, iż jeśli historia mnie zachwyci, można spodziewać się recenzji całości, znacznie wykraczającej poza elementy przedstawione w tym zestawieniu.

  • VIOLET EVERGARDEN

Violet Evergarden to ostatni serial, jaki obejrzałam w lutym, a zarazem serial chyba najbardziej spośród nich wyjątkowy, taki, który porusza serce. Przyznam, że do tego serialu miałam dwa podejścia, jednak dopiero za drugim razem byłam na tyle zaangażowana, żeby wciągnąć się w fabułę, nie wspominając o obejrzeniu dodatków w postaci filmu i dodatkowego odcinka specjalnego.

Serial opowiada o młodej kobiecie, Violet, która od dziecka stanowiła tajną broń w działaniach wojennych, jako znakomita zabójczyni. Podczas ostatniej misji Violet straciła ręce oraz najważniejszą dla siebie osobę. Gdy wojna dobiegła końca, kobieta zostaje zatrudniona jako Samozapamiętująca Lalka, której zadaniem jest spisywanie listów oddających ludzkie uczucia. Violet jednakże musi najpierw zrozumieć, czym są ludzkie emocje.

Olbrzymim walorem tego serialu jest nie tylko grafika, która nawiasem mówiąc jest po prostu przepiękna, ale mnogość emocji, jaka w tym serialu zostaje ukazana. Serial prezentuje różnorakie postawy życiowe, różne definicje miłości w niezwykle wymowny i zarazem ciepły sposób. Niesamowitym aspektem jest przemiana Violet, która ostatecznie trafnie ujmuje i przelewa na papier ludzkie uczucia, w pewien sposób samej część z nich przejmując. Zamierzeniem twórców było poruszać serca widza poprzez pokazanie głębokości emocji, jak również ich szerokiej palety, co im się wspaniale udało - niejednokrotnie bowiem byłam wzruszona podczas seansu.

Violet Evergarden to serial, który polecam całym sercem, bowiem jest to niesamowicie ciepła produkcja, jednakże znów, dla dojrzałych widzów. Jestem przekonana, że miłośnicy psychologii, pasjonaci niebanalnych serii, jak również Ci, którzy poszukują poruszającej serii na jeden wieczór będą zachwyceni.


Reasumując dzisiejsze zestawienie, gorąco polecam tą piątkę miniseriali, które pozwolą umilić czas i się odprężyć. Jestem pewna, że każdy znajdzie w tym gronie serial dla siebie. :)

Czytaj dalej »
on 28 lutego 6
Podziel się!
Etykiety
obyczajowe, podsumowanie, zestawienie
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O AUTORCE

O AUTORCE
27 - letnia Magister Polonistyki-Literaturoznawstwa. Z zamiłowania książkoholiczka, literaturoznawczyni i blogerka, rysowniczka, a także miłośniczka języków obcych i azjatyckich dram. Kto wie, może i w przyszłości także pisarka? Możliwości jest mnóstwo! :) Aktualnie spełnia się dziennikarsko pracując w redakcji WUJ-a oraz współpracując z wydawnictwami jako recenzentka. Przyszła bibliotekarka i biblioterapeutka, która uczy się języka migowego.

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

BIBLIOTECZKA

https://lubimyczytac.pl/ksiegozbior/MiegxQJv6H

PRZECZYTANE

W tym roku chcę przeczytać...

W tym roku chcę przeczytać...
#Wyzwanie LC 2026#

Recenzje/Wpisy planowo

* "Żywe serce", Piotr Pawlukiewicz * "Genialne umysły", Jennifer Lynn Barnes * "Studium zatracenia", Ava Reid * "Burza", Sunya Mara * "Obiekty głębokiego nieba", Jakub Małecki Następne tytuły wpisów podam niebawem! :)

Znajdź mnie!

  • Lubimy Czytać
  • Strona na facebooku
  • Twitter
  • Instagram

Szukaj na tym blogu

Statystyka

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Obserwatorzy

Popularny post

  • Kącik serialowy: Moon Lovers: Scarlet Heart Reyo- magia księżyca
    Tytuł oryginalny:   달의 연인 – 보보경심 려 Tytuł (latynizacja):   Dalui Yeonin – Bobogyungsim Ryeo Tytuł (alternatywny):  Time Slip: Rye...
  • Kącik serialowy: Goblin, Guardian: The Lonely and Great God- potęga przeznaczenia
    Tytuł oryginalny:   도깨비 Tytuł (latynizacja):   Dokkaebi Tytuł (alternatywny):  Goblin: The Lonely and Great God Gatunek:   fantasy, m...
  • "Shinsekai Yori"- Yuusuke Kishi
    tytuł oryginału: 新世界より tłumaczenie: Z Nowego Świata wydawnictwo:  Kōdansha data wydania: 23 stycznia 2008 liczba stron:870 sło...

Archiwum

  • ▼  2026 (19)
    • ▼  sie 2026 (3)
      • Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ru...
      • "Powroty" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz
      • "Niewidzialne życie Addie LaRue" - Victoria E. Schwab
    • ►  lip 2026 (1)
    • ►  cze 2026 (3)
    • ►  maj 2026 (3)
    • ►  kwi 2026 (6)
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (2)
  • ►  2025 (13)
    • ►  wrz 2025 (1)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (4)
    • ►  lut 2025 (2)
  • ►  2024 (11)
    • ►  gru 2024 (1)
    • ►  lis 2024 (1)
    • ►  lip 2024 (1)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (2)
    • ►  kwi 2024 (2)
    • ►  mar 2024 (1)
    • ►  sty 2024 (2)
  • ►  2023 (31)
    • ►  gru 2023 (2)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (4)
    • ►  wrz 2023 (3)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (2)
    • ►  kwi 2023 (1)
    • ►  mar 2023 (5)
    • ►  lut 2023 (5)
    • ►  sty 2023 (1)
  • ►  2022 (46)
    • ►  gru 2022 (5)
    • ►  lis 2022 (4)
    • ►  paź 2022 (4)
    • ►  wrz 2022 (5)
    • ►  sie 2022 (6)
    • ►  lip 2022 (6)
    • ►  cze 2022 (1)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (3)
    • ►  mar 2022 (5)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (2)
  • ►  2021 (38)
    • ►  gru 2021 (2)
    • ►  lis 2021 (4)
    • ►  paź 2021 (3)
    • ►  wrz 2021 (3)
    • ►  sie 2021 (4)
    • ►  lip 2021 (4)
    • ►  cze 2021 (1)
    • ►  maj 2021 (2)
    • ►  kwi 2021 (2)
    • ►  mar 2021 (2)
    • ►  lut 2021 (6)
    • ►  sty 2021 (5)
  • ►  2020 (49)
    • ►  gru 2020 (3)
    • ►  lis 2020 (2)
    • ►  paź 2020 (4)
    • ►  wrz 2020 (4)
    • ►  sie 2020 (6)
    • ►  lip 2020 (5)
    • ►  cze 2020 (3)
    • ►  maj 2020 (2)
    • ►  kwi 2020 (5)
    • ►  mar 2020 (5)
    • ►  lut 2020 (6)
    • ►  sty 2020 (4)
  • ►  2019 (66)
    • ►  gru 2019 (6)
    • ►  lis 2019 (4)
    • ►  paź 2019 (5)
    • ►  wrz 2019 (9)
    • ►  sie 2019 (9)
    • ►  lip 2019 (6)
    • ►  cze 2019 (5)
    • ►  maj 2019 (6)
    • ►  kwi 2019 (2)
    • ►  mar 2019 (3)
    • ►  lut 2019 (5)
    • ►  sty 2019 (6)
  • ►  2018 (59)
    • ►  gru 2018 (5)
    • ►  lis 2018 (5)
    • ►  paź 2018 (7)
    • ►  wrz 2018 (9)
    • ►  sie 2018 (7)
    • ►  lip 2018 (3)
    • ►  cze 2018 (8)
    • ►  maj 2018 (2)
    • ►  kwi 2018 (2)
    • ►  mar 2018 (3)
    • ►  lut 2018 (3)
    • ►  sty 2018 (5)
  • ►  2017 (5)
    • ►  gru 2017 (4)
    • ►  lis 2017 (1)

Polecany post

Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ruchem Czystych Serc (relacja)

Napisz do mnie w sprawie recenzji/artykułu/wywiadu :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Etykiety

Japonia (13) King (3) Murakami (6) PLOTKARA (3) Zafon (5) anime (3) arabia (1) autobiografia (5) baśnie (22) dla nastolatków (24) drama (5) fantasy (66) historyczne (32) holocaust (1) klasyk (22) klasyka dla nastolatków (11) klasyka dziecięca (2) komedia- czarny humor (12) kultura słowiańska (5) medyczne (5) mit (3) miłość (39) obyczajowe (123) podsumowanie (81) postapo (23) psychologia (31) psychologiczne (49) romans (53) science-fiction (23) stosik książkowy (34) sztuka (4) tag (2) thiller (26) thriller (14) wojna (9) współczesność (104) zapowiedz (27) zwierzęta (3) świat komiksu (1) święta (5)

Nie kopiuj, szanuj cudzą własność!!!

Prawa Autorskie

Zabraniam kopiowania MOICH tekstów i zdjęć bez uprzedniego zezwolenia.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kradzież tekstów, czy zdjęć bez upoważnienia autora przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2-ch i/grzywnę.

Bardzo proszę o uszanowanie mojej pracy.

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Z Dziennika Książkoholiczki. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.