Z Dziennika Książkoholiczki

Strony

  • Strona główna
  • O mnie
  • KSIĄŻKI
  • Kącik serialowy
  • ZESTAWIENIA
  • Kontakt i Współpraca

07 maja

"Genialne umysły" - Jennifer Lynn Barnes

Genialne umysły Jennifer Lynn Barnes to pierwszy tom serii The Naturals, która ukazała się nakładem wydawnictwa o nazwie tylko zachęcającej do jej przeczytania, mianowicie Must Read! Właściwie ta książka wpadła w moje ręce czystym przypadkiem. Ot, przeglądając bookstagrama pojawiła się w jednej relacji. Stwierdziłam, że nie znam tej autorki, nigdy też nie czytałam tego typu literatury, aczkolwiek nieco zbliżone do niej pozycje już za mną były. Uznałam, że warto dać jej szansę. Czy słusznie? Przeczytajcie sami!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Żeby ująć seryjnego mordercę, musisz myśleć jak seryjny morderca.


Siedemnastoletnia Cassie posiada niezwykły talent – potrafi powiedzieć, kim jesteś i czego pragniesz, jedynie za pomocą obserwacji twojego zachowania, co czyni ją naturalną profilerką. Dostrzega ją FBI i postanawia wcielić dziewczynę do programu rozwiązywania kryminalnych spraw sprzed lat. Oprócz niej, w zespole są także inni Naturalsi, dzieciaki obdarzone różnymi specyficznymi zdolnościami. Dean dzieli z Cassie zdolności do profilowania, Michael potrafi odczytywać emocje, a Lia zdemaskuje każde kłamstwo. Oczywiście w tym świecie nikt nie jest tym, za kogo się podaje. A gdy pojawia się nowy morderca, naturalsi już wiedzą, że niebezpieczeństwo jest bliżej, niż kiedykolwiek sobie to wyobrażali. Cassie nie ma więc wyboru, postanawia odkryć prawdę.

- opis własny

Przyznaję, że sięgając po Genialne umysły w zasadzie nie miałam jakichś większych oczekiwań. Byłam po prostu ciekawa co to za książka. I jak się okazało, w tym przypadku było to bardzo dobre podejście, ponieważ zostałam dość pozytywnie zaskoczona. Niemniej na pewno nie jest to pozycja, która wywarła na mnie tak silne wrażenie, bym po jej przeczytaniu z efektem “wow” na ustach została wbita w fotel. Chociaż oryginalny koncept na fabułę i postacie, jaki miała autorka kusi mnie na tyle, aby sięgnąć po kolejne tomy serii.


Genialne umysły to pozycja z pewnością nietuzinkowa i choć swoją poczytność zawdzięcza stosunkowo niewielkiej objętości wypełnionej za to mnogością wydarzeń. Powieść liczy niespełna 300 stron, ale jest tak wypełniona akcją, że w pełni to wystarcza. Napięcie przebija z każdej strony, więc nie sposób się oderwać od lektury. Rozbudowana fabuła pozwala na to, by jeszcze mocniej się w nią wciągnąć. Chociaż bywały momenty, kiedy relacje między poszczególnymi bohaterami mnie irytowały, to jednak uważam, że warto było po nią sięgnąć i pozwolić, by ten pełen akcji świat mnie zaskoczył.


Tym, co wyróżnia tą książkę jest wyjątkowy mroczny klimat. Napięcie, jakie generuje wartka akcja można by tutaj kroić nożem. Dodatkowo autorka naprzemiennie stosuje perspektywę Cassie i nowego mordercy, co sprawia, że trudno jest odłożyć lekturę choćby na chwilę. Zabawa w kotka i myszkę z każdą chwilą przybiera na sile, tym bardziej, że aż do ostatniej chwili nie znamy tożsamości sprawcy. Ta książka jest niepokojąca, mroczna i zdecydowanie przyciągająca!


Autorka ma prosty i lekki styl i w sumie nic dziwnego, w końcu to książka adresowana głównie do młodszych czytelników. Nie znajdziemy tutaj górnolotnych ozdobników, jedynie logiczne niuanse myślowe i obserwacje głównej bohaterki. Tajemniczej nuty dostarczają natomiast te rozdziały, w których to sprawca jest narratorem. Lynn Barnes sprytnie trzyma nas w niepewności aż do ostatniej chwili nie ujawniając jego tożsamości.


Przyznaję, że byłam pod wrażeniem tego, w jaki sposób Jennifer Lynn Barnes wykreowała swoje postacie. Zarówno Cassie, Dean i Michael, jak i Lia są niesamowicie inteligentni, a przy tym każde z nich wydaje się kompletnie nie pasować do reszty społeczeństwa. Każdy z nich dźwiga swoje traumy, wykorzystując przy tym swoje niesamowite zdolności, aby pomóc FBI. Lynn rzecz jasna dość wyraziście nakreśliła każdą postać, oprócz inteligencji nadając im swoje unikalne cechy. Zdecydowanie nie są to więc puste, papierowe postacie. Jednakże przy tej całej otoczce, niejednokrotnie wydawali mi się zbyt wyidealizowani, zbyt inteligentni i logiczni. Podczas lektury miałam z tyłu głowy, że to nadal są nastolatki. Jaki nastolatek jest aż tak mądry i logiczny? Rzecz jasna zdarzają się wyjątki, ale tutaj było tego zdecydowanie zbyt dużo. Ten mankament nieco psuł mi przyjemność z lektury, a postawa bohaterów niejednokrotnie mnie irytowała. Warto odjąć im przydanego czaru.


Podsumowując, jest to całkiem ciekawa pozycja i z pewnością dość nietuzinkowa na rynku wydawniczym. Jak pisałam nie jest może jakaś wybitna, aczkolwiek kto wie, może kolejne tomy spodobają mi się znacznie bardziej. Bo, nie ulega wątpliwości, że po następne tomy muszę sięgnąć. Mimo wszystko książkę oceniam dość wysoko (6/10 to chyba maksimum, na które mnie w tym przypadku stać). Mam nadzieję, że autorka mnie nie zawiedzie, bo po lekturze tomu pierwszego nabrałam większych oczekiwań, co do tej serii. Trzymam kciuki, aby tak było!

Genialne umysły to książka, która dobrze się sprawdzi jako odskocznia od preferowanego gatunku. Dla tych, którzy chcą spróbować czegoś innego w swoim książkowym świecie jest to pozycja obowiązkowa i z pewnością się na niej nie zawiedziecie! Zważywszy na jej stosunkowo niewielką objętość, pozycja idealnie się sprawdzi jako alternatywa dobrego serialu z wątkami kryminalnymi na dwa, może trzy wieczory. Polecam!

Moja ocena: 6/10. :)

Czytaj dalej »
on 07 maja 0
Podziel się!
Etykiety
kryminał, psychologiczne, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

06 maja

"Żywe serce" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz

Żywe serce ks. Piotra Pawlukiewicza to bodajże druga książka z wydawnictwa RTCK, po którą sięgnęłam w ostatnim czasie. A nawet dawniej, bo po raz pierwszy przeczytałam ją w marcu 2025 roku, ściślej: 29 marca, będąc w szpitalu u Taty. To bardzo ważna i szczególna dla mnie pozycja. Doceniam ją przede wszystkim za humor i za to, że nawet w najtrudniejszym momencie czuwania, Pawlukiewicz potrafił swoimi historiami rozbawić mnie do łez! Pamiętam, że pomyślałam wówczas, że nawet jeśli mój śmiech był wtedy niestosowny, jeżeli w takim momencie, czując ten smutek, potrafiłam roześmiać się, to nawet będąc w niesamowicie trudnej sytuacji, znajdę choć malutki promień słońca, będę miała powód, by wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Po najgorszej burzy, najczarniejszej nocy, te smutek zniknie, a ja będę potrafiła się uśmiechnąć. Wystarczy znaleźć to malutkie ziarno radości i nadziei. Zajęło mi rok czasu, kiedy ponownie zabrałam się za tą lekturę, już po żałobie. Do dziś wywołuje we mnie te same ciepłe uczucia. Mam nadzieję, że tak będzie już zawsze. Wierzę w to!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Ksiądz Piotr Pawlukiewicz (1960-2020), legendarny kaznodzieja w niniejszej książce zawarł kwintesencję swojego nauczania z 2007 roku. To ponad 250 stron tekstu i 11 rozdziałów, które odmienią Twoje życie i sprawią, że spojrzysz na nie z innej perspektywy. Tak powinien brzmieć slogan widniejący na okładce. Cóż, moje życie ta lektura z pewnością odmieniła. 


Żywe serce to zawołanie z tej książki skierowane do każdego odbiorcy. Dzisiaj świat potrzebuje ludzi o ŻYWYM SERCU, niekoniecznie mających jakiekolwiek wielkie osiągnięcia. Największym zagrożeniem jest lenistwo i idąca za tym wegetacja. W swojej książce Pawlukiewicz nie daje jednej prostej recepty, co robić. Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: Zapytaj, co mnie ożywia? A następnie idź, i to zrób. Dzięki tej lekturze dowiesz się: jak zajrzeć w swoje serce, jak poznać samego siebie, „patrzeć sercem” i rozpoznać swój własny życiowy napęd; w jaki sposób mądrze podejmować decyzje, a także jak radzić sobie z grzechami, zranieniami, kompleksami i ogólnym poczuciem beznadziei? Absolutnie najlepsze jest jednak to, dowiesz się, jak odbudować w sobie poczucie własnej wartości! Gwarantuję!

- opis własny

Muszę przyznać, że bardzo mnie ta książka ujęła i to już od samego początku! Mimo że księdza Pawlukiewicza gdzieś tam kojarzyłam, nie słuchałam wcześniej jego kazań. Poznałam go dopiero, gdy w moje ręce wpadła ta książka. Wtedy właśnie poznałam też wydawnictwo RTCK. A wpadła w bardzo dobrym (złym) momencie! I bardzo dobrze, bo to właśnie ona pomogła mi przetrwać trudne chwile. 


Co się w tej książce rzuca w oczy już od pierwszej strony, to bijący od niej humor! Naprawdę niesamowicie się uśmiałam podczas lektury, a nie był to czas, kiedy było mi do śmiechu. Jestem więc naprawdę wdzięczna, że wpadła ona w moje ręce akurat wtedy. Książka ta jest napisana z zaskakującą lekkością, można wręcz odnieść wrażenie, że są to słowa, które kieruje do nas jej autor. Dzięki temu zabiegowi akt lektury przypomina nieco dialog ze starym dobrym przyjacielem/znajomym, który przyszedł by opowiedzieć kawały i osłodzić jakoś Twoje życie. Tak się trochę czułam. Prosty styl, nie okraszony zbytnio ozdobnikami, za to przesiąknięty soczystą mową sprawia, że w zasadzie możnaby tą pozycję spokojnie przeczytać na jeden wieczór. Anegdotki z życia księdza Piotra naprawdę potrafią niekiedy rozbawić do łez i sprawiają, że myślisz jeszcze bardziej optymistycznie! Dopiero po lekturze zapoznałam się bliżej z osobą autora na YouTub’e i uważam, że zdecydowanie było warto!


Książka wbrew pozorom dotyka szeregu ważnych tematów, jednakże lekki styl autora w pewnym sensie zdejmuje ich ciężar podczas lektury. Oczywiście, Żywe serce zachęca do refleksji, ale zdecydowanie ich nie wymusza. Prostota, z jaką została napisana ta książka sprawia, że całkowicie naturalnie myślisz o swoim życiu i patrzysz na nie z nieco innej perspektywy. Podświadomie myślisz o swoich bliskich, o swoich pasjach i o tym, co Cię porusza. Zastanawiasz się, jak byś postąpił na miejscu bohaterów anegdotek przytaczanych przez Pawlukiewicza. I to jest w tej książce piękne i cenne. Prostota, zachęta do działania, żywej relacji i autentyczności. A wspomnienie kobiety z pieskiem chyba już zawsze będzie przypominać mi tą marcową noc i mój śmiech, gdy czytałam tą scenę (o co konkretnie z nią chodziło tego nie powiem, dowiedzcie się sami!) :).


Żywe serce to pozycja, która na mojej półce zajmuje bardzo ważne miejsce i lubię do niej wracać. Możliwe, że zrobię z tego tradycję i podobnie jak do moich innych comfort books (a taką książką jest na przykład Promyczek Kim Holden, której recenzję pisałam zresztą na blogu), będę po nią sięgać co rok lub wtedy, kiedy będę potrzebowała doładować swój optymizm!

Jest to pozycja po którą zdecydowanie warto sięgnąć! Sprawdzi się idealnie jako prezent na urodziny czy zwyczajnie bez okazji, aby przynieść komuś promienie słońca. Szczególnie poleciłabym ją osobą, które przechodzą przez trudniejszy czas i zmagają się z poczuciem beznadziei. Gwarantuję, że pokochacie tą książkę tak samo jak ja!


Moja ocena: 10/10 :)

Czytaj dalej »
on 06 maja 0
Podziel się!
Etykiety
chrześcijaństwo, nadzieja, obyczajowe, okruchy życia
Nowsze posty
Starsze posty

30 kwietnia

"Umieć w relacje" - Verena König

Umieć w relacje Vereny König to książka, którą mam przyjemność zrecenzować dzięki niedawno rozpoczętej współpracy z wydawnictwem Otwarte. Zdałam sobie sprawę, że dość dawno nie sięgałam po poradniki, więc najwyższy czas to zmienić. I dobrze się złożyło, bo książka König dotyczy właśnie relacji, a one stanowią jej główny temat i punkt wyjścia do dalszych rozważań. To w relacjach rodzi się poczucie bezpieczeństwa, bycia kochanym i potrzebnym, ale to również w nich doświadczamy straty, porzucenia czy traumy. Verena König przekonuje jednak, że zamiast patrzeć na relacje wyłącznie przez pryzmat zranień, warto zobaczyć je jako przestrzeń możliwego uzdrowienia. Czy mnie to przekonało? Zobaczcie sami!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:


„Życie to relacje. Zadbaj, by były dobre”, tak w największym skrócie można oddać sens tej książki. Autorka, specjalizująca się w tematyce traumy i epigenetyki, prowadzi czytelnika przez kolejne obszary relacyjności, pokazując, jak je rozumieć i jak nad nimi pracować. W książce znajdziemy również ćwiczenia, które mają wspierać budowanie poczucia więzi i bezpieczeństwa oraz tworzenie zdrowych relacji.



- opis własny

Umieć w relacje to książka, która od pierwszych stron wymaga uważności i zaangażowania. Nie jest to lektura, którą można jedynie „przekartkować”. To, co pozytywnie mnie zaskoczyło, to sposób, w jaki autorka rozkłada relacje na czynniki pierwsze i analizuje ich różne formy. Każdy z nas funkcjonuje w relacjach — jako istoty społeczne jesteśmy od nich zależni. Czasem druga osoba staje się dla nas bezpieczną przystanią, dzięki której czujemy się lepiej tylko przez jej obecność, słowa czy gesty. König podkreśla, że właśnie takie relacje powinny być normą: wspierające, regulujące i uzdrawiające. Niestety, nie zawsze tak jest. 

Książka została podzielona na rozdziały. Najpierw otrzymujemy wprowadzenie teoretyczne, oparte na terminologii naukowej, a następnie autorka przechodzi do tematu wczesnej traumy i jej znaczenia w kształtowaniu relacji. W tym miejscu wracają schematy więzi i przywiązania, które powstają w relacji z opiekunami w dzieciństwie. König szczegółowo omawia mechanizmy tych wzorców oraz ich późniejsze konsekwencje.

Co ciekawe, w kolejnych rozdziałach autorka płynnie przechodzi od teorii przywiązania do modeli funkcjonowania w dorosłych relacjach. Szczególnie doceniłam fragment dotyczący stawiania granic, to temat niezwykle praktyczny i wartościowy. Ostatni rozdział stanowi swoistą puentę: pokazuje, że relacje mogą ranić, ale jednocześnie są jednym z kluczowych czynników uzdrawiania. Autorka przedstawia również zasady wspierające budowanie zdrowych więzi.

Wiedza zawarta w tej niewielkiej książce jest naprawdę obszerna i wielowymiarowa. Cieszę się, że miałam okazję po nią sięgnąć, szczególnie w ramach współpracy z wydawnictwem Otwarte — oby takich tytułów było więcej.

Zaskoczyło mnie, jak przystępnie i jednocześnie w bardzo wrażliwy sposób König opisuje reakcje człowieka na trudne sytuacje. Pokazuje, że to, czego się boimy, często wynika z nieuświadomionych doświadczeń i traumy, która kształtuje nasz układ nerwowy. Wpływa to nie tylko na relacje z innymi, partnerami, przyjaciółmi, ale także na relację z samym sobą. Widać w tym dużą uważność i ogrom pracy autorki, choć momentami naukowy styl był dla mnie dość wymagający.

Muszę jednak przyznać, że brakowało mi w tej książce większej liczby konkretnych historii, przykładów pracy z pacjentami, ich doświadczeń, tego, że wyżalają się podczas sesji i procesu zmiany. Przywykłam do tego w innych poradnikach, dlatego tutaj momentami odczuwałam pewien dystans i taką „surowość” przekazu. Nie jest to jednak poważna wada, raczej kwestia preferencji czytelniczych. Czasami musiałam po prostu zrobić przerwę, żeby przetrawić treści.

Podsumowując, to książka, którą zdecydowanie warto przeczytać! Dobrze jest jednak rozłożyć sobie jej lekturę na raty, także po to, aby z uwagą i wrażliwością na swoje potrzeby podejść do zaproponowanych w niej zadań. Jestem przekonana, że ta książka otworzyła mi oczy na wiele spraw, o których wcześniej nie miałam pojęcia. To idealny poradnik, o tym jak właściwie zbudować relację z samym sobą, zanim wejdzie się w związek i małżeństwo. Oby było więcej takich książek!


Poradnik od Vereny König idealnie sprawdzi się jako prezent na dzień kobiet, a także jako podarunek, który kupisz sama sobie na wyjątkową okazję. Podążając za sentencją: „Życie to relacje. Zadbaj, aby były dobre” rekomenduję: zadbaj o relację ze swoim „Ja”, a dzięki temu łatwiej Ci będzie wejść w relację z innymi! Polecam z całego serca!

Moja ocena: 7/10. :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Otwarte!






Czytaj dalej »
on 30 kwietnia 1
Podziel się!
Etykiety
#otwarte, #współpraca recenzencka, psychologia, psychologiczne
Nowsze posty
Starsze posty

21 kwietnia

Trylogia Flawless - Marta Łabęcka

Flaw(less) to niewątpliwie jedna z tych historii, które pozostaną ze mną na dłużej. Trafiłam na tą serię dość przypadkowo i na początku tej przygody miewałam wzloty i upadki. Historia Chase'a i sytuacja Josie momentami mnie po prostu przytłaczały. Dopiero gdzieś w połowie pojawiła się miłość do tej serii, która sprawiła, że w niedługim czasie sięgnęłam po pozostałe tomy, tęskniąc za bohaterami, jakich stworzyła Marta Łabęcka.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

 

Dwoje licealistów z różnych światów: inteligentna i piękna Josephine z zamożnej prawniczej rodziny oraz Chase, chłopak, który za wszelką cenę stara się uniknąć losu swojej matki i przygód z narkotykami. Los Josie wydaje się być z góry przesądzony - lada moment wyjedzie do Bostonu, aby tam rozpocząć studia na prestiżowym wydziale prawa. Musi przecież być idealna. Chase natomiast stara się po prostu przetrwać kolejny dzień. Jak to w literaturze młodzieżowej bywa, coś oczywiście musiało tę dwójkę ze sobą połączyć. Obydwoje, każde na swój sposób, starają się poradzić sobie z samotnością. Ukryci za maskami, unikają wystawiania na próbę swojej wrażliwości. Trafiają na siebie przypadkiem i w ciągu całego roku szkolnego stają się sobie coraz bliżsi. Jak wiele może się zmienić w przeciągu jednego roku? Jak pokazuje ta historia, całkiem sporo. Ale od czego Jose i Chase mają swoją paczkę wiernych przyjaciół, z Archerem Colemanem na czele?

- opis własny

 

Zakochałam się w historii opisanej przez Martę Łabęcką. Było to to uczucie, które rodzi się powoli, w miarę rozwoju fabuły, a nie wybucha fajerwerkami już od pierwszej strony. Urzekło mnie we Flawsach wiele, począwszy jednak od autentyczności, jaką niewątpliwie odznacza się każda postać, na wciągającej romantycznej historii skończywszy. To seria, która z pewnością zostanie ze mną na dłużej w tym 2026 roku!

Po wrażeniu, jaki zrobił na mnie pierwszy tom i jego mocne zakończenie, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie sięgnąć po kolejne tomy. I dzięki temu połknęłam w całości zarówno All Your Flaws, jak i Despite in Your (im)perfections. O ile pierwszy tom trylogii, czyli Flaw(less) porusza nieśmiałe, trudne, choć raczej spodziewane i łatwe do przewidzenia początki relacji Chase'a i Jose, tak kolejne tomy stawiają coraz burzliwe i nieprawdopodobne znaki zapytania. Łatwo się domyśleć, jak zakończy się historia tej dwójki, niemniej jednak jest opowiedziana w taki sposób, że zwyczajnie trzeba jej doświadczyć. Łabęcka w żadnym razie nie oszczędza swoich bohaterów, niejednokrotnie doprowadzając do kłótni i sprawiając, że możliwa wspólna przyszłość stanie pod znakiem zapytania. Podobnie czyni zresztą z Destiny i Alfie'm, głównymi bohaterami trzeciego tomu. W tej odrobinie jakże życiowego szaleństwa kryje się jednak autentyczność i codzienność. Dzięki niej nie ma się ani przez chwilę poczucia, że ta historia jest w jakikolwiek sposób wymuszona albo zbyt przewidywalna. A wręcz przeciwnie!

Pamiętaj, że jak nie wiesz, co powiedzieć, zawsze możesz powiedzieć prawdę.

Łabęcka stawia zdecydowanie na autentyczność, nie przedstawiając przy tym zakochania i miłości jako ulotnego uczucia lub, tym bardziej, pozbawionego przeszkód! Wręcz można powiedzieć, że nasi bohaterowie co chwila napotykają przeszkody stojące na drodze ich związkowi, nie wspominając o tym, że sami rzucają sobie kłody pod nogi, bo przecież zakończenie tej relacji złamie im serce, ale ta druga połówka lepiej na tym wyjdzie... Mnogość dramatów, jaka ma miejsce w tej trylogii sprawia, że ta historia właśnie tak bardzo przyciąga i nie sposób się od niej oderwać. Miłość w przekonaniu autorki to coś, co trzeba nieustannie pielęgnować, razem przezwyciężać rozmaite trudności, jakie życie stawia na drodze. Nie bez znaczenia jest tutaj także wątek przyjaźni, który obok romantycznej perypetii, gra drugą rolę. Dzieciaki z Moreton, które na kartach tej serii udowadniają, że rodzina to coś więcej niż więzy krwi, to bohaterowie, jakich z pewnością każdy z nas chciałby spotkać w swoim życiu. Łabęcka udowadnia, że na przyjaciół można liczyć w każdej chwili, bez względu na to, jaka wydarza się tragedia.

Właśnie to wszystko sprawiło, że po pierwszych trudach z taką łatwością przebrnęłam przez drugą połowę tomu pierwszego i dwa kolejne: autentyczność. Gdy dostrzegłam, co autorka chce przekazać czytelnikowi i jak bardzo rezonuje to ze mną, natychmiastowo wciągnęłam się w wykreowany przez nią świat. W tej trylogii dzieje się mnóstwo, a wydarzenia nieustannie zmuszające mnie do postawienia sobie pytania, czy jednak bohaterowie tej serii będą razem, czy może nie, powodowało, że płynęłam przez kolejne strony z autentyczną ciekawością. Bardzo łatwo jest dać się porwać magii prozy Łabęckiej i zdecydowanie warto się na to zdecydować, bo opisaną przez nią historię po prostu trzeba przeżyć!

...nieważne, jak długo dane ci będzie kogoś kochać. Miesiące czy całe lata, to nie ma znaczenia. Ostatecz-nie nie liczy się to, ile, ale czy kochałaś.

Bardzo pozytywny zaskoczeniem był dla mnie styl, jakim posługuje się autorka. Potrafiła z wyczuciem ubrać w słowa emocje, towarzyszące bohaterom, nawet te skrajne, jaki miał Chase w pierwszym tomie. Wrażliwość Łabęckiej jest niesamowita i to ona sprawia, że czytając o stworzonych przez nią bohaterach bardzo łatwo jest z współodczuwać przeżywane przez nic emocje (między innymi dlatego, czytając historię z perspektywy Chase'a musiałam na chwilę odłożyć książkę). Bardzo łatwo jest dostrzec i nazwać emocje, jakie towarzyszą poszczególnym postaciom, stąd mamy tutaj istny emocjonalny rollercoaster: od smutku, poczucia beznadziei, spokój, opanowanie, tryskającą radość i optymizm i wreszcie nadzieję.

Co jest kolejnym autem tej książki, to mnogość bohaterów. Oprócz perfekcyjnej Jose i zbuntowanego Chase'a mamy tutaj także ich wspólnych przyjaciół - paczkę dzieciaków z Moreton: zabawnego i błyskotliwego Archera, nieco ekscentrycznej Valerie i sympatycznego Ethana. Każdą z tych postaci Łabęcka wyposażyła w pewne unikalne dla niej cechy i zadbała o to, by czymś się wyróżniał na tle grupy. Dzięki temu, każdy bohater może się w jakiś sposób pokazać i nie ma się takiego odczucia, że to Chase i Jose są na piedestale (a tak oczywiście jest, ponieważ to właśnie o nich jest ta historia).

Coraz częściej i chętniej sięgam po romantyczne historie. W pewnym sensie potrafią mnie one uspokoić i dają mi dokładnie to, czego w danym momencie potrzebuję - dobrą literaturę, autentycznych bohaterów, których rodzące się uczucie przyciąga niczym magnes. Jestem przekonana, że w tym roku może być całkiem sporo tego typu książek, jednak znając swoje upodobania czytelnicze, wiem, że nie będzie to jedyny gatunek, po który będę sięgać. Flaw(less) zdecydowanie zasługuje jednak na to, aby dać tej historii szansę! To opowieść-perła, jaką rzadko się znajduje. Unikalna opowieść o dwójce nastolatków z zupełnie różnych światów, którzy we wzajemnych spojrzeniach odnaleźli siebie. Przeczytajcie i zobaczcie, jak potoczyła się ich opowieść! Polecam również sięgnąć do mojej recenzji spin-offu trylogii, czyli Our perfect forever, którą znajdziecie <tutaj>.

 

Trylogia Flaw(less) świetnie sprawdzi się jako proza na wiosenne popołudnia i wieczory dla kobiet, które są spragnione nietuzinkowej historii, gdzie dość burzliwy romans gra pierwsze skrzypce. Będzie to także doskonała okazja czytelnicza na zbliżającą się majówkę. Osoby, które nie miały łatwych początków w szkole lub doświadczyły zarówno prześladowania, stygmatyzacji, jak również wysokiej presji i piętna perfekcjonizmu, i niezrozumienia, odnajdą się w historii Chase'a i Jose idealnie! Polecam serdecznie!

Moja ocena: 9/10. :)

Czytaj dalej »
on 21 kwietnia 0
Podziel się!
Etykiety
okruchy życia
Nowsze posty
Starsze posty

17 kwietnia

"Wstawaj Alicja" - Dorota Chęć


Wstawaj Alicja to bardzo ważny dla mnie reportaż. Dwukrotnie przeczytałam książkę Doroty Chęć zanim zabrałam się do pisania tej recenzji. Po raz pierwszy przeczytałam ją w zeszłym roku, o czym zresztą wspominałam. Bardzo długo zabrało mi też przygotowanie się do jej napisania. Tak wielkie zrobiła ona na mnie wrażenie i nie mam wątpliwości, że jest to jedna z tych najważniejszych dla mnie książek w moim życiu. Wierzcie mi, warto poznać historię Alicji. I z takim wstępem zapraszam na recenzję!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

 

Alicja Mazurek, kobieta o nieprzeciętnej urodzie, na którą łatwo zwrócić uwagę. Nastolatka, która poznała Jezusa i zapragnęła oddać Mu swoje życie. W 2018 roku ulega wypadkowi samochodowemu, a hasłem #WSTAWAJALICJA przez prawie dwa lata żyło jej rodzinne miasto Lublin. Umiera niespodziewanie 29 grudnia 2019 roku w dzień Świętej Rodziny. Odnalezione po jej śmierci zapiski odsłaniają wyjątkową głębię i zadziwiają jej najbliższych. Mogłoby się wydawać, dziewczyna jakich wiele. Jednak czy zwyczajna nastolatka zapisuje w swoim dzienniku słowa: "Trwaj przy mnie. Chcę czuć Twoja obecność", a kilka dni przed wypadkiem wyznaje ojcu, że gdyby miała umrzeć, to jest na to gotowa? Kim byłaś, Alicjo Mazurek? Reportaż Doroty Chęć stara się przybliżyć postać Alicji, z pewnością nieprzeciętnej młodej kobiety, którą zdecydowanie warto poznać.

- opis własny

Wstawaj Alicja to jedna z tych książek, do których lubię wracać, gdyż porusza ona czułe struny mojego serca i przypomina o tym, co jest dla mnie ważne. Dorota Chęć, przedstawiając historię Alicji i ją samą, miała przed sobą dość wymagające zadanie, z którego jednak wywiązała się znakomicie! To historia wydarzeń, które łatwo wymykają się współczesnym stereotypom i racjonalności. 

Dorota Chęć przygotowując się do napisania niniejszej książki rozmawiała z bliskimi Alicji, starając się nie tylko czysto faktograficznie przedstawić jej życie, ale i pokazać ją samą, taką jaką była, bez upiększania. Cały reportaż poświęcony jest właściwie odpowiedzi na pytanie: kim byłaś Alicjo Mazurek. Zamierzony cel udaje się Chęć osiągnąć. Reportaż o nadziei wbrew nadziei to historia ogromnego bólu, cierpienia, ale przede wszystkim nadziei, a przez nią także i radości. Autorka skrupulatnie przedstawiła historię Alicji, jej dzieciństwo, drogę formacji we wspólnocie, przyjaźnie. Poznajemy właściwie całe jej życie od narodzin aż do śmierci. Rozmowy z bliskimi Alicji, a także wplatane gdzieniegdzie fragmenty z jej dziennika, nadają książce niesamowitą głębię i sprawiają, że spoglądająca z papierowych stron jej bohaterka jest jeszcze bardziej bliższa czytelnikowi.

Chociaż jej bliscy ukazują Alicję jako dziewczynę zwyczajną, która miała swoje pasje, tym, co uderza przy przyjrzeniu się jej głębiej jest autentyczność. To ona pozwala dostrzec wyjątkowość Ali. I niewątpliwie wątkami, które nieustannie się w tej książce przeplatają są relacje oraz emocje bohaterów książki. Co ujmujące i pokazujące siłę przyjaźni, było to, że po wypadku Alicji jej przyjaciele traktowali ją tak samo, jak przed wypadkiem. Po studniówce odwiedzili ją, by jej o balu opowiedzieć i pokazać zdjęcia. Pomimo, że jest to reportaż, Chęć zrobiła tutaj sporo miejsca na wszelkiej maści emocje. Jest tutaj miejsce zarówno na złość, smutek, niedowierzanie, nadzieję, radość. Autorka oddaje głos najprzeróżniejszym postaciom, które przewinęły się przez i w życiu Alicji Mazurek - rodzicom, Agnieszce i Wojtkowi, jej przyjaciołom, przybranej siostrze Ali, znajomym, a także tym bardziej znanym postaciom, jak pewien zakonnik, porównywany do ojca Pio. Dorota Chęć wypełniła swój reportaż anegdotkami, które pozwalają zobaczyć i poznać Alę z wielu różnych perspektyw.

Reportaż poświęcony historii Alicji jest dość krótki, liczy nieco ponad 200 stron, co sprawia, że jest to lektura idealna na jeden wieczór. Rozdziały oznaczone są poszczególnymi fragmentami cytatu z Pisma Świętego, konkretnie z Księgi Tobiasza: „Ufaj, córko, Pan nieba obdarzy cię radością w miejsce twego smutku” (Tb 7, 17). Są one krótkie, ułożone chronologicznie, dzięki czemu podczas lektury absolutnie nie ma się poczucia jakiegokolwiek przesytu formy nad treścią. Życie Alicji opisane na 210 stronach, zamknięte w słowach Doroty Chęć, to życie zwyczajnej nastolatki, która zapragnęła żyć czymś więcej - relacją z Jezusem. Pozbawiony patetyczności i zbytnich ozdobników, prosty, a zarazem niesamowicie szczery styl ujmuje i nie pozwala oderwać się od lektury ani na chwilę, a jeśli już to tylko po to, aby otrzeć łzy. Ta książka niesamowicie mnie poruszyła. Ujęła mnie swoją szczerością i głębią. To zresztą jeden z powodów, dla których tak długo zabierałam się do napisania tej recenzji.

Zwyczajne życie Alicji, a jednocześnie jej głęboki wpływ na innych przenikają się wzajemnie w tej książce, tworząc niezwykły klimat. Tą książkę się po prostu czuje i nie ma absolutnie szans, aby czytać ją w emocjonalnym oderwaniu. Przykład Alicji pokazuje, że świętość może zamykać się w codzienności i jest ona dostępna dla każdego. Nie ulega wątpliwości, że swoim życiem Ala obudziła wiele uśpionych serc, świadczy zresztą o tym tłum żałobników zgromadzony na pogrzebie dziewczyny oraz inne świadectwa. Szczerość i znajomość siebie to bardzo ważne cechy. 

Alicja jest osobą, którą szczerze podziwiam i staram się naśladować. Czuję, że jest mi bliska, ponieważ jedną z wyróżniających ją cech jest autentyczność i brak lęku przed pójściem pod prąd. To sposób bycia bardzo podobny do mojego. Bohaterka reportażu przyciągała do siebie innych swoim ciepłem, otwartością, spontanicznością i szczerym zainteresowaniem. Pomimo swojej autentyczności pozostawała lubiana. Chętnie bym się z nią spotkała, mam przeczucie, że mogłybyśmy się polubić.

Wstawaj Alicja to dla mnie bardzo wyjątkowa książka, która pozostanie ze mną na zawsze. Świat potrzebuje autentycznych ludzi, dobrych książek, wschodów i zachodów słońca oraz kubka mocnej kawy. Tego i zaufania. I to właśnie mój świat. 

Na to pytanie można odpowiedzieć tylko w jeden sposób: tak, warto, zdecydowanie! Z pewnością jednak nie jest to książka, którą można przeczytać nie przeżywając wszystkiego, co zostało w niej opisane. Alicja to dziewczyna, którą chciałoby się poznać. Spotkać na ulicy, we wspólnocie, podejść i zamienić kilka słów. Chciałoby się z nią zaprzyjaźnić. Obok tego reportażu nie sposób przejść obojętnie. Pozostawia w sercu zbyt głęboki i piękny ślad. Podobne wrażenie zrobiła na mnie książka Łzy Racheli. Historia tragedii zamienionej w zwycięstwo autorstwa Beth Nimmo i Darrell'a Scotta, której recenzję można znaleźć na blogu. Alicja i Rachel są do siebie bardzo podobne! Polecam serdecznie je obie i zapewniam, że pozostaną z Wami na długo! Warto jednak zarezerwować sobie czas i naprawdę wczytać się w tą historię!

Moja ocena: 10/10 :)


Czytaj dalej »
on 17 kwietnia 0
Podziel się!
Etykiety
chrześcijaństwo, okruchy życia, reportaż
Nowsze posty
Starsze posty

08 kwietnia

Czytelnicze podsumowanie lutego i marca 2026 i plany na kwiecień

Bardzo się cieszę na dzisiejszego posta i nie mogłam się doczekać, aż do niego usiądę i podsumuję kolejny miesiąc, a właściwie dwa miesiące! Dużo się w tym czasie działo, przeczytałam całkiem sporo, więc było mi też przyjemnie z myślą, że będę mogła o tym napisać. Robię to jednak dopiero teraz, ponieważ niedawno były święta i mój czas był trochę ograniczony. Teraz jednak mogę usiąść i spokojnie napisać to podsumowanie, a później wybieram się do kina z grupką. :)

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:


Okres lutego i marca był dla mnie intensywny, staż w bibliotece, praca z dziećmi oraz pisanie monografii, wspólnoty, zajęcia na uczelni, dziennikarstwo, współpraca z wydawnictwami sprawiły, że był to dość intensywny czas i dużo się wtedy działo. Niemniej był to czas cudownych wydarzeń, spotkań z ludźmi, czytania i osobistego rozwoju! W pewnym sensie uporządkowałam to, co chciałam, poszłam do przodu. Zaczęłam oglądać kolejny sezon Stranger Things, XO Kitty oraz Bridgertonów (obecnie przeplatam sobie te trzy seriale w zależności od nastroju!

Co czytałam w lutym i marcu 2026? 


Na przełomie lutego i marca przeczytałam całkiem sporo różnorodnych gatunkowo pozycji. Jak widać w lutym i w marcu przeczytałam całkiem sporo, bo aż 7 książek. Wśród nich nie zabrakło literatury młodzieżowej, jak drugi i trzeci tom trylogii Flaw(less) autorstwa Marty Łabęckiej: All of Your Flaws oraz Despite Your (im)perfections, dziecięcej (Dziewczynka z parku Barbary Kosmowskiej), ale także i naukowej, jak Temperament Twojego dziecka Paula i Barbadry D. Tieger. Nie byłabym sobą, gdybym nie sięgnęła po inne gatunki, stąd pozycje chrześcijańskie, takie jak Wstawaj Alicja Doroty Chęć (recenzja 17.04!), Rozpal Wiarę, a będą działy się cuda Marcina Zielińskiego oraz Żywe serce autorstwa ks. Piotra Pawlukiewicza (recenzja 18.04!). Gdybym miała wyróżnić tradycyjnie "najlepszą" oraz "najgorszą" książkę miesiąca byłoby to dosyć trudne, ponieważ wszystkie te dzieła były na dość wysokim poziomie i bardzo mi się spodobały. Tak więc w lutym oraz marcu wszystkie książki w pełni zasługują na miano tych najlepszych!

A jakie plany na kwiecień?

Kwiecień rozpoczął się świętami wielkanocnymi, radosnym czasem Zmartwychwstania, spotkaniami rodzinnymi, poznawaniem coraz to nowych osób w moim życiu. Dokończyłam także pracę nad monografią do WUJ-a, dlatego lada dzień ruszy ona do wydawcy. :) Jestem z siebie dumna, a w mojej głowie kiełkują pomysły na kolejną książkę! Napisałam również bajkę terapeutyczną, która była jednym z warunków zaliczenia egzaminu na moich studiach.  Rozpoczęłam także czas przygotowywania korekty na majowy numer WUJ-a, także zapowiada się intensywny czas! Oby tylko tak dalej! Oczywiście, znając mnie, nie zabraknie także czasu na czytanie! Bez tego absolutnie nie byłabym sobą! :)

Jak widać, na kwiecień mam zaplanowanych całkiem sporo pozycji! Zdążyłam już przeczytać Genialne umysły Jennifer Lynn Barnes, Obiekty głębokiego nieba Jakuba Małeckiego, Temperament Twojego dziecka Paua i Barbary D. Tieger, a obecnie jestem w trakcie lektury: Wszystko mam bardziej Jakuba Hołuba, Umieć w relacje Vereny Konig oraz kończę (nareszcie!) Nie całuj się pod kapliczką Weroniki Pawlak i Moc uwielbienia Merlin R. Carothers. Nie mogę się doczekać, aby zacząć czytać kolejne książki, jakie mam tutaj wymienione. Jestem ciekawa w szczególności cegiełek, jakimi są Las birnamski Eleanor Catton, Bracia Karamazow Fiodora Dostojewskiego, Nasz ostatni dzień Adama Silvera oraz Pokochaj mnie pod uniwersytetem Weroniki Pawlak (być może w papierze ta seria akurat bardziej mnie wciągnie!). Czekam też aż dojadą do mnie kolejne propozycje recenzenckie, tym razem na maj, a jedną z nich jest pokazana na powyższej grafice Tetelesai! Wykonało się O. Józefa Witko OFM od wydawnictwa esprit!

Już nie mogę się doczekać, co przyniesie ten miesiąc! 
PS. Chwalę się nowym logo/znakiem wodnym, który będzie pozwalał na rozpoznawanie moich grafik. :) Czyż nie jest ładny?

Czytaj dalej »
on 08 kwietnia 0
Podziel się!
Etykiety
#współpraca recenzencka, podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedż
Nowsze posty
Starsze posty

07 kwietnia

Rozmawiałam z twórcami kanału TypeHype! Typ osobowości to hit, czy kit?!

Kim naprawdę jesteś? O typach osobowości i świadomym rozwoju

Osobowość to nasz unikalny „podpis” – coś, co sprawia, że jesteś sobą. Poznanie swoich naturalnych preferencji pozwala lepiej rozumieć siebie i innych, rozwijać się w zgodzie ze sobą i budować relacje bez niepotrzebnego stresu czy porównań. O tym, czym właściwie jest osobowość i jak rozpoznać swój typ MBTI opowiedzą Sophy Szołtysek i Nikodem Zając - twórcy youtubowego kanału TypeHype.

Czym jest osobowość, czy to coś, co odkrywamy, czy raczej coś co sami tworzymy?

Osobowość to nasz unikalny „podpis” – coś, co sprawia, że jesteśmy „sobą”, a nie kimś innym. Najpierw odkrywamy stelaż, dopiero potem możemy na nim świadomie budować. Wierzymy, że z określonymi preferencjami się rodzimy, a różnica polega na tym, czy działamy z tej świadomości, czy nie. Rozwój zaczyna się od zrozumienia, z jakim materiałem pracujemy i świadomego kształtowania siebie. W TypeHype patrzymy na osobowość przede wszystkim przez pryzmat systemu 16 Osobowości – jako zestawu naturalnych preferencji.

Czym jest diagnoza osobowości i czemu służy?

Diagnoza osobowości to mapa Twoich naturalnych preferencji jako sumy całości – jak myślisz, czujesz i reagujesz. W TypeHype traktujemy ją jako kompas do działania w zgodzie ze sobą. Diagnozując, opieramy się na rzetelnych danych pod kątem preferencji danej osoby i rozmowie. Najpierw prosimy o wykonanie 2–3 testów. Następnie odbywa się wywiad online z serią pytań, które pomogą ujawnić preferencje i zweryfikować nie zawsze trafne wyniki testu: jedna osoba rozmawia, druga obserwuje i notuje. Może paść pytanie o ulubiony film albo o to, kim chciałeś być jako dziecko i dlaczego. Po 30 minutach analizujemy wyniki i umawiamy się na sesję podsumowującą.

Diagnoza pozwala zrozumieć siebie i innych. Nie jesteś „dziwny” ani „niewystarczający” – masz po prostu inne preferencje i możesz działać po swojemu. Dzięki temu łatwiej redukować stres i nieporozumienia, lepiej rozumieć innych oraz swoje automatyczne reakcje, które czasem sabotują plany. To narzędzie do świadomego działania i lepszego rozumienia relacji.

Skąd bierze się popularność testów osobowości i poszukiwania swojego typu?

Jesteśmy istotami rozumnymi – stworzeni do refleksji nad światem i samymi sobą. Już Salomon zauważył, że „chwałą Boga jest rzecz ukryć, a chwałą królów rzecz zbadać”. Systemy osobowości fascynowały ludzi od zawsze; od starożytnych koncepcji temperamentów Hipokratesa po współczesne testy – zawsze szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, dlaczego różnimy się w myśleniu, reagowaniu i działaniu. System 16 Osobowości wyrósł na fundamencie teorii Junga – jednego z najważniejszych myślicieli i obserwatorów ludzkiej psychiki w historii psychologii. Dzięki niemu powstały narzędzia, które dziś mają realne zastosowanie: pomagają lepiej rozumieć siebie, relacje, osiąganie celów i decyzje zawodowe.

W jaki sposób testy osobowości mogą oddziaływać na samoocenę i czy istnieje ryzyko zaszufladkowania się po otrzymaniu wyniku testu?

Diagnoza osobowości może znacząco wpłynąć na samoocenę. Najpierw pojawia się ulga, ale później przychodzi krytyczne spojrzenie. Typu jednak nie da się zmienić. Można natomiast rozwijać swoje preferencje, uczyć się korzystać z mniej naturalnych funkcji i budować elastyczny zestaw zachowań. To naturalne bać się „zaszufladkowania”, ale prawdziwa wolność polega na poznaniu swoich granic i świadomym korzystaniu z własnych parametrów, by wzrastać zgodnie z tym, kim naprawdę jesteśmy. 

Czy fascynacja typologiami może być sposobem budowania tożsamości?

Fascynacja typologiami zdecydowanie staje się sposobem budowania tożsamości, zwłaszcza na początku, gdy odkrywamy system 16 Osobowości i chcemy nazwać i zrozumieć siebie. Z czasem typ staje się naturalną częścią „ja” – jednym z elementów obok pochodzenia, doświadczeń, relacji i przekonań. Pomaga zrozumieć, jak myślimy, reagujemy, podejmujemy decyzje i wchodzimy w relacje.

Mnie najgłębiej definiuje tożsamość w Bogu i więzi rodzinne, ale znajomość typu pomaga mi zrozumieć, jak myślę, reaguję, podejmuję decyzje i wchodzę w relacje.

Czym jest typ MBTI, czy to to samo co osobowość?

16 Osobowości to model opisowy, który wskazuje na nasze naturalne preferencje – czyli to, jak zbieramy informacje, podejmujemy decyzje, reagujemy na świat, działamy i organizujemy rzeczywistość. Typ osobowości to zapis pewnych wzorców. Nie da się opisać istoty stworzonej na obraz Boga w kilku literach i preferencjach. Warto próbować zrozumieć te fragmenty, które możemy uchwycić – po to, by lepiej rozumieć siebie, z większym szacunkiem patrzeć na innych i sensowniej sobie nawzajem służyć.

Co było impulsem do stworzenia autorskiego kursu? Czym różni się on od ogólnodostępnych materiałów? Dla kogo jest przeznaczony?

Stworzyliśmy własny kurs, bo w języku polskim brakowało przystępnych materiałów o systemie 16 Osobowości w codziennym, praktycznym ujęciu. W sieci jest wiele treści, ale często są skomplikowane, rozproszone lub trudne dla początkujących. Na podstawie własnych doświadczeń uporządkowaliśmy wiedzę, pokazując błędy w typowaniu, stereotypy, a kurs wzbogaciliśmy o ćwiczenia, opis każdego typu i uproszczony, trafny test. Chcieliśmy, by był przydatny zarówno dla początkujących, jak i bardziej doświadczonych, pomagając zrozumieć siebie i innych w praktyce. Dlatego chcemy, by jak najwięcej osób mogło z niego skorzystać.

W środowisku psychologicznym MBTI bywa krytykowane. Jak odniesiecie się do tych zarzutów?

To prawda, że MBTI bywa krytykowane w środowisku naukowym – głównie za brak wystarczających badań empirycznych i precyzji pomiaru. My te zarzuty znamy, ale podchodzimy do nich z dystansem. MBTI nie powstało jako narzędzie kliniczne, lecz jako model opisowy pomagający zrozumieć naturalne preferencje poznawcze. Jego wartość widzimy w praktyce – poprawia komunikację, zwiększa samoświadomość i usprawnia współpracę w zespołach. Korzystają z niego korporacje, uczelnie, doradcy zawodowi, a nawet instytucje rządowe, jak CIA. W przeciwieństwie do modelu takiego jak Wielka Piątka (Big Five), który mierzy natężenie ekstrawersji czy sumienności, i w danym momencie może się zmieniać, MBTI wskazuje kierunek i stałą strukturę osobowości.

Czy możliwe jest błędne samotypowanie?

Błędne samotypowanie zdarza się częściej, niż się wydaje. Wynik testu to nie ostateczna wyrocznia. Darmowe testy to dobry punkt startowy, ale warto zweryfikować wynik, czytając opisy swojego typu i typów sąsiednich. Często źródłem błędu jest też nasze wyobrażenie o sobie albo moment życiowy, w którym wypełniamy test; stres czy napięcie mogą zniekształcić odpowiedzi. Dlatego powtarzamy: nie kończ na teście. Prawdziwe zrozumienie zaczyna się wtedy, gdy pogłębisz opis i skonfrontujesz go ze sobą.

Czy typ MBTI może się zmienić?

Typ jest w swoim rdzeniu stały, bo opisuje naturalne preferencje poznawcze. To struktura Twojego umysłu, to, jak z natury przetwarzasz informacje, podejmujesz decyzje i reagujesz na świat. Z wiekiem, doświadczeniem i samoświadomością uczysz się po prostu korzystać z pełniejszego wachlarza funkcji. Przykładowo, osoba spontaniczna może nauczyć się planować, a introwertyk występować publicznie. To jednak nie zmiana typu, lecz poszerzenie zakresu działania. W momentach silnego stresu i tak wracamy do swoich bazowych preferencji, dlatego powtarzamy, że typ się nie zmienia, lecz dojrzewa. Wiele pozornych „zmian typu” wynika też z niedokładnych testów, stresu lub odpowiadania zgodnie z tym, kim chcielibyśmy być.

Na co zwrócić uwagę przy samodzielnym określaniu typu?

Podejdź do tego spokojnie, jak do rozmowy z samym sobą, nie egzaminu. Zastanów się, co przychodzi Ci naturalnie, jak faktycznie się zachowujesz. Skup się na tym, co robisz „naturalnie”, a nie tym, co wyuczone. Zacznij od podstaw: skąd czerpiesz energię – z ludzi, rozmów, działania (E), czy z ciszy, refleksji i wewnętrznego świata (I)? Jak zauważasz rzeczywistość: chwytasz fakty, konkret, szczegóły (S), czy raczej znaczenia, wzorce, schematy i możliwości (N)? Jak podejmujesz decyzje – przez logikę, analizę i strukturę, sprawiedliwość (T), czy przez serce, wartości, współczucie i relacje (F)? I wreszcie: jak żyjesz na co dzień – z planem (którego się trzymasz!), listą i kontrolą sytuacji (J), czy z otwartością, improwizacją i przestrzenią na zmianę (P)?

Zwróć uwagę na to, jak reagujesz w stresie, to często mówi więcej o Twoim typie niż świadome decyzje. Nie skupiaj się na etykiecie, tylko na wzorcach. Typ to nie opis zachowania, lecz mapa tego, skąd wynikają Twoje działania.

 Rozmawiała Wiktoria P. alias Z Dziennika Książkoholiczki

https://www.youtube.com/@TypeHype - kanał Type Hype na Youtube

Czytaj dalej »
on 07 kwietnia 0
Podziel się!
Etykiety
dziennikarstwo, nowa seria na blogu, rozmowa, wywiad
Nowsze posty
Starsze posty

07 kwietnia

2024 a 2025 rok - ile książek przeczytałam?

W natłoku minionego już 2025 roku zdałam sobie sprawę, że nie napisałam podsumowania za rok 2024! Postanowiłam więc to naprawić w pewnym sensie zestawiając ze sobą lata 2024 i 2025. A muszę przyznać, że 2024 był rokiem wyjątkowo (bardzo!) owocnym pomimo pisanej wówczas pracy magisterskiej i obrony!
 
NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

PRZECZYTANE

Moim głównym literackim celem na 2024 rok było przeczytanie wszystkich tomów Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz oraz złapanie jak najwięcej tomów Zapisków zielarki i Znaków naszych uczuć, jakie tylko były dostępne w bibliotece. Czy mi się to udało? Ile ostatecznie książek przeczytałam w 2024 roku? Zobaczcie sami!

Styczeń był u mnie dość ambitnym miesiącem, przeczytałam 6 książek, spośród których widać zróżnicowanie pod względem gatunkowym i języcznym. Przeczytałam bowiem 2 pozycje z literatury koreańskiej - Zaopiekuj się moją mamą Shin Kyung-Sook, o której możecie przeczytać <tutaj> oraz Kim Jiyoung urodzona w 1982 roku Nam Joo-Cho; jedną pozycję amerykańską, czyli Przerwaną lekcję muzyki Susanny Kaysen; jedną francuskojęzyczną - Świństwo i truizmy Marie Darrieussecq, która zresztą najmniej przypadła mi do gustu. Ostatnie dwie pozycje przeczytałam na zajęcia i egzamin z psychologii: Typy psychologiczne Carla Gustawa Junga oraz Krótką historię psychologii - o dziwo, polskiej autorki, bo Joanny Zaręby!
Luty zdecydowanie był najbardziej literackim miesiącem 2024 roku! Przeczytałam wówczas aż 16 książek! Z czego zdecydowaną większość stanowiły tomy Jeżycjady Małgorzaty Musierowiecz - od przygód Małomównego i rodziny dobrnęłam aż do historii Nurtii i Nerwusa! Drugą część literackiego zbioru lutego stanowiły mangi - głównie Zapiski zielarki pióra Natsu Hyuugi oraz Oblubienica czarnoksiężnika napisana przez Kore Yamazaki.

W marcu natomiast przeczytałam 7 książek, z czego kolejny tom stanowiły Zapiski Zielarki Natsu Hyuugi, a pozostałą część 4 tomy serii Znaki naszych uczuć autorstwa Suu Morishity. Natomiast w kolejne dni marca wplotła się już proza - czytany do mojej pracy magisterskiej Baśniarz Antoni Michaelis oraz Zbrodnia na progu Ewy Majkusiak, która szalenie mi się podobała! Na recenzję Baśniarza zapraszam <tutaj>, a na recenzję Zbrodni <pod tym linkiem>.
Kwiecień 2024 roku należał do tych okresów, kiedy z całą pewnością czytałam dość różnorodne gatunki literackie - od literatury młodzieżowej, po literaturę przedmiotu do mojej pracy magisterskiej, na literaturze grozy skończywszy. Przeczytałam bowiem 3 kolejne tomy Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz: Tygrys i Róża, Imieniny, Córka Robrojka. Jak widzicie, sięgnęłam po Bajkoterapię Marii Molickiej; Arteterapię w sztuce i edukacji Eugeniusza Józefowskiego z literatury przedmiotu do magisterki. W następnej kolejności do samego końca miesiąca królowała literatura grozy, a wśród niej: Piaskun E.T.A. Hoffmana; Frankestein Mary Shelley oraz Oczarowana Julesa Barbey d' Aurevilla! Nie spodziewałam się, że będzie to tak ciekawy i bogaty miesiąc wypełniony po brzegi różnorodnymi gatunkami literackimi! Tym samym w kwietniu przeczytałam 7 pozycji! 
Maj z kolei był dość intensywnym miesiącem. Przeczytałam wówczas sporo książek na zajęcia, do mojej pracy magisterskiej oraz dla własnej przyjemności. Nacisk śruby Henry'ego Jamesa, Berenice, Zagłada domu Usherów czy Prawdziwy opis wypadku z panem Waldemarem autorstwa Edgara Allana Poe'go przeczytałam na zajęcia z Tożsamości niepewnych. Natomiast Arteterapię w teorii i praktyce pióra Eweliny J. Koniecznej; Dziecko zagubione w rzeczywistości Alfreda F. Braunera; Dziewczynkę w baśniowym lesie Pierre'a Peju; Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni Brunona Bettelheima oraz Biblioterapia i bajkoterapia Marii Molickiej przeczytałam do mojego rozdziału teoretycznego pracy magisterskiej. Natomiast dla własnej przyjemności sięgnęłam po Brulion Bebe autorstwa Małgorzaty Musierowicz i po drugi tom dylogii Magdy Puzio, czyli Nową Rzeczywistość, której recenzję możecie przeczytać <tutaj> i obydwie te książki bardzo mi się spodobały! Łącznie w maju 2024 przeczytałam 12 książek, co uważam było bardzo dobrym wynikiem!
W czerwcu koniecznie muszę nadmienić, że był to jeden z tych miesięcy, na który w pewnym sensie czekałam wtedy z jakimś utęsknieniem - na ciepłą pogodę, zaliczenia i czas, kiedy będę mogła skupić się tylko i wyłącznie na pisaniu pracy magisterskiej. Udało mi się w tym miesiącu przeczytać 6 pozycji. A były to: Baśń postmodernistyczna: przeobrażenia gatunku Weroniki Kosteckiej; Baśniowa opowieść Stephena Kinga; Imperial Twilight napisana przez Stephena R. Platta, o której pisałam recenzję specjalnie dla wydawnictwa ZNAK, jej recenzję możecie przeczytać <tutaj>. Z literatury dla przyjemności przeczytałam natomiast: drugi tom dylogii Nowej Rzeczywistości. Nowy Ruch autorstwa Magdy Puzio, o której możecie przeczytać <pod niniejszym linkiem>. Sięgnęłam również po Doktora Jekylla i Pana Hyde'a autorstwa Roberta Louisa Stevensona oraz przeczytałam drugi tom dylogii Marzyciel, czyli Muzę Koszmarów pióra Laini Taylor, której recenzję możecie przeczytać <tutaj>.
W lipcu będąc już szczęśliwie wolną od wszystkich egzaminów na studiach, zabrałam się z zapałem do pisania mojej pracy magisterskiej oraz rozpoczęłam współpracę z kolejnym wydawnictwem w postaci stażu na stanowisku redaktorki. Przeczytałam wówczas 4 książki, następująco: Baśniową opowieść Stephena Kinga, Niekończącą się historię Michaela Endego, które w swojej pracy badałam, a także dwie książki, które miałam przyjemność redagować, czyli: Rozgrzeszyć nawróconych Jolanty Sak (współpraca płatna z wydawnictwem Moc Media) oraz Chrzciciel Grzegorza Brudnika, który dość średnio mi się podobał (pozycja redagowana w ramach stażu w Editio). 
Sierpień, podobnie jak lipiec 2024 upłynął mi pod znakiem intensywnej pracy nad moją magisterką oraz stażem w wydawnictwie i szlifowaniu swoich umiejętności redaktorskich i korektorskich. Przeczytałam 4 książki, jednak były to pozycje absolutnie wyjątkowe: Burza autorstwa Sunyi Maty, którą z pewnością będę chciała powtórzyć (tak, jest aż tak dobra!), dlatego niebawem możecie spodziewać się recenzji z tej książki. Następnie w kolejce były: Alchemik pióra Paolo Coelho - także bardzo dobra książka - Poetyka Arystotelesa (które musiałam przeczytać do mojej pracy magisterskiej). Ostatnią pozycją sierpnia 2024 była powieść Język Trolli Małgorzaty Musierowicz, która również znajduje wyjątkowe miejsce w moim sercu!
Okres wrzesień-październik 2024 był dla mnie naprawdę intensywny - kończyłam pisać pracę magisterską, przygotowywałam się do Obrony. Tym samym nie jest dziwne, że w tym okresie byłam nieco przemęczona, ale i szczęśliwa zdobytym zasłużonym tytułem Pani Magister Polonistyki-Komparatystyki! Przeczytałam wówczas aż 10 pozycji, jakże różnorodnych! Na mojej liście znalazły się bowiem najróżniejsze książki: Wyspa pajęczych lilii Li Kotomi, o której możecie przeczytać <tutaj>; Daj mi znak Anny Sortino; Pralnia serc Marigold Jungeun Yun (abosolutnie przepiękna opowieść, do której na pewno wrócę!); Witajcie w księgarni Hyunam-Dong autorstwa Hwang Bo-reum; Zaczarowana Pani Bibliotekarka Elizy Mikulskiej; Lusterko Pana Grymsa Doroty Terakowskiej; Władca Lewawu oraz Samotność bogów tej samej autorki. O Samotności bogów możecie przeczytać <tutaj>. Przeczytałam również Wrońca Jacka Dukaja (majsterszyk!) oraz Studium zatracenia Avy Reid, które na pewno w tym roku sobie powtórzę! Większość z przeczytanych w tym okresie książek bardzo mi się przydała podczas Obrony, także jestem mega szczęśliwa z tego powodu!


W listopadzie udało mi się przeczytać 4 wyjątkowe książki: Kalamburkę Małgorzaty Musierowicz, Beethovena i Dżinsy pióra Krystyny Siesickiej, Opiekunkę marzeń Agnieszki Krawczyk, której recenzję możecie przeczytać <pod tym linkiem> oraz dokończyłam Króla Maciusia Pierwszego autorstwa Janusza Korczaka - i muszę przyznać, że ta książka akurat najmniej z nich wszystkich przypadła mi do gustu. Tu zdecydowanie wygrały Opiekunka marzeń i Kalamburka!
Grudzień, czyli ostatni miesiąc 2024 roku był okresem podsumowań i finalizacji tego, ile ostatecznie udało mi się przeczytać. Mogę z dumą stwierdzić, że udało mi się skończyć Jeżycjadę Małgorzaty Musierowicz, a do tego przeczytałam także Klechdy Sezamowe Bolesława Leśmiana, opublikowane Dziennik Racheli Joy Scott, Sandra Sabattini. Historia świętej narzeczonej Massimo Betettni oraz Październikowe dziecko: Każde życie jest cudem Erica Wilsona i Theresy Preston. Tym samym zakończyłam rok 2024 z prawdziwym przytupem, bo w grudniu przeczytałam 10 książek!

Mogę z dumą powiedzieć, że mi się to udało! Oczywiście, pomijając fakt, iż jednego tomu Jeżycjady zwyczajnie nie byłam w stanie przetrawić, a raczej głównej bohaterki, a mowa tutaj o... Anieli Żeromskiej, bohaterce Kłamczuchy. Zwyczajnie nie byłam w stanie się z nią w tym tomie polubić.
 
Miesiącem, w którym przeczytałam najwięcej książek był zdecydowanie luty, gdyż wtedy był to wynik aż 16 pozycji! Na kolejnym miejscu był maj (12 pozycji), a później wrzesień-październik oraz grudzień, wówczas przeczytałam po 10 dzieł!

Niemniej, mój podstawowy cel, jakim było po prostu przeczytanie jak najwięcej książek, został osiągnięty i z dumą mogę powiedzieć, że w roku 2024 przeczytałam 83 książki z czego założyłam sobie, że przeczytam 80! Tym samym przekroczyłam swój cel na Lubimy Czytać i pobiłam swój własny rekord!



 
A jak wyglądał 2025?

W 2025 roku, jak mogliście zauważyć po poprzednim wpisie, przeczytałam nieco mniej pozycji, za to były to bardzo wartościowe tytuły. Możecie ten wpis przeczytać <tutaj>. Z uwagi na to, co działo się w tym roku przeczytałam 37 z 50 planowanych książek, co w sumie i tak uważam za naprawdę świetny wynik!

Trzymajcie za mnie kciuki i wyczekujcie następnych recenzji i wpisów (a te pojawią się już niebawem)! Zapowiada się bardzo ambitny i produktywny literacko kwiecień 2026!


Wasza Pani Magister Polonistyki-Komparatystyki 
(nareszcie mogę się tak podpisać, zasłużyłam na to!) :) 





Czytaj dalej »
on 07 kwietnia 0
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O AUTORCE

O AUTORCE
27 - letnia Magister Polonistyki-Literaturoznawstwa. Z zamiłowania książkoholiczka, literaturoznawczyni i blogerka, rysowniczka, a także miłośniczka języków obcych i azjatyckich dram. Kto wie, może i w przyszłości także pisarka? Możliwości jest mnóstwo! :) Aktualnie spełnia się dziennikarsko pracując w redakcji WUJ-a oraz redaktorsko współpracując z Wydawnictwami ZNAK oraz Moc Media. Przyszła bibliotekoznawczyni i arteterapeutka, która uczy się języka migowego.

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

BIBLIOTECZKA

https://lubimyczytac.pl/ksiegozbior/MiegxQJv6H

PRZECZYTANE

W tym roku chcę przeczytać...

W tym roku chcę przeczytać...
#Wyzwanie LC 2026#

Recenzje/Wpisy planowo

* "Żywe serce", Piotr Pawlukiewicz * "Genialne umysły", Jennifer Lynn Barnes * "Studium zatracenia", Ava Reid * "Burza", Sunya Mara * "Obiekty głębokiego nieba", Jakub Małecki Następne tytuły wpisów podam niebawem! :)

Znajdź mnie!

  • Lubimy Czytać
  • Strona na facebooku
  • Twitter
  • Instagram

Szukaj na tym blogu

Statystyka

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Obserwatorzy

Popularny post

  • Kącik serialowy: Moon Lovers: Scarlet Heart Reyo- magia księżyca
    Tytuł oryginalny:   달의 연인 – 보보경심 려 Tytuł (latynizacja):   Dalui Yeonin – Bobogyungsim Ryeo Tytuł (alternatywny):  Time Slip: Rye...
  • Kącik serialowy: Goblin, Guardian: The Lonely and Great God- potęga przeznaczenia
    Tytuł oryginalny:   도깨비 Tytuł (latynizacja):   Dokkaebi Tytuł (alternatywny):  Goblin: The Lonely and Great God Gatunek:   fantasy, m...
  • "Shinsekai Yori"- Yuusuke Kishi
    tytuł oryginału: 新世界より tłumaczenie: Z Nowego Świata wydawnictwo:  Kōdansha data wydania: 23 stycznia 2008 liczba stron:870 sło...

Archiwum

  • ▼  2026 (11)
    • ▼  maj 2026 (2)
      • "Genialne umysły" - Jennifer Lynn Barnes
      • "Żywe serce" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz
    • ►  kwi 2026 (6)
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (2)
  • ►  2025 (13)
    • ►  wrz 2025 (1)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (4)
    • ►  lut 2025 (2)
  • ►  2024 (11)
    • ►  gru 2024 (1)
    • ►  lis 2024 (1)
    • ►  lip 2024 (1)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (2)
    • ►  kwi 2024 (2)
    • ►  mar 2024 (1)
    • ►  sty 2024 (2)
  • ►  2023 (31)
    • ►  gru 2023 (2)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (4)
    • ►  wrz 2023 (3)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (2)
    • ►  kwi 2023 (1)
    • ►  mar 2023 (5)
    • ►  lut 2023 (5)
    • ►  sty 2023 (1)
  • ►  2022 (46)
    • ►  gru 2022 (5)
    • ►  lis 2022 (4)
    • ►  paź 2022 (4)
    • ►  wrz 2022 (5)
    • ►  sie 2022 (6)
    • ►  lip 2022 (6)
    • ►  cze 2022 (1)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (3)
    • ►  mar 2022 (5)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (2)
  • ►  2021 (38)
    • ►  gru 2021 (2)
    • ►  lis 2021 (4)
    • ►  paź 2021 (3)
    • ►  wrz 2021 (3)
    • ►  sie 2021 (4)
    • ►  lip 2021 (4)
    • ►  cze 2021 (1)
    • ►  maj 2021 (2)
    • ►  kwi 2021 (2)
    • ►  mar 2021 (2)
    • ►  lut 2021 (6)
    • ►  sty 2021 (5)
  • ►  2020 (49)
    • ►  gru 2020 (3)
    • ►  lis 2020 (2)
    • ►  paź 2020 (4)
    • ►  wrz 2020 (4)
    • ►  sie 2020 (6)
    • ►  lip 2020 (5)
    • ►  cze 2020 (3)
    • ►  maj 2020 (2)
    • ►  kwi 2020 (5)
    • ►  mar 2020 (5)
    • ►  lut 2020 (6)
    • ►  sty 2020 (4)
  • ►  2019 (66)
    • ►  gru 2019 (6)
    • ►  lis 2019 (4)
    • ►  paź 2019 (5)
    • ►  wrz 2019 (9)
    • ►  sie 2019 (9)
    • ►  lip 2019 (6)
    • ►  cze 2019 (5)
    • ►  maj 2019 (6)
    • ►  kwi 2019 (2)
    • ►  mar 2019 (3)
    • ►  lut 2019 (5)
    • ►  sty 2019 (6)
  • ►  2018 (59)
    • ►  gru 2018 (5)
    • ►  lis 2018 (5)
    • ►  paź 2018 (7)
    • ►  wrz 2018 (9)
    • ►  sie 2018 (7)
    • ►  lip 2018 (3)
    • ►  cze 2018 (8)
    • ►  maj 2018 (2)
    • ►  kwi 2018 (2)
    • ►  mar 2018 (3)
    • ►  lut 2018 (3)
    • ►  sty 2018 (5)
  • ►  2017 (5)
    • ►  gru 2017 (4)
    • ►  lis 2017 (1)

Polecany post

"Genialne umysły" - Jennifer Lynn Barnes

Napisz do mnie w sprawie recenzji/artykułu/wywiadu :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Etykiety

Japonia (13) King (3) Murakami (6) PLOTKARA (3) Zafon (5) anime (3) arabia (1) autobiografia (5) baśnie (22) dla nastolatków (23) drama (5) fantasy (65) historyczne (32) holocaust (1) klasyk (22) klasyka dla nastolatków (11) klasyka dziecięca (2) komedia- czarny humor (12) kultura słowiańska (5) medyczne (5) mit (3) miłość (38) obyczajowe (119) podsumowanie (80) postapo (23) psychologia (31) psychologiczne (49) romans (53) science-fiction (23) stosik książkowy (33) sztuka (4) tag (2) thiller (26) thriller (14) wojna (9) współczesność (101) zapowiedz (27) zwierzęta (3) świat komiksu (1) święta (5)

Nie kopiuj, szanuj cudzą własność!!!

Prawa Autorskie

Zabraniam kopiowania MOICH tekstów i zdjęć bez uprzedniego zezwolenia.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kradzież tekstów, czy zdjęć bez upoważnienia autora przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2-ch i/grzywnę.

Bardzo proszę o uszanowanie mojej pracy.

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Z Dziennika Książkoholiczki. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.