Z Dziennika Książkoholiczki

Strony

  • Strona główna
  • O mnie
  • KSIĄŻKI
  • Kącik serialowy
  • ZESTAWIENIA
  • Kontakt i Współpraca

14 sierpnia

"Legenda. Rebeliant" - Marie Lu


Na "Rebelianta" Marie Lu miałam wielką ochotę już od jakiegoś czasu, dlatego nie mogłam doczekać się chwili, gdy będę mogła po nią sięgnąć. Moje zainteresowanie "Rebeliantem" było po części spowodowane licznymi pochwałami na temat tej serii, jednak w dużej mierze przyczynił się do tego mój osobisty zachwyt nad "Malfetto" tej samej autorki. Bowiem to moje spotkanie z "Malfetto" sprawiło, że nabrałam ogromnej ochoty na przeczytanie wszystkich książek tej autorki. Jednak nic nie mogło przygotować mnie na szok, jakiego doświadczyłam w wyniku rozbieżności między "Rebeliantem" a "Malfetto". Nie pamiętam kiedy ostatnio natrafiłam na książkę, wobec której odczuwałam tak skrajne emocje, jak w przypadku "Rebelianta" i której końcówka tak mnie zaskoczyła.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Piętnastoletnia June jest republikańskim geniuszem, która jako jedyna osiągnęła najwyższy możliwy wynik podczas Próby, testu, do którego przystępuje każde republikańskie dziecko w wieku dziesięciu lat. Perfekcyjny wynik June uczynił ją żywym klejnotem Republiki, dzieckiem, którego imię znane jest w wyższych kręgach, słowem najlepszą z najlepszych. Natomiast Day to młodociany przestępca z ubogiego sektoru Lake, którego poszukują wszelkie jednostki w państwie, oferując za jego znalezienie wysoką sumę pieniędzy. Gdy starszy brat June Metias umiera, winą za jego śmierć zostaje obarczony Day, zaś June owładnięta chęcią zemsty, przysięga złapać kryminalistę. Ich spotkanie to czysty przypadek, zderzenia dwóch światów. Jednak co się stanie, gdy Day i June odkryją sekret, którego obsesyjnie strzeże Republika i zdecydują się połączyć siły? 
- opis własny


Zanim sięgnęłam po "Rebelianta" byłam świecie przekonana, że ta historia mnie wciągnie i poruszy, do takiego stopnia jak to miało miejsce podczas czytania "Malfetto". Jednak prawdę powiedziawszy moje odczucia w stosunku do tej książki, ulegały tak skrajnym zmianom, że byłam doprawdy tym zdumiona. Moje wahania nastrojów podczas czytania tej książki można by porównać do wykresu, gdzie prosta linia stopniowo wznosi się ku górze. Musiała minąć ponad połowa książki, żeby ta historia mnie wciągnęła, choć poczytuję to sobie za plus, bo gdybym nie doczytała do takiego miejsca, w którym historia zaczyna mnie ciekawić, to ominęła by mnie naprawdę ciekawa lektura. 

Fabuła książki toczy się dwutorowo i choć zazwyczaj taki stan rzeczy mi nie przeszkadza, to jednak w przypadku "Rebelianta" było zupełnie odwrotnie - na całe szczęście trwało to tylko do pewnego momentu. Narracja stopniowo przeskakuje z bohatera na bohatera, dzięki czemu można zaobserwować świat i toczące się wydarzenia z punktu widzenia Daya oraz June. Obydwie postacie wywodzą się z dwóch zupełnie różnych światów, dlatego ich relacje są diametralnie różne. Z punktu widzenia Daya poznajemy ubogi świat, w którym brak lekarstw i sprytu to sprawa życia i śmierci. Z kolei za pośrednictwem June poznajemy świat bogaczy, wojskowych oraz samego republikańskiego systemu. Chyba tym, co najbardziej mi przeszkadzało, były skrajne opinie tych bohaterów oraz ich poczynania. Bo o tyle, o ile pokochałam Daya całym swoim sercem, to June działała mi na nerwy do tego stopnia, że pewne jej kwestie po prostu pomijałam. Bardzo cieszy mnie fakt, że od połowy książki fabuła zaczęła biec w oczekiwanym przeze mnie kierunku, bo gdyby nie to, to pewnie nie przeczytałabym tej książki do końca. 

"Obiecuję ci - twoje życie odtąd należy do mnie."

Gdy czytałam "Rebelianta" od samego początku nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że czytałam kiedyś książkę bardzo podobną. I faktycznie, przed maturą przeczytałam "Rok 1984" i stwierdzenie, że ta lektura zdecydowanie nie przypadła mi do gustu, byłoby tylko częścią prawdy - ona mi się kompletnie nie spodobała, a nastrój tej książki był tak pesymistyczny, że miałam ochotę natychmiast odłożyć ją na półkę i zapomnieć, że kiedykolwiek miałam z nią do czynienia. Cóż, w przypadku "Rebelianta" i "Roku 1984" istnieje wiele małych podobieństw, jak chociażby nieustanna ingwilacja społeczeństwa, ślepe posłuszeństwo rządowi czy kult jednostki-wodza, co jak dla mnie było czymś po prostu okropnym, czymś czego nie mogłam totalnie ścierpieć. Przyznam szczerze, że wszelkie podobieństwa do tej lektury w dużej mierze doprowadzały mnie wprost do szału i psuły mi przyjemność z czytania. Na moje ogromne szczęście, oprócz podobieństw znalazły się też różnice, co sprawiło, że książkę przeczytałam i byłam bardzo z niej zadowolona. Przyznam, że bardzo zaskoczyło mnie to, jak skrajne były moje odczucia w stosunku do tej książki, co szczerze mówiąc zdarza się ogromnie rzadko. Jednak to tylko dowodzi, że autorka potrafi dostarczyć czytelnikowi ekstremalnych wrażeń. 

Klimat tej książki jest aż do jej połowy tak ponury, że chwilami sama sobie się dziwiłam dlaczego nie potrafiłam tak po prostu odłożyć tej książki. Świat wykreowany przez Marie Lu jest tyleż okrutny i przerażający, co cudowny zarazem. Co wprawniejszy czytelnik szybko dostrzeże, że Republika ma swój brudny sekret, dlatego samo odkrycie go nie jest niczym szczególnym. Łatwo można się domyślić, że władza jak i prawa i zasady rządzące Republiką to tak naprawdę fałszerstwa mające służyć jako zwykła przykrywka, stworzona po to, aby kontrolować społeczeństwo niemal w każdej sferze życia jej mieszkańców- to tylko kolejne podobieństwa do "Roku 1984". Samych informacji na temat świata zewnętrznego jest zaskakująco nie wiele, co jakiś czas pojawiają się wzmianki o wybuchach epidemii czy wojnie z Koloniami, o których też nie zbyt wiele wiadomo. Mało tego, sposób postępowania zarówno z dziećmi, którzy nie przeszli Próby, jak i metody stosowane podczas przesłuchań wrogów Republiki czyli tortury, jest sam w sobie po prostu okrutny i widać w tym ogromne podobieństwo do powieści Orwella. Być może w kolejnej części Marie Lu udzieli większych niż tylko powierzchownych informacji na temat samych wojen z Koloniami. Przyznam, że choć kocham książki w klimacie dystopijnym i sięgam po nie bez zawahania, to jednak klimat, który autorka wykreowała w tej książce zupełnie nie przypadł mi do gustu. 

"Dla mnie wygląda jak anioł, nawet jeśli jest aniołem upadłym."

Wartka akcja, która w "Rebeliancie" jest w niemal litrowych ilościach była tym, co nieco wynagradzało mi opisane powyżej "męki". Bo co jak co, ale akcja w tej książce jest i utrzymuje się na wysokim poziomie. A opisywane w tej książce wydarzenia oraz poziom napięcia sprawiają, że oderwanie się od "Rebelianta" graniczy z cudem.  Nawet jeśli poczynania, jak i sama postać June mnie irytowały, to samo czytanie rozdziałów z punktu widzenia Daya, było dla mnie po prostu czymś cudownym. To właśnie postać Daya sprawiła, że nie potrafiłam oderwać się od tej książki i zdecydowałam się czytać dalej. Przyznam, że gdy dotarłam do ostatniej strony, byłam mocno zaskoczona faktem, że tak szybko ją przeczytałam. Nie mogłam wyjść z ogromnego podziwu dla autorki, że zdołała upakować tyle wydarzeń - przecież tam się tyle działo!- we względnie cienkiej książce (ok. 300 stron), chociaż po zapoznaniu się z "Malfetto" mnogość wydarzeń, nie powinna być dla mnie  żadnym zaskoczeniem.

"Każdy dzień oznacza nowe dwadzieścia cztery godziny.Z każdym kolejnym dniem wszystko na nowo staje się możliwe. Obojętnie, czy żyjesz, czy giniesz, możesz mieć tylko jeden dzień naraz."

Język  jakim napisany został "Rebeliant" w niczym nie ustępuje stylowi jaki można znaleźć w "Malfetto". Lekki i prosty styl może nie oddają w pełni chwilami powagi danej sytuacji, jednak z całą pewnością pozwala by stwierdzenie, że przez tą książkę się "płynie" znalazło swoje miejsce. Chwilami byłam naprawdę mocno zaskoczona tym, że w stosunkowo krótkim czasie dotarłam do połowy książki- zresztą na moje wielkie szczęście obyło się bez "wleczenia się " przez lekturę. A gdy dotarłam już do"wielkiej połowy" okazało się, że "Rebeliant" został przeze mnie dosłownie pożarty i to szybciej niż bym sobie tego życzyła.

Bohaterowie "Rebelianta", czyli Day i June to postacie, do których mój stosunek był zupełnie różny - a nawet skrajny. Nie zmienia to jednak faktu że są to postacie obdarzone twardymi charakterami, którzy nie boją się przejść od słów do czynów. Postać Daya pokochałam całym swoim sercem, pokochałam jego szczery i bezpośredni styl bycia, jak również jego ogromną - to trzeba przyznać - zaradność, gdyż w każdej sytuacji, Day starał się znaleźć jakieś rozwiązanie. Polubiłam go ogromnie za jego dumny i nieugięty charakter, a już zwłaszcza w chwilach, gdy jego życie było zagrożone. Inaczej sprawa miała się z June, która jako postać indywidualna  była moim zdaniem strasznie wyrachowana, pusta i naiwna, a jej ślepa wiara w Republikę nie raz i nie dwa skończyła się dla niej w tragiczny sposób. Gdy ostatecznie June przejrzała na oczy i przestała "jęczeć" i rozkminiać przeszłość i uruchomiła swoje szare komórki, miałam naprawdę szczerą ochotę przybyć jej piątkę- juhu June w końcu zaakceptowała rzeczywistość. Na mojej akceptacji i tolerancji dla tej postaci się jednak skończyło, gdyż nie potrafiłam w żaden sposób się do niej przywiązać. Kto wie, może w kolejnej części June wykaże się czymś specjalnym, czym zaskarbi sobie moje względy?


Nie będę ukrywać, że "Rebeliant" dostarczył mi masę ekscytujących wrażeń, jak również i niesamowitych postaci. Ta powieść porusza emocjonalnie, a przy tym gwarantuje kilka godzin fantastycznej rozrywki - oczywiście, jeśli "przeboleje się" pierwszą połowę i z tego względu autorce należy się wielki ukłon! Jednak "Rebeliant" zdecydowanie jest wart tego, aby dać mu szansę. Ostatecznie, jak zresztą widać, oceniam "Rebelianta" pozytywnie mimo kilku drobnych aspektów, które nie przypadły mi do gustu. Nie wiem czy sięgnę po kolejną cześć serii "Legenda", jednak zachwyt, który odczuwam po zakończeniu pierwszego tomu raczej skłania mnie do kontynuacji, których recenzji oczywiście na blogu można się spodziewać. Ostateczne pytanie - czy polecam "Rebelianta"? Odpowiedź brzmi - tak, jeśli jesteście gotowi przebrnąć przez pierwszą połowę, jak również na skrajne emocje, których w tej książce jest całkiem sporo. Niewątpliwie jednak fanom Orwella, "Rebeliant" zdecydowanie przypadnie do gustu. Powieść idealna na jeden niezobowiązujący wieczór. 

Moja ocena: 6/ 10 :) 

Czytaj dalej »
on 14 sierpnia 1
Podziel się!
Etykiety
obyczajowe, postapo
Nowsze posty
Starsze posty

12 sierpnia

"Drugie życie Izabel" - J. A. Redmerski


Thillery są gatunkiem, w którym zaczęłam zaczytywać się stosunkowo niedawno, a moją pierwszą powieścią z tego gatunku była powieść J. A. Redmerskiej, "Zabić Sarai", która sprawiła, że pokochałam ten gatunek, atmosferę grozy i niepokoju. Nie potrzeba było wiele czasu, abym zatęskniła za wykreowanym przez nią światem i jego bohaterami i sięgnęła po drugi tom tej serii. Jeśli czytaliście moją recenzję  "Zabić Sarai", to doskonałe wiecie, jak bardzo byłam tą książką zachwycona. Tym bardziej miałam spore oczekiwania w stosunku do kolejnej części. Na całe szczęście jednak moje nadzieje się sprawdziły, bowiem "Drugie życie Izabel" dostarczyło mi porządnej rozrywki, na którą tak bardzo liczyłam, a co więcej otrzymałam zakończenie, które niemal w stu procentach było epickim zwieńczeniem całości. 

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE :
Sarai nie potrafi zapomnieć o Victorze, którego pomocy zawdzięcza wolność spod władzy barona i jego krateru narkotykowego.  Od jej ucieczki minął już niemal rok, a życie Sarai stało się względnie normalne. Względnie, gdyż Sarai zdaje sobie sprawę, że po tym co przeszła, nie jest w stanie wieźć normalnego życia. Pragnie być osobą, którą Victor będzie mógł przy sobie zatrzymać, a żeby tego dokonać musi stać się zabójczynią. Jej pierwszym celem jest Arthur Hamburg, Sarai opracowuje plan morderstwa. Jednak jej niedoświadczenie wkrótce daje o sobie znać i dziewczyna ledwie uchodzi z życiem. Stawia więc Victorowi ultimatum: albo nauczy ją zabijać, albo sama zabije Hamburga nie zważając na konsekwencje. 
Muszę przyznać, że rzadko kiedy zdarza mi się natrafić na książkę, która w pewien sposób mnie zaskoczy czy też sprawi, że nie będę potrafiła się od niej oderwać. Taką książką jest właśnie "Drugie życie Izabel" i choć byłam naprawdę bardzo mocno zauroczona pierwszą częścią, to zdecydowanie nie przypuszczałam, że kontynuacja wywoła we mnie tak wielką ekscytację, że nie będę potrafiła odłożyć jej na półkę, dopóki nie dotrę do ostatniej strony.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak zmyślnie autorka potrafiła mnie w tej książce zaskoczyć. Duży udział w tym miała mnogość wydarzeń fabularnych oraz napięcie im towarzyszące. Nie potrafię powiedzieć, jak często w trakcie tej lektury towarzyszyły mi przyjemne ciarki czy dreszczyk niepokoju spowodowane poczynaniami Sarai. Co jednak mi się w tej książce bardzo podobało, to fakt, że mogłam być świadkiem wzlotów i upadków Sarai, a tym samym ewolucji głównej bohaterki, co w dużej mierze jest główną osią fabuły. Bo podobnie jak w tomie pierwszym mamy do czynienia z dwutorową narracją, jednak tutaj zdecydowanie prym wiedzie Sarai zwana również Izabel, jej czyny, ich konsekwencje oraz wybory jakich musiała dokonać.

Z moich planów dawkowania sobie tej lektury na góra trzy dni, oczywiście nic nie wyszło. Bo gdy tylko przeczytałam kilka stron, wiedziałam, że historia w niej przedstawiona zapowiada się nader obiecująco, a ja nie będę w stanie odłożyć jej na półkę zbyt prędko. Książkę zaczęłam czytać późnym wieczorem z ekscytacją wymalowaną na twarzy i odłożyłam dopiero, gdy zaczęła doskwierać mi senność. Rano zabrałam się za nią z nowym zapałem i skończyłam przed południem. Nie mogłam wyjść z podziwu jak bardzo wciągnęła mnie ta historia, bo co jak co, ale akcji w tej powieści zdecydowanie nie brakuje. Dodatkowo nie moglam się powstrzymać przed trzymaniem kciuków za bohaterów, a konkretniej za Sarai, która co chwila wpadła w nowe tarapaty. Mnogość wydarzeń i napięcie, które rosło z każdą kolejną stroną, sprawiały, że o odlożeniu książki zdecydowanie nie mogło być mowy. Wielki ukłon w stronę autorki za dostarczenie wielkiej ilości emocjonujących wrażeń, które sprawiły, że po zakończeniu lektury nadal odczuwałam ekscytację towarzyszącą mi podczas czytania.
"Jesteśmy dla siebie stworzeni. Jesteśmy niczym dwa kawałki układanki, które na pierwszy rzut oka wcale do siebie nie pasują, ale kiedy spojrzy się na nie pod innym kątem, pasują idealnie."
Jeśli czytaliście "Zabić Sarai" to zapewne jesteście świadomi tego, że w tej książce trudno liczyć na jakikolwiek promienie słońca. Świat ten jest niezwykle mroczny i brutalny. Tutaj broń stanowi prawo, któremu nie łatwo się oprzeć a zabójstwo to jedyny sposób, aby przetrwać. Dodatkowo są to zabójstwa nie byle kogo, nie ma "niewinnych" ofiar, a zabijania jest każda ważna publicznie osobistość która ma na koncie różne przekręty, w tym gwałty, porwania, narkotyki i handel ludźmi. To świat jednocześnie przerażający, jak i intrygujący.

Po "Zabić Sarai" język pełen wulgaryzmów nie powinien był mnie zaskoczyć, a jednak dwa miesiące przerwy zdecydowanie wystarczyły, by mnie od nich odzwyczaić. Bo choć Redmerski kwiecistym językiem zdecydowanie nie grzeszy, to nie zmienia jednak faktu, że książkę czyta się naprawdę niesamowicie szybko, czego główną zasługą jest wartka i płynąca akcja. Dowodzi to tylko faktu, że aby przedstawić jak najdokładniej świat płatnych morderców jak i karcerów narkotykowych nie potrzeba pięknych słów, a wystarczy ostry i cięty język. Autorka nie szczędzi jednak drastycznych scen, co tylko dodaje powieści realistyczności i wzmaga uczucie wstrząsu, bez czego w tej książce nie można się zresztą obejść.

Bohaterowie tej książki to obok akcji, najbardziej dynamiczny aspekt tej książki. Bardzo cieszy mnie to, że mogłam być świadkiem ewolucji głównych bohaterów, zarówno Sarai jak i Victoria, gdyż możliwość obserwacji, jak bohaterowie książki ewoluują jest czymś, co po prostu uwielbiam. Przyznam, że nie mogę się nadziwić, jak bardzo skomplikowane charaktery J. A. Redmerski jest w stanie stworzyć. Czytanie o przygodach Sarai, to istna huśtawka emocji, których dostarcza główna bohaterka. Daleko jej do prawdziwie dobrej postaci, która "wychodzi na prostą" i zwraca ze złej drogi. Przeciwnie, Sarai to świetna manipulatorka, która jest w stanie wykorzystać wszystkie swoje atuty, aby stać się zabójczynią z krwi i kości. Jednocześnie złożoność tej postaci uderza i szokuje, bowiem nawet jeśli Sarai pragnie zabijać, w dalszym ciągu ze wszystkich sił stara chronić się tych, na których jej zależy. To postać, która potrafi poruszyć czułością, delikatnością i wrażliwością, a z drugiej strony potrafi wspaniale udawać. Z całego serca pokochałam te obydwie strony Sarai. To w końcu ona jedyna potrafiła obudzić w Victorze, płatnym i bezwzględnym mordercy, głęboko skrywane ludzkie uczucia.

Przyznam, że zakończenie "Drugiego życia Izabel" jest moim zdaniem po prostu idealnie i dokładnie takie, jakiego bym się spodziewała i w sumie jak dla mnie, to na tym tomie historia mogłaby się skończyć - mnie takie zakończenie w pełni satysfakcjonuje. Dlatego też dziwi mnie fakt, że autorka tworzy kontynuację, według mnie zupełnie niepotrzebną. Bardzo nie chciałabym, aby wydarzenia opisane w kolejnych tomach zniszczyły moje odczucia względem tej serii, która w tym momencie jest po prostu idealna.
"Drugie życie Izabel" dostarczyło mi tyle emocji i wstrząsających wrażeń, że aż brak mi słów, żeby opisać, jak bardzo ta historia mi się podobała. Dlatego myślę więc, że większych słów zachęty z mojej strony zdecydowanie nie potrzeba. "Drugie życie Izabel" z pewnością jest pozycją, która świetnie się sprawdzi na letnie i burzowe wieczory.Dla fanów thillerów jest to jednak pozycja obowiązkowa! Tylko uprzedzam, zarezerwujcie sobie na tą książkę wolny wieczór, bo zapewniam nie będziecie mogli się oderwać!

Moja ocena: 8/10.:)
Czytaj dalej »
on 12 sierpnia 0
Podziel się!
Etykiety
romans, thiller, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

09 sierpnia

"Kafka nad morzem"- Haruki Murakami


Książki Murakamiego są mi znane nie od dziś.  Na przełomie ostatnich paru lat przeczytałam kilka z nich i moje zdanie względem każdej z nich zasadniczo się nie różniło. Mało tego, moje opinie o większości z nich były raczej nie przychylne, oprócz "Na południe od granicy, na zachód od słońca" mojej pierwszej i jak do tej pory ulubionej książki, jaką jego autorstwa przeczytałam. "Kafka nad morzem" to moja czwarta powieść Murakamiego, jaką przeczytałam i muszę przyznać, że po jego poprzednich książkach, które krótko mówiąc nie do końca trafiły w mój gust, ta była bardzo miłym zaskoczeniem. 

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Piętnastoletni Kafka, syn wybitnie uzdolnionego rzeźbiarza, ucieka z domu w celu uniknięcia klątwy, jaką rzucił na niego ojciec. Jego celem jest odległa wyspa Shikoku. Śladem Kafki podążają sześćdziesięcioletni staruszek imieniem Nakata, którego szczególną zdolnością jest umiejętność porozumiewania się z kotami oraz młody kierowca ciężarówek, lubiący nosić hawajskie koszule. Gdy ojciec Kafki ginie w tajemniczych okolicznościach, wszyscy trzej spotykają się w malowniczej bibliotece, w której czas się zatrzymał, a gdzie nocami pojawia się piękna jak duch nastolatka w niebieskiej sukience. 
-opis własny 


Przyznam, że po tych kilku książkach autorstwa Murakami'ego, które przeczytałam, sądziłam, że ten autor niczym mnie już nie zaskoczy. Najwyraźniej się myliłam, bo "Kafka nad morzem" okazał się być bardzo miłą niespodzianką. Nigdy bym nie przypuszczała, że historia zawarta w tej książce tak bardzo mnie wciągnie i pozwoli mi się odprężyć. Na przykładzie tej książki, Murakami udowodnił mi, że potrafi konstruować historie, których fabuła jest konkretna, a książka posiada ciekawych bohaterów. Pozwoliło mi to wierzyć, że nawet jeżeli zawiodłam się na poprzednich jego książkach, to warto dać autorowi kolejną szansę, bo można zostać mile zaskoczonym.

Fabuła "Kafki" toczy się dwutorowo z punktu widzenia dwójki bohaterów, samego Kafki i Pana Nakaty, który potrafi rozmawiać z kotami.  Taki zabieg pozwala patrzeć na toczące się wydarzenia z dwóch różnych punktów widzenia, a przy tym nie pozwala za bardzo znudzić się jednym bohaterem, co uważam za jeden z plusów tej książki. Bardzo podobało mi się, że obydwie te relacje były prowadzone niezależnie od siebie - Kafka i Pan Nakata się nie znają- nie było więc mowy o subiektywnej opinii jednego bohatera względem drugiego.  Bohaterowie nie mają pojęcia, że coś ich ze sobą łączy, dlatego obserwowanie osobno poczynań każdego z nich, które miały w gruncie rzeczy ten sam cel, było bardzo interesującym doświadczeniem. Chyba absolutnie najlepszą rzeczą w tej książce, było doprowadzenie fabuły do momentu kulminacyjnego, gdzie wszelkie tajemnice zostają rozwiane, czego w poprzednich książkach nie było, a szkoda bo wówczas można by wysunąć z nich jakiś kontekst. 


"Słuchaj, Kafko Tamuro, są w życiu momenty, do których nie można wrócić, i są takie, choć jest ich bardzo niewiele, poza które nie można wyjść. Kiedy przychodzi taki moment, możemy tylko w milczeniu przyjąć, co nas spotyka, czy jest to dobre, czy złe. Takie jest życie."

O czym jednak tak naprawdę jest ta książka? Zarówno Kafka  jak i Nakata mają swoje cele, do których dążą. Piętnastolatek chce uwolnić się od klątwy  rzuconą na niego przez ojca, ale w rzeczywistości pragnie po prostu być sobą i zaakceptować siebie takim jakim jest. Z kolei Nakata pragnie wielu rzeczy, ale spośród nich najważniejsze jest to, że chce znów być tym mądrym  i rozumnym Nakatą, jakim był przed wypadkiem w dzieciństwie. Lekcją  jaka płynie między wierszami tej książki jest po prostu to, żeby akceptować siebie takim, jakim się jest,  nie rozpamiętywać przeszłości i żyć w taki sposób, aby być szczęśliwym. Książka uczy również tego, że nie można zmienić przeszłości, nieważne jak mocno by się tego pragnęło. Należy więc zaakceptować siebie i otaczającą rzeczywistość i żyć tak, aby być z siebie dumnym. 

Co jeszcze mi się podobało w tej książce, to fakt, że autor wykorzystał rzeczywisty świat, rzeczywiste miejsca, dodając tam elementy fantastyczne. Wytworzył tym samym ów magiczny, surrealistyczny klimat, z którym wcześniej nie w jego książkach nie spotkałam. Poprzez stworzenie tajemniczego przejścia pomiędzy światem żywych, a zaświatami, autor bardzo wyraźnie podkreślił upływ czasu i nadal tym samym książce bardzo nostalgiczny, wręcz melancholijny charakter. Dodatkowo miejsca będące tłem dla wydarzeń "Kafki" to miedzy innymi; letni domek w Kochi, obszerna biblioteka czy złocista plaża, które pozwalają mocno odczuć ów wakacyjny klimat i pozwalają się odprężyć podczas lektury.


"Obok świata, w którym żyjemy, jest inny świat. Do pewnego miejsca możesz do niego wejść. I możesz z niego bezpiecznie wrócić. Jeśli będziesz uważny. Ale jak miniesz pewien punkt, już stamtąd nie wyjdziesz. Nie znajdziesz drogi powrotnej. To labirynt."

Kolejnym aspektem, który warto wziąć pod uwagę jest to, że nie potrzeba wiele czasu, aby książka wciągnęła czytelnika. Wydarzenia może nie toczą się lawinowo, ale jest ich tyle, że na nudę z pewnością nie można narzekać. A trudności, które bohaterowie napotykają w drodze do celu, i z którymi muszą sobie jakoś poradzić, tylko napędzają, aby raz za razem przewracać kolejną stronę. Przyznam, że czytając tą książkę ani chwili się nie nudziłam, przeciwnie bardzo ciekawiło mnie jakie to trudności czekają jej bohaterów.

Język  jakim napisany jest "Kafka" jest zupełnie inny, niż ten z jakim spotkałam się we wcześniejszych jego powieściach.  Chwilami zastanawiałam się czy to ten sam pisarz  czy może ktoś inny. Bowiem książkę czytało mi się wyjątkowo płynnie i lekko, czego w poprzednich książkach nie doświadczyłam. Jak widać autor doszlifował swój warsztat pisarski do niemalże perfekcji, a przynajmniej na tyle, by zachwycić mnie tą powieścią. Byłam naprawdę zdziwiona tym, jak szybko ją przeczytałam  jak i tym, że nie znudziłam się nią tak szybko, jak w trakcie lektury wcześniejszych książek Murakamiego. 

Bohaterowie to najbardziej oryginalny aspekt tej książki. I choć wiedziałam, że autor mistrzem portretów psychologicznych postaci raczej nie jest, to w tym wypadku byłam bardzo, ale to bardzo pozytywnie zaskoczona. Główni bohaterowie tej książki, są zupełnie inni od tych, w poprzednich książkach. Zdecydowanie nie są to postacie bezpłciowe ani pozbawione głębi  charakteru. Przeciwnie  w ich kreacji wdać głębię, a także swego rodzaju oryginalność, co bardzo przypadło mi do gustu. Choć bardzo polubiłam zarówno Kafkę, młodego myśliciela jak i Nakatę nieco zwariowanego staruszka, to jednak na samym lubieniu ich się skończyło. Nie potrafiłam w żaden sposób się z nimi zżyć  ani też w jakiś sposób do nich przywiązać. 


"To czego pragnę, siła, której pragnę, to nie siła pozwalająca wygrać czy przegrać. Nie chcę muru, który odeprze siłę z zewnątrz. Pragnę siły, która przyjmie zewnętrzną siłę i przeciwstawi się jej. Siły, która cicho przeciwstawi się takim rzeczom jak niesprawiedliwość, pech, smutek, nieporozumienia, brak zrozumienia."


Podsumowując "Kafka nad morzem" nie jest może powieścią wybitną, jednak świetnie się sprawdzi jako lekka przygodówka idealna na wakacje. Nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo jestem zauroczona tą powieścią, gdyż Murakami zaskoczył mnie bardzo pozytywnie! Autorowi naprawdę należą się wielkie brawa, za zaskoczenie mnie i pozostawienie z uśmiechem, a wręcz brakiem słów po jej zakończeniu. Co więcej, po lekturze "Kafki nad morzem" jestem przekonana, że niebawem sięgnę po kolejną powieść z dorobku tego pisarza.

Jeśli szukacie książki lekkiej i przyjemnej w odbiorze, to "Kafka nad morzem" będzie doskonałym wyborem na długie letnie wieczory, którego lektura pozostanie Wam w pamieć na długo. Polecam "Kafkę" nie tylko ze względu na płynny i lekki styl autora czy też oryginalność, ale przede wszystkim na wakacyjny klimat, który dzięki tej książce można poczuć pełną piersią!

Moja ocena:8/10. :)

"Spomiędzy kartek niektórych książek unosi się zapach dawnych czasów. Specyficzna woń głębokiej wiedzy i silnych uczuć pogrążonych dotąd w spokojnym, długim śnie między okładkami."



Czytaj dalej »
on 09 sierpnia 2
Podziel się!
Etykiety
fantasy, Murakami, obyczajowe
Nowsze posty
Starsze posty

07 sierpnia

"Malfetto.Mroczne Piętno"- Marie Lu



Jeśli czytacie mojego bloga regularnie, to dobrze wiecie, że spośród wszystkich gatunków książkowych u mnie zdecydowanie króluje fantasy. I nie chodzi tutaj wyłącznie o to, że akcja toczy się w wyimaginowanym świecie pełnym niezwykłych stworzeń, ale także o bohaterów, którzy są na swój sposób wyjątkowi i mają jakieś szczególne cele. Jednak znalezienie naprawdę dobrego fantasy, takiego, które wciągnie bez reszty jest zwykle trudne. Przyznam szczerze, że przed sięgnięciem po "Mroczne piętno" byłam pełna obaw, miałam jakieś przedziwne wrażenie, że ta lektura mi się nie spodoba. Jednak po lekturze "Malfetto"  nie potrafię zrozumieć, jak ja w ogóle mogłam myśleć, że ta książka mi się nie spodoba, a moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne.  Bowiem "Malfetto. Mroczne piętno" wciągnęło mnie bez reszty pozbawiając wcześniejszych do niej uprzedzeń. Teraz wiem jedno, ta książka jest niesamowicie dobra! 

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:


Przez Kenettrę przetoczyła się zaraza nie szczędząc krwawych ofiar zarówno wśród dorosłych jak i dzieci.  Ci, którym udało się przetrwać zostali przeklęci. Zaraza naznaczyła ich w sposób symboliczny Mrocznym Pietnem, który odróżniał naznaczonych od zwykłych ludzi. Osoby obdarzone Piętnem posiadły również niezwykłe - czasami nie dające się okiełznać- moce,  czym wzbudzali wokół siebie niekiedy szacunek, lecz głównie przerażenie i nienawiść wśród zwykłych ludzi. Jedną z ofiar zarazy jest młoda Adelina, córka zamożnego kupca, która należy do naznaczonych Mrocznym Piętnem. Jej sercem zawładnęła ciemność i chęć zemsty,  niestety, lecz nieubłaganie pogrążając dziewczynę w mroku.
Nieczęsto spotykam tak dobrze skonstruowane i - to przede wszystkim- tak wciągające powieści. Książka Marie Lu wywarła na mnie tak dobre  i tak mocne wrażenie, że gdy tylko skończyłam czytać w dalszym ciągu nie potrafiłam przestać o niej myśleć. I to nie tylko o niezwyklej historii w niej zawartej, ale również o postaciach, które mocno zapadły mi w pamięć. Ta historia jest po prostu tak wspaniała, że w dalszym ciągu na samą myśl o tej książce nie mogę wyjść z podziwu dla pisarskiego geniuszu Marie Lu. Bo skoro pierwsza cześć trylogii "Malfetto" okazała się być kapitalnie dobra, to o ile lepsze muszą być kolejne części?  Zakochałam się w tej historii  dosłownie bez pamięci i już nie mogę się doczekać chwili,  gdy sięgnę po kolejne tomy!

"Mroczne piętno" zachwyciło mnie pieczołowicie dopracowaną fabułą, a także mnogością emocji, jakie się przez tą książkę przelewają. Ostatni raz byłam tak oczarowana "Podzielonymi" Neala Shustermana, dlatego fakt, że kolejna książka tak mnie zachwyciła i zaparła dech w piersiach, jest czymś niebywale satysfakcjonującym. Pomimo obecnego w niej niewątpliwie mrocznego klimatu i jak najbardziej mocnych wrażeń przez książkę płynie się lekko,a przy tym zdecydowanie nie może być mowy o jakiejkolwiek nudzie. Autorka dobrze wie jak wstrząsnąć czytelnikiem, gdyż pewne wydarzenia kreuje w taki sposób aby jak najbardziej go zaszokować, co w moim przypadku jej się udało, ale co uważam także za ogromny plus tej książki.

"-Zasłoń swe skazy- mówi cicho.- Ozdób je, a staną się twoimi sojusznikami."

Zaczęłam czytać "Malfetto" późnym wieczorem, kiedy jeszcze nad moim zachwytem w stosunku do tej książki panował sceptycyzm. Przepadłam całkowicie już po kilku pierwszych stronach i pełna zapału przewracałam kolejne kartki, by dowiedzieć się, co w następnej chwili przytrafi się głównej bohaterce. Moje obawy się rozwiały, a sceptycyzm całkowicie wyparował- zostałam przez tą powieść cudownie oczarowana i nie mogłam się powstrzymać, aby nie czytać dalej. Na półkę odłożyłam ją dopiero wtedy, gdy górę nad moją ekscytacją tą powieścią, wzięła senność.  Nie mogłam się nadziwić, jak to możliwe, że we względnie średniej grubości książce-380 stron- autorka potrafiła zmieścić tak wiele emocjonujących wydarzeń. 

Akcja tej książki to jej niewątpliwa zaleta - zresztą nie potrafię odnaleźć w niej żadnych wad- rozwija się już od pierwszej strony i ani na sekundę nie zwalnia tempa.  Podczas czytania moja ekscytacja stopniowo się zwiększała za sprawą serii różnych zaskakujących wydarzeń, jakie były udziałem głównej bohaterki. Autorka zaskakiwała mnie na każdym kroku, dając często złudną nadzieję na pomyślne rozwiązanie pewnych spraw, których zakończenie było oczywiście zupełnie inne. Jestem niesamowicie zauroczona faktem, z jaką łatwością autorka potrafiła  dać Czytelnikowi choćby małą iskierkę nadziei, tylko po to, by za chwilę ją zgasić. To jednocześnie okrutne ale i cudowne, pokazuje wielki talent Marie Lu do tworzenia skomplikowanych w sobie powieści.

"Malfetto" nie jest lekturą bynajmniej odprężającą zważywszy na tematykę, jaką podejmuje. Opowieść o Adelinie, której serce pogrąża się w mroku, jak również o tytułowych Mrocznych Piętnach darzonych nienawiścią, przywodzi mi na myśl czasy średniowiecza, gdzie na stosach palono czarownice. Powodem ludzkiej nienawiści wobec czarownic jak i ludzi obdarzonych Mrocznym Piętnem, był oczywiście strach i chęć obwinienia kogoś/czegoś za spadające nieszczęścia. Mówi się, że strach wyzwala w ludziach zarówno najgorsze, jak i najprawdziwsze cechy, co na przykładzie tej powieści zdaje się być oczywistą prawdą. Niemniej jednak, ci, którzy zostali odrzuceni również mają swoje prawa i walczą o nie, chcąc zmazać piętno nienawiści i strachu. Książka pokazuje jak wielki mrok w duszy/sercu może zasiać brak miłości, odrzucenie czy wmawianie komuś, że jest kimś innym niż w rzeczywistości. Pokazuje jak wielkie spustoszenie owe aspekty sieją w sercu takiej osoby, często tym samym spychając ją właśnie w owy mrok duszy, a także jak wielką siłę daje miłość i bezwzględna akceptacja drugiego człowieka.

"Przyznanie się do kłamstw i wyznanie tajemnic przynosi ulgę, ale to ulga bolesna."


Klimat to tylko kolejny aspekt, który mocno mnie urzekł. Przez całą książkę przewija się uczucie grozy i niepokoju połączonego również z ekscytacją, dotyczącą tego co w kolejnym rozdziale autorka zaplanowała. Zasługą tak wykreowanego klimatu jest niewątpliwie postać głównej bohaterki, której moralność właściwie pozostawia wiele do życzenia, ale również wydarzenia i nieustanne intrygi, jakie w tej książce mają miejsce. Klimat tej książki jest bardzo mroczny i nawet wówczas, gdy Czytelnik dostrzega światełko w tunelu i ma nadzieję, że wszystko pomyślnie się ułoży, okazuje się, że los ma dla jej bohaterów zupełnie inne plany. Uczucie mroku potęguje również to, że zarówno Adelina jak i pozostali bohaterowie darzą się wzajemną nieufnością, a także lękiem przed zdradą. To szara i okrutna rzeczywistość, gdzie strach może okazać się  największym wrogiem. Surowość i niezwykle szara i bura paleta barw, w której od czasu do czasu pojawiają się promienie słońca, sprawiło, że pokochałam tą powieść całym swoim sercem.

Co jeszcze mnie zachwyciło w tej książce to ukazana bardzo dobitnie siostrzana więź między Adeliną a jej siostrą, malutkie światełko nadziei, które mam nadzieję, ocali Adelinę od pogrążenia się w mroku. Zauroczyła mnie ukazana przez autorkę wzajemna relacja sióstr, które choć były od siebie całkowicie różne, potrafiły znaleźć wspólny język. I właśnie ta siostrzana więź tłumaczy wszelkie działania Adeliny- robiła wszytko aby ocalić siostrę, słodką i niewinną Violettę. Urzekło mnie, jak bardzo Adelina jest do siostry przywiązana i jak bardzo pragnie ją ochronić. Sceny, które były udziałem obu sióstr chwytają za serce i przywołują kiełkujące uczucie ciepła i nadziei. To właśnie te sceny pokazują ich wzajemne zaufanie i przyjaźń, jaką mogą darzyć się tylko siostry. Urzekło mnie również to, że Adelina będąc tą znienawidzoną przez własnego ojca, potrafiła nie znienawidzić Violetty, która z kolei była przez niego kochana. Ich relacja jest niesamowicie skomplikowana, ale to tylko pogłębia moje zainteresowanie i podsyca chęć, by sięgnąć po kolejne tomy. Mam również wielką nadzieję, że w kolejnym tomie Violetta będzie mogła wykazać się charakterem, także po to, aby pomóc siostrze.

"Zaufanie to chwila, kiedy spadamy na dno otchłani, a mimo to łapiemy się za ręce."

Płynny i lekki styl autorki w połączeniu z wartką akcją sprawia, że przez tą powieść się płynie w zaskakująco szybkim tempie. Język jest wyważony, a określenie "lekkie pióro" zdaje się tutaj doskonale pasować. I właściwie jedyne, do czego mogłabym się przyczepić to fakt, że chwilami miałam wrażenie, że pewne myśli/wyrażenia zostały w pewien sposób urwane i niedokończone- coś się wydarzyło, a za chwilę wydarzyło się coś innego. Brakowało mi kontekstu między jednym, a drugim wydarzeniem. Później jednak zdałam sobie sprawę, że wynika to z prostoty stylu pisarskiego Marie Lu. I gdy już dostrzegłam ową prostotę języka, czytało mi się znacznie lepiej, a ja zaczęłam przyjmować pewne wydarzenia za pewnik, coś w stylu "tak jest, tak musi być". Chyba po wszystkich 'ochach i achach', jakie słyszałam o tej książce, spodziewałam się bardziej wyszukanego stylu u autorki, jednak gdy już się przyzwyczaiłam, udało mi się lepiej wczuć w tę powieść i już od drugiego rozdziału czytało mi się lepiej i płynniej.

Absolutnie najlepszą, jak i również cechą wyróżniającą tą powieść spośród innych fantasy jest postać głównej bohaterki. Adelina nie jest bowiem postacią na ogół wzbudzającą sympatię,a raczej lęk i niepokój. Zauroczyła mnie jednak z tego względu, że jest to postać bardzo niejednoznaczna i choć działa z dobrych pobudek, to skutki jej działań rzadko kiedy są pozytywne i często wiążą się z krzywdzeniem a nawet zabijaniem innych. Od chwili gdy poznałam tą postać, bardzo chciałam wierzyć, że jest ona dobra, miała szczere i dobre intencje, z drugiej jednak strony jej działania udowadniały jak daleko jest jej do bohaterki czyniącej wyłącznie dobro. Mrok w jej sercu będący efektem jej mocy oraz lata znęcania się nad nią przez ojca i bezustannego jej poniżania- traktowania niczym towar, który można kupić za dobrą cenę, pozostawiły ślad na jej duszy, ranę, którą może uleczyć bezwarunkowa miłość i akceptacja. To wszystko sprawiło, że jej moralność pod wieloma względami pozostawia wiele do życzenia.  Adelina to dziewczyna, która w gruncie rzeczy pragnie tylko jednego, bezinteresownej miłości od drugiej osoby. Boi się zdrady i odrzucenia, dlatego też chcąc się w jakiś sposób obronić krzywdzi tych, którym pragnie pomóc. To wszystko czyni ją postacią tragiczną, gdyż niezależnie od jej pobudek, skutek jej działań zawsze będzie negatywny.  Bardzo cieszy mnie fakt, że autorka zamiast idealizować swoich bohaterów, czego wręcz nie znoszę, postawiła na oryginalność i starała się aby przedstawić ich naturalnie i realistycznie, niekiedy bardziej eksponując te gorsze cechy.  Postać Adeliny jest niezwykle złożona, skomplikowana, a przez to ogromnie ciekawa i intrygująca. Nie jest to typowa "dobra" postać, która po pewnym czasie "wychodzi na prostą", a kompletnym jej przeciwieństwem. Pokochałam Adelinę, pokochałam jej niejednoznaczną naturę i całym sercem jej kibicuję, pokochałam także te postacie, które się od niej odwróciły. Naprawdę nie mogę wyjść z podziwu, dla wyobraźni autorki, żeby stworzyć postać taką jak Adelina!

"Teraz to ja będę wykorzystywać. Moja kolej, by zadawać ból."

Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki- jej historii, jej bohaterów i niezwykłego klimatu, o którym nie sposób tak łatwo zapomnieć. To powieść niesamowicie obfita w akcję, która nie raz i nie dwa zaskoczy czytelnika, a także skarbnica książkowych mądrości w postaci złotych cytatów Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się jej losy w kolejnych tomach i czy jej serce całkowicie ogarnie mrok? Czy może Violetta, promień słońca zdoła ją ocalić?
Mam wielką nadzieję, że powyższe argumenty wystarczą, aby Was do tej powieści przekonać. Jestem tą powieścią totalnie oczarowana, dlatego myślę, że większe słowa zachęty z mojej strony są zbędne. Dla fanów fantastyki z naprawdę wysokiej półki "Malfetto" będzie wyborem idealnym, gdyż ta książka ma w sobie wszystko to, co dobre fantasy powinno mieć, a dodatkowo cechy te są mocno wyeksponowane, co dodaje powieści uroku. Dla tych, którzy mają ochotę na naprawdę wciągającą książkę, która pozostawi mocne wrażenia i wreszcie dla tych, którzy nie maja pomysły, co w wolnej chwili przeczytać. Polecam, bo naprawdę warto!

Moja ocena:9/10. :)

Czytaj dalej »
on 07 sierpnia 2
Podziel się!
Etykiety
fantasy, postapo, science-fiction
Nowsze posty
Starsze posty

02 sierpnia

"Cmętarz zwieżąt"- Stephen King


W ostatnim czasie często mam możliwość odkrywania twórczości Kinga na nowo. "Cmętarz zwieżąt" to moje czwarte z kolei spotkanie z tym autorem. I szczerze mówiąc z każdą kolejną powieścią jest coraz lepiej, a każda kolejna książka mocniej zapada w pamięć. Swoją przygodę z twórczością Kinga rozpoczęłam od lektury "Joyland", która jak dotąd jest moją ulubioną. Następnie w tegoroczne wakacje sięgnęłam po "Miasteczko Salem" i opowiadanie "Laurie". "Cmętarz zwieżąt" to kolejna pozycja z mojej listy horrorów Kinga, którą mam już za sobą, jak również kolejne niesamowite spotkanie z tym autorem. "Cmętarz zwieżąt“ to jednak najbardziej mroczna pozycja  jaką dotychczas przeczytałam  a co za tym idzie, jak najbardziej godna przeczytania.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE: 
Gdy Louis Creed wraz z rodziną wprowadza się do miasteczka Ludlow w stanie Maine nie wie jeszcze, że spokojne i urokliwe życie, jakie miał nadzieję wieść, wkrótce stanie się najprawdziwszym koszmarem. Za domem Creedów znajduje się tytułowy cmentarz zwieżąt, gdzie miejscowe dzieci grzebią swoje ukochane pupile. Prawdziwe zło kryje się jednak na starym i opuszczonym wzgórzu, pradawnym cmentarzysku Micmaców, który pokazuje Louisowi sąsiad Jud Carrandal. Nieświadom zła, jakie wkrótce ujrzy światło dzienne, Louis przekracza granicę między światem materialnym a niematerialnym. 
Książki Kinga mają w sobie coś wyjątkowego, coś co przyciąga i sprawia, że człowiek ma ochotę najeść się trochę strachu i poczuć ten szczególny niepokój w takim stylu, jaki oferuje nam autor. Tej sile przyciągania uległam również i ja, o czym świadczy fakt, że coraz częściej sięgam po książki autorstwa kultowego mistrza grozy. "Cmętarz zwieżąt" to moje czwarte spotkanie z Kingiem, które spokojnie mogę zaliczyć do jednych z tych lepszych, gdyż urok tej lektury dorównuje temu, co czułam czytając "Joyland". Jednakże jakkolwiek bardzo bym chciała powiedzieć, że w tej lekturze nie ma absolutnie żadnych wad, byłoby to zwyczajnym naciągactwem. Bo choć książka Kinga była po prostu świetna, to jednak znalazło się w niej kilka wad, drobnych niedoskonałości, które mocno kuły mnie w oczy.

Fabuła książki jak i sam jej koncept opiera się na tytułowym cmentarzu zwierząt, istniejącym w rzeczywistości miejscu, którego nazwa powinna przejmować grozą. Widoczny w nazwie cmentarza błąd ortograficzny został wprowadzony celowo. W końcu sam cmentarz został założony przez dzieci, które niekoniecznie opanowały zdolności poprawnej ortografii. Ten drobny szczegół dodaje jednak autentyczności temu miejscu i sprawia, że zyskuje ono pewną szczególną wymowę. Autor bowiem sprytnie dotyka kwestii śmierci, zgrabnie unikając mówienia o niej w sposób bezpośredni. Człowiek boi się śmierci i unika jej na wszelkie sposoby. Sama śmierć jest dla człowieka czymś przerażającym, wręcz abstrakcyjnym pojęciem, ponieważ jej nie rozumie. Na przykładzie głównego bohatera, autor  pokazuje do jakich rzeczy człowiek jest w stanie się posunąć jeśli nie pogodzi się ze śmiercią. Gdzie istnieje moralna granica i do czego można się posunąć dla ukochanej osoby? Jak bardzo człowiek musi być zraniony, zdruzgotany śmiercią, że waży się aby naruszyć niewidzialną granicę? I wreszcie, dlaczego tak ważne jest, aby pozwolić zmarłemu odejść w pokoju? Te wszystkie kwestie autor porusza w swojej książce, tym samym czyniąc ją pewnego rodzaju zbiorem refleksji na temat, który jest obecny w naszym życiu, czyli śmierci. Książka traktuje również o tym czym jest śmierć, ukazuje ból i rozpacz najbliższych po stracie, ich żal i niemoc w związku ze śmiercią. Mówi również o tym, że pewne aspekty życia należy zaakceptować i jakiej granicy nie wolno przekraczać. Bardzo spodobało mi się to, jak umiejętnie autor łączy ze sobą podane kwestie, zmuszając tym samym czytelnika do refleksji i wysunięcia własnych wniosków.
"Śmierć jest tajemnicą, a pogrzeb sekretem."
Klimat tej książki jest doprawdy niesamowity! Autor ma zdecydowanie niewątpliwy talent do siania grozy i zamętu w głowie czytelnika, gdyż fikcja często gęsto staje się rzeczywistością. Kto jak kto, ale King potrafi wytworzyć nastrój niepokoju, który z każdą stroną narasta i sprawia, że ma się ochotę na więcej. Chodzący żywy trup, cuchnący grobem kot Church czy cmentarzysko Micmaców dodają książce tajemniczości i mroku, a także potrafią nie raz zaskoczyć Czytelnika! Przyznam szczerze, że choć nie byłam przerażona podczas czytania tej książki, to niewątpliwie wywarła ona na mnie mocne wrażenie, co jest główną zasługą barwnego pióra Kinga. 

Książka wciągnęła mnie praktycznie już od pierwszych stron, a moje zainteresowania tą powieścią utrzymywało się mniej więcej do ponad połowy książki. Później jednak miało miejsce pewne wydarzenie, na które w gruncie rzeczy czekałam już od początku. Jednak powodem, dla którego moje zainteresowanie spadło, była pewna przewidywalność tego, co następnie się wydarzy, głównie za sprawą głównego bohatera, którego schematyczne wręcz zachowanie nieco psuło mi przyjemność z czytania tej książki. Przyznam, że bywały chwile, w których musiałam się zmuszać do dalszego jej czytania, gdyż byłam ciekawa, czy akcja potoczy się zgodnie z moimi przewidywaniami. W pewnej mierze moje odczucia się sprawdziły, jednak niestety nie otrzymałam żadnego konkretnego zakończenia książki, co sprawiło, że trochę się zawiodłam.

Styl Kinga nie jest mi obcy, dlatego mniej więcej wiedziałam, czego powinnam się spodziewać. Jednak o dziwo, podczas lektury spotkałam się ze znikomą ilością wulgaryzmów, które w jego poprzednich książkach były w ilościach litrowych. Niemniej jednak plastyczny styl Kinga dało się odczuć na każdej stronie. Wyłaniające się z mroku zakrwawione postacie napawały mnie jednak nie tyle przerażeniem, co obrzydzeniem na ich widok. Chwilami nie mogłam wyjść z podziwu, skąd autor bierze takie pomysły! Opisywane przez niego postacie i wydarzenia były tak barwne i realistyczne, że byłam pod naprawdę wielkim wrażeniem detali, jakie autor zawarł w każdym opisie. Jednocześnie jednak odczuwałam przyjemne odczucie ekscytacji, mówiące, że zaraz zdarzy się coś interesującego, kluczowego dla fabuły. Barwny i plastyczny język sprawia, że przez tą książkę się płynie, czyta się ją niebywale lekko i szybko, o czym świadczy fakt, że mnie zajęła ona jakieś trzy, cztery dni.
"To szaleństwo, lecz sam fakt, że było szaleństwem, sprawiał, że stawało się niewiarygodnie podniecające."
Postacie, a właściwie główna postać tej książki, to druga i szczęśliwie ostatnia niedoskonałość, jaką udało mi się znaleźć. Mimo moich starań, wręcz wymuszonej sympatii czy współczucia do głównego bohatera, nie potrafiłam go polubić. Postać ta wydawała mi się zwyczajnie płaska, pozbawiona żywotności, a przez to nudna i nieinteresująca. W zachowaniu Louisa widać wyraźnie pewną przewidywalność, która sprawiała, że z miejsca mogłam przewidzieć, co główny bohater zrobi w następnej kolejności, jak również i to, że jego działania doprowadzą do tragedii. Było to dla mnie frustrujące, a Louis jawił się w mojej głowie wyłącznie jako papierowa postać pozbawiona własnej woli i logicznego myślenia. Choć bardzo bym chciała, nie potrafię wskazać żadnej sytuacji, w której ten bohater kierowałby się jakakolwiek logiką czy wykazywał odrobiną rozsądku.

Choć książka właściwie spełniała niemal wszystkie moje oczekiwania, to jednak pewne irytujące mnie sprzeczności w zachowaniu bohatera, sprawiają, że nie jestem w stanie ocenić tej książki tak wysoko jakbym chciała. "Cmętarz zwieżąt" jest powieścią, którą czytałam z wielkim zainteresowaniem, jednak niestety, nie zafascynowała mnie ona tak bardzo, jakbym tego chciała. I w ostatecznym rozrachunku to nadal "Joyland" pozostaje moją ulubioną powieścią Kinga.
"To najfajniejsze miejsce w mieście. Ludzie umierają by się tu dostać."
Myślę, że książki Kinga cechują się tak wysoką popularnością, że powiedzenie "nie polecam" aż wydawało by się czymś nie na miejscu. Powieść Kinga będzie świetną odskocznią na letnie i jesienne wieczory, kiedy człowiek czuje potrzebę, żeby adrenalina wzięła górę. Jeśli jeszcze nie znacie Kinga, to spokojnie możecie zacząć od "Cmętarza", moim zdaniem najmroczniejszej książki tego autora, która będzie świetnym horrorem na dobry początek. Zaś miłośników Kinga chyba nie muszę długo przekonywać. Polecam gorąco i z całego serca!

Moja ocena:7/10. :)

Czytaj dalej »
on 02 sierpnia 0
Podziel się!
Etykiety
King, klasyk, psychologiczne, thiller
Nowsze posty
Starsze posty

01 sierpnia

Czytelnicze podsumowanie lipca 2019


Cześć wszystkim!


Nie mogę uwierzyć, że to już koniec miesiąca! Czasami czas zdecydowanie za szybko leci. Tradycyjnie więc przychodzę do Was z podsumowaniem miesiąca i planami czytelniczymi na sierpień. Muszę przyznać, że lipiec był dla mnie najbardziej intensywnym miesiącem tegorocznych wakacji i to nie tylko pod względem czytelniczym. W lipcu odebrałam wyniki matury, złożyłam papiery na wybrane uczelnie i już w październiku oficjalnie zaczynam studia, z czego jestem bardzo dumna i szczęśliwa. Pod względem czytelniczym lipiec okazał się być- o dziwo- miesiącem, w którym przeczytałam najwięcej książek, bo aż 8 i były to niemal wszystkie pozycje z mojej lipcowej listy. Z tego faktu jestem również bardzo zadowolona. Okazuje się, że nawet jeśli człowiek ma na głowie mnóstwo innych spraw, w moim przypadku były to wyniki z matury, dojazdy na uczelnie i opieka nad dziećmi rodzeństwa, to jednak przy właściwej organizacji wszystko jest możliwe, czego najlepszym dowodem jest liczba przeczytanych przeze mnie książek. Bardzo się cieszę, że udało mi się pogodzić ze sobą tyle różnych spraw i znaleźć dość czasu na spokojne delektowanie się lekturami.

W lipcu przeczytałam osiem książek, co jak na brak czasu przez całą masę innych spraw, uważam za bardzo dobry wynik. I co najlepsze, wśród przeczytanych przeze mnie książek znalazły się prawdziwe perełki. Zdecydowaną większość z tych książek- oprócz "Amerykańskich bogów", których posiadam szczęśliwie w wersji papierowej-  czytałam na Kindle'u, gdyż szczerze, odkąd otrzymałam go w prezencie rok temu, po prostu ciężko mi się od niego oderwać. Posiadanie Kindle'a ma wiele zalet, jest mały i zmieści się do każdej torebki, jest poręczny i wygodny. A absolutnie najlepszą jego cechą jest fakt, że można mieć na nim całą zaplanowaną "biblioteczkę" książek, których nie trzeba dźwigać ze sobą.  Lipiec rozpoczęłam z "Hotelem nad oceanem" Colleen Coble, który nawiasem mówiąc był  najmniej ciekawą książką tego miesiąca. Następnie w kolejce była "Gra o tron" George'a Martina, "Jaga" oraz "Druga szansa" Katrzyny Bereniki Miszczuk. Później przyszedł czas na "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins, "Cmentarz zwieżąt" Stephena Kinga, "Kafkę nad morzem" Haruki'ego Murakami'ego, te dwie książki to moi lipcowi ulubieńcy! Ostatnią książką lipca są "Amerykańscy bogowie", których nadal czytam.


  1. "Hotel nad oceanem" Colleen Coble <recenzja>
  2. "Pieśni Lodu i Ognia. Gra o tron" George'a Martina <recenzja>
  3. "Jaga" Katarzyny Bereniki Miszczuk <recenzja>
  4. "Druga szansa"Katarzyny Bereniki Miszczuk <recenzja>
  5. "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins <recenzja>
  6. "Cmentarz zwieżąt" Stephena Kinga <recenzja>
  7. "Kafka nad morzem" Haruki Murakami'ego, którą nadal czytam, ale jestem już w połowie, więc recenzji można spodziewać się na dniach!
  8. "Amerykańscy bogowie" Nail'a Gaiman'a - to ostatnia książka lipca, której szczerze mówiąc czytanie idzie mi najwolniej. Czekam niecierpliwie na moment, gdy wydarzy się w niej coś, co sprawi, że akcja mnie zwyczajnie bardziej zainteresuje i będę mogła ja w końcu połknąć. Na pewno jednak uda mi się ją niebawem dokończyć i z tej pozycji również recenzja się na blogu pojawi.
  • "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins
Choć przeczytałam dopiero pierwszy tom tej serii, to z całą pewnością mogę stwierdzić, że niebawem sięgnę po kolejne. Po tomie pierwszym przepadłam totalnie! Świat wykreowany przez Collins jest niesamowity, cudowny, a jednocześnie niezwykle brutalny. Książka daje sporo do myślenia, zmusza również do refleksji i stawiania pytań o własne człowieczeństwo. Już po pierwszym tomie "Trylogię" cenię sobie wysoko i z czystym sumieniem mogę ją umieścić w moim TOP 10 serii. Polecam każdemu!
  • "Kafka nad morzem" Haruki'ego Murakami'ego
Przyznam, że do tej pory niemal wszystkie książki Murakami'ego jakie czytałam wydawały mi się zbieraniną różnych koncepcji i filozoficznych myśli autora. "Kafka" jednak pokazuje, że Murakami potrafi stworzyć historię, która wciągnie mnie bez reszty, i która będzie mieć jakiś konkretny zarys fabularny. Nie potrafię opisać, jak bardzo cieszę się, że w końcu sięgnęłam po tą powieść Murakami'ego, bo jestem z niej stuprocentowo usatysfakcjonowana! Dający się odczuć letni i odprężający klimat, który przypomniał mi czym jest odpoczynek i przyjemnie spędzony czas przy lekkiej książce.


  • "Druga szansa" Katarzyny Bereniki Miszczuk
Po autorce słynnego i jakże wciągającego cyklu "Kwiat paproci", spodziewałam się równie wciągającego kryminału. W tym względzie jednak się rozczarowałam. "Druga szansa" kompletnie mi się nie podobała, nie działo się w niej również nic, co mogłoby mnie przestraszyć, dlatego uważam, że zaliczanie jej do grona kryminałów czy thrillerów jest po prostu olbrzymim błędem.

CO W SIERPNIU?

Mam przeczucie, że sierpień będzie równie obfitym czytelniczo miesiącem i mam nadzieję, że w tym względzie się nie zawiodę! Na sierpień zaplanowałam sobie 10 książek, w tym  kilka -mam nadzieję świetnych- kryminałów, jak chociażby "Drugie życie Izabel" czy "Ogrodnik". Oprócz tego króluje fantasy, kochane przeze mnie nieodzowną miłością. Mam wielką nadzieję, że uda mi się je wszystkie przeczytać, gdyż każdej z tych książek jestem równie mocno ciekawa. Na pewno będę chciała dokończyć książki, które czytam obecnie, czyli "Kafkę nad morzem" oraz "Amerykańskich bogów". A oprócz tego:

  • "Legenda. Rebeliant" Marie Lu,
  • "Drugie życie Izabel" J.A.Redmerski,
  • "Muza Koszmarów" Laini Taylor,
  • "Ród"J.D.Horn,
  • "Ogrodnik"Agnieszki Płoszaj,
  • "Igrzyska Śmierci. W pierścieniu ognia" Suzanne Collins,
  • "Malfetto. Mroczne Piętno" Marie Lu,
  • "Mara Dyer.Tajemnica" Michelle Hodkin,
  • "Kwiat w pudełku. Japonia oczami kobiet" Karoliny Bednarz,
  • "Ania z Wyspy Księcia Edwarda" Lucy Maud Montgomery.
Czytaj dalej »
on 01 sierpnia 0
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, zapowiedz
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O AUTORCE

O AUTORCE
27 - letnia Magister Polonistyki-Literaturoznawstwa. Z zamiłowania książkoholiczka, literaturoznawczyni i blogerka, rysowniczka, a także miłośniczka języków obcych i azjatyckich dram. Kto wie, może i w przyszłości także pisarka? Możliwości jest mnóstwo! :) Aktualnie spełnia się dziennikarsko pracując w redakcji WUJ-a oraz współpracując z wydawnictwami jako recenzentka. Przyszła bibliotekarka i biblioterapeutka, która uczy się języka migowego.

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

BIBLIOTECZKA

https://lubimyczytac.pl/ksiegozbior/MiegxQJv6H

PRZECZYTANE

W tym roku chcę przeczytać...

W tym roku chcę przeczytać...
#Wyzwanie LC 2026#

Recenzje/Wpisy planowo

* "Żywe serce", Piotr Pawlukiewicz * "Genialne umysły", Jennifer Lynn Barnes * "Studium zatracenia", Ava Reid * "Burza", Sunya Mara * "Obiekty głębokiego nieba", Jakub Małecki Następne tytuły wpisów podam niebawem! :)

Znajdź mnie!

  • Lubimy Czytać
  • Strona na facebooku
  • Twitter
  • Instagram

Szukaj na tym blogu

Statystyka

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Obserwatorzy

Popularny post

  • Kącik serialowy: Moon Lovers: Scarlet Heart Reyo- magia księżyca
    Tytuł oryginalny:   달의 연인 – 보보경심 려 Tytuł (latynizacja):   Dalui Yeonin – Bobogyungsim Ryeo Tytuł (alternatywny):  Time Slip: Rye...
  • Kącik serialowy: Goblin, Guardian: The Lonely and Great God- potęga przeznaczenia
    Tytuł oryginalny:   도깨비 Tytuł (latynizacja):   Dokkaebi Tytuł (alternatywny):  Goblin: The Lonely and Great God Gatunek:   fantasy, m...
  • "Shinsekai Yori"- Yuusuke Kishi
    tytuł oryginału: 新世界より tłumaczenie: Z Nowego Świata wydawnictwo:  Kōdansha data wydania: 23 stycznia 2008 liczba stron:870 sło...

Archiwum

  • ▼  2026 (19)
    • ▼  sie 2026 (3)
      • Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ru...
      • "Powroty" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz
      • "Niewidzialne życie Addie LaRue" - Victoria E. Schwab
    • ►  lip 2026 (1)
    • ►  cze 2026 (3)
    • ►  maj 2026 (3)
    • ►  kwi 2026 (6)
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (2)
  • ►  2025 (13)
    • ►  wrz 2025 (1)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (4)
    • ►  lut 2025 (2)
  • ►  2024 (11)
    • ►  gru 2024 (1)
    • ►  lis 2024 (1)
    • ►  lip 2024 (1)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (2)
    • ►  kwi 2024 (2)
    • ►  mar 2024 (1)
    • ►  sty 2024 (2)
  • ►  2023 (31)
    • ►  gru 2023 (2)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (4)
    • ►  wrz 2023 (3)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (2)
    • ►  kwi 2023 (1)
    • ►  mar 2023 (5)
    • ►  lut 2023 (5)
    • ►  sty 2023 (1)
  • ►  2022 (46)
    • ►  gru 2022 (5)
    • ►  lis 2022 (4)
    • ►  paź 2022 (4)
    • ►  wrz 2022 (5)
    • ►  sie 2022 (6)
    • ►  lip 2022 (6)
    • ►  cze 2022 (1)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (3)
    • ►  mar 2022 (5)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (2)
  • ►  2021 (38)
    • ►  gru 2021 (2)
    • ►  lis 2021 (4)
    • ►  paź 2021 (3)
    • ►  wrz 2021 (3)
    • ►  sie 2021 (4)
    • ►  lip 2021 (4)
    • ►  cze 2021 (1)
    • ►  maj 2021 (2)
    • ►  kwi 2021 (2)
    • ►  mar 2021 (2)
    • ►  lut 2021 (6)
    • ►  sty 2021 (5)
  • ►  2020 (49)
    • ►  gru 2020 (3)
    • ►  lis 2020 (2)
    • ►  paź 2020 (4)
    • ►  wrz 2020 (4)
    • ►  sie 2020 (6)
    • ►  lip 2020 (5)
    • ►  cze 2020 (3)
    • ►  maj 2020 (2)
    • ►  kwi 2020 (5)
    • ►  mar 2020 (5)
    • ►  lut 2020 (6)
    • ►  sty 2020 (4)
  • ►  2019 (66)
    • ►  gru 2019 (6)
    • ►  lis 2019 (4)
    • ►  paź 2019 (5)
    • ►  wrz 2019 (9)
    • ►  sie 2019 (9)
    • ►  lip 2019 (6)
    • ►  cze 2019 (5)
    • ►  maj 2019 (6)
    • ►  kwi 2019 (2)
    • ►  mar 2019 (3)
    • ►  lut 2019 (5)
    • ►  sty 2019 (6)
  • ►  2018 (59)
    • ►  gru 2018 (5)
    • ►  lis 2018 (5)
    • ►  paź 2018 (7)
    • ►  wrz 2018 (9)
    • ►  sie 2018 (7)
    • ►  lip 2018 (3)
    • ►  cze 2018 (8)
    • ►  maj 2018 (2)
    • ►  kwi 2018 (2)
    • ►  mar 2018 (3)
    • ►  lut 2018 (3)
    • ►  sty 2018 (5)
  • ►  2017 (5)
    • ►  gru 2017 (4)
    • ►  lis 2017 (1)

Polecany post

Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ruchem Czystych Serc (relacja)

Napisz do mnie w sprawie recenzji/artykułu/wywiadu :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Etykiety

Japonia (13) King (3) Murakami (6) PLOTKARA (3) Zafon (5) anime (3) arabia (1) autobiografia (5) baśnie (22) dla nastolatków (24) drama (5) fantasy (66) historyczne (32) holocaust (1) klasyk (22) klasyka dla nastolatków (11) klasyka dziecięca (2) komedia- czarny humor (12) kultura słowiańska (5) medyczne (5) mit (3) miłość (39) obyczajowe (123) podsumowanie (81) postapo (23) psychologia (31) psychologiczne (49) romans (53) science-fiction (23) stosik książkowy (34) sztuka (4) tag (2) thiller (26) thriller (14) wojna (9) współczesność (104) zapowiedz (27) zwierzęta (3) świat komiksu (1) święta (5)

Nie kopiuj, szanuj cudzą własność!!!

Prawa Autorskie

Zabraniam kopiowania MOICH tekstów i zdjęć bez uprzedniego zezwolenia.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kradzież tekstów, czy zdjęć bez upoważnienia autora przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2-ch i/grzywnę.

Bardzo proszę o uszanowanie mojej pracy.

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Z Dziennika Książkoholiczki. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.