Z Dziennika Książkoholiczki

Strony

  • Strona główna
  • O mnie
  • KSIĄŻKI
  • Kącik serialowy
  • ZESTAWIENIA
  • Kontakt i Współpraca

01 października

Podsumowanie Sierpnia i Września 2023

Zarówno sierpień, jak i wrzesień minęły mi niesamowicie szybko i w zasadzie bardzo płynnie przeszłam z książek czytanych w jednym miesiącu na ten drugi. Z tego też powodu zdecydowałam się na podwójne podsumowanie zawierające w sobie obydwa te miesiące, czyli sierpień oraz wrzesień. W tym dość długim, bo aż dwumiesięcznym okresie przeczytałam całkiem sporo książek, a przy okazji odkryłam kilka literackich perełek, o czym zresztą będzie w tym wpisie. Jak się pewnie domyślacie, wspomniane miesiące były dość intensywne, spędzone w dużej mierze literacko, ale też pod znakiem opieki nad bratankami i siostrzeńcami oraz spotkań rodzinnych oraz krótkiej wycieczki do Torunia wraz z moją Przyjaciółką. Zanim się obejrzałam, wrzesień miał się już ku końcowi, a ja spędzałam wieczory na wycieczkach rowerowych, pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty i książkami. Dodatkowo, nadszedł już wtedy czas ogarnąć zajęcia, na które zamierzałam się zapisać w nadchodzącym Roku Akademickim.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Z serialowego światka, zakończyłam wychodzący na Netflixie serial Moje szczęśliwe małżeństwo, który bardzo ciepło wspominam oraz drugą ciekawą serię, Fena: Pirate Princess i na pewno we wpisie serialowym o obydwu tych produkcjach będzie mowa. Oprócz tego zaintrygował mnie tytuł Hibike! Euphonium, w który wciągnęłam się dość mocno i praktycznie połknęłam go w ostatnie dni wakacji. Kontynuowałam również pozostałe oglądane przeze mnie serie, w tym The Good Doctor oraz Heartstopper. Zdecydowanie jednak najważniejszym tytułem filmowym września był After 5. Na zawsze obejrzany na kinowym ekranie. Po recenzji pierwszej części książkowej serii After 1. Płomień pod moją skórą, o której pisałam już jakiś czas temu, tutaj, pewnie już wiecie, jak bardzo przepadam za tą serią. W nadchodzącym czasie mam zamiar ponownie przeczytać pozostałe 4 części i napisać analizę komparatystyczną o całości serii. Pod względem literackim, tak jak wspominałam w minionych miesiącach przeczytałam całkiem sporo książek, bo aż 17 z czego kilka z nich spokojnie mogłabym określić mianem "wyjątkowych" dla mnie pozycji. 
Sierpień rozpoczęłam pozycją autorstwa Jenny Han, Tego lata stałam się piękna względem, której miałam dość mieszane uczucia, co zresztą oddała moja recenzja, którą można odnaleźć tutaj. Na Lubimy Czytać, jak również na blogu ta książka otrzymała ode mnie zaledwie 5 gwiazdek, co kwalifikuje ją jako pozycję raczej przeciętną. W następnej kolejności postanowiłam kontynuować zaczętą w lipcu Alyssę i czary A.G. Howard, która całkiem mi się spodobała, na tyle zresztą, że oceniłam ją jako "bardzo dobrą". Nie żałuję jednak przerwy, jaką miałam w tej lekturze, gdyż była mi ona potrzebna, aby docenić specyficzne piękno tej książki, recenzję znajdziecie tutaj. Kolejną pozycją na mojej biblioteczce była pozycja potrzebna mi do mojej pracy magisterskiej, czyli Za niebieskimi drzwiami Marcina Szczygielskiego, z której zakończenia byłam autentycznie uradowana, gdyż była to książka na tyle specyficzna, że momentami dosłownie męczyłam się, aby ją dokończyć. Niemniej jednak było to ciekawe studium straumatyzowanej psychiki dziecka oraz tworzenia przez nie wyimaginowanych, fantastycznych światów, o czym można przeczytać tutaj. Kolejną sierpniową książką było najnowsze dzieło Jodi Picoult Szkoda, że Cię tu nie ma, która to pozycja zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie, była zupełnie odmienna od pozostałych książek tej autorki, jakie przeczytałam! Recenzję tej książki możecie przeczytać pod tym linkiem. Sierpień zakończyłam rozkoszując się opowieścią graficzną autorstwa Alice Oseman, a mowa oczywiście o serii Heartstopper, która doczekała się swojej adaptacji w postaci netflix'owego serialu. Przyznaję, że ta seria mocno mnie poruszyła, jest bowiem tak ciepła, że podczas lektury nie sposób się nie rozczulić nad rozkwitającą między bohaterami relacją. O Heartstopper pisałam tutaj. Ostatnią, a raczej przejściową pozycją między sierpniem a wrześniem, była króciutka koreańska nowela Ten, którego szukam pióra Bae Suah, pozycja względem której miałam czysto ambiwalentne uczucia. Recenzję można znaleźć pod tym linkiem od 07.10.2023!

  1. Tego lata stałam się piękna, Jenny Han <recenzja tutaj>;
  2. Alyssa i czary, A.G. Howard <recenzja tutaj>;
  3. Za niebieskimi drzwiami, Marcin Szczygielski <recenzja tutaj>;
  4. Szkoda, że Cię tu nie ma, Jodi Picoult <recenzja tutaj>;
  5. Heatrstopper, Alice Oseman <recenzja na dniach>;
  6. Ten, którego szukam, Bae Suah <recenzja na dniach>.
Tegoroczny wrzesień rozpoczęłam od pozycji, która mocno mnie intrygowała od jakiegoś czasu, czyli od Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak autorstwa Mai Angelou. Przyznaję, że jest to dość nietypowa książka, silnie naznaczona okrucieństwem różnorodnego kalibru, stąd też przez jakiś czas zbierałam się do recenzji zastanawiając się, co o niej napisać, tak, aby uchwycić wyjątkowość tej książki, co myślę ostatecznie mi się udało! Recenzję będzie można przeczytać tutaj. Jestem tą pozycją mocno poruszona i wiem, że pozostanie ona na długo w moim sercu. W następnej kolejności sięgnęłam po Na ostrym ogniu Elizabet Acevedo, o której można przeczytać pod tym linkiem. Sama lektura natomiast okazała się miłą odskocznią od surowego życia opisywanego w powieści Angelou, choć losy głównej bohaterki także nie były usłane różami. W moim odczuciu jest to książka idealna na podróż, na odstresowanie się, a na korzyść przemawiają również krótkie, acz gęsto rozłożone rozdziały. Następne przeczytane przeze mnie we wrześniu pozycje są dla mnie wyjątkowe, mowa bowiem o trylogii Pensjonatu Bluebell, autorstwa Denise Hunter, w skład której wchodzą: Jezioro tajemnic, Kropla błękitu oraz Jesienne niebo. Są to pozycje, które praktycznie przeczytałam jednym tchem, tak bardzo wciągnęłam się w historię rodzeństwa Bennettów! Hunter urzekła mnie lekkim piórem, ciekawymi, różnorodnymi bohaterami oraz wewnętrznym zmaganiom, jakie towarzyszyły absolutnie każdej postaci! Recenzja z tej serii planowana jest na 06.10.2023. Później przyszedł czas na obiecywane sobie dwie krótkie pozycje, czyli Lassie, wróć! Erica Knighta oraz Opowieści galicyjskie Andrzeja Stasiuka. O ile jednak, pierwsza historia mnie zachwyciła, o tyle druga wydawała się raczej przeciętna i wypadała dość blado. Przy okazji dokończyłam również Do syta Michała Cichego, z której to tak jak wspominałam w lipcowym podsumowaniu utrzymuję jak najbardziej pozytywne wrażenia. Na recenzję tych trzech krótkich pozycji zapraszam 07.10.2023. Na wrześniowej biblioteczce nie zabrakło również Muzy Koszmarów Laini Taylor, czyli kolejnej pozycji koniecznej do mojej pracy magisterskiej. Nad Marzycielem, jak i Muzą, cudownym językiem Taylor mogłabym się rozpływać bez końca, tak więc zapraszam tutaj na recenzję. Ostatnimi pozycjami września były Poczwarka Doroty Terakowskiej, pozycja, którą rozpoczęłam podczas wyjazdu do Torunia oraz Rachab, kobieta wiary autorstwa Francine Rivers. W planach mam jeszcze pozostałe tomy Rodowodu Łaski, czyli Batszeba, kobieta łaski oraz Maria, kobieta posłuszeństwa, zatem z tych trzech tomów prawdopodobnie zrobię wpis zbiorczy. Tym samym wrzesień zakończyłam z wynikiem 11 książek, co daje w sumie 17 pozycji przeczytanych w ciągu tych dwóch miesięcy! Jak dla mnie wspaniały wynik!
  1. Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak, Maya Angelou <recenzja tutaj>;
  2. Na ostrym ogniu, Elizabeth Acevedo <recenzja tutaj>
  3. Pensjonat Bluebell tom 1. Jezioro tajemnic, Denise Hunter <recenzja trylogii tutaj>;
  4. Pensjonat Bluebell tom 2. Kropla błękitu, Denise Hunter <recenzja trylogii tutaj>;
  5. Pensjonat Bluebell tom 3. Jesienne niebo, Denise Hunter <recenzja trylogii tutaj>;
  6. Lassie, wróć!, Eric Knight <recenzja niebawem!>;
  7. Opowieści galicyjskie, Andrzej Stasiuk <recenzja niebawem!>;
  8. Do syta, Michał Cichy <recenzja niebawem!>;
  9. Poczwarka, Dorota Terakowska <recenzja niebawem!>;
  10. Muza Koszmarów, Laini Taylor <recenzja tutaj>;
  11. Rachab, kobieta wiary, Francine Rivers <planowana recenzja zbiorcza!>

W przeciągu ostatnich dwóch miesięcy miałam przyjemność przeczytać naprawdę wiele, bo aż 17 wyjątkowych książek, jednakże moje czytelnicze serce bez wahania jako zwyciężczynię wskazuje Denise Hunter! Z chęcią postawiłabym tutaj jeszcze Heatstoppera Alice Oseman czy Szkoda, że Cię tu nie ma Jodi Picoult, jak również Muzę Koszmarów Laini Taylor, ale wiem, że bohaterami tych miesięcy są właściciele urokliwego pensjonatu Bluebell!
  • Trylogia Pensjonat Bluebell, Denise Hunter 
Czas spędzony z bohaterami serii Pensjonatu Bluebell był dla mnie okresem naprawdę niesamowitym, niezwykle ciepłym i poruszającym, a co ciekawe także idealnie nastrajającym na jesień i intensywny Rok Akademicki. Pokochałam wszystkich bohaterów, jakich stworzyła Hunter oraz doceniłam jej umiejętność łagodnego pokazywania aspektu wiary, tak kluczowego dla rodzeństwa Bennettów. Ta autorka potrafi pisać w sposób otwierający serce na małe, piękne i drobne, czasami nawet niezauważalne cudowne rzeczy dnia codziennego! W Bluebell spędziłam niezapomniane czytelnicze chwile i rozkoszowałam się muffinkami, o których w każdym tomie jest głośno, dlatego w końcu musiałam je upiec, a przy okazji poeksperymentowałam z wariantami przepisów. To niezaprzeczalna perełka tych miesięcy!


Przyznam szczerze, że dość trudno jest mi wybrać jednogłośnie idealnego kandydata do tego tytułu. W każdej z tych książek dostrzegałam bowiem pewne, ważne dla mnie aspekty, dlatego też być może będzie lepiej, jeśli pozostawię tę kategorię bez odpowiedzi.

CO W PAŹDZIERNIKU 2023?

Bardzo chciałabym móc powiedzieć, że wszystkie moje plany czytelnicze uda mi się zrealizować także w październiku, ale dobrze wiem, iż skupię się głównie na czytaniu pozycji do pracy magisterskiej, co oznacza, że na pewno można spodziewać się recenzji z Baśniowej opowieści Stephana Kinga oraz Poczwarki Doroty Terakowskiej! Podobnie można spodziewać się recenzji powieści Chłopki. Opowieść o naszych babkach autorstwa Joanny Kuciel-Frydyszak. Na pewno również dokończę wspomniane tytuły z dorobku Francine Rivers czyli Batszebę oraz Marię. W nadchodzącym roku akademickim czeka mnie inspirująca biblioteczka pozycji do przeczytania, więc mam przeczucie, że trafnie wybrałam i ułożyłam sobie zajęcia według moich zainteresowań badawczych. 

Chciałabym przeczytać którąś książkę Sue Monk Kidd, być może zdecyduję się na Sekretne życie pszczół lub Księgę tęsknot oraz pozycję autorstwa Taylor Jenkins Reid (myślałam o Siedmiu mężach Evelyn Hugo). Chciałabym również zapoznać się w końcu z Tatuażystą z Aushwitz Heatrher Morris oraz Co nas nie zabije Davida Lagercrantza czy Gdzie śpiewają raki Delli Owens oraz mam nadzieję, że uda mi się dokończyć Wysłanników śmierci Adama Krawczyka. Na razie jednak nie planuję konkretnych tytułów, a pozwalam, aby to czas, ochota i studia grały prym. 

  • Tatuażysta z Aushwitz, Hearther Morris;
  • Sekretne życie pszczół lub Księga tęsknot, Sue Monk Kidd;
  • Chłopki. Opowieść o naszych babkach, Joanna Kuciel-Frydryszak;
  • Batszeba, kobieta łaski, Francine Rivers;
  • Maria, kobieta posłuszeństwa, Francine Rivers;
  • Ponad wszystko, Nicole Yoon;
  • Siedmiu mężów Evelyn Hugo, Taylor Jenkis Reid;
  • Baśniowa opowieść, Stephen King;
  • Gdzie śpiewają raki, Delia Owens;
  • Co nas nie zabije, David Lagercrantz;
  • Wysłannicy Śmierci, Adam Krawczyk;
  • Arteterapia 2 tomy;
  • Dziewczynka w baśniowym lesie, P.Peju;
  • Dziecko zagubione w rzeczywistości, Alfred Brauner.
Czytaj dalej »
on 01 października 2
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty

22 września

"Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" - Maya Angelou

Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak Mai Angelou miałam na oku już od dłuższego czasu, jednak ochota właśnie na tego typu książkę naszła mnie dopiero teraz. Chyba po moich przygodach z powieścią Alyssa i czary A.G. Howard, o której pisałam tutaj potrzebowałam czegoś spokojniejszego i utrzymanego w bardziej refleksyjnych tonach. Dlatego też nie wahając się ani chwili dłużej, zabrałam się za powieść Angelou, która wciągnęła mnie na tyle, że w zasadzie weekend zleciał mi na poznawaniu jej biografii, co ciekawe, wielce interesującej. Kto, jak kto, ale Maya Angelou w tak znakomity sposób splata ze sobą wątki, a przy tym posiada ujmujący styl, że chwilami niemalże zapominałam, że jest to jej własna autobiografia.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak uznawana jest za powieść kanoniczną na temat czarnego feminizmu i została nominowana do National Book Award, przez ponad dwa lata nie schodziła z listy bestsellerów "New York Times'a". Angelou przejmująco opisała w niej swoje dzieciństwo, nie szczędząc szczegółów dorastania na południu Stanów Zjednoczonych w dzielnicy dla czarnoskórych. Trudne lata dorastania oraz traumatyczne przeżycia spędzone w Kalifornii u boku matki odcisnęły na Mai swoje piętno i sprawiły, że na pięć lat straciła głos. Nastoletnia ciąża stała się dla niej punktem wyjścia i próbą zmierzenia się ze sobą, a także własną przeszłością. Niniejsza powieść uznawana jest za symbol odwagi, ikonę walki o prawa czarnych kobiet, a także stanowi dowód na siłę odporności psychicznej. 

- opis własny

Sierpień zdecydowanie należał do takich miesięcy, gdzie głównie sięgałam po ambitniejszą literaturę, a co za tym idzie, po przeczytaniu pozycji pokroju Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak, potrzebowałam kilku dni na refleksję własnych odczuć względem niej oraz tego, co chciałabym o niej napisać. Zdecydowanie nie jest to powieść lekka, Angelou ujmująco opisuje przeżycia trudne i traumatyczne nie tylko na samą ich wagę, ale także z racji jej czarnego koloru skóry. Ostatnią powieścią z motywami afroamerykańskimi, która wzbudziła we mnie podobne odczucia była Umiłowana Toni Morisson, której recenzję można oczywiście znaleźć na blogu. Utrzymana w podobnym tonie, refleksyjna powieść na długo nie pozwalała mi o sobie zapomnieć, a na tym właśnie polega siła słów Angelou.

Pod względem fabularnym autorka bardzo sprawnie zarysowała realia dorastania na południu USA w czarnoskórej dzielnicy nie szczędząc szczegółów dotyczących traktowania tamtejszej ludności przez białych. Kontrasty pomiędzy tymi obydwiema grupami zostały dobrze przedstawione z właściwą sobie dosadnością, a konflikty pomiędzy obydwiema tymi grupami często charakteryzowały się okrucieństwem białych wobec czarnych. Autorka opisując lata swojego dzieciństwa zadbała o to, aby nie zabrakło w niej obecności tamtejszych tradycji, wierzeń, sposobów obchodzenia świąt, czy w ogóle światopoglądu. Zupełnym przeciwieństwem biedy południa okazały się lata Mai spędzone u boku matki w bogatej Kalifornii, gdzie przepych i odmienna mentalność w pełni dominowały. Angelou z właściwą sobie wrażliwością pisze o wstrząsających dla niej przeżyciach z czasów, kiedy była małą dziewczynką, co nie tylko nadaje głębi fabule, ale sprawia, że o wiele bardziej rozumiemy narratorkę i wraz z nią współodczuwamy jej cierpienie i zmagania. Pisarka zgrabnie wprowadza Czytelnika w dalsze meandry swojego życia i robi to w taki sposób, że bardzo łatwo jest zapomnieć, że ta historia jest w zasadzie autobiografią, gdyż czyta się ją jak dobrą powieść. Nie potrzeba więc zbyt długo czekać na to, aby ta historia wciągnęła, gdyż barwna i błyskotliwa narracja w pełni wystarcza, aby zanurzyć się w słońcu południa USA.

Maya Angelou nie śpieszy się zbytnio z zaglądaniem w przeszłość. Narracja prowadzona jest powoli i spokojnie, przez co można odnieść mylne wrażenie, że w powieści brakuje jakiejkolwiek akcji. Opowieść Angelou szyta jest pewną nicią tradycji i przekonań, które łatwo można dostrzec w niniejszej książce. W miarę, jak brniemy przez kolejne strony autobiografii, coraz lepiej poznajemy koleje losu młodej Mai, jej dzieciństwo i dorastanie na ubogim południu, powrót do Kalifornii, miejsca tętniącego życiem, a następnie karierę tramwojażerki w San Francisco oraz niespodziewaną ciążę i wbrew pozorom nie jest to wcale spoiler. Losy Mai są naznaczone podróżą i traumą, co dodatkowo sprawia, że książka zyskuje pewien symboliczny wymiar.

Klimat, w jaki Angelou stworzyła w niniejszej powieści jest absolutnie wyjątkowy. Warstwa fabularna, na którą składa się historia samej Mai i jej kolei losu, zostaje dodatkowo nadbudowana za pośrednictwem wątku historii i tradycji południa w USA. Jakby tego było mało, Angelou kontrastuje ze sobą życie w bogatej Karolinie, gdzie dotknęło ją traumatyczne doświadczenie z dorastaniem na biednym południu w Stamps. Kolejnym ciekawym aspektem, jaki wchodzi w skład klimatu jest poszukiwanie przez Mayę odpowiedzi na pytania o segregację rasową, biedę, nienawiść, a także o to kim w tym świecie jest ona sama. Wszystkie te cechy sprawiają, że książka jest wręcz przesuszona symbolizmem, co jedynie przydaje nietuzinkowości prozie Angelou.

Język, jakim operuje pisarka zdecydowanie nie przypomina większości, z jakimi można się zetknąć w tego typu literaturze pięknej z domieszką autobiografii. Styl Angelou jest zaskakująco dojrzały, naznaczony przenikliwością, a przy tym niezwykłą wrażliwością. Nie jest to styl dla każdego. Angelou stopniowo odsłania przed Czytelnikiem coraz to nowsze warstwy przysłowiowej cebuli, ale nie ujawnia środka. Tajemniczość to kolejna cecha, która trafnie opisuje styl wspomnianej pisarki, co jak dla mnie stanowi dodatkowy atut tej historii i sprawia, że aż chce się w nią zanurzyć. Na rozsmakowanie się w pisarstwie Angelou potrzeba nieco cierpliwości, ale zapewniam, że warto.

Bohaterowie, o których pisze Angelou to bliskie jej osoby, co zresztą znalazło swoje odzwierciedlenie w autobiografii. Surowe doświadczenia etapu dorastania naznaczyły Mayę swoim piętnem i uczyniły ją niezwykle wrażliwą na ludzkie cierpienie. Jednakże obecności bliskich jej osób i rodziny, była dla niej cennym wsparciem. Właściwie trudno byłoby mi nie polubić postaci, jakie przewijają się przez tę książkę, choć do kilku z nich miałabym zastrzeżenia. Są zdecydowanie pełnowymiarowe, realistyczni i ciepli, a przynajmniej ta zdecydowania większości. Wartość rodziny i tradycji jest silnie zakorzeniona w tej powieści, co dla mnie stanowi jej kolejny atut. Co się zaś tyczy moich odczuć względem samej Mai, to bardzo szybko zapałałam do niej sympatią. Nie da się jednak ukryć, że do samego końca pozostawała dla mnie osobą nieodgadnioną i nieco  tajemniczą. Nie tylko trauma, ale także surowe warunki dorastania oraz brak w tym okresie obecności rodziców w jej życiu uczyniły ją powściągliwą i ostrożną. Mając możliwość zapoznania się z autobiografią Mai i to z jej ręki, czuję, że między nami wytworzyła się pewnego rodzaju więź.

Podsumowując, Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak to powieść, która głęboko mnie poruszyła. Opisywane przez Angelou wydarzenia są niekiedy wręcz nieprawdopodobne, tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę dziecięcą narrację, co tylko potęguje ujmujące wrażenie lektury. Obserwując dorastanie młodej Angelou niejednokrotnie nie mogłam powstrzymać się od snucia refleksji na temat kategoryzacji rasowej i niesprawiedliwości, na którą narażeni są osoby o czarnoskórej karnacji. Myślę, że za jakiś czas chętnie sięgnę po jakąś inną pozycję z dorobku afroamerykańskiej pisarki, gdyż recenzowana tutaj powieść z pewnością jest nietuzinkowa i zapada głęboko w pamięć. I właśnie dlatego jest tak cenna.

Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak to przejmująca historia, obok której w zasadzie nie sposób przejść obojętnie i zdecydowanie warto się nad nią pochylić. Zachwyca swoją wymową i ukrytą siłą, co czyni z niej dzieło ponadczasowe. Powieść, którą zdecydowanie polecam tym ambitnym Czytelnikom, którzy będą potrafili w pełni docenić wartość przekazu oraz wagę słów Mai Angelou. To nie jest pozycja, która spodobałaby się każdemu. A jednak mam nadzieję, że Ci, którzy sięgają po literaturę z "wyższej półki" odkryją w sobie potrzebę przeczytania właśnie takiej książki, mocnej, boleśnie prawdziwej i pięknej. Polecam serdecznie!

Moja ocena: 10/10. :)

Czytaj dalej »
on 22 września 0
Podziel się!
Etykiety
autobiografia, historyczne, obyczajowe, okruchy życia
Nowsze posty
Starsze posty

14 września

"Szkoda, że Cię tu nie ma" - Jodi Picoult

Jodi Picoult to jedna z tych pisarek, po które sięgam śmiało, pewna, że napisana przez nią powieść mnie zachwyci. O ile jednak, w przypadku większości przeczytanych przeze mnie jej poprzednich książek, miałam już pewne wyobrażenie, co do możliwego rozwoju historii, o tyle do Szkoda, że Cię tu nie ma podeszłam z ogromnym entuzjazmem. Intuicja podpowiadała mi, że będzie to jedna z tych historii, która nie tylko mnie wciągnie, ale i miło zaskoczy. I faktycznie, gdyż najnowsza powieść Picoult ogromnie mnie oczarowała!

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Diana O'Toole to perfekcjonistka, która żyje według skrupulatnie ułożonego harmonogramu. Wszystko ma już zaplanowane, ślub z ukochanym mężczyzną w wieku 29 lat, dzieci oraz oszałamiająca kariera w branży specjalizującej się wyceną dzieł sztuki to jej główne cele. Nie wie jednak, że w prawdziwym życiu idealny plan nie istnieje, a nawet najmniejsza błahostka potrafi nieźle pokrzyżować perfekcyjnie skomponowany harmonogram. Wymarzone zaręczyny i wakacje, które planowała z Finnem są tego doskonałym przykładem. Na skutek pandemii koronawirusa, mężczyzna zmuszony jest pracować ponad normę, by zająć się wszystkimi pacjentami. Namawia więc ukochaną, by ta poleciała na Galapagos bez niego. Świat zaczyna przyspieszać, wszystko się zmienia, a Diana nie potrafi przewidzieć co się wydarzy. Postanawia więc przystać na propozycję Finna. Jednakże zagubiony na lotnisku bagaż to tylko początek niespodzianek dla uporządkowanej Diany.

- opis własny

Przyznam szczerze, że gdy tylko wzięłam do ręki najnowszą powieść Picoult, byłam już pewna tego, iż mnie ona zachwyci i tak też się stało. Autorka urzeka od samego początku, nie tylko niezwykle aktualną tematyką pandemii, która de facto stanowi jeden z najważniejszych wątków tej książki, ile potoczystym stylem, nietypowymi zwrotami akcji oraz relacją jaka ma miejsce na odciętej od świata wyspie Galapagos. Szkoda, że Cię tu nie ma to powieść przełomowa, w której dość szybko zatonęłam i nie ukrywam, zajęła mi ona zaledwie dwa popołudnia.

Muszę szczególnie pochwalić Picoult za aspekt fabularny, który w przypadku tej książki wypadł wręcz znakomicie. Autorka postarała się o to, by już na samym początku zaciekawić Czytelnika i wbrew pozorom, jak to miało miejsce w większości napisanych przez nią książek, nie rozpoczęła swojej powieści od melodramatycznego chwytu. Wręcz przeciwnie, skupiła się bardziej na aspektach rozwojowych głównej bohaterki, zręcznie wykorzystując pandemię jako tło. Fakt, iż na warsztat pisarski Jodi Picoult postanowiła wziąć właśnie te niemalże aktualne wydarzenia związane z opanowaniem świata przez koronawirusa, sprawił, iż już od pierwszych stron czytałam tą powieść z ogromnym zainteresowaniem. Być może powinnam wzdrygnąć się na myśl, że ta amerykańska pisarka pokusiła się o tak nietypowy i drastyczny zabieg literacki, w końcu wydarzenia sprzed trzech lat nadal obfitują w brzemienne skutki, ale to właśnie wzbudziło moją ciekawość. Ponadto, autorka ma prawdziwy talent ukazywania podwójnego dna we wszystkich opisywanych przez siebie dramatycznych sytuacjach w niemal każdej swojej powieści. Także w tym przypadku zadbała o to, by ukazać różnorodne spojrzenia na zjawisko pandemii koronawirusa, nie zabrakło nawet perspektywy medycznej, czy wywiadów z ozdrowieńcami, które autorka zweryfikowawszy wpierw źródła, także w swojej książce zawarła. Przyznaję jednak, że aspekt, który szczególnie mnie interesował, czyli utknięcie w obcym kraju, na odciętej od świata rajskiej wyspie w momencie, gdy zamknięto granice, interesował mnie najbardziej. Picoult niezwykle trafnie ukazała oblicze nie tylko samego raju, który w opisanej w książce sytuacji mógł być wprawdzie daleki od ideału, ale również skrupulatnie odmalowała uczucia, których doświadczała główna bohaterka. Chyba jeszcze nigdy żadna książka tej pisarki nie zainteresowała mnie aż tak bardzo, jak właśnie Szkoda, że Cię tu nie ma, a wspomniane wątki to tylko niektóre, a te, o których nie wspomniałam są jednak w równej mierze bardzo frapujące.

Akcja powieści, podobnie zresztą jak opisywane wydarzenia rozwija się diametralnie i to w momencie, kiedy pandemia zaczyna już zbierać swoje żniwo, a Diana musi podjąć decyzję o samotnym wyjeździe na rajską wyspę Galapagos. Picoult umiejętnie intryguje Czytelnika już od pierwszych stron książki, co więcej trzyma go w garści przez cały okres trwania powieści, gdyż napięcie w zasadzie ani na chwilę nie ustępuje. I nie mam tutaj na myśli intrygi, jaką zapewnia akcja wypełniona przysłowiowym "ściganiem się z czasem", ale bardziej podwójną perspektywą dotyczącą pandemii - Finna, który pracuje w szpitalu ponad normę, a kolejni jego pacjenci umierają oraz Diany, dla której pandemia koronawirusa na rajskiej wyspie wydaje się być jedynie koszmarem. Z drugiej jednak strony, Diana jest tą bohaterką, która mocniej niż jakakolwiek inna postać zetknęła się z izolacją o bardzo drastycznym charakterze, gdyż nie tylko jest jedyną turystką na Galapagos, ale dodatkowo nie zna języka, którym posługują się tubylcy. Niesamowicie intrygował mnie ów rozdźwięk, te diametralnie odmienne spojrzenia i doświadczenia bohaterów w obliczu pandemii. Choć uwielbiam dobrą prozę Picoult, zwykle potrzebuję czasu, bądź odpowiedniego nastroju, by sięgnąć po którąś z jej książek, jednakże w tym przypadku nie dość, że zaczęłam ją czytać zupełnie spontanicznie, to jeszcze wciągnęłam się do tego stopnia, iż lektura zajęła mi jedynie dwa dni.

Klimat wykreowany w tej książce został naprawdę dobrze dopracowany przez autorkę i to już od pierwszych stron. Od samego początku towarzyszące Czytelnikowi napięcie, o którym wspominałam, wzmacniane jest poprzez sugestywne obrazy horroru pandemii. Rozdźwięk między perspektywą Finna i Diany, gdzie dla jednego pandemia jest walką z niemożliwym, a dla drugiej postaci wydaje się jedynie odległym, nieco surrealistycznym snem, został bardzo dobitnie pokazany, eksponując przy okazji mnogość emocji, jaka towarzyszy lekturze. A te są niezwykle różnorodne. Dla całokształtu klimatu niezwykle wymownym gestem okazuje się być miejsce akcji, gdzie przebywa Diana, rajska wyspa Galapagos. Autorka w niesamowicie dosadny sposób odmalowała poczucie zagubienia bohaterki, jej samotność i tęsknotę za ukochanym, jak również trafnie uchwyciła czysty paradoks wyspy raju, na której znajduje się jedna turystka, nie znająca przy tym miejscowego języka. Co jeszcze ogromnie mi się podobało, to poruszony motyw sztuki jako terapii oraz używania jej jako formy poszukiwania własnego "ja" oraz podróży wgłąb tajniki własnej psychiki. Wykorzystane przez Picoult wątki zostały przez nią naprawdę misternie splecione i sprawnie wkomponowane w fabułę, dzięki czemu w niniejszą książkę można się w pełni zanurzyć, znacznie szybciej niż można by się tego spodziewać.

Nie będę ukrywać, że sporym zaskoczeniem okazał się być dla mnie styl, w jakim książka została napisana. Przywykłam już bowiem do nieco surowego, technicznego stylu Picoult, gdzie to nie emocje ogrywają pierwsze skrzypce. W przypadku tej książki rzeczowość języka i konkret zostały nieco stonowane na rzecz wplecenia w nią osobistego stosunku do przedstawianych wydarzeń, do czego zresztą przyznała się sama Jodi. Niemniej jednak te drobne zmiany sprawiły, że znacznie łatwiej było mi się wczuć zarówno w postacie, jak i opisywane wydarzenia. Jako osoba, która książki dosłownie pochłania, ostatnią powieść Jodi niemal dosłownie pożarłam i to znacznie szybciej, niż jakąkolwiek inną jej książkę. Lekkość i płynność przekazu pozwoliły mi się zagłębić w Szkoda, że Cię tu nie ma i w pełni oddać się temu nowemu smakowi literatury.

Bardzo spodobało mi się to, w jaki sposób autorka odmalowała swoich bohaterów. Miałam nieodparte wrażenie, iż podczas ich realistycznej kreacji nie tylko skupiła się na ich różnorodności, ale również na ukazaniu głębi ich charakterów. Nie mam tutaj na myśli wyłącznie samej Diany czy Finna, ale również poszczególne postacie poboczne, które okazały się nie mniej intrygujące niż ci pierwszoplanowi bohaterowie. Urzekły mnie barwnie opisane zmagania Beatriz, nastolatki zmagającej się z własną samooceną, szczerze interesowała mnie perspektywa Gabriela i wreszcie zauroczyła mnie wewnętrzna przemiana Diany. Tym, co zdecydowanie wyróżnia bohaterów Szkoda, że Cię tu nie ma są ich problemy i wewnętrzne zmagania, potrzeby pogodzenia się z wewnętrznymi zranieniami, i odnalezienia pewnej formy ukojenia. Dzięki temu są to postacie autentyczne, których nie sposób nie polubić i nie doszukiwać się w nich własnych fragmentów zmagań czy pewnych aspektów osobowości.

Podsumowując, Szkoda, że Cię tu nie ma to powieść wieloaspektowa, która porusza bardzo szeroką tematykę, od kwestii pandemii, odcięcia od świata na rajskiej wyspie, aż po wątki typowo introspektywne, jak samoświadomość, rozważanie tego, co jest bardziej realne, to co jest rzeczywiste czy może nasze własne wyobrażenia? Jako osoba, która po książki napisane przez Picoult sięgam dość często, zdążyłam już poznać pewien schemat pisania przez nią poszczególnych powieści, to jednak jej najnowsze dzieło jestem skłonna uznać, za najlepsze spośród tych, jakie wydała do tej pory. Chyba w żadną inną jej książkę nie wciągnęłam się tak mocno, ani tak mocno się w niej nie zanurzyłam, jak właśnie w Szkoda, że Cię tu nie ma.

Szkoda, że Cię tu nie ma to idealna pozycja na letnią, wakacyjną porę, w której naprawdę można się zatracić na dobre kilka godzin, a maksymalnie dwa dni. Jest to książka, która wciąga momentalnie i to już od pierwszej strony, co czyni ją idealną weekendową pozycją. Jestem przekonana, iż fani pisarstwa Picoult i jej zmyślnego pióra będą tą pozycją zachwyceni, a tym, którzy jeszcze nie przeczytali tej najnowszej książki, polecam się w nią zaopatrzyć. Co do tych, którzy w ogóle nie mieli do czynienia z tą pisarką, odradzam zaczynanie przygody z nią od tej książki, zostawcie sobie, to, co najlepsze na koniec lub sięgnijcie po wspomniany tytuł dopiero, gdy zapoznacie się już co nieco z pisarskim dorobkiem Jodi Picoult. Wówczas będzie to dla Was wspaniała czytelnicza niespodzianka, tak jak i dla mnie. Powieść ta powinna spodobać się również tym, którzy chcą zerknąć na świat ogarnięty pandemią z nieco innej perspektywy, a także tym, poszukującym odpowiedzi na to, jak wytłumaczyć sobie pandemię oraz co to mogło oznaczać. Polecam serdecznie!

Moja ocena: 10/10. :) 

Czytaj dalej »
on 14 września 1
Podziel się!
Etykiety
obyczajowe, okruchy życia, romans, współczesność
Nowsze posty
Starsze posty

07 września

"Za niebieskimi drzwiami" - Marcin Szczygielski

Za niebieskimi drzwiami Marcina Szczygielskiego to powieść, która była moim małym wyzwaniem czytelniczym w minionym miesiącu. Z jednej strony byłam ciekawa, w jaki sposób autor wykorzysta motyw autokreacji magicznego świata, z drugiej cały czas miałam wrażenie pewnego niedosytu. I choć niniejsza pozycja jest jedną z ważniejszych pozycji na mojej liście książek do pracy magisterskiej, nie potrafię pozbyć się pewnego uczucia zawodu, pomimo faktu, iż to, co akurat mnie do tej powieści przyciągnęło, akurat zostało wyjątkowo doszlifowane. Nie zmienia to jednak mojej opinii o tej powieści, czego trochę żałuję, gdyż szczerze mówiąc, spodziewałam się być nią zauroczona.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Łukasz to dwunastoletni chłopiec, który w chwili rozpoczęcia powieści wybiera się z mamą na wymarzone wakacje. Po drodze ma miejsce wypadek, po którym obydwoje znajdują się w dość ciężkim stanie. Chłopiec ma strzaskane nogi, na domiar złego jego mama zapadła w głęboką śpiączkę. Po upływie kilku miesięcy, po Łukasza przyjeżdża ciotka Agata, która postanawia zabrać go do nadmorskiego pensjonatu, gdzie spędziła dzieciństwo. Nastolatek czuje się jednak kompletnie wyrwany z życia, jakie znał do tej pory, nie potrafi przystosować się do nowego środowiska ani też nawiązywać relacji z rówieśnikami. Przypadkowo odnalezione przez chłopca niebieskie drzwi, namalowane ręką jego matki, odkrywają przed nim niezwykły świat marzeń i fantazji.

- opis własny

Planowałam napisać niniejszą recenzję, tak jak pozostałe, czyli od razu tuż po przeczytaniu. Cieszę się jednak, że z uwagi na dość skrajne uczucia, jakie wzbudziła we mnie ta książka, dałam sobie tydzień czasu na uporządkowanie swoich myśli i opinii. Powieść Marcina Szczygielskiego przetłumaczona zresztą na język niemiecki, która dodatkowo doczekała się swojej ekranizacji, a co więcej, trafiła na Listę Skarbów Muzeum Literatury Dziecięcej we mnie obudziła dość niejednoznaczne odczucia i początkowo wydawała mi się nawet stosunkowo słaba, a jednak po czasie zdecydowanie potrafię bardziej docenić jej walory. Nie oznacza to jednak, że jestem w stanie dać tej książce wyższą notę niż te 6 gwiazdek na LubimyCzytać, co kwalifikuje ją jako "dobrą", choć jak dla mnie, zdecydowanie nie wybitną pozycję.

Pod względem fabularnym naprawdę doceniam to, w jaki sposób autor rozłożył poszczególne partie powieści, gdyż były momenty, kiedy potrafiłam wciągnąć się w tą pozycję i czytać ją z dużym zaangażowaniem. Całościowo jednak oś fabularna wypada nawet i dość dobrze, gdyby nie fakt, iż niektóre wątki pozostają urwane, albo i gorzej, całkowicie niedokończone. Bardzo brakowało mi również takiego wewnętrznego aktu przemiany bohatera, bowiem zarysowana w powieści sytuacja jest niebywale traumatyczna i zdecydowanie pozostawia ona blizny na psychice Łukasza. O ile jednak ów aspekt został mocno podkreślony, a dodatkowo wzmocniony zresztą poprzez nadbudowanie warstwy światotwórczej, w tym wymieszanie świata realnego i magicznego, o tyle zdecydowanie zabrakło momentów autorefleksji, przemiany, poczucia przebaczenia, słowem: rozwoju głównej postaci. A szkoda, bo wprowadzona przez Szczygielskiego fenomenalnie zarysowana wzajemna kompilacja światów, mogłaby wpłynąć na bohatera w nieco bardziej pozytywnym stopniu. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, w jak ciekawy sposób autor wykreował magiczny świat istniejący za magicznymi niebieskimi drzwiami. Żałuję jednak, że autor nie rozbudował swojej powieści o jakieś 100 stron więcej, bo zarówno nadałoby to wymiaru stworzonemu przezeń światu, jak i pozwoliłoby rozwinąć się bohaterowi.

Poprzez urwane wątki oraz pewne niedokończone aspekty, dość mocno ucierpiała na tym akcja powieści, która czasem toczyła się po prostu zbyt szybko. Wprawdzie, iż z zamierzenia pozycja ta została sklasyfikowana jako powieść dziecięca/ młodzieżowa, jednakże podobnie, jak w przypadku fabuły oraz braku wspomnianego rozwoju bohatera Za niebieskimi drzwiami sprawia wrażenie szybkiego i niedokończonego projektu. Doceniam koncept na fabułę, wprowadzone wątki, ale zdecydowanie tym, co najbardziej rzutuje na odbiór tej książki jest brak głębi przedstawionego świata. Poszczególne wątki, co prawda, wciągnęły mnie dość mocno, z kolei inne sprawiły, że dosłownie przedzierałam się przez tą książkę z pewnym mozołem i poczuciem gorzkiego posmaku rozczarowania.

Muszę jednak oddać autorowi fakt, iż stworzony przez niego klimat, nawet bez widocznego pogłębienia, został fenomenalnie oddany. Ogromnie spodobało mi się to, w jaki sposób zostało zarysowane przejście pomiędzy światami. Za niebieskimi drzwiami dosłownie tchnie magicznym klimatem i choć nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby autor rozbudował ten "inny świat" nieco bardziej, czy wyposażył w więcej ciekawych detali, to wystarczyło jednak, bym była usatysfakcjonowana niniejszą pozycją. Koncepcja tajemniczych drzwi, które prowadzą do innego świata intrygowała mnie, odkąd tylko sięgnęłam po tą książkę. Ciekawym aspektem okazały się także "nici", które wnikały do rzeczywistego świata oraz magiczne stworzenia zamieszkujące tamtejszą fantastyczną krainę. Wszystko zostało przepięknie wymyślone i mimo, iż żałuję, że fundamenty tego fantastycznego świata były nieco rozmyte, po dłuższej refleksji, jestem skłonna przyznać autorowi rację, to znacznie lepiej pasowało do zakończenia powieści. Za niebieskimi drzwiami to książka, którą przepełniają uczucia goryczy, poczucia niesprawiedliwości i frustracji na cały świat, choć zważywszy na sytuację głównego bohatera, raczej nie ma się co dziwić, to jednak miłą odskocznią była odmiana towarzysząca Łukaszowi podczas odkrywania świata "po drugiej stronie", jego ciekawość w błądzeniu w nieznane.

Bohaterowie, czy też raczej bohater, to moim zdaniem największy mankament, jaki mogę przypisać tej książce. Zamierzeniem Szczygielskiego było odmalować postać młodego chłopca straumatyzowanego po wypadku samochodowym, przerażonego wizją rychłego sieroctwa i przepełnionego frustracją z powodu własnej niemocy. To wszystko mu się udało i to nawet lepiej niż mogłabym tego oczekiwać, z tym, że nie spodziewałam się aż tak ogromnego nasycenia powieści całą gamą negatywnych odczuć. Jeśli dodać do tego fakt, iż Łukasz jest dwunastoletnim rozkapryszonym dzieckiem, to tworzy to definitywnie ostrą mieszankę. Bardzo współczułam bohaterowi, jednakże fakt, iż on sam w zasadzie nie uległ żadnej przemianie wewnętrznej podczas powieści, okazał się dodatkowo dołujący. Zarówno koncept fabularny, jak i klimat mogłyby świetnie sprzyjać przemianie chłopca, tak, aby docenił on choćby te najmniejsze, drobne, ale dobre rzeczy. Jego rozgoryczenie, a przy tym kłótliwość i chamstwo sprawiały, że momentami naprawdę było mi ciężko wykazywać się do niego cierpliwością. Ucieszyła mnie jednak pewna rzecz, którą Łukasz zrobił, więc w pewnym sensie moja wytrwałość została nagrodzona.

Mam wrażenie, że Szczygielski wyjątkowo stronił od przyozdabiania języka, a skupiał się na jak najbardziej oszczędnym przedstawieniu treści. Tak jak w fabule i akcji uderzyło mnie pewne niedopracowanie wątków oraz zbytnia szybkość, w warstwie językowej zaskoczył mnie do pewnego stopnia "dziecięcy styl" pisania. Zdaję sobie sprawę, że z reguły jest to książka przeznaczona dla młodzieży, jednak w porównaniu do większości pozycji tego typu, styl jest tam znacznie bardziej rozbudowany. W Za niebieskimi drzwiami dominuje z kolei czysto dziecięca narracja, bardzo zresztą uproszczona. Choć w dużej mierze taki styl jest w pełni kompatybilny z odczuciami głównego bohatera, jednocześnie wyolbrzymia negatywną wymowę jego odczuć, co niekiedy wcale nie uprzyjemnia lektury, a raczej sprawia, że chwilami po prostu brakuje siły na tego typu mało przyjemny styl.

Podsumowując, Za niebieskimi drzwiami mam już za sobą, co akurat mnie cieszy, gdyż mogę wreszcie skupić się na wnikliwej analizie postaci głównego bohatera w pracy magisterskiej. Pomimo faktu, iż książkę oceniłam na "dobrą", a co za tym idzie, wystawiłam jej 6 gwiazdek, nie znaczy to wcale, że jej mankamenty aż tak mnie nie raziły, bo było wręcz odwrotnie, co zaznaczyłam w recenzji. Niemniej jednak, lektura powieści Szczygielskiego okazała się dość ciekawą odskocznią od dotychczasowo znanych mi młodzieżówek, a przy tym zaowocowała nieco inną, świeżą perspektywą na interesujące mnie zagadnienia arteterapeutyczne.

Za niebieskimi drzwiami nie jest pozycją, którą mogłabym polecić każdemu. Jest to książka niezwykle specyficzna i dość trudna do docenienia. Sądzę jednak, że będzie to pozycja idealna dla dzieci, zwłaszcza dla młodych nastolatków, którzy dopiero wchodzą w okres dojrzewania i buntu. Odnajdą się w niej również te dzieci, które nie potrafią lub mają trudności w radzeniu sobie z negatywnymi emocjami, szczególnie ze złością, frustracją, lękiem i rozgoryczeniem, a to jest bardzo ważny aspekt, jaki ta powieść porusza. Z kolei dorośli czytelnicy, czy studenci mogą mieć zupełnie inne odczucia w stosunku do tej książki i zapewne właśnie w tym tkwi fenomen pisarstwa Szczygielskiego.

Moja ocena: 6/10.:)

Czytaj dalej »
on 07 września 1
Podziel się!
Etykiety
dla nastolatków, fantasy, okruchy życia
Nowsze posty
Starsze posty

28 sierpnia

"Alyssa i czary" - A.G.Howard

Z racji tego, że przez ostatni miesiąc dość sporo czasu zaczytywałam się w literaturze fantasy, sięgnięcie po retelling Alicji w krainie czarów w wykonaniu A.G. Howard wydawało mi się niemal oczywistością. Przy okazji zyskałam możliwość komparatystycznego porównania wizji Krainy Czarów Lewisa i współczesnej pisarki. Choć historia Alicji niekoniecznie jest moją ulubioną lekturą z czasów dzieciństwa, powróciłam do niej chętnie, chcąc przekonać się jak różne są zarówno sposoby zobrazowania ów niezwykłej krainy, jak również, jak odmienne są od siebie bohaterki noszące w gruncie rzeczy dość podobne imiona Alyssa i Alicja.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE: 

 

Alyssa Gardner wywodzi się z rodu Liddellów, z którego pochodziła znana wszystkim Alicja, która jako dziecko podążyła w ślad za białym królikiem wgłąb jego leśnej dziury. Nastolatkę dręczą urojenia, które towarzyszą jej niemal od zawsze, słyszy mowę kwiatów i owadów, przez co w towarzystwie rówieśniczym jest typową outsaiderką. Odkrycie, że Kraina Czarów nie jest jedynie baśnią znaną dzieciom, ale istnieje naprawdę, sprawia, że jej świat rozsypuje się niczym starannie ułożony domek z kart. Oznacza to, że kobiety w jej rodowodzie wcale nie były szalone, ani ona, ani też jej mama przebywająca w szpitalu psychiatrycznym, czy też jej praprababka Alicja Liddell, od której wszystko się zaczęło. Alyssa musi naprawić jej błędy, aby uratować swoją rodzinę od klątwy pochodzącej z innego świata. Droga do osiągnięcia tego celu wiedzie przez króliczą norę, tę samą, do której przed laty wpadła mała Alicja. Co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni? Prawdziwa Kraina Czarów to miejsce o wiele mroczniejsze niż można by przypuszczać na podstawie historii małej Alicji.

- opis własny

 

O Alyssie i czarach słyszałam już różne opinie, toteż moja komparatystyczna ciekawska natura nie pozwoliła mi być dłużej bezczynną. Intrygowało mnie, w jaki sposób A.G. Howard weźmie na warsztat świat Krainy Czarów wykreowany przez brytyjskiego barda Carrolla Lewisa. Okazało się, że z tym postawionym sobie zadaniem poradziła sobie całkiem nieźle i to na tyle, że zasłużyła sobie w pełni na ocenę 7 gwiazdek, którą wystawiłam tej powieści na LubimyCzytać.

Powieść posiada kilka niezwykle mocnych zalet, a jedną z nich jest ogromnie ciekawy koncept wykorzystania urojeń głównej bohaterki jako motywu przewodniego w związku z jej podróżą do zwariowanej krainy dziwów. Akurat ów zabieg przemówił do mnie z całą mocą, gdyż wykorzystywanie podobnych motywów jest nie tylko przedmiotem badań w mojej pacy magisterskiej, lecz także pokrywa się z moimi zainteresowaniami. Połączenie świata magicznego fantasy i zaburzeń psychicznych to kluczowy aspekt motyw, który zostaje misternie wkomponowany w fabułę wiodąc w niej prym. Ogromnie spodobał mi się również fakt, iż zadaniem Alyssy jest nie tyle odtworzenie kroków baśniowej Alicji, ile naprawienie szkód, które dziewczynka spowodowała w Krainie Czarów. Autorka na tyle skrupulatnie zarysowała poszczególne wątki, że nie miałam najmniejszej trudności z tym, żeby wciągnąć się w niniejszą książkę, co prawda po dotarciu do jej połowy, zrobiłam sobie krótką przerwę na to, by dla odmiany zanurzyć się w pozycję obyczajową. Do pewnego stopnia towarzyszyło mi więc poczucie przesytu magii obecnej we wspomnianej krainie oraz towarzyszącej jej atmosferze pewnego upojenia żarłocznym instynktem przetrwania. 

Zastanów się nad sobą, żeby odkryć, kim masz być. Co masz wnieść do naszego świata. To i tylko to może wypełnić pustkę w nas.

Akcja Alyssy i czarów to jedynie kolejny pozytywny aspekt tej książki. Wydarzenia opisane w książce mają bowiem to do siebie, że toczą się w dynamicznym tempie, przez co bardzo łatwo jest wciągnąć się i na parę godzin zatracić w szalonym świecie Krainy Czarów. Szalonym zresztą w podwójnym sensie, gdyż tak jak wspominałam, ów świat ma w sobie sporą dozę mroku, ujawniania pewnych pierwotnych instynktów, które zderzają się z logicznym myśleniem, które cechuje Alyssę. Sprawia to wrażenie pewnego przesytu, przez co musiałam odłożyć lekturę na jakiś czas, by móc znów do niej powrócić z nowym zapałem. Wartka akcja, przesycona magią, zarówno tą baśniową, jak i mroczną, i prymitywną stanowi gwarancję zainteresowania, gdyż autorka naprawdę zgrabnie potrafi przeplatać wspomniane wątki.

Klimat w jaki Howard wyposażyła swoją książkę zasługuje na ogromne uznanie z mojej strony, gdyż stanowi najmocniejszy atut, ale zarazem też jest to ten aspekt, który kazał mi odpocząć parę dni od tej książki. Amerykańska pisarka niezwykle dobrze się spisała łącząc ze sobą baśniowy świat Alicji z Krainy Czarów autorstwa Lewisa z motywem obłędu i klątwy nękającej rodzinę Liddellów oraz jej potomkinie. Wykorzystanie koncepcji urojeń i zaburzeń psychicznych dodatkowo wzmocniło mroczny akcent wspomnianego magicznego świata, czyniąc go jeszcze bardziej niezwykłym, absurdalnym, a niekiedy nawet i odrażającym w swojej prymitywności. W powieści nie brakuje bowiem zarówno scen żywcem wyjętych z przygód Alicji, opowiedzianych rzecz jasna z zupełnie innej perspektywy, ale też nie zabraknie takich, przez które można poczuć się po prostu nieswojo, gdy do głosu dochodzą zwierzęce instynkty, co akurat autorka zarysowała z pełną pasją. Faktem jest, iż powieść Howard posiada swoją własną, niezwykłą i w pewnym sensie intrygującą atmosferę niemalże emanującej magią. Dawno nie spotkałam książki z tak mocno wyróżniającym się klimatem, która dodatkowo wzbudziłaby we mnie tak skrajne odczucia.

Przypominam sobie jego akwarele: ponure, ale piękne światy, w których gotyckie duchy płaczą czarnymi łzami nad trupami ludzi. Te surrealistyczne obrazy nieszczęścia i utraty są tak przejmujące, że rozrywają serce.

Alyssa i czary to powieść z gatunku tych, które dobrze i szybko się czyta. Styl A.G. Howard upłynnia lekturę, nie jest zbytnio zawiły, ale skupiony na istotnych detalach. Pozycja ta została zaklasyfikowana, całkiem słusznie zresztą, jako młodzieżówka i w tym duchu napisała ją jej autorka. Nie brakuje tu bowiem ani nastoletnich rozterek, ani też zmagań tak typowych dla tego wieku. Zarazem jednak wykreowany przezeń mroczny klimat na swój sposób dodaje powieści pewnego uroku, hipnotyzuje i sprawia, że od powieści momentami naprawdę trudno się oderwać. Specyficzny język, jakim operuje autorka zmusza przy tym do zastanowienia się nad własną mroczną stroną oraz pierwotnymi instynktami, jakie w każdym z nas drzemią ("zjedz lub zostań zjedzony"!). A.G. Howard zgrabnie posługuje się metaforami, ale także z pasją korzysta z logiki, aby za pośrednictwem Alyssy wyjaśnić pewne kwestie, co sprawia, że sam akt lektury wzbudza różnorodne emocje. Nie zabraknie bowiem momentów wzruszenia, zadziwienia i niedowierzenia, czy po prostu niesmaku, a w niektórych momentach nawet i śmiechu. Autorka Alyssy dobrze wie, czego potrzeba jej czytelnikom i sprawnie manipuluje wykreowaną przezeń krainą i jej postaciami, co w pewien sposób czyni ją prawdziwą Czerwoną Królową władającą swoim światem za pomocą magii pióra.

Postacie, jakie wykreowała A.G. Howard są po części zaczerpnięte z pierwowzoru, czyli książki Lewisa, aczkolwiek tylko z nazwy. Umiejętnie posługując się słowem pisanym pisarka wyposażyła bohaterów swojej książki w zupełnie nowe osobowości, a niekiedy również w całkowicie odmienne wyglądy. Przykładowo, Królik Biały, pod takim imieniem znany w Alicji... w tej powieści funkcjonuje jako Grólik Biały i jest w zasadzie szkieletem obrośniętym zwałami mięsa, co czyniło go postacią niekoniecznie zbyt miłą i "pluszową". Kraina Czarów Howard rządzi się bowiem swoimi prawami i dysponuje swoją własną paletą postaci. Autorka wprowadza całkowicie nowe postacie, zarówno te poboczne, jak i główne, jak na przykład Jeba, przyjaciela Alyssy. Do bohaterów Alyssy... z reguły raczej trudno jest mi się jednoznacznie ustosunkować, jednakże na pewno nie wzbudzają we mnie wyłącznie pozytywnych czy negatywnych uczuć, przypominają raczej pewną mieszankę fascynacji i pewnego rodzaju odrazy na widok niektórych ich aspektów, zatem jestem wobec nich ambiwalentna.

Jeśli zaś chodzi o podobieństwa łączące Alicję z Alyssą, to na pewno obydwie cechuje olbrzymi sceptycyzm oraz kierowanie się przede wszystkim logiką, a nie emocjami. I w zasadzie na tym kończą się wszelkie podobieństwa. Alyssa w przeciwieństwie do swojego literackiego pierwowzoru obarczona jest dodatkowo pewną przynależnością do ludzkiej krainy nie tylko ze względu na wiek, jak również powiązania rodzinne. Musi w końcu naprawić błędy swojej prababki, a więc ustanowić kolejne nowe zasady panujące w Krainie Czarów. Pomaga jej w tym logiczne myślenie, które zresztą nawet jeśli słuszne i podparte faktami, niejednokrotnie mnie irytowało. Bardzo brakowało mi uczucia, pasji, pewnej większej wrażliwości. Wprawdzie Alyssa dysponowała tymi cechami, jednakże to logika pozostawała na pierwszym miejscu. Przyznaję, że po ponownej lekturze Alicji..., a następnie Alyssy..., u obydwu bohaterek właśnie to mnie irytowało. Zdecydowanie bowiem nie są to postacie, które pozwalają by to uczucia, emocje miały u nich pierwszeństwo, a nawet jeśli to w bardzo mocno ograniczonym zakresie. 

Reasumując, Alyssa i czary to lektura, której zdecydowanie warto poświęcić czas i na kilka godzin przenieść się do nieco zwariowanego świata Krainy Czarów, gdzie wszystko często gęsto jest na opak niż w znanej nam rzeczywistości. Dzięki temu po skończonej lekturze w pewnym sensie zaczyna się bardziej cenić codzienną rzeczywistość i rozkoszować się jej przyjemnymi detalami, w tym możliwością przeczytania podobnej książki. Kto wie, być może w najbliższej przyszłości sięgnę także po kolejny tom, czyli Alyssę i obłęd? Myślę, że zrobię to z miłą chęcią. :)

 

Alyssa i czary to powieść niemal idealna dla fanów fantasy, przy której można spędzić kilka magicznych wieczorów. Także wielbiciele świata Krainy Czarów znajdą tutaj jej niezwykle pieczołowicie odwzorowany wzór. Tym razem historia podążania wgłąb króliczej nory dotyczy naprawienia rzekomych błędów Alicji, jest to jednakże świetny sposób na sprawdzenie, jak dobrze pamięta się oryginalną książkę Lewisa. Wreszcie, powieść dla tych, którzy pragną nowego, nieco bardziej mrocznego obrazu zwariowanej Krainy Czarów, a zarazem chcą przeczytać coś, co przypomni im książki czytane w dzieciństwie. Polecam serdecznie!

Moja ocena: 7/10. :)


Czytaj dalej »
on 28 sierpnia 1
Podziel się!
Etykiety
fantasy, obyczajowe
Nowsze posty
Starsze posty

24 sierpnia

"Tego lata stałam się piękna" - Jenny Han HIT czy KIT?!

Po powieść Jenny Han Tego lata stałam się piękna sięgnęłam zupełnie spontanicznie. Tytuł kojarzyłam z widzenia, jednakże do przeczytania tej książki skłoniły mnie następujące rzeczy: zwiastun ekranizacji oraz fakt, iż akcja książki toczy się latem. Pomyślałam więc, że będzie to doskonały tytuł rozpoczynający sierpniową porę. Mimo iż zdecydowanie nie określiłabym tej książki mianem wybitnej, co najwyżej jako pozycję wartą uwagi na "jeden raz", to muszę jednak oddać autorce to, że umieszczenie akcji powieści w samym sercu upalnej letniej pory zgrało się niemal idealnie. Dzięki temu bowiem mogłam z pełnym zaangażowaniem wczuć się w opisywane wydarzenia. Czy jednak Tego lata stałam się piękna w jakiś sposób może konkurować z trylogią Do wszystkich chłopców, których kochałam? Właśnie to pytanie postanowiłam sobie zadać przed rozpoczęciem lektury.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:
Cykl życia młodej Belly wyznacza jedna pora roku, lato. Pozostałe trzy w ogóle dla niej nie istnieją. Dla niej wszystko, co najlepsze ma miejsce właśnie letnią porą. To wówczas spędza czas z dwójką braci Fisher, Conradem i Jeremiahem, którzy traktują ją niczym młodszą siostrę. Jeden z nich stanowi obiekt jej dziecięcych i młodzieńczych westchnień, zaś drugi jest najlepszym przyjacielem. Tego lata jednak coś się zmieniło. Bracia nie traktują już Belly jako młodszej siostry. Zarazem są to ostatnie wakacje, które spędzają wspólnie, zanim bracia rozpoczną studia. Tegoroczne wakacje zmienią wszystko, zarówno na lepsze, jak i na gorsze.
- opis własny
Sięgając po Tego lata stałam się piękna byłam przede wszystkim ciekawa, czy Jenny Han zaskoczy mnie zupełnie nową realizacją młodzieżówki tym razem z wakacyjnym tłem. Gdzieś z tyłu głowy tliło się jednak intuicyjne przeświadczenie, że ta powieść raczej nie pretenduje do miana następcy po kultowej serii Do wszystkich chłopców, których kochałam, zresztą całkiem słuszne. Różnica między obydwoma książkami jest na tyle diametralna, że w zasadzie nawet nie mam po co ich ze sobą porównywać. Do pewnego stopnia jestem wręcz rozczarowana tym, że autorka, która napisała naprawdę świetną trylogię z historią miłosną w tle, potrafiła stworzyć powieść tak mocno obiegającą od jej stylu, umiejętności tkania fabuły czy nawet kreacji samych bohaterów. Tego lata stałam się piękna to powieść zdecydowanie nie dająca się porównać względem wspomnianej serii, a wypadająca przy niej wręcz blado i nijako.

Pod względem fabularnym powieść ta przypomina zbyt szybką jazdę rollercosterem, poszczególne epizody następują po sobie zbyt szybko, pozbawione są przy tym jakiegokolwiek głębszego przekazu, a wszystko zamyka się w niedopowiedzeniach i półsłówkach. Na uwagę zasługuje też fakt, iż działania bohaterki, skądinąd, skoncentrowanej wyłącznie na sobie, potrafiły mnie mocno zirytować. Zdaję sobie sprawę, iż literatura młodzieżowa rządzi się własnymi prawami, które może nie są do końca przemyślane, jednakże w przypadku tej książki bardzo mocno rzutuje to na negatywny odbiór książki. Fabularnie staje się ona spłycona, przez co w zasadzie trudno jest znaleźć w niej pozytywy.

Tego lata stałam się piękna zdecydowanie nie jest pozycją, po której można by się zbyt wiele spodziewać, choć znalazły by się jeden, może dwa, momenty zaskoczenia. Akcja wbrew pozorom rozwija się bardzo szybko, jednakże ceną za to jest spłycony rozwój fabuły. Wydarzenia następują po sobie kolejno, szybko, ale bez jakiegokolwiek głębszego zagłębienia się weń. Można by dopatrywać się w takim zabiegu próby realizacji typowej "młodzieżówki" wypełnionej dialogami i mnogością drobnych, choć niewiele znaczących wydarzeń. Paradoksalnie, w przypadku tej książki, dzięki jej "płytkiej warstwie" naprawdę nie potrzeba zbyt wiele czasu, aby się wciągnąć, co czyni ją pozycją idealną na lato. Sama przeczytałam tę powieść w niecałe dwa dni, choć z drugiej strony bardzo brakowało mi szerszego rozbudowania i głębi pod względem fabularnym.

Klimat to chyba największy atut, jaki jestem skłonna tej książce przypisać. Autorka znakomicie wykreowała atmosferę lata, wypełniła swoją powieść momentami o młodzieńczych imprezach, wieczorach filmowych, spalonej słońcem plaży i nocnym pływaniu w basenie. Praktycznie nie zabrakło niczego, czego potrzeba do stworzenia powieści z motywem lata w tle. Zarazem jednak fakt, iż fabuła pozbawiona została głębi, a wydarzenia toczyły się nieco zbyt szybko, nie mogłam w pełni nacieszyć się tym letnim klimatem, lecz przynajmniej udało mi się go zasmakować.

Tym, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło w niniejszej powieści, był język, który choć niemal w całości poprawnie stylizowany na młodzieżowe trendy, bardzo pasował do książki Han. Co prawda, brakowało mi niezwykle mocno jakiejś głębszej treści, jednakże dzięki temu dość szybko przebrnęłam przez tę książkę, zajęło mi to właściwie jedno popołudnie z uwzględnieniem doczytania zakończenia następnego poranka. Tym sposobem autorka bardzo zgrabnie oddała zarówno rzeczywistość w jakiej żyją obecni nastolatkowie, jak również zadbała o to, by sprawnie podkreślić ich podejście do życia, pęd za przyjemnością i nastawienie bardziej na "ja" niż "my".

Han należy również oddać to, że choć wykreowała swoich bohaterów na współczesną nastoletnią modłę bardzo sprawnie, to zarazem zadbała o to, by ukazać ich wyjątkowe i wyróżniające cechy. Dzięki temu, pomimo faktu, że ich osobowości pozostają pozbawione introspekcji, do pewnego stopnia potrafią się oni wybić ponad zwykłą powierzchowność. Najlepiej zostały zarysowane sylwetki trójki głównych postaci: Jeremiaha, Conrada i oczywiście Belly. Pisarka zadbała o to, aby każdej ze swoich bohaterów przypisać pewne szczególne cechy charakterystyczne, co zresztą wyeksplorowała do tego stopnia, że podczas lektury nie mogłam nie dostrzec tak gładko zarysowanych stereotypów. Belly uosabia chodzącą nastoletnią piękność o dość niskim poczuciu własnej wartości z nastawieniem na uwiedzenie chłopców, a w szczególności Conrada, który jest jej młodzieńczym obiektem westchnień. Praktycznie w ogóle nie zwraca uwagi na uczucia pozostałych postaci, jest mało spostrzegawcza, a przy tym chętnie manipuluje innymi. Nie ukrywam, że fakt, iż to właśnie ona była główną bohaterką, a zarazem i narratorką powieści, okropnie mnie irytował. Belly stanowiła typowy stereotyp przysłowiowej naiwnej blondynki, a jej nieumiejętność dostrzegania faktów sprawiła, że ta postać wydawała mi się płaska i mało interesująca. Spodobało mi się natomiast całkowite zróżnicowanie braci: wesołego i skłonnego do żartów, empatycznego młodszego Jeremiaha oraz ponurego i zamkniętego w sobie Conrada, jak również zaskakująco barwna postać Sussanah, mamy braci. Gdybym miała zabrać się za lekturę kolejnego tomu, zrobiłabym to dla Jeremiaha, ale już na pewno nie dla Belly czy Conrada.

Reasumując, Tego lata stałam się piękna to pozycja, która może okazać się dobrą odskocznią, ciekawą wyprawą w nastoletnie czasy, tuż przed wejściem w okres dorosłości. Dla mnie zdecydowanie taka była. Brakowało mi pewnego rodzaju głębi, postacie zostały wykreowane jako zdecydowanie zbyt płytkie, bym w jakiś sposób mogła polubić jakiegokolwiek bohatera, choć gdybym miała wybierać byłby to Jeremiah. Nie będę ukrywać, że po autorce trylogii, która wzbudziła w moim sercu zachwyt, czyli Do wszystkich chłopców, których kochałam, spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, niż to, co otrzymałam. Na tle serii o Larze Jean, historia Belly wypada zdecydowanie zbyt słabo, a w zasadzie zbyt rozczarowująco, bym mogła wystawić jej wyższą notę niż te 5/10 gwiazdek, które dałam tej książce na LubimyCzytać. W najbliższym czasie raczej nie zamierzam czytać kolejnych tomów, choć kto wie, być może w przyszłym roku najdzie mnie na tego typu historię "niższych lotów" z wakacyjnym klimatem w tle i nastoletnim romansem.
Tego lata stałam się piękna nie jest pozycją, od której należało by wiele oczekiwać, zwłaszcza, jeśli ktoś postrzega ją w kategoriach nowej lepszej historii miłosnej niż Do wszystkich chłopców, których kochałam. Pozycja zdecydowanie przeciętna i mało wymagająca, co wbrew pozorom czyni ją poczytną, w sam raz na wakacyjną porę. Jeśli szukacie powieści, której akcja przeniesie Was na nadmorską plaże, wśród rozpromienione nastoletnie towarzystwo, pozycja od Jenny Han powinna się Wam spodobać. Jednakże, nie nastawiajcie się na lekturę w jakikolwiek sposób wybitną, gdyż zwyczajnie się rozczarujecie. Ot, dobra pozycja na "jeden raz".

Moja ocena: 5/10. :)

Czytaj dalej »
on 24 sierpnia 0
Podziel się!
Etykiety
obyczajowe, romans, wakacyjne
Nowsze posty
Starsze posty

05 sierpnia

Podsumowanie Lipca 2023

 Z początkiem lipca rozpoczęłam staż w wydawnictwie ZNAK. Był to dla mnie wspaniały okres i nim się obejrzałam miesiąc już się skończył, niemniej jednak bardzo miło wspominam tamtejszą pracę. Naprawdę wiele się nauczyłam, poznałam tajniki pracy zarówno redakcji, jak i promocji, a miałam tą przyjemność, że mogłam wykonywać zlecenia z obydwu tych działów wydawniczych. Pozostaje mi czekać na październik na propozycje dalszej pracy. Lipiec był więc dość intensywny, ale z pewnością dla mnie był to czas, kiedy mogłam rozwinąć swoje twórcze pasje i spróbować pracy moich marzeń, zresztą nie byle gdzie, w końcu ZNAK to polski moloch wydawniczy! 

W lipcu rozpoczęłam lektury moich pozycji magisterskich, a głównie jest to literatura fantasy oraz psychologiczna, ale ponadto sięgnęłam też po inne pozycje z gatunku obyczajówek, tak aby nieco wczuć się w ten wakacyjny klimat. Tak jak wspominałam w ostatnim poście skończyłam również serię o Lou Clark (recenzja tutaj), którą bardzo ciepło wspominam i jestem przekonana, że za niedługo sięgnę po inne książki z pisarskiego dorobku Jojo Moyes. Zapragnęłam też powtórzyć sobie kilka filmowych produkcji, ale też zapoznać się z tymi całkiem dla mnie nowymi. Obejrzałam więc Avatara Istotę wody, który bardzo mocno mnie urzekł, zapoznałam się też z filmami takimi jak: Coco, Frozen II, a także Nasze magiczne Encanto i był to zdecydowanie obok Avatara najlepszy film lipca! Pokochałam Mirabel, jej oddanie rodzinie, a także jej determinację, z jaką poszukiwała swojego własnego miejsca w la familia magical Madrigal. Wraz z przyjaciółką miałam możliwość obejrzenia tegorocznego hitu w postaci Barbie na wielkim kinowym ekranie. Sam film natomiast był moim zdaniem całkiem okej, choć zdecydowanie było w nim za dużo różu i plastiku, tym samym nie wystawiłabym mu jakiś wysokich not. Udało mi się nareszcie obejrzeć 11 sezon Modern Family i jeśli czytaliście moją opinię o tym serialu, to wiecie, jak bardzo mi się on spodobał, a finałowy sezon stanowił świetne zwieńczenie pozostałych części. Rozpoczęłam również serial The Good Doctor, który jest dostępny na platformie Netflix i dość szybko się w niego wciągnęłam. Jest to jedna z tych produkcji z dobrą, niebanalną i wciągającą fabułą, poruszająca zresztą ciekawą historię chirurga z autyzmem i zespołem sawanta. Przyznam, że sierpień również zapowiada się obiecująco, zarówno pod względem literacko-czytelniczym, jak i tym serialowym.

NALEŻY CZYTAĆ PRZY PIOSENCE:

Lipiec był miesiącem, w którym sumiennie kontynuowałam lekturę Do syta pióra Michała Cichego, która podzielona jest na trzy podstawowe części: czerwiec, lipiec oraz sierpień i w takiej kolejności też je czytam. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie spokój, jaki niemalże wyziera się spod kart tej książki. Koncentracja, uważność i nastawienie na obserwację oraz przetwarzanie chwili obecnej, wręcz kontemplacja zastanej rzeczywistości to fundamenty, jakimi kieruje się autor tej książki, a także w pewnym sensie jego sposób na życie. Niesamowicie mnie to urzekło, do tego stopnia, że pewne elementy jego filozofii również zaczęłam wprowadzać w swoje życie. W następnej kolejności sięgnęłam po Marzyciela Strange The Dreamer autorstwa Laini Taylor, która to książka jest jedną z moich pozycji magisterskich. Mimo iż było to moje drugie zetknięcie się z tym niesamowitym światem, jaki Taylor stworzyła, w dalszym ciągu nie mogłam powstrzymać się od zachwytów nad tą powieścią. Wprawdzie po raz pierwszy czytałam Marzyciela kilka dobrych lat temu (na recenzję zapraszam tutaj), jednakże sam widok okładki wystarczył by powróciły przyjemne odczucia, jakie miałam podczas lektury tej książki. Z przyjemnością sięgnę także ponownie po kolejny tom niniejszej serii, czyli po Muzę Koszmarów i już nie mogę doczekać się tej chwili! Kolejną pozycją na mojej lipcowej biblioteczce okazała się być ostatnia część serii o Lou Clark, czyli Moje serce w dwóch światach Jojo Moyes, o której pisałam tutaj. Autorka w znakomity sposób zwieńczyła całą serię i tak, jak wspominałam, zamierzam w tegoroczne wakacje sięgnąć po inne pozycje z literackiego dorobku tej pisarki. W międzyczasie zaczęłam również czytać Alyssę i czary pióra A.G.Howard i chociaż sam koncept na tą powieść mnie oczarował, to jednak, potrzebowałam kilka dni przerwy i skupienia uwagi na innej książce, gdyż momentami świat wykreowany przez autorkę jawił mi się jako nieco prymitywny, skupiający się na mroczniejszej stronie fantastyki. Moje odczucia względem tej książki póki co nie są jeszcze do końca usystematyzowane, tak więc za niedługo pojawi się recenzja tej pozycji. Na początku sierpnia rozpoczęłam także lekturę Za niebieskimi drzwiami autorstwa Marcina Szczygielskiego i choć jest to stosunkowo krótka pozycja, momentami musiałam się po prostu zmuszać, aby przeczytać ją do końca. Winą za mój stosunek do tej książki muszę obarczyć jej bohatera, który krótko mówiąc nie przypadł mi zbytnio do gustu. Na szerszą opinię pozwolę sobie w recenzji, z kolei w pracy magisterskiej pozwolę sobie na znacznie bardziej obszerną analizę psychologiczną tej postaci. Z początkiem sierpnia przeczytałam również Tego lata stałam się piękna, której autorką jest Jenny Han i szczerze przyznaję, trylogia Do wszystkich chłopców, których kochałam jest nieporównywalnie lepsza, a wspomniany tom zdecydowanie się do niej nie ujmuje, stąd też moje uczucia względem tej książki są dość ambiwalentne. Tym samym w lipcu przeczytałam w sumie 6 książek, z czego trzy dokończyłam w sierpniu. A biorąc pod uwagę mój dość mocno ograniczony czas przez pracę, uznaję to za dobry wynik!:)
  1. Do syta, Michał Cichy
  2. Marzyciel Strange The Dreamer, Laini Taylor <recenzja tutaj>
  3. Moje serce w dwóch światach, Jojo Moyes <recenzja tutaj>
  4. Tego lata stałam się piękna, Jenny Han <recenzja 20.08.2023!>
  5. Alyssa i czary, A.G. Howard <recenzja 21.08.2023!>
  6. Za niebieskimi drzwiami, Marcin Szczygielski <recenzja 22.08.2023!>
Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości co do idealnego pretendenta do tytułu "Najlepszej Książki Miesiąca", a jest nim Marzyciel Laini Taylor!
  • Marzyciel Strange The Dreamer, Laini Taylor <recenzja>
W zasadzie trudno byłoby mi widzieć inny tytuł na tym miejscu. Marzyciel zajmuje w moim sercu absolutnie wyjątkowe miejsce i wiele by trzeba, żeby mu je odebrać. Laini Taylor jak nikt inny potrafi z subtelną magią tworzyć fantastyczne światy, że tak jak Sarai, jedna z bohaterek powieści bardzo chętnie spędziłabym w umyśle tytułowego Marzyciela niejeden sen. Powieść jedyna w swoim rodzaju i przez to tak wyjątkowa!
Sądząc po tym, co napisałam wcześniej, dla nikogo nie powinien być zaskoczeniem fakt, iż tytuł "Najgorszej Książki Miesiąca" otrzymuje powieść Marcina Szczygielskiego, Za niebieskimi drzwiami.
  • Za niebieskimi drzwiami, Marcin Szczygielski:
Muszę przyznać, że sam pomysł na książkę był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem i choć nie potrafię odmówić autorowi uroku pod względem stylu i zdolności kreacji fantastycznych światów, ani nawet sprawnego poruszania kwestii psychologicznych, takich jak trauma i żałoba, to jednak postać głównego bohatera w moim odczuciu jest po prostu zbyt skrajna. Dość dawno nie spotkałam bohatera, który irytowałby mnie do tego stopnia, że musiałam na chwilę odłożyć daną książkę. A w tym przypadku po prostu musiałam. Potrafię wczuć się w sytuację Łukasza, bohatera powieści, ale zdecydowanie jest to postać, która tkwi w pewnym zastoju. Bardzo mocno brakowało mi jakiegokolwiek rozwoju jego postaci w tym pozytywnym sensie, czego niestety nie otrzymałam, a szkoda, bo gdyby autor wyposażył swojego bohatera w większą dozę empatii, powieść naprawdę by na tym zyskała... Więcej pozwolę sobie przedstawić w recenzji, która pojawi się już na dniach!

CO W SIERPNIU 2023?
Sierpień rozpoczął się dużo intensywniej niż się tego spodziewałam i w zasadzie nim zdążyłam się obejrzeć byłam już zaangażowana w mnóstwo pomniejszych spraw, w tym opiekę nad dziećmi, po czym zwykle potrzebuję dnia lub dwóch, aby się naładować i wrócić do swojego "normalnego trybu". Lubię dzieci, a w zasadzie to je uwielbiam, ale przyznaję, że potrafią mnie nieco zmęczyć. Udało mi się jednak wygospodarować całkiem sporo czasu na czytania, gdyż tak, jak wspominałam, dokończyłam lekturę Alyssy i czarów A.G. Howard, przeczytałam również Za niebieskimi drzwiami Marcina Szczygielskiego oraz Tego lata stałam się piękna Jenny Han. W planach mam również kontynuację Do syta Michała Cichego, kolejną pozycje do mojej pracy magisterskiej, czyli Poczwarkę Doroty Terakowskiej, a także kilka innych pozycji, jakie wpadły mi w oko podczas lipcowego stażu w wydawnictwie. To od jakiej pozycji zacznę, pozostawiam już mojemu wewnętrznemu kompasowi czytelniczki:
  • Lassie, wróć! Eric Knight;
  • Równoumagicznienie Terry Pratchet;
  • Poczwarka Dorota Terakowska;
  • Szkoda, że Cię tu nie ma Jodi Picoult;
  • Muza Koszmarów Laini Taylor;
  • Ponad wszystko Nicole Yoon;
  • Heartstopper Alice Oseman;
  • Opowieści galicyjskie Andrzej Stasiuk;
  • Alicja w krainie czarów Lewis Caroll - po przeczytaniu Alyssy i czarów, zapragnęłam przypomnieć sobie oryginalną historię Alicji w wykonaniu Lewisa (i oczywiście chcę porównać te dwie książki, tak jak dyktuje mi moja komparatystyczna natura).

Czytaj dalej »
on 05 sierpnia 1
Podziel się!
Etykiety
podsumowanie, stosik książkowy, zapowiedź
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O AUTORCE

O AUTORCE
27 - letnia Magister Polonistyki-Literaturoznawstwa. Z zamiłowania książkoholiczka, literaturoznawczyni i blogerka, rysowniczka, a także miłośniczka języków obcych i azjatyckich dram. Kto wie, może i w przyszłości także pisarka? Możliwości jest mnóstwo! :) Aktualnie spełnia się dziennikarsko pracując w redakcji WUJ-a oraz współpracując z wydawnictwami jako recenzentka. Przyszła bibliotekarka i biblioterapeutka, która uczy się języka migowego.

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

Cytat, określający mnie chyba najlepiej

BIBLIOTECZKA

https://lubimyczytac.pl/ksiegozbior/MiegxQJv6H

PRZECZYTANE

W tym roku chcę przeczytać...

W tym roku chcę przeczytać...
#Wyzwanie LC 2026#

Recenzje/Wpisy planowo

* "Żywe serce", Piotr Pawlukiewicz * "Genialne umysły", Jennifer Lynn Barnes * "Studium zatracenia", Ava Reid * "Burza", Sunya Mara * "Obiekty głębokiego nieba", Jakub Małecki Następne tytuły wpisów podam niebawem! :)

Znajdź mnie!

  • Lubimy Czytać
  • Strona na facebooku
  • Twitter
  • Instagram

Szukaj na tym blogu

Statystyka

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Obserwatorzy

Popularny post

  • Kącik serialowy: Moon Lovers: Scarlet Heart Reyo- magia księżyca
    Tytuł oryginalny:   달의 연인 – 보보경심 려 Tytuł (latynizacja):   Dalui Yeonin – Bobogyungsim Ryeo Tytuł (alternatywny):  Time Slip: Rye...
  • Kącik serialowy: Goblin, Guardian: The Lonely and Great God- potęga przeznaczenia
    Tytuł oryginalny:   도깨비 Tytuł (latynizacja):   Dokkaebi Tytuł (alternatywny):  Goblin: The Lonely and Great God Gatunek:   fantasy, m...
  • "Shinsekai Yori"- Yuusuke Kishi
    tytuł oryginału: 新世界より tłumaczenie: Z Nowego Świata wydawnictwo:  Kōdansha data wydania: 23 stycznia 2008 liczba stron:870 sło...

Archiwum

  • ▼  2026 (19)
    • ▼  sie 2026 (3)
      • Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ru...
      • "Powroty" - ksiądz Piotr Pawlukiewicz
      • "Niewidzialne życie Addie LaRue" - Victoria E. Schwab
    • ►  lip 2026 (1)
    • ►  cze 2026 (3)
    • ►  maj 2026 (3)
    • ►  kwi 2026 (6)
    • ►  lut 2026 (1)
    • ►  sty 2026 (2)
  • ►  2025 (13)
    • ►  wrz 2025 (1)
    • ►  sie 2025 (2)
    • ►  lip 2025 (1)
    • ►  cze 2025 (2)
    • ►  kwi 2025 (1)
    • ►  mar 2025 (4)
    • ►  lut 2025 (2)
  • ►  2024 (11)
    • ►  gru 2024 (1)
    • ►  lis 2024 (1)
    • ►  lip 2024 (1)
    • ►  cze 2024 (1)
    • ►  maj 2024 (2)
    • ►  kwi 2024 (2)
    • ►  mar 2024 (1)
    • ►  sty 2024 (2)
  • ►  2023 (31)
    • ►  gru 2023 (2)
    • ►  lis 2023 (2)
    • ►  paź 2023 (4)
    • ►  wrz 2023 (3)
    • ►  sie 2023 (3)
    • ►  lip 2023 (3)
    • ►  maj 2023 (2)
    • ►  kwi 2023 (1)
    • ►  mar 2023 (5)
    • ►  lut 2023 (5)
    • ►  sty 2023 (1)
  • ►  2022 (46)
    • ►  gru 2022 (5)
    • ►  lis 2022 (4)
    • ►  paź 2022 (4)
    • ►  wrz 2022 (5)
    • ►  sie 2022 (6)
    • ►  lip 2022 (6)
    • ►  cze 2022 (1)
    • ►  maj 2022 (3)
    • ►  kwi 2022 (3)
    • ►  mar 2022 (5)
    • ►  lut 2022 (2)
    • ►  sty 2022 (2)
  • ►  2021 (38)
    • ►  gru 2021 (2)
    • ►  lis 2021 (4)
    • ►  paź 2021 (3)
    • ►  wrz 2021 (3)
    • ►  sie 2021 (4)
    • ►  lip 2021 (4)
    • ►  cze 2021 (1)
    • ►  maj 2021 (2)
    • ►  kwi 2021 (2)
    • ►  mar 2021 (2)
    • ►  lut 2021 (6)
    • ►  sty 2021 (5)
  • ►  2020 (49)
    • ►  gru 2020 (3)
    • ►  lis 2020 (2)
    • ►  paź 2020 (4)
    • ►  wrz 2020 (4)
    • ►  sie 2020 (6)
    • ►  lip 2020 (5)
    • ►  cze 2020 (3)
    • ►  maj 2020 (2)
    • ►  kwi 2020 (5)
    • ►  mar 2020 (5)
    • ►  lut 2020 (6)
    • ►  sty 2020 (4)
  • ►  2019 (66)
    • ►  gru 2019 (6)
    • ►  lis 2019 (4)
    • ►  paź 2019 (5)
    • ►  wrz 2019 (9)
    • ►  sie 2019 (9)
    • ►  lip 2019 (6)
    • ►  cze 2019 (5)
    • ►  maj 2019 (6)
    • ►  kwi 2019 (2)
    • ►  mar 2019 (3)
    • ►  lut 2019 (5)
    • ►  sty 2019 (6)
  • ►  2018 (59)
    • ►  gru 2018 (5)
    • ►  lis 2018 (5)
    • ►  paź 2018 (7)
    • ►  wrz 2018 (9)
    • ►  sie 2018 (7)
    • ►  lip 2018 (3)
    • ►  cze 2018 (8)
    • ►  maj 2018 (2)
    • ►  kwi 2018 (2)
    • ►  mar 2018 (3)
    • ►  lut 2018 (3)
    • ►  sty 2018 (5)
  • ►  2017 (5)
    • ►  gru 2017 (4)
    • ►  lis 2017 (1)

Polecany post

Spędź tydzień z Bogiem (i wspólnotą)! Wakacje z Ruchem Czystych Serc (relacja)

Napisz do mnie w sprawie recenzji/artykułu/wywiadu :)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Etykiety

Japonia (13) King (3) Murakami (6) PLOTKARA (3) Zafon (5) anime (3) arabia (1) autobiografia (5) baśnie (22) dla nastolatków (24) drama (5) fantasy (66) historyczne (32) holocaust (1) klasyk (22) klasyka dla nastolatków (11) klasyka dziecięca (2) komedia- czarny humor (12) kultura słowiańska (5) medyczne (5) mit (3) miłość (39) obyczajowe (123) podsumowanie (81) postapo (23) psychologia (31) psychologiczne (49) romans (53) science-fiction (23) stosik książkowy (34) sztuka (4) tag (2) thiller (26) thriller (14) wojna (9) współczesność (104) zapowiedz (27) zwierzęta (3) świat komiksu (1) święta (5)

Nie kopiuj, szanuj cudzą własność!!!

Prawa Autorskie

Zabraniam kopiowania MOICH tekstów i zdjęć bez uprzedniego zezwolenia.

Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kradzież tekstów, czy zdjęć bez upoważnienia autora przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2-ch i/grzywnę.

Bardzo proszę o uszanowanie mojej pracy.

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Z Dziennika Książkoholiczki. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.