Z Dziennika Książkoholiczki

Strony

  • Strona główna
  • O mnie
  • KSIĄŻKI
  • Kącik serialowy
  • ZESTAWIENIA
  • Kontakt i Współpraca

27 kwietnia

"Miasto z mgły" - Carlos Ruiz Zafón

Miasto z mgły to ostatnia część cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek i zarazem swoiste uhonorowanie twórczości hiszpańskiego powieściopisarza. Wydane już pośmiertnie dziełko stanowi zbiór opowiadań osadzonych w barcelońskim klimacie, pełne jest hipnotyzujących opowieści luźno powiązanych ze wspomnianym cyklem, za to ewidentnie utrzymane na tym samym poziomie. Nie potrzeba było zbyt wiele czasu, abym wypatrzyła ją na polskich księgarniach i szybko nabyła w ramach gwiazdkowego prezentu. Jak każde dzieło Zafona, powieść oczarowała mnie tak, że od chwili, gdy ją kupiłam, zdążyłam ją przeczytać już dwukrotnie!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Miasto z mgły to zbiór jedenastu opowiadań, luźno związanych z samym cyklem Cmentarza Zapomnianych Książek, za to będących poszerzeniem tego literackiego świata. Opowieści w nim umieszczone stanowią oddzielne historie, które z powodzeniem możnaby rozwinąć. Zafón zawarł w tym zbiorze również te nieopublikowane wcześniej opowiadania z zamierzeniem zwieńczenia w ten sposób wspomnianego cyklu.
- opis własny

Przyznam szczerze, że Miasto z mgły to jednocześnie najlepsze i zarazem najsmutniejsze zakończenie cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek - najlepsze, bo stanowi idealne zwieńczenie cyklu, a najsmutniejsze, gdyż zbiór ten jest definitywnym zakończeniem nie tylko tej serii, ale twórczości Zafona w ogóle. Jego słodko-gorzki sposób pożegnania się z Czytelnikami jest wyrazem miłości pisarza do tworzenia literackich światów, aczkolwiek smutna jest świadomość, że nic już więcej nie powstanie spod jego pióra. Z tym większym sentymentem, sięgnęłam po Miasto z mgły w nadziei na rozmiłowanie się w pisarskim świcie Zafona, które tylko on tworzyć potrafił. Pod tym względem nie zawiodłam się ani trochę, a wyczarowane przez hiszpańskiego pisarza obrazy Barcelony mocno przypadły mi do serca.

Zafon chciał przede wszystkim stworzyć świat zamykający tetralogię Cmentarza Zapomnianych Książek, ale zarazem odtworzyć klimat mrocznej Barcelony, tak silnie obecny w całej jego twórczości. Udało mu się to po mistrzowsku, w prawdziwie zafonowskim stylu. Pisarz zebrał w tym tomie nie tylko ważne dla siebie postacie, nawiązujące luźno do serii Cmentarza... jak na przykład przodków rodziny Sempere, ale także ważne dla samej Barcelony ikony kultury, jednym z bohaterów zbioru opowiadań jest przecież sam Miguel de Cervantes! Z racji, iż jest to zbiór jedenastu opowiadań, ciężko byłoby przeanalizować pod względem fabularnym każde z nich, niemniej w każdym jest obecna ta nuta zafonowskiego czaru snucia opowieści. Fakt, że każde z tych opowiadań jest stosunkowo krótkie, pozwala traktować je jako odrębną całość lub też szkice pomniejszych powieści. Za każdym razem, gdy myślę, że wybrałam już swoje ulubione opowiadanie, przy ponownej lekturze, inne urzekają mnie na nowo swoim czarem. Z tego względu, nie zdecydowałam się na jednoznaczny wybór ulubionego opowiadania, za to rozsmakowywałam się w zafonowskim stylu, melancholii obecnej na uliczkach owianej mgłą Barcelony.

Komedia uczy nas, iż nie należy brać życia nazbyt serio, tragedia zaś uczy nas, co się dzieje, kiedy nie bierzemy na serio, tego czego nas uczy komedia.

Miasto z mgły liczy niewiele ponad 200 stron, z których każda stanowi odsłonę zafonowskiego stylu i talentu pisarskiego. Z racji tej niewielkiej objętości, na książkę można poświęcić góra kilka godzin. W każdym z tych opowiadań widać nie tylko solidnie zbudowaną warstwę fabularną, ale także napięcie warunkujące akcję i sprawiające, że przewracałam kolejne strony z zapartym tchem! Z twórczością Zafona mam do czynienia już od kilku ładnych lat, jednak pieczołowita konstrukcja każdego z opowiadań, w tym również właściwe rozłożenie proporcji w tak maleńkiej prozatorskiej formie, była naprawdę miłym zaskoczeniem! Byłam pod wielkim wrażeniem dla pisarza, który w każde kolejne opowiadanie potrafił tchnąć swój narracyjny czar, tak by oczarowało czytelnika czekającą go przygodą.

Zafón lubuje się kreacji klimatu melancholii z delikatną nutką dreszczyku i napięcia, co udało mu się stworzyć także w tym przypadku. Z tej przyczyny, że jest to zbiór opowiadań, jestem skłonna przyznać, iż tej nostalgii można znaleźć tu więcej, a nawet po zakończeniu lektury, ta niezwykła atmosfera pozostaje. O ile w przypadku tetralogii Cmentarza Zapomnianych Książek i innych książek Zafona melancholia i nostalgia zostają rozłożone do pewnego stopnia po równo na fabułę każdego dzieła, o tyle w tym przypadku te proporcje są w różnym natężeniu w każdym z opowiadań. To kolejne mistrzowskie posunięcie hiszpańskiego powieściopisarza, gdyż tym razem nawet po zakończeniu lektury, ta nostalgia i tęsknota pozostaną z Czytelnikiem na długo!

Nikt inny nie ma stylu, który byłby podobny do zafonowskiego sposobu pisania i konstrukcji literackich światów. Jego język zawsze był silnie nacechowany dbałością i precyzją, naznaczony nostalgią i tęsknotą, a jednak w przypadku Miasta z mgły miałam wrażenie, jakby te proporcje zostały jeszcze bardziej pieczołowicie wyważone. Niczego nie było zbyt dużo ani zbyt mało, wszystko rozłożone po równo! Być może z racji, że było to pożegnanie, pisarz, jak i korektorzy postarali się, by w sposób wyjątkowy jeszcze bardziej dopieścić tą książkę, a może Zafon wspiął się na wyżyny narracji.

Zazdroszczę i zawsze będę zazdrościć owej niezwykłej umiejętności zapominania, którą obdarzeni są niektórzy szczęśliwcy. Dla nich przeszłość jest jak sezonowe ubranie albo jak stare buty, które wystarczy schować gdzieś głęboko w szafie i uznać, że już się nie nadają do jakichkolwiek wycieczek w przeszłość. Bo ja na swoje nieszczęście wszystko zachowywałem w pamięci i wszystko zachowywało w pamięci mnie.

Mam nieodparte wrażenie, iż niemal każdy zafonowski bohater został w jakiś sposób naznaczony widmem samotności pośród tłumu i to przekonanie nie opuściło mnie także w tym przypadku. Postacie, jakie Zafon kreuje zawsze są w jakiś sposób odmienne, bardziej przeczulone i intuicyjne od reszty bohaterów. To naprawdę niesamowite, że kreacja postaci jest tak bardzo złożona, ale zarazem to właśnie dlatego trudno nie kochać każdego z nich, gdyż absolutnie każdy bohater ma co innego do zaoferowania Czytelnikowi, inną mądrość czy tajemnicę.

Reasumując, Miasto z mgły to niewątpliwie słodko-gorzkie pożegnanie Zafona z Czytelnikami, tym razem niestety bezpowrotne. Z tej przyczyny, cieszę się, że jestem w posiadaniu wszystkich książek tego pisarza i mogę w każdej chwili na nowo rozsmakować się w zafonowskim stylu i barcelońskim świecie osnutym mgłą.

Twórczość Zafona to prawdziwy literacki skarb, zwłaszcza dla tych dojrzałych, dorosłych Czytelników, którzy potrafią docenić kunszt tej prozy. Miasto z mgły to z pewnością warte polecenia zwieńczenie pisarskiej przygody Zafona, jednakże, aby się z nią zapoznać należy wpierw przeczytać cały jego literacki dorobek - a zapewniam, że warto!

Moja ocena: 10/10 :).
Czytaj dalej »
on 27 kwietnia 1
Podziel się!
Etykiety
fantasy, historyczne, obyczajowe, psychologiczne, realizm magiczny, Zafon
Nowsze posty
Starsze posty

19 kwietnia

Podsumowanie Marca 2022

Jeśli dotychczas pisałam, że dany miesiąc minął mi zbyt szybko, to marzec dosłownie przeleciał przez klepsydrę i nim się zorientowałam już skończyły się Święta Wielkanocne, a ja dotarłam do połowy swojej pracy licencjackiej. Nie powiem jednak, że byłby to stracony czas, przeciwnie, zarówno marzec, jak i ta połowa kwietnia, które już upłynęły były niezwykle intensywne pod znakiem pisania licencjatu i czytania potrzebnych artykułów i dzieł literackich. Oprócz tego udało mi się jednak przeczytać dwie pozycje spoza kanonu licencjatu, czyli Dziewczynę z konbini Sayaki Murata oraz Wszystkie jasne miejsca Jennifer Niven.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Pod względem literackim marzec mogę uznać za wyjątkowo udany miesiąc, udało mi się bowiem przeczytać w większości wszystkie zaplanowane pozycje, a przy tym aż dwie spoza repertuaru studenckiego. Aczkolwiek, tak jak pisałam w poprzednim lutowym podsumowaniu - pisanie pracy licencjackiej niezwykle mnie pochłonęło! Marzec rozpoczęłam od Cienia wiatru Carlosa Ruiza Zafona, którego recenzję można przeczytać <tutaj>. W następnej kolejności zabrałam się za Wszystkie jasne miejsca Jennifer Niven <recenzja> oraz Dziewczynę z konbini Sayaki Murata <recenzja>. Te dwie mocno kontrastujące ze sobą pod względem literackim pozycje przyniosły mi to, czego od nich oczekiwałam, orzeźwienie i odprężenie po lutowej sesji. Później z kolei sięgnęłam po następne tomy cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek, czyli Więźnia nieba, Miasto z mgły, jak również rozpoczęłam Labirynt duchów. W międzyczasie natomiast sięgałam po pozycje niezbędne na zajęcia studenckie, a także po literaturę przedmiotu w związku z pracą licencjacką.

  1. Wszystkie jasne miejsca, Jennifer Niven <recenzja>;
  2. Dziewczyna z konbini, Sayaka Murata <recenzja>;
  3. Cień wiatru, Carlos Ruiz Zafón <recenzja>;
  4. Miasto z mgły, Carlos Ruiz Zafón <recenzja - środa, 20.04.2022!>
  5. Więzień nieba, Carlos Ruiz Zafón <recenzja - czwartek, 21.04.2022!>.
Przyznam szczerze, że z sentymentu i zamiłowania bez wahania przypisuję Tytuł Najlepszej Książki Miesiąca cyklowi Cmentarza Zapominanych Książek, których atmosfera tajemnicy i swoistego czaru barcelońskich uliczek nigdy mnie nie opuści! Kunszt pisarski Zafona cenię po każdej ponownej lekturze coraz bardziej!
Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o pretendenta do tytułu "Najgorszej Książki Miesiąca" to w przypadku minionego już miesiąca po prostu nie ma książki, którą mogłabym określić mianem "Najgorszej", gdyż każda z nich w jakiś sposób poruszyła moje serce. Tak więc pozwolę sobie zostawić tą kategorię bez odpowiedzi. 

CO W KWIETNIU 2022?
Z racji, iż mamy już połowę kwietnia za sobą, muszę przyznać, że sporo już z wyznaczonego sobie repertuaru mam już przeczytane. Niemniej, były to i będą pozycje związane ściśle z pracą licencjacką, którą planuję do końca kwietnia skończyć pisać, a więc pozostałe tomy Cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek: Labirynt duchów oraz Grę Anioła Carlosa Ruiza Zafóna. Oprócz tego pozycje na zajęcia (w tym Paradyzja Janusza Zajdla, którą mam już za sobą oraz Gwiezdny pył Neila Gaimana, który rozpoczęłam). Ponadto chciałabym przeczytać stosunkowo krótkie dzieło literackie Eleny Ferrante, Córkę. Mam nadzieję, iż uda mi się przeczytać wszystkie wymienione pozycje! A już na dniach można spodziewać się recenzji Więźnia nieba oraz Miasta z mgły!

Czytaj dalej »
on 19 kwietnia 5
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty

08 kwietnia

"Dziewczyna z konbini" - Sayaka Murata

Książki z Serii z Żurawiem mają w swoim pakiecie nie tylko szeroki wybór pozycji różnego kalibru i gatunkowego, i kulturowego, ale przede wszystkim oferują ciekawe i nietuzinkowe pozycje literackie. Te niepozorne i objętościowo niewielkie historie kryją w sobie prawdziwy literacki skarb! Buszując po uczelnianej księgarni nabrałam ochoty na to, aby przeczytać wszystkie pozycje z Serii z Żurawiem, a szczególnie te orientalne. Za namową mojej najlepszej przyjaciółki, sięgnęłam po pierwszą pozycję, Dziewczynę z konbini Sayaki Murata. Książkę połknęłam w zaledwie jeden wieczór, a nadto byłam spragniona jej kontynuacji i żałowałam, że ta historia zakończyła się tak szybko.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Główna bohaterka, Keiko Furukura ma 36 lat i nadal pracuje dorywczo w konbini, zamiast znaleźć sobie stalą i dobrze płatną pracę. Presja rodziny zmuszająca ją do znalezienia sobie męża i ustatkowania się nie robi na niezależnej Keiko zbyt wielkiego wrażenia. Kobieta od dziecka była inna, znacząco odstawała od rówieśników i miała problem ze zrozumieniem i odczuwaniem zarówno własnych emocji, jak i cudzych. Jasno sprecyzowane zasady panujące w konbini oraz uniformizm pozwala Keiko na wyznaczenie pewnych granic jej stylu życia, a przy tym zapewnia jej określoną tożsamość. Kiedy jednak spotyka Shirahę, który również ma problemy z adaptacją w społeczeństwie, kobieta orientuje się, że nadszedł czas, aby zmieniła coś w swoim poukładanym życiu. 
- opis własny
Przyznam, że rozpoczynając przygodę z Dziewczyną z konbini byłam bardzo podekscytowana, intrygujący opis oraz pochlebne opinie, jakie o tej książce słyszałam, sprawiły, że nie mogłam doczekać się, aż sięgnę po powieść Sayaki Murata. Przeczytanie tej niewielkiej objętościowo książeczki - liczącej zaledwie 144 strony - zajęło mi w zasadzie niedzielny wieczór. I choć, pod względem grubości, możnaby mylnie domyślać się miałkości akcji, autorce udało się pomieścić dość znaczną ilość akcji, co bardzo mnie ucieszyło! Dziewczyna z konbini, to krótka, za to niezwykle intrygująca przygoda, w sam raz na niedzielny wieczór!

Sayaka Murata pisząc Dziewczynę z konbini zdecydowanie postawiła na nieszablonowość. Na kartach tej książki udało jej się bowiem wykreować bohaterkę, która zdecydowanie wychodzi poza stereotypy japońskiej społeczności. Wiek Keiko oraz jej nieumiejętność dostosowania się do wymogów społeczeństwa budzą wśród bohaterów litość, a niekiedy nawet pogardę względem niej. Pod owym płaszczykiem wymagań i zasad, autorka odsłania licznie niepochlebne opinie, jakie budzi w społeczeństwie fakt bycia odmiennym lub w jakiś sposób wybrakowanym z danej cechy, demaskując tym samym panującą zasadę uniformizmu. 
Świetnie mi wyszło bycie człowiekiem. W konbini czułam tę ulgę bardzo często.
Celem kobiety powinno być posiadanie stałego zatrudnienia, najlepiej w jakimś wybitnym i szanowanym miejscu, wyjście za mąż i urodzenie dziecka - nie ma tu miejsca na indywidualizm, ani odmienne wartości. A już na pewno nie ma miejsca na bycie "innym/ą", gdyż buduje to niepokój społeczny. Zasada ta niekoniecznie znajduje odzwierciedlenie wyłącznie w społeczeństwie japońskim, ale i na kanwie niemal światowej - wszak większość kobiet dąży do spełnienia podobnych marzeń. 

Obecnie jednak współczesne kobiety z pasją prezentują bardziej feministyczne i niezależne poglądy, stawiając niekiedy na własną karierę. Keiko - znana jako dziewczyna z konbini tym samym staje się symbolem społecznego niedopasowania i inności, a co więcej ona sama czuje się z tym dobrze. Praca w konibini pozwala jej czuć się sobą. Aczkolwiek, przerażającym jest to, z jakim niezrozumieniem zmagają się osoby w jakiś sposób "odmienne" od reszty socjety.

Nie będzie zaskoczeniem, jeśli powtórzę, iż stosunkowo cienka objętościowo książka jest zdolna pomieścić w sobie taką ilość akcji, jak było to w przypadku Dziewczyny z konbini. Choć pozornie mogłoby się wydawać, że rutynowość Keiko sprawia, iż każdy jej dzień jest taki sam, to jednak w jej życiu zdarzają się niezwykle ciekawe zwroty akcji. W przypadku tej książki elementy zaskoczenia zostają dodatkowo uzupełnione o myśli głównej bohaterki, które zupełnie odbiegają od przyjętych norm, a także ironiczne komentarze narratorki. Wszystko to razem buduje swoiste napięcie i sprawia, że od książki naprawdę nie sposób się oderwać!

Klimat, jaki wykreowała Sayaka Murata to niewątpliwie kolejny walor tej książki. W zbudowanym przez Keiko świecie pełnym logiczności i pewnej rutynowości nie brakuje pewnej czułej strony. Odmienność głównej bohaterki i niezrozumienie, z jakim się boryka zostają w pewien sposób ukryte za zasłoną pracy w konbini. W świecie sklepów konbini panują bowiem oczywiste zasady, pewna logika, a także zagwarantowana tożsamość "pracownika", stanowiące dla głównej bohaterki wyznaczniki postępowania, ale także "bytowania". Tym samym autorka nie tylko kładzie nacisk na odrębność tych dwóch światów obecnych w książce - świata konbini i świata po z anim, na zewnątrz - ale także na odmienność panujących w nich zasad. W sieciówce konbini pracownicy istnieją po to, aby służyć klientom, pozbawieni własnego "ja", zuniformizowani i działającymi w logiczny i jasno określony sposób, jak trybiki w maszynie zegarowej. W świecie "poza" główną rolę odgrywa nadrzędna myśl pracy na rzecz społeczeństwa, małżeństw, kariery i dzieci. Keiko, jako osoba nienależąca do świata "poza" odnalazła siebie w konbini, co tylko dowodzi, że ci "odmienni" także potrzebują własnego miejsca pracy, aby móc wyrażać siebie. 
Słyszałam głos konbini. Doskonale rozumiałam jego potrzeby i pragnienia.
Sayaka Murata nie tylko stworzyła iście oryginalną powieść, lecz także nadała jej określony kształt za pośrednictwem specyficznego języka. Lekkość stylu przemieszana z delikatnie ironicznym akcentem, a przy tym nacisk na logiczne i konstruktywne myślenie głównej bohaterki pozostają ze sobą w pewnej korelacji. Dodatkowo jasno wyważone proporcje, tak aby nie wyeksponować znacząco któregoś elementu językowego, nadają tej książce powiewu świeżości na polskim rynku wydawniczym. Dzięki temu Dziewczynę z konbini czyta się znakomicie, z zapałem przewraca się kolejne strony, a wywody myślowe głównej bohaterki okraszone sporą dawką logiki wydają się być całkiem sensowne. Autorka zdecydowanie wie, jak zaciekawić czytelnika, a to tylko kolejny plus tej książki!

Bohaterowie tej książki to prawdziwa mieszanka charakterów i osobowości. Jednakże największą osobliwością pozostaje zdecydowanie Keiko, która myśli przede wszystkim w sposób logiczny, z uporem dąży do celu i pragnie jak najlepiej sprawdzić się w roli pracownicy konbini. Muszę przyznać, że od samego początku jej postać bardzo mocno przypadła mi do gustu. Współczułam jej, gdy wszyscy inni usiłowali ją naprawić w każdy możliwy sposób, zamiast próbować ją zrozumieć i zaakceptować jej sposób myślenia. To również kolejny mocny chwyt pisarki - społeczeństwo próbujące naprawić jednostkę w jakiś sposób "zwichniętą" jest zresztą dość mocno zaakcentowany w powieści. Kolejnym ważnym bohaterem, wręcz drugą postacią kluczową dla fabuły jest postać Shirahy, którego też pomijałam podczas analizy i oceny poszczególnych aspektów, z tego względu, iż jest to postać, której po prostu nie mogłam przetrawić. Nie mogłam znieść jego nieróbstwa, lenistwa, krytykanctwa ani poczucia wyższości. To bohater niemal odrażająco toksyczny, żerujący na innych. Pomimo tego, warto go jakoś znieść, choćby po to, aby zobaczyć przemianę Keiko.

Reasumując, Dziewczyna z konbini to dla mnie iście rewelacyjna książka i zdecydowanie warta spędzenia z nią czasu. W zasadzie nie miałabym się do czego przyczepić, gdyby nie fakt, że chciałabym przeczytać kontynuację tej historii - tak bardzo się w niej zakochałam! Czytając, niejednokrotnie miałam wrażenie podobieństwa tej historii do książki Almond, o której można przeczytać <tutaj>. Obydwie te pozycje są dla mnie niezwykle ważne i wspominam je bardzo ciepło. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości, po obronie lub nawet w najbliższym czasie będę mogła przeczytać kolejną powieść Serii z Żurawiem!
Dziewczyna z konbini to wbrew pozorom niezwykle ciepła powieść, której warto dać się oczarować. Z racji na tematykę oraz jasno określoną kulturę, w której została osadzona książka, polecałabym ją Czytelnikom dojrzałym, a przy tym zainteresowanym kulturą Japonii i Azji. Polecam serdecznie, książka idealna, aby znaleźć przyjemność na dane popołudnie!
Moja ocena: 10/10:). 

Czytaj dalej »
on 08 kwietnia 0
Podziel się!
Etykiety
Japonia, obyczajowe, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

16 marca

"Wszystkie jasne miejsca" - Jennifer Niven

Po Wszystkie jasne miejsca sięgnęłam z kilku powodów, po pierwsze skuszona zakończeniem sesji i chęcią wyrwania dla siebie chwili relaksu w postaci lekkiej literatury. Po drugie, już dwukrotnie obejrzałam adaptację filmową, która definitywnie pozwoliła mi pozbyć się złudzeń - tą książkę po prostu musiałam przeczytać. Wykorzystując ostatnie wolne dni i oddając się błogiej przyjemności czytania, pochłonęłam powieść Jennifer Niven znacznie szybciej, niżbym sobie tego życzyła.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Violet Markey po śmierci starszej siostry jest przekonana, że straciła wszystko. Nieustannie więc odznacza każdy dzień w kalendarzu, wyczekując rozpoczęcia wakacji i rozpoczęcia studiów. Żyjąca przeszłością Violet marzy o opuszczeniu Indiany. Finch natomiast desperacko próbuje ją zatrzymać, zmuszając ją do wyjścia ze swojej skorupy. Jednak w miarę upływu wspólnie spędzony czas dla Violet na nowo zyskuje barwy, a świat Theodore Fincha, chłopaka zafascynowanego śmiercią, stopniowo zaczyna się szarzyć i kurczyć. Obecność Fincha na wieży tamtego pamiętnego dnia, okazała się być dla Violet zbawieniem lecz czy to wystarczy, aby ocalić jego? 

- opis własny!

Czas po sesji to moment, kiedy ma się ochotę sięgnąć po coś na wskroś lekkiego, dowcipnego i napisanego z humorem. Choć Wszystkie jasne miejsca niekoniecznie możnaby zaliczyć do gatunku "lekkich powieści", to jednak niewątpliwie widać w niej echo optymizmu, a ja akurat tego poszukiwałam. Z racji tego, że przed sięgnięciem po pierwowzór obejrzałam już dwukrotnie filmową adaptację, wiedziałam już w jaki sposób ta historia się skończy. Z drugiej strony, mocno ciągnęło mnie, żeby wypróbować prozatorskie zdolności Niven w praktyce, a będąc świeżo po filmie, mogłam pewne sceny filmowe odtwarzać w głowie, nie wspominając o postaciach, które dysponowały już przysłowiowo "krwią i kośćmi".

Jesteś wszystkimi kolorami jednocześnie, w największej ich jaskrawości.

Young Adult, poruszające problematykę tzw. "sytuacji trudnych", osiągnęło już taki stopień popularności, że w zasadzie ciężko mówić o efekcie "wow". Wszystkie jasne miejsca pod względem fabularnym nie są od tego wyjątkiem, aczkolwiek w książce Niven motyw ten został rozbudowany o kolejne warstwy, do których Czytelnik musi dotrzeć. Niewątpliwie jednak złożona i bogato rozbudowana tematyka książki sprawia, że jej wymowa staje się o wiele głębsza. Autorka bynajmniej nie poprzestaje wyłącznie na jednej "warstwie problemowej", ale stopniowo zagłębia się w coraz mroczniejsze meandry. Samobójstwo, fascynacja śmiercią to tylko warstwa powierzchniowa, gdyż prawdziwy problem leży znacznie głębiej, lecz wszyscy, a niestety, szczególnie Ci najbliżsi, jedynie odwracają wzrok. A prowokujące działania są jedynie krzykiem rozpaczy i wołaniem o wsparcie, pomoc. Wciągnąć się w historię Niven jest niebywale łatwo, znacznie trudniej jest o niej zapomnieć.

Pod względem akcji, we Wszystkich jasnych miejscach już od samego początku sporo się dzieje, co definitywnie przemawia na korzyść tej książki. Autorka w żadnym razie nie osładza Czytelnikowi realiów powieści, ale już od pierwszej sceny zapowiada, że nastolatkowie będą musieli zmierzyć się z własnymi lękami i wątpliwościami, co wcale nie będzie takie proste. Podczas lektury nie brakuje momentów, kiedy odbiorca zastanawia się czy Violet i Finch przekroczyli już jakiś moment graniczny. Szkolna podróż po Indianie celem zrealizowania projektu z geografii staje się wyprawą, podczas której bohaterowie na nowo będą musieli zdać sobie sprawę, co tak naprawdę jest dla nich ważne.

Byłaś pod każdym względem wszystkim, czym można być. [...] Gdyby ktokolwiek mógł mnie uratować, byłabyś to Ty.

Jennifer Niven ma wyborny talent do kreowania specyficznego klimatu, gdzie przeplatają się rozmaite wątki. Począwszy od misternie zarysowanej narracji, gdzie wyeksponowane zostały nie tylko przepiękne opisy urokliwych miejsc Indiany, ale również precyzyjne wniknięcia w psychikę głównych bohaterów. Wszystko to razem tworzy niepowtarzalny klimat tej serii. We Wszystkie jasne miejsca wkrada się nutka melancholii i gorzkiej refleksji przez sprawy, z jakimi muszą zmierzyć się Theodore i Violet, jednakże oprócz tego książka ta niesie ze sobą promyk nadziei na lepszą przyszłość. Olbrzymim walorem, który sprawia, że klimat tej książki jest tak niepowtarzalny i bez cienia wątpliwości trafia do serca Czytelnika są emocje i uczucia, które zostały wspaniale wyeksponowane i idealnie korespondują z bogatymi pisami. Dzięki temu Wszystkie jasne miejsca stają się książką, która opowiada o życiu bez zbędnych upiększeń, a obrazuje to, co trudne i na wskroś realne.

Autorka tworząc tak niesamowicie pieczołowicie dopracowany klimat, z pewnością udowodniła już, że potrafi pisać i to fenomenalnie! Wszystkie jasne miejsca czyta się niezwykle płynnie i lekko, dlatego też podczas lektury wcale "nie czuć wagi" niemal 500 stron, jakie liczy ta pozycja. Wartka i wciągająca akcja, a przy tym niebanalny klimat sprawiają, że przez Wszystkie jasne miejsca po prostu się płynie. Co więcej, autorka pokusiła się o dość ciekawe, choć nienowatorskie rozwiązanie rozbijając powieść na dwa głosy, gdzie kolejno przeplatają się narracje z punktu widzenia Violet i Fincha. Było to bardzo dobre zagranie, zważywszy na to, jak bardzo ta dwójka różni się obok siebie. Co ciekawe, momenty, w których inni bohaterowie wypowiadają się o głównej parze, najsilniej uświadamiają, że problemy natury psychicznej u nastolatków pozostają nie tylko przysłowiowo "zamiecione pod dywan", ale stają się tematem drwin, docinek i apatycznej bierności. Dzięki temu, mogłam być świadkiem tego, jak bardzo Violet i Finch czują się samotni, nierozumiani i zagubieni. Szczególnie dotyczy to Fincha, któremu po prostu nie sposób było nie współczuć.

Bohaterowie wykreowani przez Jennifer Niven są postaciami na wskroś realistycznymi, autentyczności absolutnie nie odbiera im fakt, że muszą stawić czoła rzeczywistości, która prawie ich pokonała. Niven jako psycholożka ewidentnie wykorzystała w książce większość swojej psychologicznej wiedzy, nie wspominając zresztą o telefonach zaufania, czy opisach działania terapii oraz grup wsparcia. Wszystko to wpływa pozytywnie na kreację głównych bohaterów, jest próbą niesienia im pomocy, a zarazem niezwykle prostym przekazem, że nie pozostają z tym problemem sami, nawet jeżeli tak czują. Niven wplotła w przemianę Violet i okresy regresu i progresu zachowań Fincha spore dawki wyniesionej ze studiów psychologicznej wiedzy, co niezwykle wartościująco wpływa na mój odbiór tej książki. Sprawia również, że z bohaterami łatwiej jest się utożsamiać, bowiem nie są to wyłącznie papierowe i puste postacie. Osobiście, bardzo polubiłam tak silną Violet, jak i zagubionego w swoim świecie Fincha, gdyż każdy z nich miał coś bardzo ważnego do przekazania Czytelnikowi. Wszystkie jasne miejsca to powieść, która ewidentnie zostawia ślad i jestem pewna, że kiedyś na pewno powrócę do prozy Niven, a być może sięgnę po kolejne dzieło jej autorstwa.

Płynę, cała w złocie, już nieuczepiona dna. Czuję, jak rodzi się we mnie tysiąc zdolności.

Podsumowując, Wszystkie jasne miejsca to dobra powieść, taka, której nie chce odłożyć się na półkę, a przy tym klimatycznie idealna na wiosenną porę roku. To przykład książki, dla której warto zagospodarować sobie czas i chwilę refleksji, gdyż poruszane przez nią kwestie wymagają przeanalizowania. Niesamowicie ciepła i przyjazna powieść, a przy tym odważnie poruszająca kwestie zdrowia psychicznego, utraty i żałoby, samobójstwa, spraw, o których należy mówić! Niven, tak jak już wspominałam, puszcza jednak do Czytelnika oko, bowiem po każdym cierpieniu nadchodzą lepsze czasy, trzeba jedynie odkryć w sobie nadzieję!

Ci, którzy mnie znają i czytają tego bloga od dawna wiedzą, że nie przepuszczę okazji by zrecenzować i polecić książkę, która dotyka ważnych tematów z zakresu psychologii. I nie byłabym sobą, gdybym nie złożyła tej aklamacji "tak" dla Wszystkich jasnych miejsc Jennifer Niven! Powieść napisana z myślą o spopularyzowaniu wiadomości z zakresu zdrowia psychicznego została napisana z myślą o młodzieży wkraczającej w dorosłość, ja jednak myślę, że jest to powieść bardziej dla dorosłych już ludzi (w końcu sama czytam ją jako osoba dorosła), gdyż młodsi mogliby po prostu się w niej nie odnaleźć. Niemniej, jest to książka z pewnością godna polecenia! Polecam jedynie zarezerwować sobie na nią pewną dawkę czasu.

Moja ocena: 9/10.:)

Czytaj dalej »
on 16 marca 0
Podziel się!
Etykiety
obyczajowe, romans, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

11 marca

Podsumowanie Lutego 2022

Luty był zasadniczo bardzo pracowitym miesiącem, nie tylko ze względu na sesję, ale także pisanie ostatnich prac i projektów, czytanie literatury związanej z pracą licencjacką. Po szczęśliwie zdanej sesji i mojej dumie z powodu osiągniętych wyników, udało mi się znaleźć chwilkę na przeczytanie kilku pozycji z gatunku tych "dla przyjemności". Mogłam również pozwolić sobie na obejrzenie satysfakcjonującej mnie koreańskiej dramy. To wszystko sprawia, iż miesiąc luty mogę definitywnie określić miesiącem udanym pod względem literacko-kulturowym.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Tak, jak pisałam wcześniej, z racji sesji innych aspektów, w lutym udało mi się przeczytać 3 książki oraz rozpocząć 2 kolejne, co daje w sumie 5 pozycji. Miniony już miesiąc rozpoczęłam od pierwszej pozycji licencjackiej, czyli Małego życia, Hanyi Yanaghiary, o którym można przeczytać recenzję <tutaj>. Przyznam szczerze, że mam dość podobne odczucia względem tej pozycji, jak kilka lat temu, współczuję Jude'owi, jednak rozumiem zarazem (a przynajmniej próbuję zrozumieć) ogrom cierpienia i traumę, z jaką ten musiał się borykać - patrząc już z bardziej doszlifowanego psychologicznego oka. Kolejną pozycją, po którą sięgnęłam w lutym była zdecydowanie najbardziej optymistyczną książką, jaką miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie, czyli Klara i Słońce pióra Kazuo Ishiguro, o której można przeczytać <tutaj>. Znając już dość dobrze styl tego pisarza, mniej więcej wiedziałam, czego mogę oczekiwać pod względem języka. Niemniej jednak byłam autentycznie zachwycona optymizmem Klary, jej spokojem i bezwzględną akceptacją tego, co ją spotkało. Klara i Słońce to niewątpliwie książka, która zasługuje na miano "Najlepszej Książki Miesiąca"! W następnej kolejności sięgnęłam po Łzy Mai autorstwa Martyny Raduchowskiej, która również okazała się być dobrą pozycją i z pewnością chętnie sięgnę po kontynuację! Recenzję o tej książce można znaleźć <tutaj>. Ostatnimi pozycjami, po które sięgnęłam w lutym były następne moje licencjackie książki, czyli Cień wiatru Carlosa Ruiza Zafóna, o której recenzję można znaleźć <tutaj> oraz Cztery miłości C.S. Lewisa. Nie muszę chyba przypominać stałym odwiedzającym bloga, jak wielką miłością darzę Zafóna i wszystkie jego książki!
W lutym - drugim miesiącu 2022 roku przeczytałam następujące 5 pozycji:
  • Małe życie, Hanya Yanagihara <recenzja>
  • Klara i Słońce, Kazuo Ishiguro <recenzja>
  • Łzy Mai, Martyna Raduchowska <recenzja>
  • Cień wiatru, Carlos Ruiz Zafón <recenzja>
  • Cztery miłości, C.S. Lewis.
Tak, jak pisałam wcześniej, tylko jeden tytuł w tym miesiącu pretenduje do miana "Najlepszej Książki Miesiąca", a jest nim Klara i Słońce pióra Kazuo Ishiguro!
  • Klara i Słońce, Kazuo Ishiguro <recenzja>
Klara i Słońce to jedna z tych książek, o których tak łatwo nie da się zapomnieć! To pozycja tak ciepła i tak głęboko dotykająca serca, że przypomina balsam lub ciepły koc, którym można się otulić, aby dodać sobie otuchy. Kazuo Ishiguro otula Czytelnika przynosząc mu nadzieję i rozgrzewając lepiej niż gorąca herbata czy nawet kawa!

Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o pretendenta do tytułu "Najgorszej Książki Miesiąca" to w przypadku minionego już miesiąca po prostu nie ma książki, którą mogłabym określić mianem "Najgorszej". Tak więc pozwolę sobie zostawić tą kategorię bez odpowiedzi.

CO W MARCU 2022?

Przyznam szczerze, że marzec będzie zasadniczo miesiącem, w którym będę chciała skoncentrować się w pełni na pisaniu pracy licencjackiej, aby móc się spokojnie bronić w czerwcu lub na początku lipca, a przynajmniej taki mam zamiar i plan. Oznacza to, że można liczyć na sporą dawkę recenzji w tym miesiącu i to nie tylko z dziedziny literatury! Przyszedł bowiem czas na tradycyjne zestawienie kulturowe seriali, które w ostatnim czasie obejrzałam, a którego publikacji można się spodziewać już niebawem! 

Przede wszystkim planuję póki co, skończyć czytać Cień wiatru Zafona i w następnej kolejności przejść do następnych części serii Cmentarza Zapomnianych Książek (Gra anioła, Więzień nieba, Labirynt duchów), a także chciałabym skończyć Cztery miłości C.S. Lewisa. Na początku marca udało mi się już przeczytać Wszystkie jasne miejsca Jennifer Niven i na dniach można spodziewać się już recenzji! Nie jestem wprawdzie pewna czy mi się to uda, ale chciałabym też sięgnąć po jakąś krótką pozycję jak: Opowieści podręcznej Margaret Atwood, Wyznanie maski Yukio Mishimy lub Dziewczynę z konbini Sayaki Murata - kto wie, na którą padnie. :)


Czytaj dalej »
on 11 marca 0
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty

08 marca

"Łzy Mai" - Martyna Raduchowska

Twórczość Martyny Raduchowskiej nie jest mi obca za sprawą Szamanki od umarlaków oraz Demona Luster, o których zresztą pisałam już na blogu (odsyłam do Spisu w razie czego). O ile jednak w tamtejszych powieściach dominowała konwencja słowiańskiego folkloru i fantasy, o tyle jednak w przypadku Łez Mai pierwsze skrzypce gra unikatowy w twórczości polskiej pisarki gatunek cyberpunku i transhumanizmu. We Łzach Mai nie ma ani odrobiny humoru, tak silnie obecnego w poprzednio wspomnianym cyklu, co dodatkowo nadaje futurystycznej wizji Raduchowskiej, powagi. Nie oznacza to wcale, że jest to zła powieść, po prostu drastycznie różni się od tradycyjnych wątków wykorzystywanych przez psycholog kryminalną.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Futurystyczna wizja przyszłości, gdzie obecność androidów jest na porządku dziennym, a przy tym dość często sprawdzają się one w policji. Technologia wykorzystywana jest na szeroką skalę - sztuczne organy, neuroimplanty, możliwość upgarde'owania zarówno ludzkiego ciała, jak i umysłu. Takie rozwiązania przypadają jednak tym, których na to stać. Biedniejsi obywatele New Horizon muszą zadowolić się reinforsyną, która jednak stosowana przez dłuższy czas powoduje szaleństwo. Niemniej, dla ludzi jest to szansa na uzyskanie miana geniusza, z kolei dla androidów, to często jedyna szansa na odczuwanie emocji. Jared Quinn opiera się jednak wszelkiej technologii, a już zwłaszcza po Buncie, kiedy to zdradziła  go własna Replikantka, a on sam musiał zostać poddany cyborgizacji. Gdy wraca do policji, jego pierwszym zleceniem jest odnalezienie mordercy, a tam, gdzie technologia zawodzi, potrzebny jest ludzki geniusz.
- opis własny (rzecz jasna).
Przyznam szczerze, że pomimo faktu przywyknięcia do humorystycznego stylu Raduchowskiej, zarówno jej nowy styl pisarski, jak i futurystyczny motyw mocno przypadły mi do gustu. Widać w tym pewien powiew świeżości, pisarka na pewno posłużyła się wiedzą ze studiów psychologii kryminalnej, dzięki czemu ta powieść jest niezwykle dopracowana. Choć Łzy Mai to dopiero pierwszy tom serii, to jestem przekonana, że gdy tylko znajdę chwilę czasu, sięgnę po kolejną część, czyli Spektrum - gdzie główną narratorką jest właśnie Maya. Łzy Mai to nowy rodzaj prozy polskiej pisarki, która niewątpliwie wybija się na polskim rynku wydawniczym i to nie tylko ze względu na motyw futurystyczny. Raduchowska w pełni zasłużyła na oferowane jej uznanie, a Łzy Mai to książka, z którą niewątpliwie warto się zapoznać!

Białe gołębie zabierają dusze do krainy umarłych... A co z Mayą? Jak trafi do lepszego świata bez duszy?...- Po nas przylatują inne ptaki. Wielkie czarne kruki.

Pod względem koncepcji fabularnej Łzy Mai przypominają mi nieco futurystyczną wizję Orewlla połączonego z Huxleyem, z tym, że brakuje motywu inwigilacji obywateli wysuniętego definitywnie na pierwszy plan. Mimo tego, wszechobecna technologia mająca ulepszać ludzkie życie jest tutaj na porządku dziennym, co więcej w bardzo zaawansowanym stopniu. Począwszy od "latających samochodów-statków", skończywszy idei transhumanistycznej zakładającej przecież cyborgizację człowieka (sztuczne organy, egzoszkielety, neuroimplanty). Oczywiście jednak wątkiem głównym pozostają androidy, które ewidentnie walczą o tą jedyną rzecz, której ludzie im odmówili. O reinforsynę, która w przypadku droidów pozwala im uczyć się ludzkich emocji. Raduchowska śmiało i z tupetem stawia pytanie czy można nauczyć robota czuć, czy można nauczyć go emocji, skoro już i tak do złudzenia przypominają ludzi? Wątpliwość ta znajduje swoje odzwierciedlenie w postaci Quinna, lecz w tym przypadku należałoby to raczej wiązać z traumatycznymi przeżyciami po Buncie, kiedy Maya okazała się być zdrajczynią. Polska pisarka stworzyła niebanalną, futurystyczną wizję świata, gdzie motyw tożsamości silnie zaznacza swoją obecność. Z kolei konieczność złapania mordercy bez wykorzystania tak obecnej w książce technologii sprawia, że wątki te złożone razem tworzą wręcz epickie połączenie, a od lektury naprawdę ciężko jest się oderwać!

Biosyntetyki to nasze zwierciadlane odbicia, nic więcej. Wyglądają tak samo jak My, zachowują się identycznie, ale brakuje im głębi. Są zupełnie płaskie, puste w środku i zimne jak lustra, w których się przeglądamy. Gdyby nie my, nie wiedziałyby, jaką maskę mają włożyć. Jesteśmy dla nich wzorami.

Łzy Mai to z powodzeniem ten rodzaj powieści, gdzie akcji z pewnością nie brakuje. Dodatkowo motyw kryminalistyczny połączony z wątkiem szeroko stosowanej technologii podtrzymuje napięcie i zachwyt, które ogarniają Czytelnika już od pierwszej strony. Choć próżno tu szukać specyficznego rysu humorystycznego Raduchowskiej, z  pewnością nie brakuje ekscytacji, bądź co bądź, zagadka, którą musi rozwikłać Jared jest co najmniej trudna, a przy tym jej rozwiązanie zaskakuje. Jeśli chodzi o element zaskoczenia, polska pisarka spisała się na medal!

Martynie Raduchowskiej z pewnością nie brakuje umiejętności kreowania klimatu i snucia plastycznych opisów scenerii. Wydzierająca z każdej strony technologia wydaje się być niemal namacalna. A co więcej, motyw poszukiwania człowieczeństwa tworzy siny kontrast zważywszy na modernizację na tak szeroką skalę. Paradoksalnie, to właśnie Maya w swoim dążeniu do zrozumienia ludzkich postaw poprzez zażywanie reinforsyny niekiedy staje się najbardziej ludzką postacią.

Odkąd istnieję, pragnę być taka jak ty. (...) Taką mnie stworzono. Na wasz obraz i podobieństwo. Pełną empatii i zrozumienia dla ludzkiej natury, a przy tym niezdolną do przezywania ludzkich emocji.(...) Umiem udawać je wszystkie, ale nie mogę ich prawdziwie doświadczyć.(...) Sprawiliście, żebym niczego nie pragnęła bardziej, a jednocześnie odmówiliście mi tej jedynej rzeczy, która może mnie uczynić jedną z Was.

Z racji tego, że miałam już styczność z prozą Raduchowskiej, zdaję sobie sprawę, iż posiada ona styl, który gwarantuje, że od jej powieści naprawdę nie sposób się oderwać. Niezwykle plastyczny i silnie sugestywny język sprawiają, że poprzez powieść dosłownie się płynie, a po jej zakończeniu nachodzi ochota na więcej. Martyna Raduchowska dobrze wie, jak zaciekawić Czytelnika, a co więcej - jak utrzymać jego zainteresowanie lekturą na względnie stałym poziomie. Jej książki po prostu się pochłania, i to w nadmiernych ilościach!

Bohaterowie Łez Mai zostali wykreowani niezwykle realistycznie, a przez to również ciekawie. Nie ulega jednak wątpliwości, że postacią, która budzi największą ciekawość jest w tym wypadku Maya, Replikantka, która zdradziła swego porucznika. Pomimo faktu bycia androidem czy może właśnie z tego powodu, wykazuje się olbrzymią inteligencją, a przy tym kieruje nią chęć nie wymazania swoich win, ile potrzeba zrozumienia - zrozumienia ludzkich emocji. Wyróżnia się w tym niebywałą determinacją i zdecydowaniem, za  co naprawdę szczerze ją podziwiam. Już nie mogę się doczekać Spektrum, w którym będzie dominowała wyłącznie jej perspektywa!

Łzy Mai były wszędzie (...) – Tak wygląda smutek – poinformowała go replikantka. (...) - A tak nadzieja.

Podsumowując, Łzy Mai to bardzo dobry przykład kryminalnej prozy, gdzie pędząca galopem akcja z pewnością nie pozwala się nudzić. Nie bez znaczenia pozostaje również wydźwięk utworu, przyszłość, w której wykorzystywane będą androidy jest w gruncie rzeczy niezwykle prawdopodobna. W tym względzie warto mieć na uwadze ostrożność i sceptyzm Jareda Quinna i nie ufać zbytnio technologii, ale też jej nie przekreślać. Szczerze nie mogę się doczekać sięgnięcia po Spektrum, chcę jednak dać sobie czas na odetchnięcie po Łzach Mai, tak aby ponownie móc poczuć tą ekscytację.
Choć pozornie Łzy Mai wydają się być lekką i odprężającą powieścią, książka ta podejmuje szereg ważnych i aktualnych problemów, co to znaczy być człowiekiem? Jakie znaczenie powinna mieć dla nas technologia? Są to pytania, które warto sobie zadać i nie sposób ich zignorować podczas lektury, a przynajmniej jeśli jest się świadomym Czytelnikiem. Studenci psychologii bądź kryminologii powinni być zachwyceni Łzami Mai, podobnie zresztą jak informatycy i studenci literaturoznawstwa. Polecam serdecznie, na pewno nie będziecie zawiedzeni!
Moja ocena: 10/10. :)
 

Czytaj dalej »
on 08 marca 4
Podziel się!
Etykiety
androidy, DYSTOPIA, fantasy, psychologiczne, science-fiction
Nowsze posty
Starsze posty

07 marca

"Klara i Słońce" - Kazuo Ishiguro

Z twórczością Kazuo Ishiguro miałam przyjemność spotkać się już wcześniej, przy okazji lektury Nie opuszczaj mnie, której treść niezwykle mnie poruszyła. Podobne nadzieje wiązałam więc z kolejnym spotkaniem z japońskim pisarzem i jak się okazało, moja intuicja i tym razem mnie nie zawiodła! Klara i Słońce to powieść pod wieloma względami nietuzinkowa, a przy tym silnie zapadająca w pamięć. Nowatorstwem jest uczynienie narratorki postacią Androida, który choć nie jest najnowszej generacji, posiada jednak szereg innych zalet, w tym empatię. A to tylko wstępne zaproszenie do zapoznania się z walorami jakie posiada Klara i Słońce pióra Ishiguro.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Klara to Sztuczna Przyjaciółka, android, który w zamierzeniu twórców  ma odgrywać rolę najlepszego przyjaciela nastoletniego dziecka. Bohaterka powieści codziennie wyczekuje w sklepowej witrynie nabywcy, który zechce ją nabyć, po to, aby mogła ona jak najlepiej służyć i wspierać nastolatkę, dla której zostanie zakupiona. Jednocześnie uczy się obserwować ludzkie reakcje oraz poznaje towarzyszące im emocje. Gdy spotyka Josie, wie, że wykorzysta wszystkie swoje zdolności, aby jak najlepiej wspierać dziewczynkę - a nie będzie to łatwe zadanie.
- opis własny oczywiście!
Kazuo Ishiguro to pisarz, który jak nikt inny wie, jak operować piórem w taki sposób by pozostawić słowa w sercu i umyśle Czytelnika. Niespotykany zmysł wrażliwości zdecydowanie przebija się w jego twórczości, widać to już w Nie opuszczaj mnie. Z kolei Klara i Słońce to jeszcze bardziej wnikliwe dzieło, które choć podobnie jak wcześniejsza książka podejmuje tematykę samotności i filozofii egzystencjalnej, jeszcze bardziej eksponuje wnikliwość stawianych pytań. Nie ukrywam, iż jestem najzwyczajniej w świecie pozytywnie oszołomiona sposobem pisania Ishiguro, którego twórczość bez wątpienia pokochałam całym sercem.

Niewątpliwie jednym z największych walorów, za które muszę pochwalić tą powieść, jest koncept fabularny. Ishiguro wprawdzie nie posłużył się zbyt nowym pomysłem, wszak tematyka androidów w literaturze już od dawna z powodzeniem figuruje. W tym przypadku istotniejsze jest jednak to, że Klara do pewnego stopnia dysponuje dość szerokim wachlarzem percepcyjnym, uczy się w sposób naturalny przyswajać ludzkie emocje wykorzystując do tego swój niesamowity zmysł obserwacji. Znakomicie oddają to opisy rozmyślań Klary, co już wskazuje na rozwiniętą samoświadomość u androida, a przy tym w niezawodny sposób skłaniają do introspekcji i samorefleksji. Zaskakującym pomysłem okazała się również idea, jaką Ishiguro z powodzeniem hołduje, technologia wykorzystywana po to, aby pomagać nastolatkom wyzbyć się poczucia samotności. Pisarz nie boi się poruszać tematów egzystencjalnych zahaczających o rozważania dotyczące tego w jakim kierunku zmierza technologia, czy status ekonomiczny może definiować przynależność do określonej klasy społecznej. I wreszcie, jaką rolę w tym nowym świecie odgrywałyby emocje - Klara jako androidka paradoksalnie posiada znacznie lepiej rozwinięty zmysł empatii niż niejeden ludzki bohater tej powieści.

Z racji tego, iż miałam już możliwość zapoznania się z twórczością Kazuo Ishiguro, mniej więcej wiedziałam, że na jakąkolwiek dynamiczną akcję w jego literaturze nie ma co liczyć. Ishiguro skrupulatnie i z prawdziwym zaangażowaniem skupia się na wywołaniu poczucia delikatnego niepokoju, a zarazem uczucia nadziei, które ogarnia Czytelnika w trakcie lektury. Sprawia to, że akcja jest stonowana, wypełniona po brzegi opisami (w większości są to introspekcje lub opisy rzeczywistości). W przeciwieństwie do typowych twórców rozmiłowanych w fantastyce futurystycznej, spokojna i pozbawiona dynamiki akcja pozwala na spojrzenie na najnowocześniejszą technologię z nieco innej perspektywy - nie w znaczeniu szaleńczej pogoni za wynalazkami technologicznymi, ile za wartościami, które zostały zepchnięte na dalszy plan. Delikatna nuta swoistego niepokoju i sympatii wobec głównej bohaterki zmusza jednak do przewracania kolejnych stron, gdyż proza Ishiguro definitywnie przyciąga swoją subtelnością.

Bądź jutro tak samo wspaniała, jak byłaś dzisiaj.

Klimat, jaki stworzył Ishiguro okraszony jest tą samą nutą melancholii, którą można znaleźć w Nie opuszczaj mnie. Jednakże w przypadku Klary i Słońca, autor pokusił się o rzucenie nieco bardziej otwartego spojrzenia. Nieprzejednany optymizm Klary sprawia więc, że nie sposób się nie uśmiechnąć czytając tą książkę. W tle jednakże nadal tkwi wspomniany już wcześniej delikatny niepokój, który zdaje się być nieodzownym elementem kreacji klimatu w wykonaniu pisarza. Niemniej, Klara i Słońce to bardzo ciepła i niezwykle pozytywna pozycja, która z powodzeniem podnosi na duchu niczym gorący kubek świeżo zaparzonej kawy.

Kazuo Ishiguro jak nikt inny potrafi pisać w sposób introspektywny, co sprawia, że podczas lektury nie sposób jest nie zastanawiać się nad przeżywanymi emocjami, nie próbować ich nie analizować. To się po prostu dzieje. Optymizm Klary oraz jej niesamowicie wyczulony zmysł obserwacji świadczą o wnikliwości i wielkiej wrażliwości autora. Klara i Słońce to niewątpliwie ta pozycja, przy której warto zatrzymać się na dłużej, nasycić serce słowami, które są niezwykle subiektywne i głębokie. Uczucia, jakie towarzyszą Czytelnikowi podczas lektury pozostają z nim na długo po odłożeniu książki.

Bohaterowie Klary i Słońca to postacie z pewnością nietuzinkowe, zważywszy przy tym na oczywistą rozbieżność - część z nich to postacie ludzkie, natomiast drugą połowę stanowią różnej maści androidy. Ewidentnie jednak można wyróżnić taką trójkę głównych bohaterów, Ricka i Josie oraz oczywiście Klarę. Choć postacie ludzkie z pewnością nie zostały pozbawione głębi, a ich charakterystyka była mocno wiarygodna, to jednak na pierwszy plan wysuwa się introspekcja Klary, będącej przecież androidką. Tak jak wielokrotnie wspominałam, Klara została obdarzona przez niecodzienną pośród androidów, zdolnością obserwacji, która pozwalała jej w sposób naturalny uczyć się i poznawać ludzkie emocje. Wysoka samoświadomość Klary, jej empatia, ciepło i niezrównany optymizm przy absolutnej świadomości własnych wad czynią z niej bohaterkę, z którą łatwo się utożsamić, i która paradoksalnie - momentami wydaje się najbardziej ludzka w porównaniu do innych bohaterów. Przyznaję, pokochałam Klarę całym moim sercem!

Wszyscy mamy gorsze dni. Ale w porównaniu z tym co mieliśmy przedtem, czujemy, jakbyśmy dopiero teraz... żyli pełnią życia.

Reasumując, Klara i Słońce to pozycja na wskroś wybitna, taka, która zmusza do postawienia sobie pytań: jaka naprawdę jestem? Czego pragnę? Ishiguro zachęca Czytelnika do zajrzenia wgłąb siebie celem zwolnienia i samopoznania, dostrzeżenia możliwości radowania się z rzeczy małych i pozornie nieistotnych. Prawdziwie optymistyczna książka, po którą warto sięgnąć! A, co ważniejsze dość aktualna zważywszy na obecne czasy.
Nie jestem w stanie wskazać kogokolwiek, kto mógłby nie lubić twórczości Ishiguro - jego książki otulają ciepłem niczym koc. Jeśli dodać do tego pełny kubek ulubionego napoju oraz ulubioną książkę, to właśnie jest to stan, który najmocniej uwydatnia się w prozie tego japońskiego pisarza - spokój, akceptacja, ciepło, otucha i nadzieja. Polecam serdecznie, szczególnie dla dojrzałych Czytelników potrafiących docenić wysiłek pisarza, jego wnikliwość i wrażliwość. Słowem - nie da się spłycić przekazu płynącego z książki ani też przejść obok niej obojętnie. Klara i Słońce to zbyt dobra książka!

Moja ocena: 10/10. :)
Czytaj dalej »
on 07 marca 2
Podziel się!
Etykiety
Japonia, klasyk, obyczajowe
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O AUTORCE

O AUTORCE
27 - letnia Magister Polonistyki-Literaturoznawstwa. Z zamiłowania książkoholiczka, literaturoznawczyni i blogerka, rysowniczka, a także miłośniczka języków obcych i azjatyckich dram. Kto wie, może i w przyszłości także pisarka? Możliwości jest mnóstwo! :) Aktualnie spełnia się dziennikarsko pracując w redakcji WUJ-a oraz współpracując z wydawnictwami jako recenzentka. Przyszła bibliotekarka i biblioterapeutka, która uczy się języka migowego.

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

BIBLIOTECZKA

https://lubimyczytac.pl/ksiegozbior/MiegxQJv6H

PRZECZYTANE

W tym roku chcę przeczytać...

W tym roku chcę przeczytać...
#Wyzwanie LC 2026#

Recenzje/Wpisy planowo

* "Żywe serce", Piotr Pawlukiewicz * "Genialne umysły", Jennifer Lynn Barnes * "Studium zatracenia", Ava Reid * "Burza", Sunya Mara * "Obiekty głębokiego nieba", Jakub Małecki Następne tytuły wpisów podam niebawem! :)

Znajdź mnie!

  • Lubimy Czytać
  • Strona na facebooku
  • Twitter
  • Instagram

Szukaj na tym blogu

Statystyka

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Obserwatorzy

Popularny post

  • Kącik serialowy: Moon Lovers: Scarlet Heart Reyo- magia księżyca
    Tytuł oryginalny:   달의 연인 – 보보경심 려 Tytuł (latynizacja):   Dalui Yeonin – Bobogyungsim Ryeo Tytuł (alternatywny):  Time Slip: Rye...
  • Kącik serialowy: Goblin, Guardian: The Lonely and Great God- potęga przeznaczenia
    Tytuł oryginalny:   도깨비 Tytuł (latynizacja):   Dokkaebi Tytuł (alternatywny):  Goblin: The Lonely and Great God Gatunek:   fantasy, m...
  • "Shinsekai Yori"- Yuusuke Kishi
    tytuł oryginału: 新世界より tłumaczenie: Z Nowego Świata wydawnictwo:  Kōdansha data wydania: 23 stycznia 2008 liczba stron:870 sło...

Archiwum

  • ▼  2026 (19)
    • ▼  sie 2026 (3)
      • Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ru...
      • "Powroty" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz
      • "Niewidzialne życie Addie LaRue" - Victoria E. Schwab
    • ►  lip 2026 (1)
    • ►  cze 2026 (3)
    • ►  maj 2026 (3)
    • ►  kwi 2026 (6)
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (2)
  • ►  2025 (13)
    • ►  wrz 2025 (1)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (4)
    • ►  lut 2025 (2)
  • ►  2024 (11)
    • ►  gru 2024 (1)
    • ►  lis 2024 (1)
    • ►  lip 2024 (1)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (2)
    • ►  kwi 2024 (2)
    • ►  mar 2024 (1)
    • ►  sty 2024 (2)
  • ►  2023 (31)
    • ►  gru 2023 (2)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (4)
    • ►  wrz 2023 (3)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (2)
    • ►  kwi 2023 (1)
    • ►  mar 2023 (5)
    • ►  lut 2023 (5)
    • ►  sty 2023 (1)
  • ►  2022 (46)
    • ►  gru 2022 (5)
    • ►  lis 2022 (4)
    • ►  paź 2022 (4)
    • ►  wrz 2022 (5)
    • ►  sie 2022 (6)
    • ►  lip 2022 (6)
    • ►  cze 2022 (1)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (3)
    • ►  mar 2022 (5)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (2)
  • ►  2021 (38)
    • ►  gru 2021 (2)
    • ►  lis 2021 (4)
    • ►  paź 2021 (3)
    • ►  wrz 2021 (3)
    • ►  sie 2021 (4)
    • ►  lip 2021 (4)
    • ►  cze 2021 (1)
    • ►  maj 2021 (2)
    • ►  kwi 2021 (2)
    • ►  mar 2021 (2)
    • ►  lut 2021 (6)
    • ►  sty 2021 (5)
  • ►  2020 (49)
    • ►  gru 2020 (3)
    • ►  lis 2020 (2)
    • ►  paź 2020 (4)
    • ►  wrz 2020 (4)
    • ►  sie 2020 (6)
    • ►  lip 2020 (5)
    • ►  cze 2020 (3)
    • ►  maj 2020 (2)
    • ►  kwi 2020 (5)
    • ►  mar 2020 (5)
    • ►  lut 2020 (6)
    • ►  sty 2020 (4)
  • ►  2019 (66)
    • ►  gru 2019 (6)
    • ►  lis 2019 (4)
    • ►  paź 2019 (5)
    • ►  wrz 2019 (9)
    • ►  sie 2019 (9)
    • ►  lip 2019 (6)
    • ►  cze 2019 (5)
    • ►  maj 2019 (6)
    • ►  kwi 2019 (2)
    • ►  mar 2019 (3)
    • ►  lut 2019 (5)
    • ►  sty 2019 (6)
  • ►  2018 (59)
    • ►  gru 2018 (5)
    • ►  lis 2018 (5)
    • ►  paź 2018 (7)
    • ►  wrz 2018 (9)
    • ►  sie 2018 (7)
    • ►  lip 2018 (3)
    • ►  cze 2018 (8)
    • ►  maj 2018 (2)
    • ►  kwi 2018 (2)
    • ►  mar 2018 (3)
    • ►  lut 2018 (3)
    • ►  sty 2018 (5)
  • ►  2017 (5)
    • ►  gru 2017 (4)
    • ►  lis 2017 (1)

Polecany post

Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ruchem Czystych Serc (relacja)

Napisz do mnie w sprawie recenzji/artykułu/wywiadu :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Etykiety

Japonia (13) King (3) Murakami (6) PLOTKARA (3) Zafon (5) anime (3) arabia (1) autobiografia (5) baśnie (22) dla nastolatków (24) drama (5) fantasy (66) historyczne (32) holocaust (1) klasyk (22) klasyka dla nastolatków (11) klasyka dziecięca (2) komedia- czarny humor (12) kultura słowiańska (5) medyczne (5) mit (3) miłość (39) obyczajowe (123) podsumowanie (81) postapo (23) psychologia (31) psychologiczne (49) romans (53) science-fiction (23) stosik książkowy (34) sztuka (4) tag (2) thiller (26) thriller (14) wojna (9) współczesność (104) zapowiedz (27) zwierzęta (3) świat komiksu (1) święta (5)

Nie kopiuj, szanuj cudzą własność!!!

Prawa Autorskie

Zabraniam kopiowania MOICH tekstów i zdjęć bez uprzedniego zezwolenia.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kradzież tekstów, czy zdjęć bez upoważnienia autora przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2-ch i/grzywnę.

Bardzo proszę o uszanowanie mojej pracy.

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Z Dziennika Książkoholiczki. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.